niedziela, 28 kwietnia 2013

Bluźnierstwo

Nie zamierzam wdawać się w dywagacje, czy Novus Ordo Missae jest czy nie jest rytem prawdziwie katolickim. Po to Dobry Bóg dał swemu wiernemu ludowi papieża i biskupów, żeby prosty laik nie musiał sobie tym zaprzątać głowy.

Nie zamierzam wdawać się w dywagacje, czy rezygnacja z łaciny i odwrócenie kapłana tyłem do Pana Boga było słuszne teologicznie, psychologicznie i liturgicznie czy nie. Po to Dobry Bóg dał swemu wiernemu ludowi papieża i biskupów, żeby prosty laik nie musiał sobie tym zaprzątać głowy.

Msza „nowoczesna“, gdy jest odprawiana w sposób poważny – wydaje się rytem przepełnionym prostotą, ascetycznym wręcz, pełnym godności i znaczeń.

Problem polega na tym, że – bardzo dawno nie widziałem mszy odprawianej poważnie. W Kościele polskim panoszy się bowiem zjawisko, które nasz kolega z pewnego katolickiego uniwersytetu określił słusznie mianem „infantylizacji“.[1]

Czytania mszalne w wykonaniu młodocianych ministrantów, którzy NI W ZĄB NIE POJMUJĄ ani słowa z tego, co czytają (abstrahując już od oczywistej leksykalnej nieporadności, prymitywizmu wręcz, który cechuje oficjalną „Biblię Tysiąclecia“ – przekład DALEKO GORSZY od XVI-wiecznej Biblii ks. Jakuba Wujka…), co słychać od razu, bo zwyczajnie – źle dzielą zdania, odbębniając swoje zadanie jak klasówkę w znienawidzonej „budzie“ – to profanacja sama w sobie.

Oprawa muzyczna… no – rozumiem, że lepiej się nie da. Niech więc i będzie. Że nawet solenna powaga psalmów w tym wykonaniu zbliża się do disco polo..? Jakoś bym to zniósł – ale ta „twórczość własna“, która się zwłaszcza na początku i na końcu pojawia… zęby bolą, gdy się tego słucha..!

Natomiast to, czego wysłuchałem dzisiaj…

Zaiste – nie wiem: na mszy byłem (charakterystycznym zjawiskiem jest, że podczas całej uroczystości ANI RAZU nie padło słowo „katolicki“…) – czy na jakimś satanistycznym sabacie..?

Wszystko za sprawą ks. dr Mariana Midury „krajowego duszpasterza kierowców“, który z okazji „VII Dnia Modlitwy za Kierowców“ raczył był:
-       dokonać iście satanistycznego pastiszu „Dekalogu“, tworząc jego parodię w postaci „Dekalogu kierowcy“,
-       wystosować do wiernych „garść myśli“, w których co słowo – to oczywiste kłamstwo (wedle księdza doktora, „skandalem“ jest, że w kraju, w którym tylu deklaruje się jako wierzący i praktykujący, dochodzi do tak wielu wypadków drogowych – ergo: wypadkom winni są kierowcy – a nie dziurawe drogi, bałamutne znaki drogowe, pazerna policja, przez oszalałego kauzyperdę tworzony Kodeks Ruchu Drogowego… brakowało w tym wszystkim tylko i wyłącznie – laudacji ku czci Donalda Tuska i Przenajświętszej Unii Europejskiej..!).

Rozumiem, że ksiądz, który paraduje w policyjnym mundurze i najwidoczniej, jest na etacie w Policji – inaczej nie może. Ale – wybaczcie. Jakem prosty laik, niegodzien, aby moje stopy kalały Przybytek Pański – tak w tym przypadku: jeśli ja zamilknę – kamienie wołać będą..!



Zaprawdę, powiadam Wam: żaden ze mnie katolik. Ale ja zawsze jeszcze mogę za Heinem potwórzyć: Dieu me pardonnera. C’est son métier.

Dla tych jednak, którzy podjęli się przewodzenia Ludowi Bożemu – a którzy tak haniebnie wiodą go na manowce – nie będzie litości. Zostało to wprost zapowiedziane w Ewangelii wg św. Mateusza, roz. 18, wers 6: A ktoby zgorszył jednego z tych małych, którzy w mię wierzą, lepiéj mu, aby zawieszono kamień młyński u szyje jego, i zatopiono go w głębokości morskiéj.

Łudziłem się przez chwilę, że może nikt poza mną tego bluźnierstwa nie zauważył. Kiedy jednak wypiliśmy po kielonku i rozwiązały się gościom języki – okazało się, że zauważyli wszyscy. Tyle tylko, że – jak mi powiedziano – oszukać księdza to cnota. Nikt więc nie dał po sobie poznać, gdzie ma ekshortacje ks. dr Midury…


[1] W sumie, miałem się nie wypowiadać, ale co tam: „otwarcie na dzieci“, które prezentuje współczesny polski Kościół, to oczywista głupota. Dzieciństwo ma to do siebie, że się z niego wyrasta. Wyrastając zaś – wyrzuca się pieluszki, ołowiane żołnierzyki i lalki. Wyrzuca się też Kościół, który się wyłącznie z dzieciństwem identyfikuje, który jest infantylny, prymitywny i NUDNY dla dorosłego człowieka…

4 komentarze:

  1. Mnie w dzieciństwie też ciężko było... Potem zaczęłam śpiewać w chórze i całkiem fajnie na tych mszach. Ale najprzyjemniej u Jezuitów. Słuchałam i myślałam. Poza tym do kościoła jakoś mi ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  2. Brakowało mi tego słowa - jak w tytule. I tego określenia - infantylizm.
    Od jakiegoś czasu okropnie drażni mnie, to, co dzieje się w kościele, a bywam regularnie, kierując się myślą, że lepiej mieć jakieś zasady, niż ich nie mieć. Jednak konformizm, jaki księża i ich przełożeni prezentują wobec obecnej "władzy" i wszechobecnego marazmu jest powalający.
    Jak tak dalej pójdzie wielu ludzi będzie szukać alternatywy. Jednym słowem, zburzą Kościół ci, którzy powinni go umacniać.
    Jednak o ile dla mnie instytucja przestała być brylantowa, podstawy nadal uważam za podstawę wszystkiego. Może to nasza rola znów budować na skale, nie bacząc na resztę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam zasady, tak mi się przynajmniej czasem wydaje, chociaż do kościoła nie zaglądam. Jeżeli podczas kazania człowiek cały czas się zastanawia, że powinien wstać i wyjść co najmniej a tak naprawdę, to powiedzieć księdzu żeby przestał pierdolić głupoty, to po co tam chodzić...

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście rozumiem glebie przesłania, ale taka drobna myśl

    dobry proboszcz rozdziela msze dziecięce id mszy regularnych

    P.S. z mojej lokalizacji twój AdTaily działa już idealnie, wyświetla też prawidłowo reklamy CPC, nawet jak ci google przywrócą adsense, zostaw sobie ten moduł - co dwa źródła mikro-dochodów to nie jedno :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...