środa, 10 kwietnia 2013

Content

W jednej z fantastycznych (dla odróżnienia od kryminalnych!) powieści Konrada T. Lewandowskiego Jacek Dukaj, nader przejrzyście nazwany „Tkajem“, zamienia się w zbudowanego z autonomicznych, opartych na węglu nano-drobin, inteligentnego pająka – wyższą formę bytu, powstałą przypadkiem w toku walki o granty. Mógłbym uściślić, bo gdzieś tę powieść chyba mam – ale musiałbym w tym celu przemeblować całą biblioteczkę, bo stoi w drugim, albo i w trzecim rzędzie. Zwykle robię to dwa razy do roku, przy okazji generalnych porządków i na razie – nie chce mi się.

W naszej gminnej bibliotece Lewandowski istnieje tylko jako autor kryminałów (jeden właśnie sobie przy okazji ostatniej tamże wizyty wypożyczyłem – na „odchamienie“ po „Grze o Tron“). Dukaja nie ma wcale. I jeden i drugi autor – to „content“ dla wykształciuchów, a nie dla uczciwych ludzi pracy. Znakiem tego…

Natomiast jak chodzi o półki z fantastyką, to przejrzałem je bardzo dokładnie (co nie jest trudne, biblioteka wszak malutka…) – i zawierają one TYLKO I WYŁĄCZNIE fantasy. To znaczy: Sapkowski, Piekara, Pilipiuk. No dobra – jest bodaje jeden Eugeniusz Dębski, ale to naprawdę – „biały słoń“ wśród polskiej i obcej fantasy.



Za moich młodych czasów taka kategoria jak „fantasy“ w ogóle nie istniała. To były owe siermiężne, PRL-owskie czasy, więc w KAŻDEJ bibliotece byli Strugaccy, Bahdaj, Trepka, no i oczywiście – Lem. W liceum, kiedy słusznie miniony ustrój jak najsłuszniej przeminął – pojawił się Zajdel, Wnuk – Lipiński. Pojawiły się też tłumaczenia Tolkiena – to było pierwsze „fantasy“ na polskim rynku wydawniczym (i tak zresztą – kompletnie mi się wtedy nie podobał, przeczytałem wiele lat później).



Nie jestem bynajmniej oryginalny dostrzegając taką „zmianę contentu“. Pytanie brzmi: o czym to świadczy? O rozczarowaniu technologią? A to Lem, przy wszystkich swoich „Paszkwilach na ewolucję“ jest jakimś entuzjastą technicznego „postępu“..?

Może o tym, że nowe „technologie przyszłości“ są już dla umysłów prostych ludzi tak nieogarnione, iż lepiej zastąpić je magią i smokami?



Może jest to – sam w sobie – objaw rozwarstwiania się ludzkości, które w przyszłości podzieli ją na „Elojów“ i „Morloków“, na obce sobie, wyspecjalizowane gatunki?

Oczywiście – w takiej „zmianie contentu“ nie ma niczego szczególnego. Każde pokolenie ma swój własny „ulubiony content“ – były i takie czasy, gdy „literaturą masową“ był Mickiewicz (inna sprawa, że „masy“ wtedy, były jednak dużo mniej masowe – i dużo bardziej kompetentne jak chodzi o „konsumpcję kultury“…).[1]



Co chciałem właściwie Państwu dzisiaj opowiedzieć? Nic ponadto. Szukałem pretekstu, żeby wzorem kolegi Racjonalnie Oszczędzającego, trochę ocieplić atmosferę: za oknem biała mgła i brudny, topniejący śnieg pod ołowianym niebem. Znowu się gówno wyspałem – no ale tak już będzie, póki się wszystkie trzy kobyły nie wyźrebią. Czasu na dłuższe rozważania i tak nie mam, dostałem „pracę domową“ do odrobienia (zaraz zrobię sobie drugą kawę, pod powieki wetknę zapałki i spróbuję coś z tym zrobić…) – liczę, że Państwo nic sensownego nie macie do roboty w tak paskudnych okolicznościach przyrody i sami sobie podyskutujecie…


[1] Swoją drogą, nim umiejętność czytania i pisania się upowszechniła, lud nasz prosty skazany był w tej materii na twórczość własną: bajki, klechdy, pieśni, opowieści przy kądzieli lub szatkowaniu kapusty – dość często zresztą, przetwarzające w prosty sposób motywy z literatury „elitarnej“. Wygląda na to, że jedną z najważniejszych „zdobyczy postępu“ jest uwolnienie prostego ludu od konieczności wytwarzania na własny użytek takich właśnie „produktów kultury“ – które obecnie zajęła masowa szmira…

20 komentarzy:

  1. W początkach fantasy to jeszcze się u nas Aldisa "Cieplarnia" pojawiła i Le Guin "Czarnoksiężnik z Archipelagu". Była to niemalże lektura obowiązkowa.
    Wygląda na to, sądząc po ilustracjach, że świat fantasy to wyłącznie świat kobiet, w dodatku jakichś takich biednych - rozumiem, że kobieta zwykle nie ma co na siebie włożyć, ale żeby aż tak? A tu ziąb...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie lata to rzeczywiście zmasowany atak fantasy. Ekranizacja Tolkiena, "Game of Thrones", love story z wampirami dla dziewczyn itd. Jak czytam stare s-f (lata 60-70) to bywa ono infantylne ale chyba główną "wadą" s-f jako takiego w odbiorze przeciętnego czytelnika jest to, że odwołuje się do rozumu. Nawet w tych głupawych opowiastkach gdzie kosmicie dokonują inwazji na Ziemię, cały świat przedstawiony oparty jest na inżynierskim rozumowaniu. Fizyka, chemia, rocket science, rozwój. W lepszej s-f dochodzą wątki filozoficzne, refleksja historyczna czy społeczna (trylogia Marsa Robinsona, "Luna to surowa pani" Heinlena itp). Jest jakiś intelektualny próg, minimum bez którego takie teksty po prostu nudzą.

    A w fantasy? Tu nie rozum rządzi tylko serce. Prawy, dzielny, waleczny, szlachetny Aragorn walczy ze złym, diabolicznym Sauronem. Emocje. Wszyscy od razu to czują. W "Grze o Tron" czy Wiedźminie nie jest już tak czarno-biało ale i książki nie wymagają wiele od czytelnika. No a poza tym wszyscy lubią patrzeć, jak się ludzie żelazem tłuką po głowie :>

    Taki mamy zeitgeist.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako człowiek czytający fantastykę w ilościach hurtowych, równie chętnie czytający fantasy co S-F, znajduję inne wytłumaczenie tego fenomenu. Napisanie dobrego SF, w stosunku do napisania dobrego fantasy, wymaga ominięcia dwu problemów. Aby utwor fantastyczny nadawał się do czytania konieczne jest wymyślenie i opisanie (możliwie) spójnego i ciekawego świata. Łatwiej jest wymyślić i opisać świat SF - bierzemy świat dzisiejszy i opisujemy tylko różnice. Taki sposób pisania powoduje jednak pewien powazny problem - po kliku, kilkunastu latach od napisania wizja przyszłości z wielu utworów SF staje się anachroniczna. Przykładem jedno z opowiadań o pilocie Pirxie, gdzie kosmonauta przeprowadza obliczenia na kalkulatorze i nie może ich zapisać z powodu braku papieru w tymże kalkulatorze. Kiedy Lem to pisał pierwsze kalkulatory elektroniczne dopiero się pojawiły, zapisywanie obliczeń na nich wykonanych wymagało kartki papieru i ołówka. W tamtym czasie był to opis zaawansowanego urządzenia, którego jeszcze nie było, dziś to urządzenie jest zwyczajnie śmieszne i równie anachroniczne co abakus. Czytając SF z lat 20-80 zeszłego wieku co krok natrafiamy na takie anachronizmy (suwaki logarytmiczne, przesyłanie wiadomości pocztą pneumatyczną, lampy kwarcowe i galenowe itp). A "stara" fantasy się świetni trzyma. Wprawdzie autor musiał wykonać nieco więcej pracy przy opisie i wymyślaniu świata, ale zdecydowana większość jego elementów jest albo z definicji anachroniczna (miecz, abakus itp), albo całkowicie fikcyjna (magia, smoki itp.) i z tego powodu odporna na starzenie. Od hard SF bardziej odporna jest space opera, jako wymagająca bardziej rozbudowanych i obcych naszym czasom opisów - ale ten podgatunek ma się akurat świetnie.
    Drugim powodem jest kasa, którą zarabia na pisaniu autor. Fantasy i space opera (oraz, w nieco mniejszym stopniu powieść historyczna i awanturnicza) kładzie silny nacisk na opis świata. W istocie opis świata bywa często istotniejszy od postaci czy fabuły - czego świetnym przykładem są Gwiezdne wojny (młody wieśniak, z pomocą mędrca i pirata, ratuje piękną księżniczke, przy okazji też cały świat, przed wielkim złym). Autor wymyśla więc i opisuje pewien świat, a jeśli pomysł chwyci - w tymże samym świecie opisuje kolejne przygody bohaterów. Czasem zmieniając przy tym i samyc bohaterów, aby nie było zbyt nudno. 60% pracy wykonał przy pierwszym tomie (wymyślenie i opisanie świata), kolejne tomy łatwiej więc napisać. A fani chętnie kupią dalsze przygody ulubionych bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale SF łatwo odświeżyć, co pokazuje choćby nowa wersja BSG czy Total Recall

      a w ogóle ja jestem takim ex-guru polskiej fantastyki :)

      Usuń
  4. Ostatnio się z Jackiem chyba podświadomie ścigamy na 'strzelanie cycem', zaglądnijcie lepiej do mnie.

    :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię fantastykę, ale głównie science fiction, horrory, baśnie, realizm magiczny, etc. Za typową fantasy nie przepadam. Smoki są piękne, ale jakże... pospolite. Miecze, magia, pseudośredniowieczny ubiór, długie włosiska, "My lady!" i "My lord!" - wykrzykiwane w uniesieniu... Sztampa, nuda, dziecinada. Dlatego nie podoba mi się serial "Gra o tron". Co w nim takiego oryginalnego??? Smoczki były cudne, ale mnogość wątków dobija, poza tym przedstawiony świat jest dla mnie... nuuuuuuudny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się ze stwierdzeniem że łatwiej napisać fantasy niż s-f, bo z jednej strony fantasy nie zostanie zweryfikowane: przecież nawet powieści A.C. Clarka "zestarzały się" pod względem technologicznym, bo rozwój technologii poszedł inną drogą (HAL i załogowa wyprawa na Jowisza na przykład), a z drugiej fantasy łatwo stworzyć "przepisując" jakiś rzeczywisty epizod historyczny, dodając do niego magiczne elementy. I jeszcze jedno: większość, przynajmniej zachodniego fantasy opiera się na stereotypowym obrazie angielskiego średniowiecza. W Polsce czasami "ufantastycznia się" RON. Ciekawe jak sprawdziłby się "setting" fantastyczny w stylu Azji Centralnej sprzed podboju rosyjskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już kilka razy przy dyskusjach o historii alternatywnej pisałem, że gdyby ktoś chciał przedstawić realne dzieje te, które znamy z podręczników, jako wymyśloną historię - zostałby pogoniony w knieje za nadmiar bujnej wyobraźni.

      Tak nieprawdopodobne i nielogiczne historie, jakie się NAPRAWDĘ wydarzyły - po prostu nie mają miejsca w obrębie "świata przedstawionego", który jednak - musi być w miarę spójny, żeby czytelnik w niego uwierzył...

      Stąd, w zasadzie, zgadzam się z Kirą: fantasy jako swoista "historia równoległa" - jest nieodmiennie o wiele uboższa, o wiele nudniejsza i o wiele za logiczna - w stosunku do dziejów prawdziwych...

      Usuń
  7. a tak offtopowo, na co nagiej piękności ze zdjęcia nr2 ten miecz, co ona z nim zrobi?

    motyw analogiczny do np. postawienia babci sprzedającej truskawki z działki przy maszynie górniczej (gdybym miał plakat dla kghm robić)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może traktuje miecz jako narzędzie do usuwania zbędnego owłosienia ( nie na głowie, oczywiście ).:-)

      Usuń
    2. Wiece... ten obrazek był podpisany "Pani Jeziora". Zgaduję zatem, że miecz - to Excalibur...

      Usuń
    3. Kiedyś na spotkaniu bractwa kurkowego wykonałem kilka ruchów wierną repliką miecza średniowiecznego, zgodnych ze sztuką posługiwania się nim. Czułem się jak po serii pompek, albo po wiosłowaniu, więc nie wiem co mogłaby lalka z nim zrobić.
      IMO bardziej by jej w ręku pasował paralizator.

      Usuń
    4. Człowieku małej wiary! Czy wróżka lub czarodziejka potrzebuje prawdziwych mięśni, żeby poruszać zaklętą stalą..?

      I niech Cię nie zmyli brak rozstępów na jej gładkiej skórze: ona ma tak naprawdę jakieś 1000. A nawet 1500. Miała czas ćwiczyć..!

      Usuń
    5. Lat. Zjadło mi słóweczko "lat". 1000 lat ma. Czy tam "wiosen". Nie sprawdziłem, jak w jej świecie mierzy się upływ czasu...

      Usuń
    6. jak taka mocna i załatwia chuchnięciem to jej nie potrzebne żelastwo

      prędzej tymi cycuszkami tak człowieka zaczaruje, że na walkę siły nie starczy

      żelastwo zbędne, chyba że niesie akurat do komisu sprzedać, by starczyło na waciki

      Usuń
  8. @Admin R-O, ehh, stare czasy... Pomagałem w organizacji paru konwentów (Krakon, Imladris, Con-Quest i trochę lokalnej drobnicy), przez parę lat prowadziłem Sekcję Fantastyki NSZ UJ. Pod moją drugą ksywką jeszcze mnie co starsi fani fantastyki czasem rozpoznają :D

    @Jeremak - fantasy (jak również horrory i SF) w klimatach azjatyckij jak najbardziej istnieje. Po pierwsze - fantasty japońskie (oraz chińskie i koreańskie) w dużej części jest oparte na lokalnych mitach i historii. Tłumaczenia książek fantastycznych (głównie skierowanych do młodzieży) można znaleźć choćby na Baka Tsuki: http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Main_Page
    Przeglądając zakurzone półki mojej pamięci mogę polecić takie książki jako oparte na azjatyckich mitach lub historii:
    - Cykl Czarna Kompania zaczynając od tomu czwartego - silnie oparta na historii i mitach indyjskich;
    - Saga o Drenajach - na dobrą sprawę opis inwazji Mongołów na Europę;
    - Malloreon (bardziej znany jako kontynuacja Belgariady) - o ile pierwszy cykl był typowym europejskim fantasy (autor jest historykiem literatury i wprost stwierdził że Belgariada to współczesna wersja ballady rycerskiej), to cykl drugi dzieje się w krainach wschodu, odpowiadającym naszej Arabii, Chinom i Persji;
    - tetralogia Człowiek ze Słowem - jeden z tomów odbywa sie w całości z krainie będącej wzorowanej na Arabii (jej mitycznej wersji);
    Przypomnę sobie więcej, to wrzucę :)

    Co do przerabiania historii na fantastykę, to George Martin przyznaje, że Gra o Tron to ufantastyczniona wersja Wojny Stuletniej, podawał nawet kiedyś jakiś cykl książek historycznych na których się wprost wzorował (nie pamiętam tytułu). Znana space opera o Honor Harrington jest niemalże plagiatem cyklu o Horatio Hornblowerze i dzieje się w kosmicznej wersji Wojen Napoleońskich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arturro wyslałem mail na Twojego firmowego bloga z prosba o kontakt, bo pogadac o starych dobrych czasach fandomu :)

      Jeśli nie dostaleś - daj mi znać na FB :)

      Usuń
  9. "Gra o Tron" jest fajna z powodów polityczno-dynastycznych. Świat przedstawiony jest koszmarnie odtwórczy:
    1) Westeros = Wyspy Brytyjskie
    2) Ironborn = wikingowie z wyspy Man
    3) The Wall = mur Hadriana
    4) walka rodów o koronę = wojna stuletnia
    5) Northmen = Szkoci

    I tak dalej. Dodajmy smoki, dodajmy Innych, przesuńmy wyspy greckie w okolice WB = voila, mamy "Game of Thrones".

    Co do tego, że s-f się zestarzała w dużej mierze. Po pierwsze, dziś też powstaje s-f. Po drugie, zestarzała się jeśli o podbój kosmosu chodzi. I chyba tylko pod tym względem. "Dialogi" Lema - rozważania o przeniesieniu osobowości i "ja" w maszynę, nieśmiertelność duszy w wydaniu nowoczesnym. Przykłady można mnożyć ale nawet poczciwe "Ghost in the Shell" = http://youtu.be/AsIQ_kA77b4
    pokazuje, że z tym starzeniem to nie do końca prawda. S-f jest mniej popularne ale za to wciąż się rozwija, choćby w latach 70-80 powstał cyberpunk. A fantasy to wciąż popłuczyny po Tolkienie. Czasem tylko zdarza się coś kreatywnego, jak Świat Dysku (ale to nie jest klasycznie rozumiane fantasy).

    OdpowiedzUsuń
  10. Pewien poczytny i płodny polski pisarz fantasy przy każdej okazji podkreśla, że science fiction nigdy nie napisze, bo nie zna się na naukach ścisłych. Podobnie jest zapewne po stronie czytelników. Kto ma czytać science fiction, jeśli u mnie na fizyce nie jest niczym dziwnym wykład dla grupy liczącej dwóch studentów, a na sąsiedni wydział nauk politycznych i dziennikarstwa walą tłumy?

    "Dlatego nie podoba mi się serial "Gra o tron". Co w nim takiego oryginalnego??? Smoczki były cudne, ale mnogość wątków dobija, poza tym przedstawiony świat jest dla mnie... nuuuuuuudny."

    Ten świat nie jest nudny, jest w nim wiele b. interesujących cycków.

    "Kiedyś na spotkaniu bractwa kurkowego wykonałem kilka ruchów wierną repliką miecza średniowiecznego, zgodnych ze sztuką posługiwania się nim. Czułem się jak po serii pompek, albo po wiosłowaniu, więc nie wiem co mogłaby lalka z nim zrobić. "

    To chyba żeś wziął miecz katowski tej. Z normalnym mieczem każda dziewczyna sobie poradzi, jeśli opanuje technikę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lewandowskiego: Bo kombinerki były..., Aniołowie muszą..., Misja Ramzesa Wielkiego - do przeczytania, jeśli będziesz miał czas.
    Pozdro - Siła

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...