niedziela, 24 marca 2013

Ogrzej się: kup sobie krowę!

Nie ulegajmy panice. Doskonale pamiętam śnieg w Boskiej Woli… 3 maja! Tak więc, śnieg w Niedzielę Palmową, która w dodatku przypada w tym roku dość wcześnie – to naprawdę nic niezwykłego.

Z tym, że istotnie – trudno uwierzyć w topnienie lodowców Arktyki (badania zresztą są niejednoznaczne – co w jednym miejscu stopniało, w innym – zamarzło..!), gdy arktyczne powietrze robi w końcu marca Polaków na sino.



Wiosna, proszę Państwa przyjdzie – nie można w to wątpić. Wczoraj był piękny, słoneczny dzień, w sam raz na robienie zdjęć – których, oczywiście, jak to zwykle bywa, nie było komu robić, bo się oboje ledwo na nogach trzymamy. Ale dowód na rychłe nadejście wiosny sam do nas przyszedł. Na nogach. Obutych w lakierki!

Jak w każdą (prawie) sobotę, rano pojechaliśmy na targ i po drobne sprawunki do Warki. Zeszło nam ciut dłużej niż zwykle – coś tam wysyłałem na poczcie, kolejki wszędzie były, nie dało się wyłączyć napędu 4 x 4 nawet w mieście, taki lód na ulicach – dość, że za sprzątanie pod wiatą zabrałem się około południa. A na 14.00 byłem umówiony po owies (wcześniej zaś – chciałem jeszcze poszukać tego weta w Stromcu).

Więc, zwinąłem się najszybciej jak się dało, biorąc pod uwagę tę przykrą okoliczność, że mimo dawki kupionego w Warce paracetamolu i tak widziałem dwie taczki i dwie pary wideł. O pierwszej konie dostały marchewkę (też z targu przywiezioną, od naszego Ulubionego Sprzedawcy). Jak skończyły jeść – Knedlik w postawie bojowej ruszył w stronę płotu. Patrzę ci ja pod (ostre) słońce: jakieś dwie postaci brną po kolana w śniegu, idąc od naszego najbliższego sąsiada którego z całą pewnością nie było w domu (bo przemieszkuje tam głównie latem, a i to nie cały czas…).

No nic – zabrałem worki na owies, odpaliłem Wendi i jadę. Na wysokości brzozowego zagajnika naprzeciw naszego Padoku Zimowego – mijam dwóch wygarniturowionych młodzieńców w lakierkach. Ki Dyabeł? – myślę sobie – czyżby Świadkowie Jehowy..?

No przecież – chyba nie kontrola skarbowa..? Jasne, że osobowym samochodem się teraz do nas żadną miarą nie dojedzie – ale gdyby urzędowa sprawa była, to co: helikoptera by im nie dali..? Zresztą: w sobotę..?

Wygrzebałem na wszelki wypadek telefon z kieszeni spodni, skąd nie zawsze daję radę go na czas wyjąć, gdy prowadzę samochód a ktoś dzwoni – na wypadek, gdyby Lepsza Połowa pilnie musiała się ze mną skontaktować – i jadę dalej. Polami, bo droga od tygodnia tak zawiana, że i ciągniki nie dają rady.

Ale telefon nie zadzwonił. Znakiem tego – nic strasznego się nie stało.

W Stromcu dom, w którym KIEDYŚ rezydował weterynarz owszem, znalazłem – tylko po to, aby dowiedzieć się, że już od dawna tutaj nie mieszka – i że, żadnego weterynarza w Stromcu nie ma. Dobrze, że Dobra Dusza podpowiedziała mi namiary na lekarza z Białobrzeg. Choć – to już jest na granicy sensowności, bo dojazd ze 25 – 30 minut zajmuje.

Skończy się to pewnie w ten sposób, że i tak nasza zaprzyjaźniona Doktor Batog się do nas przeprowadzi z Warszawy (a właściwie: z Serocka…). Niech no tylko kobyły poczekają, aż śnieg zejdzie…

Wracam z owsem po dobrej godzinie – Lepsza Połowa opowiada, co się działo. Minęło kilka minut od mojego wyjazdu – a chatka zatrzęsła się od głośnego łomotania w drzwi. Aż koćkodan pod wannę ze strachu czmychnął.

Oczywiście: Jehowici. Wyjaśnili, że przyszli specjalnie, bo taką samotną chatkę na odludziu zobaczyli – a łomotali głośno, bo się spodziewali głuchej w pień babulinki…

Lepsza Połowa nie dała się namówić do nawrócenia i pokuty za grzechy – młodzieńcy ugarniturowieni, w lakierkach, odmaszerowali w stronę torów kolejowych i sąsiedniej wsi.

Przyznaję, że ich podziwiam, a nawet – trochę zazdroszczę. Takie zaangażowanie musi czynić świat prostszym i przyjaźniejszym do życia. W naszym, „świeckim“ świecie, takich słów jak „pasja“, „zaangażowanie“, „wiara“ używa się głównie wtedy, gdy chce się naiwnego jelenia namówić, by jeszcze raz zrobił coś za darmo, no bo przecież – po co mu płacić, skoro sam się na ochotnika do roboty zgłasza, czyż nie..? Że z głodu zdechnie..? Ch..j z nim, weźmie się nowego jelenia – zresztą: sam się prosił, nam taki nie jest do niczego potrzebny…

Miałem taką rozmowę jak raz w piątek…

No nic: Jehowici poszli dalej ze swoją Misją. A my tu zostajemy z globalnym, a przynajmniej – środkowoeuropejskim ochłodzeniem.


No i co z tym fantem zrobić..? Bo faktem jest, że WSZYSTKIE ostatnie zimy – dały do wiwatu. Nawet w zeszłym roku, kiedy konie na pastwisko wychodziły aż do Bożego Narodzenia, tak długo było ciepło – końcówka zimy była mroźna do przesady. Starsi mieszkańcy opowiadali, że są już taką zimą „umęczeni“ – a to naprawdę oznacza, że coś się zmienia – i wcale nie w tą „cieplejszą“ stronę..!

Oczywiście – zakuci zwolennicy „globcia“ WSZYSTKO potrafią „odtłumaczyć“ na swoją korzyść – tym się właśnie cechuje wiara metafizyczna, że żadne fizyczne fenomeny nie potrafią nią zachwiać. Tymczasem, wcale nie jestem pewien, czy aby na naszych oczach nie dzieje się zjawisko całkiem do „globcia“ odwrotne – to jest: prorokowana przez Profesora Bobolę Epoka Lodowcowa.

Proponuję skorzystać z mądrości naszych wrogów. Oto pisze jedna z Anonimowych Komentatorek (jest to zresztą „mądrość“ wśród naszych wrogów nader obiegowa – i wiele razy wcześniej już to czytałem): Rolnictwo to źródło niemal jednej piątej całkowitej światowej emisji gazów cieplarnianych, przy czym większość pochodzi z hodowli zwierząt gospodarskich. W ciągu ostatnich dziesięcioleci Europa poczyniła duże postępy pod względem redukcji emisji, ograniczając wykorzystanie nawozów, ulepszając gospodarowanie gruntami i technikę rolniczą, a także zmniejszając pogłowia bydła i owiec.


Oczekuje się dalszej poprawy, jednak trwałe rozwiązanie problemu emisji z hodowli wymagać będzie kompleksowego podejścia do wykorzystania gruntów i hodowli.


18% światowej emisji gazów cieplarnianych (mierzonej jako równoważnik CO2) pochodzi z hodowli i jest to ilość większa nawet od wytwarzanej przez transport. Te dane pochodzą z opublikowanego w 2006 r. raportu Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa, z którego wynika również, że zwierzęta hodowlane, takie jak krowy, owce, świnie i drób mogą być przyczyną poważnej degradacji gleb i wód.


Sektor ten jest głównym producentem żywności dla szybko rosnącej populacji światowej. Przewiduje się, że w pierwszej połowie obecnego stulecia globalne spożycie mięsa i mleka ulegnie podwojeniu, a zatem problem emisji stanie się jeszcze bardziej palący.


Głównymi gazami cieplarnianymi związanymi z hodowlą są metan i podtlenek azotu. Metan jest przede wszystkim efektem procesów trawiennych zwierząt: szacunki są różne, ale jedna krowa, aby dać 25 litrów mleka wytwarza od 100 do 500 litrów metanu dziennie. Podtlenek azotu uwalniany jest z gleby i zasadniczo związany jest z nawożeniem. Oba gazy przyczyniają się do globalnego ocieplenia w stopniu większym niż dwutlenek węgla.

I bardzo dobrze! Tego będziemy się trzymać!

Robi Ci się z zimy na zimę zimniej, Drogi Współobywatelu..? Przeszkadzają Ci zwały śniegu wzdłuż ulic i codzienne skrobanie lodu z samochodowej szyby? Dostrzegasz grozę nadchodzącego Lodu..?

Kup krowę! Nie musisz jej trzymać w swoim M-3. Niech stoi u rolnika. W mojej okolicy – na oko sądząc – już 1/5, może nawet ¼ tych wszystkich pięknych, nowoczesnych obór, za unijne dotacje pobudowanych w ostatnim dziesięcioleciu – stoi pusta.

Za 2 lata, jak mi tu podpowiadają Koledzy z PZHK – kończy się okres przejściowy na przywóz mleka z innych krajów Jewrosojuza. A to oznacza, że w 2014 roku już WIĘKSZOŚĆ obór na polskich wsiach będzie pusta – bo konkurencji mleka niemieckiego, francuskiego czy holenderskiego – przecież nie wytrzymamy. A przynajmniej – nie dadzą nam takiej szansy (to się nazywa: „spiskowa praktyka“ – w odróżnieniu od „spiskowej teorii“…).

Ale krowa to przecież nie tylko mleko (z którego, owszem – możesz mieć własne sery czy masło, jak się z rolnikiem, któremu ją w pensjonat oddasz – dogadasz: takie małe rozwinięcie mojego bardzo dawnego już pomysłu, który właśnie teraz – jak widzę, doczekał się pierwszej próby realizacji!). To także cenne cieplarniane gazy. Gazy, dzięki którym Polski nie skuwa dwukilometrowa warstwa lodu, a trawka na Twoim, Drogi Współobywatelu trawniku – może sobie (jak już śnieg zejdzie…) – szczęśliwie rosnąć.

Trawy – bez dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych – w ogóle by na Naszej Umęczonej Planecie nie było. A chyba zależy Ci na Twoim wypielęgnowanym trawniku..?

Jałówkę da się obecnie kupić w cenie nawet od 500 złotych (akurat na Allegro znalazłem ofertę jałówek rasy Simental – bardzo dobrej, bo i mlecznej i odpornej – za 850 złotych sztuka). Co do kosztów pensjonatu, to wierzę głęboko, że rolnik będzie skłonny do daleko idących ustępstw. To znaczy – jeśli dostanie jakąś zapłatę za mleko, masło i ser, do produkcji których karmiąc Twoją jałówkę, dojąc ją i mleko przerabiając się przyczyni – to utrzyma Ci ją już bez dalszych kosztów. Mięsem się podzielicie. W końcu – obory już stoją (wkrótce będą zresztą bardzo tanie, z licytacji komorniczych…), ciągniki i inne maszyny też – tylko utrzymać to w ruchu trzeba…

Jedna krowa – ogrzeje co najwyżej samą siebie. Kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt krów – może ogrzać, w taki czy w inny sposób – domek (np.: przy pomocy ogrzewania „obornikowego“ – albo i bardziej tradycyjnie – można przecież, projektując tzw. „dom pasywny“, postawić sobie w jednym ciągu też i oborę, skąd nadwyżka ciepła – będzie resztę założenia w stałej temperaturze utrzymywać…).

Kilkanaście milionów krów – ogrzeje całą Polskę! I z tym, jakże optymistycznym okrzykiem – żegnam się z Państwem na dzisiaj…
---------------------------------------

P.S.

A nie! Nie da się tak szybko. Jak raz Lepsza Połowa włączyła tzw. "pudło" - a tam ktoś narzeka, że brak w Polsce pediatrów. Proszę Państwa: jak ma nie być brak pediatrów - skoro jest coraz mniej dzieci..? Dokładnie dlatego - brak jest weterynarzy na wsi: bo coraz mniej zwierząt gospodarskich... Pisałem przecież: aby miały sens pewne "usługi towarzyszące" - rynek musi być dostatecznie duży. Widać, tak samo jak rynek usług weterynaryjnych, tak i rynek na usługi pediatrów - kurczy się zbyt szybko, aby dało się istniejącą siatkę usług utrzymać...

8 komentarzy:

  1. Więcej koniów i więcej dzieciów! Takiego hasła wyborczego nikt nie będzie miał. W naszych poniemieckich okolicach domy pasywne w Twoim rozumieniu, istniały już od XVIII albo i wcześniej. Domostwa murowane z lokalnego kamienia, o murach grubości często ponad metrowej na parterze, lepszy kamień, cegła, pruski mur na 1, 2 a czasem i 3 piętrze wiejskiej chałupy(!)Parter, zawsze stajnia, obora, chlew i inne gospodarcze, 1 piętro ludzie, 2 - strych - słoma i siano. Ciepełko zwierzęce, jak każde inne, unosiło się do góry, do ludzi, a od sufitu warstwa siana czy słomy zabezpieczała przed chłodem. Cud miód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, gdybym z góry wiedział, że mnie z roboty wypie..przą - to bym własnego "miejsca pod słońcem" nie pod Warszawą, a na Dolnym Śląsku szukał. Uwielbiam dolnośląską architekturę wiejską!

      Hasła wyborcze, obawiam się - do niczego. Kto niby na coś takiego zagłosuje..?

      Usuń
    2. Ja bym głosował za takim hasłem, dopisał bym tylko - "więcej krów, więcej małych gospodarstw i więcej rzemiosła"

      Usuń
  2. Kilka lat temu "National Geographic" pisał o globalnym ociepleniu. Ale widocznie klimat nie wie, na co się zdecydować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to "National Geographic" to jakiś autorytet jest..?

      Usuń
  3. Od kilku lat mam nieodparte wrażenie, że żyję w środku maszyny, która zwalnia, zaciera się, a ostatnio staje.
    I nie wiem, czy to moja obsesja i omam, czy może obudzę się ze snu w kraju mlekiem i miodem płynącym, czy też zbudzę się gdy ostatni będą gasić światło?
    Hutników prawie nie ma, górników została garstka, stoczniowców już dawno nie ma, naukowców mamy - za granicą. Właściwie jednego nam nie brakuje - urzędników!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I polityków dyrdymałów co dużo gadają i kasę w kieszeń wkładają!!!!

      Usuń
  4. Cześć, Panie.
    Muszę częściej zaglądać do Twojego bloga. Rozpisujesz się, czasem dostanę link (dzięki) i w wolnej chwili przeglądam. W formie jesteś jak zawsze.
    Siła

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...