środa, 24 kwietnia 2013

Kos

Większość dzisiejszego dnia zajęło mi to, co wszyscy chłopcy, duzi i mali lubią najbardziej (zaraz po zabawie kobiecymi piersiami...): grzebanie we wspaniałym, starym mechaniźmie. Proszę Państwa, pozwólcie sobie przedstawić, oto "Kos":


"Kos", niestety, nie jest mój, ani nawet nasz (bo jak już, to na spółkę z M., byśmy takowy sprzęt sobie sprawili), tylko pożyczony. Ale - wymagał napraw, właścicielowi jest na razie niepotrzebny, negocjacje w sprawie nabycia "Kosa" zostały w pewnym sensie otwarte i wszystko wskazuje na to, że w swoim czasie - dobiegną szczęśliwego finału...

Cały geniusz tego urządzenia polega na jego prostocie i uniwersaliźmie. Pierwotnie przeznaczony był do zaprzęgu konnego (nad jego lewym kołem, czyli po prawej stronie zdjęcia, widać jeszcze resztki siedziska woźnicy - a pod dyszlem: zaczep do orczyka...). Potem, przez lata jeździł za ciągnikiem. A ja go sobie przysposobiłem w ten sposób:


Przy pomocy zaczepu uniwersalnego typu D-4 (czyli "drut złożony razy cztery"):


Nie jest to rozwiązanie ani optymalne, ani bezpieczne, ani docelowe. Ponieważ jednak i tak nie mogę obciążyć "Kosa" jego pełnym ładunkiem (mieści do 300 kg nawozu) - taśma, po której przesuwa się nawóz, a przede wszystkim pasek klinowy, napędzający kółko rozrzutnika, mogłyby tego nie wytrzymać - sądzę, że przy obciążeniach rzędu 100 kg i bardzo powolnej, płynnej jeździe - powinienem sobie poradzić i samochodowi krzywdy nie zrobić.

Najważniejsze to rozrzucić (mam nadzieję, że jutro, zgodnie z obietnicą naszego dostawcy...) wapno na Pierwszym Padoku. Wielki Padok nie jest taki pilny, mogę się z nim bawić dowolnie długo.

Z tyłu cały zestaw prezentuje się nie mniej okazale:


Oprócz dopompowania powietrza w kołach, podokręcania i doczyszczenia wszystkiego - musieliśmy z M. dorobić brakującą osłonę, zapobiegającą rozrzucaniu nawozu w przód. O, tę:


Przydały się okrawki blachy ocynkowanej, pozostałe po wymianie komina w zeszłym roku...

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. To gratuluję! I witam nową Obserwatorkę..!

      Usuń
  2. Masz konie, czemu więc nie przystosujesz go na konia? I ekonomiczniej i bardziej naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kos nie mój, konie nigdy w zaprzęgu nie chodziły i ja też powoziłem ostatni raz... a z ćwierć wieku temu..?

      Usuń
  3. Mi się ten sprzęt podoba - ja ogólnie lubię stare, proste i niezawodne urządzenia.
    Życzę aby udało się nabyć Kosa w dobrej cenie.
    Pozdrawiam wiosennie,
    Tomek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Proste rozwiązanie, a efekt natychmiastowy.
    A grzecznie chciałam zapytać, czy koniowate zechciałyby takiego ptaszka ciągnąć? (pomijając fakt, że to teraz mamuśki) Bo wyglądałoby to tak jakoś bardziej swojsko...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest do zrobienia. Choć to nie jest rzecz do rozwiązania od "pstryknięcia palcem" - i choćby dlatego, specjalnie mi się do tego nie spieszy (pomijając wszystko inne, gdzie ja dostanę szory na taki rozmiar..?).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...