środa, 27 marca 2013

Wanię przysypało…

Znacie Państwo ten „zimnowojenny“ dowcip? Pewnie nie, bo za młodzi jesteście… Otóż: Sowieci, chcąc zaimponować Amerykanom w czasie wizyty prezydenta Nixona w Moskwie, zaprezentowali im pierwszą na świecie, automatyczną obieraczkę do kartofli.

Ustrojstwo było wieeeeelkie, jak nie przymierzając – szafa gdańska. Z przodu miało lejek, do którego wrzucało się kartofle – a z tyłu otworek, przez który wypadały obrane.

Bardzo się ta zabawka amerykańskiej delegacji spodobała. Wrzucili na początek koszyczek. Szuru-buru – wyleciały obrane pyry. To wrzucili worek. Łubu-dubu, szuru-buru – obrane.

-       A przyczepę kartofli do takiej maszyny da się wrzucić? – pytają gospodarzy – wygląda, że się zmieści..?

-       Wrzucajcie!

No to wrzucili przyczepę. Cisza. Cisza. Jakiś szmer. I w końcu, z wylotowego otworka wypada karteczka: „Wanię przysypało, a sam nie obieram. Grisza“

No i tak właśnie mamy w tej chwili.



Wczoraj idę sobie pod wiatę, sprawdzić co u koniowatych słychać – a tu trzask! Z boku wiaty wylatuje deska, a w powstałym otworze pojawia się końska tylna noga. Margire oczywiście. I kopie.

Gorąco mi się zrobiło, mimo -15 stopni – biegnę ratować.

Na szczęście, choć to wręcz dziwne – nic nikomu się nie stało. Co się wydarzyło? Ano – siano, którego była jeszcze wielka kupa, przestała Szacownemu Gremium smakować (bo to już piąty dzień to samo siano jeść – nie honor…). Piękny i Dzielny (a Czasem Nawet Mądry, Choć Akurat Nie Wczoraj) Koń Lepszej Połowy – przeskoczył więc belkę dzielącą mieszkalną część wiaty od magazynowej i, zrzuciwszy plandekę – zaczął pogryzać zmagazynowaną tam na zapas drugą belkę siana.

Kiedyś zaś Małe Złe postanowiło pójść w ślady starszej koleżanki – ta się wściekła i zaczęła ją tak napierdalać zadem, że ta, próbując się ratować, wywaliła wielką dziurę w ścianie wiaty. Która, w części magazynowej, odeskowana jest tylko od zewnątrz.

Trzecia Gracja, czyli Osman Guli, zwana Bubą – coraz to bardziej osowiała, śpiąca i powolna. Dziś, pierwszy raz odkąd się znamy – nie skończyła śniadania. Jak zawsze pożera swoją garstkę owsa na wyścigi, tak dziś dziumdziała tak powoli i tak sennie, że wszyscy pozostali skończyli i musiałem jej zabrać wiaderko z niedojedzonym owsem na dnie, żeby burdy nie prowokować.

Co więcej – strzyki, których nadymanie się, było powodem mojej paniki parę dni temu – przechodzą jakieś dziwne przemiany, to wzydamając się, to zmniejszając, a tak generalnie – prawy jest sporo większy od lewego.

Oczywiście, czystym truizmem jest stwierdzenie, że akurat teraz, gdy mamy najgorszy dołek finansowy od roku – i nie widać najmniejszych zgoła szans na jakieś wyjście zeń – zaczynają się mnożyć różne awarie. Na przykład – wężyk od prysznica wziął i się rozszczelnił. Gówienko to jest – ale trzeba, choć nie planowaliśmy, do Warki pojechać, bo już umyć się prawie nie sposób.

Mnie oczywiście dalej trzyma choróbsko, choć kryzys chyba już przeszedł. Za to – co jest już totalnym nieszczęściem, ową przyczepą kartofli sypiących się na łeb – Lepszej Połowie napieprzają korzonki. I nie może się schylać, a i wstanie z łoża boleści do łatwych nie należy. Zaiste: Wanię przysypało…

2 komentarze:

  1. No tak, tylko Ty na Griszową karteczkę nie bardzo sobie możesz pozwolić...
    Zdrówka "Wani" i Gracjom i Tobie też, choć już samo wraca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powrotu do zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...