niedziela, 3 marca 2013

W marcu, jak w garncu

Ładnej pogody starczyło wczoraj na pół dnia. Akurat zdążyliśmy pojechać na targ i zakupy do Warki, posprzątać w domu i w zagrodzie, przejechać szczotką czterokopytne (poza Knedlikiem – leci z nich sierść garściami…) i poganiać je przez kilka minut dla zdrowia – przy dużej z ich strony niechęci, bo wolały drychnąć na słońcu.

Jednak, im słońce stało wyżej na nieboskłonie, tym silniejszy duł wiatr. Po południu to już pizgło jak w kieleckiem (za przeproszeniem) – aż polana z przerzedzonej już poważnie kupy drewna na tyłach chatki leciały.

A dziś dzień wstał bury, ponury i wciąż wietrzny. Powinienem zatem zabawić Państwa jakąś historyjką, bo wygląda na to, że obiecana sesja zdjęciowa dziś jednak się jeszcze nie odbędzie. Tematów – i „dyżurnych“ i mniej oczywistych – niby nie brak.

Cóż jednak – kiedym nie w sosie? Zwyczajnie – nie chce mi się. To pewnie przez ten brak testosteronu. Aczkolwiek, wczoraj pożarłem trzy michy rewelacyjnego pilawu z kaczki autorstwa Lepszej Połowy – więc chyba tłuszczu i białka wchłonąłem dość? Te kaczki, kupowane po dość atrakcyjnej cenie w „Pierdonce“, tudzież niedawno nabyty korpus z gęsi – nie w „Pierdonce“akurat, ale za to za 2,99 zł za kilogram, a na dwa obiady starczyło – powoli przełamują naszą niechęć do drobiu. Już nawet Lepsza Połowa coś tam przebąkiwała, że może bym, jak się już stanowczo ociepli, jaką klatkę na gąsiątka czy kaczuszki zbił?

Inna sprawa, że chętnych na mięsko to w okolicy nie brak: zaczynając od Krystyny, która tylko z pozoru wygląda niewinnie i pluszowo, a tak naprawdę, jest kilerem pierwszej wody – a kończąc na lisku, który od roku uparcie próbuje wykopać sobie jamę w naszym Lasku Centralnym, akurat w miejscu, gdzie czasem konie przechodzą na leśny padoczek – i ja, też od roku, nie mniej uparcie, mu tę jamę zasypuję.



Biorąc zatem za punkt odniesienia losy naszego „sadziku“, zakładanego jak raz 10 kwietnia 2010 roku – który nam sarny prawie do gruntu zjadły – inwestowanie w gąski czy w kaczuszki wydaje mi się jednak nadmiernie ryzykowne. Nie udało nam się wyhodować większości ROŚLIN, które tu sadziliśmy – niby jak mamy uchować zwierzęta, w dodatku tak małe i tak smaczne..?

Tak więc, jak na razie, oficjalny plan gospodarski na marzec, sprowadza się raczej do zagospodarowania naszej szklarenki. Trzeba pouszczelniać folią pozostałe jeszcze otwory (niewielkie) – przywieźć znad kanałku trochę dobrej, torfowej ziemi – tudzież zająć się wysiewaniem w jakieś pojemniczki nasionek na rozsady (zrobiłem w szklarence specjalną półeczkę na takie pojemniczki). Sądząc po prognozie pogody – gdzieś tak po 15 marca, bo aktualne ocieplenie ma być jednak tylko chwilowe.

Rozrzutnik do obornika, obiecywany na czwartek, oczywiście nie przyjechał. I nawet nie wiem dlaczego, bo telefonów tu się nie używa do załatwiania takich spraw, zresztą nie mam nawet numeru – a na jeżdżenie samochodem w celach towarzyskich, brak mi paliwa.

Nagromadzona przez zimę „kołderka“ pod wiatą nie jest jeszcze tak gruba, żeby miało to w czymkolwiek przeszkadzać, ale chciałem ją usunąć teraz, kiedy robi się ciepło właśnie po to, żeby do momentu kolejnego ochłodzenia uzbierała się świeża. No i teraz wypadnie całą operację odłożyć – też na „po 15 marca“, co z kolei – niebezpiecznie przybliża nas do terminu wyźrebień, gdzie powinno być pościelone grubo i sucho.

Nadmiar zużytej ściółki oraz guano zebrane z Zimowego Padoku wywoziłem przez całą zimę pracowicie na przestrzeń pomiędzy ogródkiem, a przepędem prowadzącym z Padoku Zimowego na Wielki Padok. Przestrzeń ta powstała w ten sposób, że grunt został stamtąd zepchnięty (jeszcze przez Radka, druha mego serdeczego – i nie koparką, a ciągnikiem, przy pomocy tzw. „tura“…) w celu zasypania dołu po wybieraniu piasku, jaki oryginalnie istniał był sobie w samym środku obecnej końskiej „piaskownicy“. Był tam zatem tylko piasek zmieszany z gliną, na którym rosło trochę samosiejek wierzby i jakieś smutne piołuny.

Docelowo chcę tam zrobić „orzesznik“ – z leszczyną i może jakimiś innymi orzechami, jakie uda się zdobyć. I zaszczepić mikoryzę trufli.

Stanowisko jest słoneczne, dość wysokie, suche – a liczę na to, że po nawiezieniu grubą warstwą guana, będzie też żyzne. Pielenia tego nie bardzo umiem sobie wyobrazić, skoro z ogródkiem ledwo wyrabiałem, a to by było drugie tyle powierzchni – ale właśnie dlatego orzechy: podobnoż wydzielają substancje zapobiegające wzrostowi innych roślin..?

Póki co jednak – leżą tam po prostu kupy guana, jak na większości naszej dawnej „pustyni“. Wydaje się, że na razie, na wiosnę – trzeba tam zasiać lub posadzić coś, co trochę tego rodzaju „grunt“ rozłoży. Doświadczenia z „pustyni“ dowodzą, że świetnie się do tego celu nadają zwykłe kartofle. W tym miejscu – może ich nam przynajmniej dzik nie wybuchtuje, jak zrobił to w zeszłym roku? Z trzech stron przyszły „orzesznik“ jest już w praktyce ogrodzony – a z czwartej broni go resztka po ostatnim z naszych „śmieciowych dołów“, istna fosa z urwistymi zboczami, porośniętymi wierzbą.




Doskonale na świeżym nawozie rośnie też szpinak. Osiąga gigantyczne wręcz rozmiary. Tylko – co niby miałbym zrobić z taką ilością szpinaku..?

Przyszły „orzesznik“ jest już prawie zapełniony guanem – miejsca zostało jeszcze może na tydzień wywożenia. Potem trzeba się będzie przeprosić z pustynią i zapychać z taczką te pół kilometra za każdym nawrotem. No cóż: może chociaż – schudnę trochę, bo przez rok niejeżdżenia w siodle – sporo przybrałem na wadze..?

Ponieważ nocami wciąż jeszcze trafiają się przymrozki, grunt jest dość twardy. Gdy jednak tylko rozmięknie dostatecznie – a spodziewam się, że nastąpi to w ciągu najbliższego tygodnia – trzeba się wziąć za obkopywanie drugiej połowy smętnych resztek naszego „prezydenckiego“ sadziku – i za przekopywanie ogródka, gdzie wypadnie nowe grządki wytyczyć przed wysiewem.



Obsycha wszystko w okolicy bardzo szybko, właściwie – to nie było nawet takich „klasycznych“ roztopów, jakie pamiętam sprzed dwóch i sprzed trzech lat. Co oznacza – że znowu grozi nam susza. Jeśli nie będzie padać w kwietniu.

4 komentarze:

  1. Zamiast orzesznika możesz zrobić dyniowisko - one lubią taki dość świeży nawóz. Mogę Ci podesłać kopertę z nasionami różnych gatunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wódki, nasion i modlitwy - nigdy nie odmawiam!

      Usuń
    2. To wyślij mi adres na maila.

      Usuń
  2. kupa, panie kolego, po prostu kupa

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...