wtorek, 12 marca 2013

Rolnictwo przyszłości, czyli: weganie to imbecyle

Nie miałbym czym Państwa zabawiać, gdyby nie oczywisty kretynizm naszych wrogów. Tym razem, niejaki „FidoWege“ popisał się stwierdzeniem, cytuję: nie nosimy syntetyków...eko znaczy naturalne z roślin które nadaja się na tworzenie tkanin. Syntetyki to raczej tacy jak ty noszą, ponieważ ochrona środowiska jest tobie obca. A śmiem tak twierdzić ponieważ zgadzasz się na przemysłową hodowlę zwierząt, co przyczynia się w największym stopniu do degradacji środowiska. Ciekawe czy jako ten wszystko wiedzący, nie tylko o koniach ale i polityk i dziennikarz, znasz najnowsze dane i to instytutów nie zależnych od jak to pieszczotliwie nazywasz ekofaszystów.

Paradoksem jest to, że wszyscy eko-oszołomy bardziej dbają o przyszłość waszych dzieci i wnuków niż wy sami. Czepiacie się każdego słowa, obrażacie, manipulujecie zachowujecie się na zasadzie, wazne, że ja, tu i teraz inne pokolenia niech się martwią później co z tym bagnem zrobić które po sobie zostawicie.

W zasadzie, rozprawiłem się z jawnym idiotyzmem tego dziwnego stwierdzenia wieki temu – starczy sobie przypomnieć, co też od razu zrobiłem. Po namyśle jednak, dochodzę do wniosku, że jednak po drodze dowiedziałem się kilku nowych rzeczy, warto zatem temat zrekapitulować ponownie.

Jak więc może wyglądać rolnictwo w (stosunkowo nieodległej, bo sięgającej 30, może 40 lat) przyszłości..?

Wersja optymistyczna, lub też – jak kto woli „optymistyczna“ – jest taka, że go nie będzie w ogóle. Bo nie będzie potrzebne. Zapewne będziemy do tego dochodzić stopniowo, pokonując różne etapy przejściowe: na początek może zaniknąć „produkcja zwierzęca“, gdy mięso i inne produkty odzwierzęce zostaną zastąpione przez „drukarki 3D“, względnie – tkanki wyhodowane metodą in vitro. Jednocześnie drastycznie skurczy się obszar upraw – w miarę jak rośliny „tradycyjne“, będą wypierane przez o wiele wydajniejsze uprawy GMO.

Ale i te czeka rychły kres, jako niepotrzebne. Po co bawić się w sadzenie i zbieranie czegokolwiek – skoro można sobie „wydrukować“ od razu gotowy produkt finalny, w postaci czy to sałatki do zjedzenia, czy to – gaci do ubrania..? Nic nie stoi na przeszkodzie, aby „drukarki 3D“ produkowały także śrubokręty, żarówki, telewizory, komputery i… nowe „drukarki 3D“. Wszystko – co tylko zechcecie!

Ostatecznym etapem tej ewolucji jest „drukarka 3D“ w każdym domu (w każdym szanującym się domu…). Zasilana tylko różnymi rodzajami „atramentów“, produkowanych w sterylnie czystych laboratoriach gdzieś w południowych Chinach (mniejsza o to, z czego będą te „atramenty“ robione – acz, przy niedoborach pewnych substancji, o których to niedoborach zaraz opowiem, różnie to może wyglądać…: zielonego atramentu, w każdym razie – nie radziłbym tykać..!).

W popularnym serialu sf "drukarka 3D" występuje pod nazwą "asgardzkiego rdzenia". Ale to właśnie - dokładnie ten gadżet...

Całe „gotowanie“, a też i całe „zakupy“ w przyszłości – ograniczą się do ściągnięcia z sieci odpowiedniego programu dla domowej „drukarki 3D“ – i załadowaniu odpowiedniego „atramentu“. Zapewne, w warunkach domowych utrudnione będzie produkowanie obiektów większych gabarytowo, takich jak samochody na przykład (zresztą – jest oczywiście pewnym problemem, jak zrobić w ten sposób złożony obiekt, posiadający części ruchome – wierzę jednak głęboko, że i ta trudność ma charakter jedynie przejściowy…).

Poza tym – dla bogatych snobów oraz waryatów różnej proweniencji – naturalnie pozostanie jakiś śladowy sektor „organic food“, serwowanych w drogich restauracjach, ewentualnie – rozprowadzanych przez luksusowe butiki.

Kto wie zresztą? Być może dzieci pana FidoWege doprowadzą do penalizacji tak obrzydliwie elitarnych i obrzydliwie naturalnych gustów? Wówczas, za uprawianie ogródka grozić będzie przymusowa reedukacja (przecież kopiąc w ziemi – masowo morduje się dżdżownice!), a za recydywę – psychuszka. Bogacze sobie poradzą – jak zwykle: w Chinach…

O bezrobocie specjalnie się nie martwię. Co prawda, nie będą już potrzebni rolnicy, ani robotnicy w fabrykach, ani inżynierowie czy programiści (komputery kolejnej generacji będą się już same programować – i same będą budować coraz to zmyślniejsze komputery generacji potomnych…) – wierzę jednak głęboko, że nigdy nie ustanie zapotrzebowanie na sprzątaczy, czyścicieli rynsztoków i kanałów burzowych, konduktorów, ochroniarzy, niańki, prostytuki i prostytutków (choć tu – masowy dostęp do „seksu w przestrzeni wirtualnej 3D“ – może jednak tego rodzaju usługom zadać cios: ostatni – bo po tym większość ludzkości szczęśliwie przestanie się rozmnażać i na świecie zostaną tylko amisze i staroobrzędowcy, którzy i tak z płatnej miłości nie korzystają…). Tego rodzaju czynności manualne trudno jest zautomatyzować – a przy dużej podaży gdzie indziej niepotrzebnej, taniej siły roboczej – nie będzie też i do tego bodźca.

Tkaniny naturalne? Wolne żarty! Zresztą – kto zauważy różnicę, jeśli produkt z „drukarki 3D“ (wcześniej, na poprzednim etapie, przemysł włókienniczy może zostać zastąpiony przez hodowle genetycznie zmodyfikowanych bakterii: które też będą z jakiejś organicznej papki wytwarzać jedwabie, brokaty, muśliny – i co tylko chcecie…), NICZYM nie różni się, od produktu „naturalnego“?

Pożądanie „naturalności“, czy też „produktów organicznych“ – będzie wówczas tym samym, czym dzisiaj jest pasja kolekcjonowania samych tylko oryginałów dawnych mistrzów: przejawem snobizmu, a nie – życiowej potrzeby. Stąd: możliwość, a nawet – duże prawdopodobieństwo – penalizacji tak aspołecznej pasji.

Powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie: pomysł, że można mieć „naturalny len“, „naturalną bawełnę“ – BEZ PRODUKCJI ZWIERZĘCEJ – to sen pijanego idioty, rojenia imbecyla, jawny i oczywisty dowód totalnego kretynizmu.

Albo – albo. Albo rezygnujemy z „naturalnego“ rolnictwa całkowicie – albo, jeśli mają być tkaniny pozyskane z roślin, to te rośliny – czymś trzeba nawozić i jakoś uprawiać.

Wszyscy znamy durne wyliczenia, iluż to ludzi można by dodatkowo wyżywić, gdyby zamiast karmić krowy – wszędzie posiać soję. Albo kartofle.

Otóż: jest to kompletna bzdura! Każdego, kto mi będzie jeszcze raz z takimi tekstami wyjeżdżał – nazwę z punktu imbecylem i nie będę się z nim w żadne dyskusje wdawał.

Soja czy kartofle mogą sobie rosnąć i karmić ludzi – jeśli są nawożone. Bez nawożenia, ich uprawa skończy się po kilku latach kompletną katastrofą. Nawozić zaś można tylko na dwa sposoby. Albo używając ciężkiej chemii – albo trzymając odpowiednią liczbę zwierząt, które wyprodukują nawóz organiczny.[1] Koniec dyskusji.

Model rolnictwa przyszłości, który w kilku słowach opisałem powyżej – a więc: model całkowitej likwidacji rolnictwa – to jest akurat najbliżej tego, co się weganom roi. Bo rzeczywiście – w tym modelu żadne zwierzęta nie muszą być ani hodowane, ani zabijane – a większość naszej planety porośnie z powrotem „pierwotna puszcza“[2]

Nic to jednak nie ma wspólnego z „naturalnością“, „organicznością“, czy też – zmiłuj się Panie Boże – z tzw. „ekologią“.

No i są tu dwie pułapki.

Pułapka pierwsza – ten model: czyli model optymistyczny, względnie „optymistyczny“ – zakłada ciągłość nieograniczonego dostępu do taniej i uniwersalnej w zastosowaniach energii. Możemy się tego realnie spodziewać..?

Pułapka druga – odstąpienie od „tradycyjnego“ rolnictwa i całkowite przejście na „drukarki 3D“ (a wcześniej: na uprawy roślin GMO, uprawy hydroponiczne, produkty zmodyfikowanych genetycznie bakterii, itp.) wiąże się z nieznanymi ryzykami. Których to ryzyk PRAWIE NA PEWNO – nikt nie przebada należycie, nim krok taki (o ile będzie – z uwagi na dostępność energii – możliwy…) zostanie wykonany.

Tymczasem, niczego nie świadoma, Lepsza Połowa założyła w minioną sobotę własną "uprawę hydroponiczną"...

Skąd mam (prawie) pewność, że ryzyka te nie zostaną należycie przebadane?

A stąd, że nauka JUŻ uległa porażeniu „bombą megabitową“. Czyli, innymi słowy: ogrom „informacji naukowych“, którymi dysponujemy  - przekracza nasze możliwości rozeznania wśród tej obfitości. Owe coraz to zmyślniejsze komputery, które będą płodziły następne komputery, jeszcze zmyślniejsze – mogą nam co bardziej katastrofalne skutki tego stanu rzeczy nieco oddalić w czasie – ale też sobie z tym nie poradzą. Ponieważ problem „bomby megabitowej“ jest w ogólności – nierozwiązywalny w ramach fizyki naszego Wszechświata.

Techniki, będące implementacją tych lub owych informacji z zasobu „wiedzy naukowej“ – będą, w miarę upływu czasu, coraz to bardziej przypadkowe. Już obecnie, widać wyraźnie trend, że wprowadzać w praktykę próbuje się w pierwszej kolejności te informacje, które obiecują jak najwięcej, możliwie jak najszybszych zysków. Nie byłoby w tym nic dziwnego czy nagannego, gdyby nie fakt – że coraz trudniej jest nam rozsądnie przewidywać: KTÓRE spośród możliwych technik – rzeczywiście zysk przyniosą?

Tymczasem rozstrzygnięcie dylematu, czy „drukarki 3D“ są rzeczywiście nieszkodliwe, czy jednak nie do końca – wymagałoby albo doświadczenia trwającego wiele pokoleń (na to nikt nie pójdzie – a dzieci FidoWege, penalizując przydomowe ogródki, kurniki, chlewiki i obórki – kompletnie możliwość przeprowadzenia takiego eksperymentu uniemożliwią) – albo też: użycia jakichś technik, które prawdopodobnie NIE ZOSTANĄ WDROŻONE, bo będzie to – pozornie przynajmniej – nieopłacalne. Albo też – nikt nie zauważy, że takimi technikami dysponować możemy…

Wersja pesymistyczna – względnie „pesymistyczna“, zależy jak kto na to patrzy – jest zgoła inna. Bynajmniej wcale nie musi nam grozić głód, zapaść i postapokaliptyczna sceneria rodem z „Mad Maxa“. Przyrost liczby ludności na naszej planecie wyraźnie wyhamowuje. Ósmy miliard osiągniemy o wiele później, niż to zakładano jeszcze kilkanaście lat temu. Czy kiedykolwiek będzie nas więcej niż dziesięć miliardów?

Nawet piętnaście miliardów – to bynajmniej jeszcze nic, co by miało nas wprawiać w „bojaźń i drżenie“. NIE DOSZLIŚMY do kresu możliwości, jak chodzi o wzrost wydajności „rolnictwa tradycyjnego“, czyli opartego na takim płodozmianie, który został opracowany w wieku XVIII w Anglii i Holandii – nim owo „rolnictwo tradycyjne“ zostało zastąpione energochłonnym, opartym na konsumpcji węglowodorów „rolnictwem zmechanizowanym“.

Jeśli zatem, czy to na skutek wzrostu cen nośników energii, czy to na skutek – świadomej decyzji podjętej przynajmniej przez część populacji w obliczu nieznanych ryzyk wiążących się z dalszym „postępem“ – będziemy przymuszeni, lub też zdecydujemy się na „zorganizowany odwrót“ – to wcale NIE MUSI to być odwrót „w ruiny i zgliszcza“.

Tyle tylko, że w żadnym razie – nie będzie to też „odwrót“ do „wegańskiego raju“, ponieważ całkiem po prostu – NIE JEST MOŻLIWE „rolnictwo tradycyjne“, bez „produkcji zwierzęcej“, dotrzymującej kroku „produkcji roślinnej“.

Rolnicy, używając tylko i wyłącznie takich narzędzi i takich technik, które znane były już w końcu XIX, czy na początku XX wieku – o czym przecież dyskutowaliśmy wieki temu – spokojnie wyżywią całą obecną ludność Polski i wyprodukują nadwyżki, które mogą albo pójść na eksport, albo – utrzymać jeszcze większą populację.

Oczywiście, wiąże się to z kosztami: pracą na roli musiałoby się zająć nie 4 – 5% populacji, jak obecnie, a najmniej 25 – 30% (w roku 1913 była to ponad połowa „zawodowo czynnych“ – ale bierzmy poprawkę na dokonany przez ostatnie 100 lat postęp w jakości zwierząt i roślin…). I potrzebowalibyśmy nie 300 tysięcy, a 3 milionów koni (które, póki jeszcze będzie ropa do traktorów, byłyby zjadane – a potem: najpierw używane do pracy, a dopiero później – zjadane lub przerabiane…).

Jeśli tak się NIE STANIE – to nie dlatego, że na pewno nie będzie takiej potrzeby – ani nie dlatego, że to niemożliwe – tylko dlatego, że ogromna większość istniejącej populacji będzie, jak najbardziej świadomie – wolała zdechnąć z głodu, niż wziąć się za widły i wrócić do przewracania gnoju. Ta psychologiczna bariera, oraz polityka gosudartstwa – to są jedyne czynniki, które istotnie mogą na nas sprowadzić Apokalipsę.

Jest to zresztą, tak naprawdę, tylko i wyłącznie przypowieść – rodzaj historyjki z morałem, która z pewnością nie wydarzy się w życiu realnym. Jeśli ją Państwu opowiadam, i to w dodatku – po raz kolejny – to po to, aby tym dobitniej ukazać imbecylizm tytułowych wegan.

Ich postawa jest skrajnie alogiczna i a-racjonalna. Tym samym – nigdy niczego konstruktywnego nie osiągną.

Realny jest wybór. Albo kieruje nimi wstręt do „brudnych rolników“, „śmierdzącego gnoju“, „gumofilców“, „wieśniaków“ – i co tam jeszcze – i wówczas winni z podniesionym czołem opowiedzieć się po stronie wielkiego agrobiznesu. Nie ulega wątpliwości, że wielki agrobiznes za kilkadziesiąt lat wykończy „tradycyjnych rolników“ – i już nic, nigdzie, nikomu, nie będzie śmierdzieć.

Albo też – kieruje nimi wstręt do „tego co nienaturalne“, chęć „powrotu do przyrody“: wówczas mogą się stać naszymi przyjaciółmi – o ile przyznają, że zbłądzili – i że ich durne rojenie o „świecie bez drutów kolczastych i zagród“ – to tylko rojenie i nic więcej. Nie można mieć bowiem JEDNOCZEŚNIE „organicznego rolnictwa“ – i braku „produkcji zwierzęcej“.

Czystą hipokryzją, lub czystym samouszstwem i samouwielbieniem jest twierdzenie wegan, że „to oni myślą o przyszłości planety“. Gówno tam myślą! Te bezmózgie ameby, zatrzymane na etapie życia płodowego jak chodzi o rozwój intelektualny i emocjonalny – miałyby myśleć..?


[1] I nie. Tzw. „nawóz zielony“ NIE rozwiązuje problemu. Gdyby dało się problem rozwiązać w tak prosty sposób – mielibyśmy płodozmian tysiące lat wcześniej, niżeśmy się go dorobili w rzeczywistości.
[2] To jest w rzeczywistości o wiele bardziej skomplikowane. Nikt z żyjących, ani nawet – nikt z tych, którzy mogli nam swoje obserwacje na piśmie przekazać w dawnych wiekach – „pierwotnej puszczy“ na oczy nie widział, bo takie zjawisko, odkąd tylko człowiek panuje na tej planecie – NIGDZIE nie wystąpiło, o czym też pisałem.

44 komentarze:

  1. wow!!! to poleciałeś weganom po rajtach ehehhe. Mówisz prawdę bo nie rozumiem ich myślenia, chcą jeść eko żyć eko ale bez zwierząt hodowlanych. Gdyby tak każdy z nich zamieszkał choć na rok na wsi porozrzucał na pastwiska naturalny obroni i przekopał ogród to wiedziałby że bez zwierząt nie ma zbiorów i nie ma życia. No najlepiej wypuśćmy zwierzaki na wolność by po miastach łaziła po śmietniskach.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie zastanawia jeszcze jedno zagadnienie. Skoro zabijanie zwierząt zdaniem wegan jest be, a myślistwo to w ogóle barbarzyństwo to ciekawa jestem w jaki sposób mają zamiar bronić te swoje eko-uprawy przed dziką zwierzyną? Bo może mają jakiś plan, tylko ja głupia go nie znam? Oczywiście z góry zakładam, ze planem tym nie jest grodzenie pól pastuchem, bo raz, że energii elektrycznej marnować nie wolno, a dwa kopanie zwierząt prądem to też "zło".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedo do nich mówić tak : "a sio, dobry dziku, a sio miła macioro z warchlakami, idź sobie, a sio... Auuuuu!!! OOOOO!!! Ugryzła mnie, mamo, ona mnie zaraz zabije, mamo, boli, ojojoj, .... Panie myśliwy, pros!ę , proszę, niech Pan ją jakoś unieszkodliwi. O Qur..., myśliwych już nie ma...

      Usuń
    2. Mamooo, natura mnie napadła!!!

      Usuń
    3. Co innego bronić upraw a co innego mordować z premedytacją, aby zapychać kałdun dla niepoznaki przyprawioną padliną .

      Usuń
    4. Niby dlaczego "co innego"? Bo tak Ci się wydaje..? A na jakiej niby podstawie..?

      Usuń
  3. hahahaha! :))) Świetny post :)
    Duża dawka zdrowego śmiechu dobrze mi robi na umęczony żołądek :) Waćpan uzdrowiciel jest! :)))
    Dziękuję za ten post i pozdrawiam ze śnieżnych Mazur ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że jest dla mnie jakaś nadzieja: chętnie wrócę do wideł i gnoju.

    Pozdrawiam Was oboje,

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paradoksalnie, dla niektórych oczywiście, gdy wywalam gnój i zagospodarowuję go ponownie, zamykając w ten sposób cykl obiegu materii, odczuwam jakąś nieprawdopodobną satysfakcję i więź z naturą.
      Zwierzęta przecież istniały na ziemi od zawsze i były czynnikiem jej kształtowania do obecnej formy. Faktem jest, że nadmierna koncentracja hodowli jest dla ziemi i środowiska bardzo niebezpieczna. Mamy tego przykład w Brazylii, która poprzez bardzo rabunkową eksploatację amazońskich lasów i zamianę ich na wysokowydajne pastwiska, stała się jednym z największych producentów wołowiny na świecie.
      Nie tak ostro jak autor powyższego wpisu potraktowałbym wegan - niech tam sobie głoszą swoje teorie i żywią się marchewką i trzymają w domach nawet zwierzęta gospodarskie do ich naturalnej śmierci.
      Zwróciłbym raczej uwagę na bardzo nierównomierne (geograficznie)spożycie mięsa w świecie, ze zdecydowaną przewagą krajów wysokorozwiniętych. Dietetycy pewnie też wtrąciliby swoje trzy grosze na temat umiaru w stosowaniu w żywieniu samych tylko warzyw i owoców czy tylko mięsa.

      Usuń
    2. Uprawy soi w Brazylii czy w Argentynie DLATEGO są tak szkodliwe, że są "wegańskie": jest to uprawa rabunkowa, gleby się w żaden sposób nie nawozi, a jeśli nawet ta soja jest używana jako pasza dla zwierząt, to nie na miejscu (gdzie spożywające ją zwierzęta, oddałyby glebie przetworzoną materię, zamykając w ten sposób cykl - dla mnie też to jedna z najbardziej satysfakcjonujących rzeczy w życiu...), tylko w Europie lub w Stanach.

      Dobrze prowadzone pastwisko, z właściwą obsadą zwierząt - tym się charakteryzuje, że jego gleba z roku na rok poprawia się, a nie pogarsza...

      Usuń
    3. Szkoda tylko, że obecnie zwierzęta się hoduje po to, by je zarżnąć i mieć mięso, a nie żeby produkowały nawóz - przynajmniej w przypadku hodowli przemysłowych, więc twoja teoria się wali, bo w praktyce i tak rolnicy stosują chemię.

      Usuń
    4. To owszem, jest aberracja. Ale to nie moja "teoria" się wali - a tylko absurdalność systemu dotacji dla rolnictwa w krajach rozwiniętych...

      Usuń
  5. Ciekawi mnie pewna sprawa: z czego wykonane jest obuwie pana Fido?
    Najlepsze i najbardziej "naturalne" są buty skórzane (ale odkrycie!;)), no ale jeżeli zwierząt się nie zabija... Nie będzie wygodnych butów, pędzli, szczotek i masy różnych innych rzeczy. Ale za to jaka przyjemność patrzeć, jak wypasione dziki wchrzaniają nasze obrobione w pocie czoła kartofelki!
    ;)

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie pan Fido może i boso chodzić (nie jestem pewien czy akurat on, ale któreś z naszych "przyjaciół" zarzekało się, że skóry w żadnej postaci nie używa - ani na buty, ani na torebki, ani nawet na siodło...).

      Dopóki, naturalnie - SAM boso chodzi, a nie innych do tego przymusza...

      Usuń
    2. Nie będziemy już wydziwiać jak bardzo eko i natural jest produkcja materiałów zastępczych mniej lub bardziej plastikowych do wytwarzania butów, torebek, siodeł, itp...

      Usuń
    3. Od tego się w ogóle sprawa zaczęła. Przy czym buty bez skóry i bez plastiku - no: łapcie z łyka albo drewniaki. Zamiast torebki wiklinowy koszyk.

      Ale siodło..? Brakuje mi wyobraźni...

      Usuń
    4. Drewniane, wełnianą/konopną tkaniną obite, wypchane wełną...? Wodze ze sznurka.

      Usuń
    5. Z czego zrobimy kartę kredytową/bankową?:-DDD

      Usuń
    6. Obuwie sportowe / turystyczne najczęściej nie wykonuje się ze skóry, ale z tzw. wodoszczelnej membrany. Natomiast polimery syntetyczne właściwościami są bardzo podobne do skóry, tylko łatwiejsze w pielęgnacji.

      Oczywiście jest też masa shitu.

      Usuń
    7. Jak powstają "syntetyczne polimery"..? Na łodyżkach jagódek rosną..? Czy aby nie jest to proces wielkiej syntezy chemicznej, chemia najcięższa z cięższych, co gorsza - wykorzystująca zarówno jako substrat, jak i jako źródło energii - nieodnawialne zasoby kopalnych węglowodorów..?

      Usuń
    8. @Jacek Kobus:
      Oj bez przesady; chemia chemii nierówna. Jak jest wola to i ścieki można oczyszczać. Tylko po co, skoro można importować chemikalia z III Świata, gdzie mają ochronę środowiska w głębokim poważaniu?

      Powinieneś częściej pisać, albowiem bez Twoich artykułów zaczynają nawiedzać mnie lewackie myśli. Na przykład- emisja siarki albo pyłów z węgla. Lewackim wymysłem są ich limity. Co jednak, jeśli w mierzalny sposób poprawiają one jakość powietrza? Pośrednio też zmniejszają zachorowania na masę chorób układu oddechowego, z nowotworami włącznie?

      Usuń
  6. Po pierwsze: co jest nienaturalnego w hodowli zwierząt?! O ile uważałam w szkole, zwierzęta to część natury. Środowisko można zdegradować wszystkim - także roślinami. Przykład: okoliczne trawniki i "wybiegi dla psów" koszone są 2 - 3 razy w ciągu sezonu wegetacyjnego. Całe te góry zieleniny najpierw składuje się na placu przed moim domem. Jeszcze dwa lata temu rosła tu trawa i kwitły kwiatuszki różnego rodzaju. Dwa lata temu po raz pierwszy usypano tu GÓRĘ trawy. Upał. Panowie nie wyrobili się w dwa dni. Przecież ciężarówka nie pojedzie dwa razy. Smród procesów gnilnych dusi okolicznych mieszkańców. Trzeciego dnia po wywiezieniu zieleniny zobaczyliśmy martwą trawę - nigdy już nie odrosła. Plac straszy martwą ziemią.
    Zepsuć środowisko można na wiele sposobów - dlaczego, akurat mają być winne zwierzęta hodowlane?
    Chciałabym zobaczyć jakim samochodem jeździ Pan Ekolog i w jakim mieszka domku, jaką energią się ogrzewa, czym oświetla i jakie ma urządzenia. Podejrzewam, że pierze kijanką albo na tarze, marchewkę trze wyłącznie ręcznie i chodzi boso, albo w łapciach. Na pewno w łapciach, bo boso tylko latem.
    Z tym drukowaniem w 3D czeka nas chyba spory skok technologiczny.
    Na szczęście jednak, tylko u Lema maszyny niższych generacji tworzyły urządzenia doskonalsze od siebie.
    Chęć wykarmienia rzesz ludzkich zieloną paszą prowadzi nieuchronnie do intensyfikacji produkcji roślinnej - doskonalenia maszyn rolniczych(!), nawozów i samych roślin - czyli dochodzimy do GMO.
    Już wiadomo, że GMO to ślepy, niszczący zaułek w świecie roślin - toż bez specjalnej hodowli powodują zamieranie gatunku najdalej po kilku pokoleniach.
    Gdzie więc ten zysk dla planety i przyszłych pokoleń? Nawet bez GMO zatrujemy się nawozami i podrożymy produkcję potrzebną energią.
    Niech ten pan idzie tkać len (może mu paździerze za koszulę wlezą) i pleść łapcie i przestanie zajmować się tym, co bliźni mają na talerzu.
    Dziś na obiad był indyk z warzywami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wysłano mi link, żebym przeczytał ten tekst. Rany, co za nuda... do połowy nie da się dotrzeć. Gościu popracuj nad skorygowaniem błędu jakim jest rozwlekanie tekstu do długości tasiemca (przepraszam 2 tasiemców), bo nigdy nie będziesz miał wielu czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, to już doszliśmy do tego, że durnie się sami do własnej głupoty przyznają.

      Gościu...

      To jest blog dla ludzi inteligentnych, dla ludzi z klasą. Umysłową. Że się do nich nie zaliczasz..?

      Dlaczego miałoby mnie to boleć..?

      Usuń
    2. Hm... jeśli autor - poruszając bardzo ciekawy temat - potrafi znużyć czytelnika przydługawym tekstem i histerycznymi okrzykami w stylu "imbecyle, wariaci, wkoło mnie same ameby!", to znaczy, że czytelnik jest durniem. Ciekawe, ciekawe. Już wiem dlaczego twój blog został podany jako przykład "jak nie pisać bloga".

      Mało odporny na krytykę jesteś.

      Usuń
    3. To nie jest blog dla czytelników, tylko dla mnie. Choćby nawet nikt tu nie zaglądał - jakie to ma znaczenie..? Tymczasem jednak, niemal 700 wejść w ciągu ostatniej doby, świadczy o czymś całkowicie przeciwnym.

      No cóż: jak się nie ma argumentów - to jakoś trzeba sobie radzić, nieprawdaż..?

      Usuń
    4. Oj chyba jednak chcesz, żeby ktoś tu zaglądał (zakochany w sobie mały ludzik bardzo chce, żeby inni też go kochali i podziwiali). Może o tym świadczyć nachalna promocja w pewnym miejscu na facebooku. No i ta odp. do Anonimowego: niemal 700 wejść było. :))
      Dobra, uciekam i nie wracam bo jeszcze liczba wejść przekroczy 700 i opowie o tym jakiś suchar w muszce na najbliższym kongresie ;)
      Tina

      Usuń
  8. Anonimowy - jak Cię długość tekstu męczy (rozumiem - w szkole tylko streszczenia lektur) to podpowiem, że można się skupić na obrazkach. Na tym blogu często można znaleźć ilustracje, jak mniemam, miłe dla męskiego oka. Rozumiem, że można dyskutować o meritum, ale czepiać się stylu? Każdy ma swój. Można nie czytać.
    Krytyka = analiza i ocena dobrych i złych stron z punktu widzenia określonych wartości.
    To tu się styl autora, czy przekonania krytykuje? Jeżeli styl - polecam blogi poetycko literackie.
    Dyskusja kończy się mniej więcej w tym czasie, gdy kończą się argumenty, a zaczynają złośliwości wobec adwersarza. Tu skończyła się jeszcze przed rozpoczęciem.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Druidzi na Dysku szczycili się swym ze wszech miar postępowym podejściem do tajemnic wszechświata. Naturalnie, jak wszyscy druidzi, wierzyli w zasadniczą jedność wszelkiego życia, w leczniczą moc ziół, naturalny rytm pór roku i konieczność palenia żywcem na stosie każdego, kto nie odnosił się do tego wszystkiego z należytym szacunkiem. (...)
    Niektórzy z druidów próbowali sugerować, że teoria ta ma pewne dostrzegalne luki. Jednak najstarsi tłumaczyli niezwykle przekonująco, że istotnie jest w niej miejsce na twórcze spory, cięcia i riposty gorącej naukowej debaty... i że w zasadzie miejsce to znajduje się na samym szczycie stosu ofiarnego podczas najbliższego przesilenia."
    (Terry Prachet ("Blask Fantastyczny")

    OdpowiedzUsuń
  10. Darze sympatią p.Jacka zgadzam się z jego poglądami choć nie w szczegółach ale też uważam iż nieco gubi gównu wątek wypowiedzi.
    O ile wtrącenia na temat ,,Lepszej połowy ''koni prowadzenia gospodarstwa
    są klimatyczne b.mile to odnoszę wrażenie iż niekiedy jakby znudziło mu się pisać na jeden temat przeskakuje bardzo swobodnie a potem bez puenty
    odchodzi od kompa .Pewno do koni
    Jeśli można krócej nieco p.JACKU :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się zastanawiam, że autor tych wszystkich tekstów musi mieć dużo wolnego czasu, ciekawe jak znajduje czas na pracę. Bo czas na promocję swojej osoby w necie po ilości wszystkich dłuuuuugich i nuuudnych wpisów musi zajmować większość dnia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ekonomia domu wariatów
    Staliśmy się cywilizacją mięsożerców. Choć nie mamy fizycznej potrzeby jadania mięsa, to świat ma dziś trzykrotnie więcej zwierząt hodowlanych niż ludzi! Przeciętny Amerykanin zjada podczas swego życia 21 krów, 14 owiec, 12 świń, 200 kurcząt i pół tony innych zwierząt. Tymczasem po przeciwnej stronie globu codziennie ginie z głodu 100 tys. istot ludzkich, w tym prawie połowa dzieci! Każdego dnia w mękach gaśnie duże miasto… Tylko 1/3 ludności jest syta. Syta głównie mięsem. Obliczono, że gdybyśmy sycili się darami ziemi, każdy z nas zaoszczędziłby pożywienia dla 16 osób! Z kolei wynikająca z takiej diety oszczędność wody pozwoliłaby zaspokoić pragnienie prawie wszystkich spragnionych! Na niedostatek wody cierpi obecnie 430 milionów ludzi, jednak według Światowego Instytutu Gospodarki Wodnej, w ciągu najbliższych 20 lat wody zostanie pozbawionych 2,7 miliarda ludzi. Powód? Nieekonomiczna gospodarka wodna na świecie. 75% światowych zasobów wody pitnej zużywa przemysł mięsny. Przy produkcji 1 kg wołowiny zużywa się 100 tys. litrów wody; dla porównania – aby uzyskać 1 kg pszenicy potrzeba jej sto razy mniej!

    Ten sam kawałek ziemi wyżywi 1 osobę z mięsa, 5 z kukurydzy, 12 z pszenicy, 30 z soi. Do produkcji 1 kg wołowiny trzeba zużyć 16 kg pszenicy. W Stanach Zjednoczonych ponad 90% zboża przeznacza się na karmę dla zwierząt. W Wielkiej Brytanii ponad 80% rolnictwa pracuje na utrzymanie zwierząt. Podczas gdy w krajach ubogich jedna osoba zjada rocznie 200 kg zboża, to w krajach bogatych człowiek pochłania w tym czasie ok. 1000 kg – większość w postaci mięsa! Oto największe marnotrawstwo żywności, jakie wymyślono! Nasza cywilizacja jest pełna egoizmu. Na północy ludzie opychają się jedzeniem, marnotrawią pokarm, a na południu umierają z głodu i osłabienia. Nasza cywilizacja jest pełna hipokryzji. Organizujemy dni walki z ubóstwem, dni pamięci o głodnych, ale w praktyce nie robimy nic! Jeśli przestalibyśmy jadać zwierzęta, cała populacja mogłaby się utrzymać z zaledwie 30% obecnych upraw, i to bez konieczności sztucznego nawożenia ziemi! Pozwalamy, by przemysł mięsny rządził naszym życiem i życiem naszej planety. Przemysł, który w największym być może stopniu odpowiada za zniszczenie środowiska i naszego zdrowia. Przemysł, który jest współodpowiedzialny za coroczną śmierć z głodu 60 milionów ludzi. Przemysł, który w ciągu 30 najbliższych lat może całkowicie zniszczyć życie na tej planecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ten sam kawałek ziemi", który wyżywi z mięsa 1 osobę, bez mięsa - wyżywi 0 osób. Ponieważ, nienawożony, ulegnie błyskawicznemu wyjałowieniu.

      No chyba, że mu się chemi podsypie - ale w takim razie: proszę nie pieprzyć bez sensu o "ekologii", "ochronie przyrody", czy "efekcie cieplarnianym" (z czego się robi nawozy sztuczne, naiwna duszyczko..?).

      Zwierząt hodowlanych mamy obecnie ZA MAŁO. Aby obejść się bez ciężkiej chemii, potrzebowalibyśmy ich 2 - 3 razy więcej.

      Zgadzam się natomiast, że błędem jest, iż owa populacja zwierząt hodowlanych jest:
      - zbyt skoncentrowana,
      - znajduje się zbyt daleko od miejsc, w których uprawia się rośliny paszowe dla nich.

      Byłoby o wiele zdrowiej, gdyby zarówno dystrybucja hodowli zwierząt, jak i konsumpcja ich mięsa - były sprawiedliwiej podzielone na całej planecie. Nie dochodziłoby do rabunkowej eksploatacji gleby i wyjałowienia ogromnych obszarów w krajach tzw. "Trzeciego Świata".

      Usuń
    2. Te liczbyy, na które zawsze powołują się weganie są w oczywisty sposób przekłamane. Jeśli z jednego kilograma soi uzyskuje się 0,7 kg kurczaka, to jak to możliwe, że te sam kawałek wyżywi 30 osób z soi i 1 z mięsa? Na moje oko wyżywi 30 z soi i 20 z mięsa kurczaka. Dalej - tego typu statystyki dotyczą jedynie gruntów ornych, a co z podmokłymi łąkami, których uprawić się nie da i ich jedyne zastosowanie to pastwisko/zbiór siana dla zwierząt? Rezygnacja z hodowli oznaczałaby porzucenie wykorzystania wieeeelkich obszarów rolniczych, czyli zmniejszenie ogólnej produkcji. Po trzecie to co mówi autor bloga - produkcja zwierzęca jest KOMPLEMENTARNA, a nie konkurencyjna względem roślinnej. Zwierzęta produkują naturalny nawóz, zjadają te partie produkcji roślinnej, które z różnych przyczyn lsoowych nie nadają się dla ludzi i inaczej byłyby wyrzucone, etc. itd. Każdy rolnik Ci powie, że pomiędzy produkcją roślinną i zweirzęcą występuje synergia - że obecność jednej zwiększa efektywność drugiej.

      To co wy weganie uprawiacie to jest goebbelsowskie kłamstwo powtarzane do znudzenia.

      Usuń
  13. Rolnictwo to źródło niemal jednej piątej całkowitej światowej emisji gazów cieplarnianych, przy czym większość pochodzi z hodowli zwierząt gospodarskich. W ciągu ostatnich dziesięcioleci Europa poczyniła duże postępy pod względem redukcji emisji, ograniczając wykorzystanie nawozów, ulepszając gospodarowanie gruntami i technikę rolniczą, a także zmniejszając pogłowia bydła i owiec.
    Oczekuje się dalszej poprawy, jednak trwałe rozwiązanie problemu emisji z hodowli wymagać będzie kompleksowego podejścia do wykorzystania gruntów i hodowli.
    18% światowej emisji gazów cieplarnianych (mierzonej jako równoważnik CO2) pochodzi z hodowli i jest to ilość większa nawet od wytwarzanej przez transport. Te dane pochodzą z opublikowanego w 2006 r. raportu Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa, z którego wynika również, że zwierzęta hodowlane, takie jak krowy, owce, świnie i drób mogą być przyczyną poważnej degradacji gleb i wód.
    Sektor ten jest głównym producentem żywności dla szybko rosnącej populacji światowej. Przewiduje się, że w pierwszej połowie obecnego stulecia globalne spożycie mięsa i mleka ulegnie podwojeniu, a zatem problem emisji stanie się jeszcze bardziej palący.
    Głównymi gazami cieplarnianymi związanymi z hodowlą są metan i podtlenek azotu. Metan jest przede wszystkim efektem procesów trawiennych zwierząt: szacunki są różne, ale jedna krowa, aby dać 25 litrów mleka wytwarza od 100 do 500 litrów metanu dziennie. Podtlenek azotu uwalniany jest z gleby i zasadniczo związany jest z nawożeniem. Oba gazy przyczyniają się do globalnego ocieplenia w stopniu większym niż dwutlenek węgla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z utęsknieniem czekamy na globalne ocieplenie, bo póki co to śnieg u nas od października do końca marca i końca zimy nie widać. Chyba jakieś krowy zakupię i każę im dużo pierdzieć.

      Usuń
    2. Podtlenek azotu to inaczej gaz rozweselający. Używany dawniej do anestezji. Widać od razu, że wojujący weganie to ponuraki - gaz rozweselający im przeszkadza!

      A efekt cieplarniany to by była super sprawa - bez niego średnia temperatura na planecie, o ile dobrze pamiętam, lokowałaby się gdzieś w okolicach 0 stopni Celsjusza. No i mógłby się nieco wzmóc - bo też już wszyscy mamy dość tej zimy...

      Usuń
  14. Co roku wycina się 5 mln akrów puszczy amazońskiej pod pastwiska oraz pola uprawne obsiewane roślinami, z których wytwarza się paszę dla zwierząt hodowlanych. Przemysłowa hodowla zwierząt odpowiada za ponad 90% wylesienia Amazonii od 1970 roku.

    Według ONZ przemysłowa hodowla zwierząt przyczynia się w znacznej mierze do zaniku bioróżnorodności. Zwierzęta hodowlane stanowią obecnie około 20% masy wszystkich zwierząt lądowych, a 30% powierzchni, jaką obecnie zajmują, było kiedyś siedzibą dziko żyjących gatunków”. „Conservation International zidentyfikowało na Ziemi 35 obszarów bioróżnorodności charakteryzujących się wyjątkowym bogactwem roślinności endemicznej i wysokim poziomem jej zagrożenia wyginięciem. Spośród nich 23 obszary ulegają degradacji z powodu przemysłowej hodowli zwierząt. Ze sporządzonej przez World Conservation Union (IUCN) Czerwonej Listy Gatunków Zagrożonych wynika, że obszary zamieszkiwane przez gatunki najbardziej zagrożone kurczą się z powodu ekspansji przemysłowej hodowli”.

    W swoim 408-stronicowym raporcie, będącym swoistym aktem oskarżenia pod adresem przemysłu mięsnego, naukowcy pracujący dla ONZ podsumowują te statystyki następującym stwierdzeniem: „przemysł mięsny jest jednym z głównych czynników wywołujących szkody w środowisku naturalnym na skalę lokalną i globalną. Chodzi tu o degradację gleby, zanieczyszczenie powietrza, niedobory i zanieczyszczenie wody oraz zanik bioróżnorodności”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy tak macie od urodzenia, czy dopiero po praniu mózgu takie zmiany zachodzą?

      Toż tłumaczymy Wam, że to bzdura..!

      Usuń
    2. Zapytaj się wszystkich profesorów zwyczajnych, którzy od lat przeprowadzają badania...jak rozumiem ty jesteś ponad wszystkich uczonych...oraz działasz na zasadzie, iż nikt ci nie będzie mówił, że czarne jest czarne a białe jest białe. I tak wiesz lepiej, ponieważ jestes autorytetem w sprawach ekologi, chemii, fizyki i co tam jakieś grono profesorków będzie ci mówić.Czytając ciebie, można dojść do wniosku, iż pozjadałeś pan wszystkie rozumy, ino zapomniałeś dla siebie choć jednego zostawić.
      A tym ostatnim komentarzem dajesz pan świadectwo swej inteligencji, negowanie czegoś nad czym pracowały i wciąż pracują największe autorytety naukowe, świadczy o pana ignorancji, skoro chce pan kreować się na rzeczowego publicystę powinien pan brać pod uwagę wszystkie aspekty tematu, a nie tylko te które to dla pana i pana chęci zarabiania na uboju, pasują.
      Napisał pan kolejny rozwlekły i nudny artykuł, w którym zawarte jest zagrożenie dla rolnictwa gdy to nie będzie zwierząt hodowlanych.
      A co z nad produkcją mięsa? Tu nie widzi pan zagrożeń? A gdzie wzmianka o podaży i pobycie?
      No chyba, że dla pana normalne jest to, co ostatnio wciąż się odkrywa...że skoro nie ma takiego pobytu na mięso, to trzeba je ponownie wpuścić do obrotu, mając gdzieś zdrowie konsumentów.
      Nie ma w panu rzetelności dziennikarskiej, jest pan jednostronny, ale wiadomo, że chodzi o pana własny w tym interes.
      I na koniec powiem panu tak, choć jestem wege, jestem też realistą, nie jestem za wypuszczeniem wszystkich zwierząt hodowlanych na wolność, ponieważ zdaję sobie sprawę z konsekwencji takiego czynu. Wiem również, że ludzie będą jedli mięso, bo większości ludzi nie interesuje życie zwierzęcia. Ale nie zgadzam się absolutnie z tym, że żądzą światem koncerny mięsne, które zabijają miliardy zwierząt a nikt nie jest tego w stanie przejeść, nie zgadzam się z tysiącem ton wyrzucanego mięsa...z tysiacem hektarów ziemi rolnej która to jest wykorzystana tylko i wyłącznie na cele hodowlane zwierząt...a wszystko to w interesie garstki ludzi którzy zawiadują korporacjami...i nie ma tu mowy o zwykłym rolniku, ponieważ te koncerny go zniszczą i za parę lat nie będzie miał racji bytu. Skoro uważa sie pan za takiego specjalistę, dlaczego nie pisze pan o takich realnych zagrożeniach, czepił się pan nas, czyli według pana eko-głąbów, eko-faszystów...a nie potrafi pan napisać o realnym i rzeczywistym zagrożeniu które zawładnęło światem rolnym.
      No tak, ale zawsze łatwiej czepić się tych którzy nie mają takiej władzy, niz podpaść tym co trzymają wszystkie karty w łapach.
      Chce pan być guru rolnictwa w Polsce, to zamiast walczyć z wege niech zacznie pan walczyć z potężnym międzynarodowym lobby hodowlano-rzeźnym.

      Usuń
    3. Cha, cha, cha..! A którzy to "profesorowie zwyczajni" tak "żądzą"? I dlaczego tylko "żądzą"? Mogą przecież "żondzić" - jak szaleć, to szaleć, Piekła nie ma...

      Wy, eko-palanci, eko-głąby, eko-faszyści i weganie - imbecyle - jesteście takimi "psami łańcuchowymi" na płatnych usługach tych właśnie światowych korporacji, na których tyle żółci zostało w powyższym komentarzu wylanych.

      Gdyby nie Wy i nie Wasze absurdalne działania wymierzone w zwykłych, indywidualnych rolników - koncernom byłoby o wiele trudniej zdominować światowy handel i produkcję żywności.

      Że, być może, nie wszyscy zdajecie sobie z tego sprawę..? A po co mielibyście niby wiedzieć, komu naprawdę służycie..? Lepsze z Was sługi, gdy nie znacie ręki, co Waszych przywódców karmi i Wam rozkazy wydaje...

      Usuń
    4. Polecam: http://chart.nowyekran.pl/post/89737,rznij-byka-nie-rolnika

      Usuń
  15. Zaczyna się...
    http://www.reuters.com/article/2013/08/05/us-science-meat-in-vitro-idUSBRE9740PL20130805

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja się obawiam, że zamiast jedzenia z drukarek będziemy połykać pigułki z wszystkimi potrzebnymi składnikami. W końcu czas przeznaczany na poszukiwanie i przygotowywanie jedzenia kurczy się coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...