sobota, 9 marca 2013

Natura konfliktu

Zbieramy siły ciała i ducha przed czekającą nas dzisiaj próbą wyjechania z naszej farmy na targ w Warce. Przysypało białego łajna z pół metra. Ziemia pod spodem jest miękka. Co prawda – nasza dzielna Wendi na swoich szerokich oponach radziła sobie wczoraj doskonale, w przeciwieństwie do leciuchnej Corsy naszego dawnego dostawcy siana, pana Edwarda, która prawie naprzeciw naszego wjazdu wbiła się w mieszaninę śniegu i błota tak głęboko, że dopiero nasz Sołtys zdołał ją ciągnikiem wyciągnąć.

Ale to było wczoraj: wtedy śniegu było góra 10 centymetrów…

Więc: zbieramy siły ciała i ducha. O wyniku, oczywiście, nie omieszkam poinformować. Na szczęście – gdyby nawet się nam nie udało, to oznacza tylko tyle, że przez kilka dni koniowate nie dostaną na lunczyk marchewki, a owies, a my nie będziemy mieli w miarę dobrego chleba, który da się kupić tutaj tylko na targu (o chlebie to chyba niedługo osobny wpis popełnię, bo mnie zaczyna ten temat denerwować…), a zwykły – „sklepowy“. Bo do naszego wioskowego sklepiku to się przecież da choćby i piechotą dojść – w razie potrzeby.

Ponieważ "Golden Locha" na razie łyknąć nie mogę - Bo Derek na rozgrzewkę...

Zanim ruszymy, chciałbym sprowokować Państwa do zastanowienia się nad kwestią wewnętrznej logiki, rządzącej zachowaniem skonfliktowanych grup – niezależnie tak naprawdę, od woli zaangażowanych jednostek. I nie chodzi mi tylko o proste w gruncie rzeczy mechanizmy, które sprawiają, że większość populacji idzie za tzw. „liderami opinii“.

To zjawisko mogliśmy akurat prześledzić w ciągu ostatnich 6 – 7 tygodni w klinicznej niemal postaci. Skrzydła mi rosną u ramion gdy pomyślę, że byłem w „grupie szturmowej“, która jako pierwsza przeciwstawiła się wzbierającej fali „owczego pędu“ opinii publicznej na tle masowego potępienia jarmarku w Skaryszewie.

Rok temu sytuacja była niemal identyczna, z tą różnicą, że ani mój artykuł w „Końskim Targu“, ani opinie, które wyrażałem na blogu, czy na forum – nie wywołały wówczas żadnego zgoła oddźwięku. W tym roku o tyle jest inaczej, że widać wyraźnie, jak przeciw owej „fali potępienia“, wznosi się przeciwna „fala obrony“ – mobilizując część biernej wcześniej, „milczącej większości“.[1] Czym to się koniec końców skończy – zobaczymy już za tydzień. W każdym razie: byłem jeśli nie pierwszy, to jeden z pierwszych – i bardzo przyjemnie jest widzieć, że tym razem nie pozostałem „głosem wołającego na puszczy“, że idą za mną inni i że jest nas wcale niemało.

Niezależnie od faktu, że wzorem Pana Zagłoby, tłoku bynajmniej nie lubię.

To jest w gruncie rzeczy normalne, banalne wręcz. Prosty mechanizm „akcji – reakcji“. No i ewidentny błąd po stronie naszych wrogów. Albo poczuli się zbyt pewnie po tym, jak zmasakrowali Skaryszew w mediach rok temu – albo zawiodła ich intuicja.

Do tej pory bowiem stosowali, czy to z rozmysłu, czy to instynktownie, typową „taktykę salami“, za każdym razem stawiając sobie bardzo ograniczony, cząstkowy cel, który dzięki temu właśnie, że był ograniczony – nie wywoływał wielkiej mobilizacji po „naszej“ stronie, a przemawiał do emocji, a nawet do zdrowego rozsądku tzw. „ludzi rozsądnych“.

Takim cząstkowym, ograniczonym celem mogłoby nawet pozostać i zamknięcie jarmarku w Skaryszewie – ale nasi wrogowie zbyt wcześnie się odsłonili, zbyt jawnie i zbyt głośno odsłaniając swoje dążenie do całkowitego zakazu hodowli mięsnej koni.

W tej sytuacji nawet PZHK nie mógł pozostać obojętny, bo tak naprawdę – przyjęcie rozwiązań proponowanych przez tzw. „obrońców zwierząt“ – oznaczałoby faktyczą likwidację tej organizacji. Kto miałby utrzymywać Związek, jeśli zabraknie (legalnych) hodowli zimnokrwistych..? No chyba nie hodowcy folblutów, którym przez lata nie wypłacało się nagród na Służewcu – i nie hodowcy arabów, którzy większość swojego przychówku sprzedają po 500 złotych sztuka..?

Może hodowcy koni sportowych? Ale przecież większość z nich już dawno olała PZHK, rejestruje swoje źrebięta w zagranicznych, macierzystych związkach swoich klaczy – matek: w Niemczech, w Holandii. Poza tym – cóż to za rynek znowu..? Przy hodowli „mięsnej“ – to są drobne. Nie warte nawet wzmianki…

Tak więc – błędem naszych wrogów było wysunięcie już teraz hasła „koń – zwierzęciem towarzyszącym“. JEŚLI wrócimy na ścieżkę gospodarczego wzrostu, JEŚLI Polacy będą coraz to zamożniejsi i JEŚLI utrzyma się trend wzrostowy jak chodzi o liczbę koni „rekreacyjnych“ i „sportowych“ – no, to za 30 czy 40 lat takie hasło może by przeszło bez większych emocji. Bo wówczas większość koni to już będą rekreacyjne „kochane tuptusie“, których przecież i tak nikt nie będzie zjadał…

Być może – wrogowie nasi ulegli, nie tak znowu rzadkiemu, zjawisku „porażenia własną propagandą“. Otóż oni twierdzą – i nawet wypisywali mi czasem takie androny w komentarzach, już nie włączałem tego do zbioru, bo nie chciałem Państwa katować przebijaniem się przez ten bełkot – że JUŻ TERAZ „większość koni w Polsce, to konie rekreacyjne“.

Dlaczego tak twierdzą, to jest dość jasne – no bo jeżeli faktycznie „większość koni w Polsce, to konie rekreacyjne“ – to wtedy ich postulat przestałby tak dramatycznie wyglądać.

Tyle, że aby prowadzić racjonalną politykę, nie należy ulegać tego rodzaju złudzeniom – tylko trzeźwo oceniać sytuację. Zaś trzeźwa ocena sytuacji prowadzi nas do nieuchronnego wniosku, że bez hodowli mięsnej – póki co: nie będzie w Polsce ani PZHK, ani stad ogierów i stadnin koni, ani części Agencji Rynku Rolnego, ani części Agencji Nieruchomości Rolnych. Bo wszystkie te struktury to wierzchołek piramidy, której podstawą jest właśnie „hodowla mięsna“ – to hodowcy koni zimnokrwistych zarabiają pieniądze, dzięki którym może funkcjonować Związek, mogą funkcjonować rządowe agencje (w tej, drobnej w gruncie rzeczy części, która akurat hodowli koni dotyczy…) i te resztki państwowej „hodowli“, które gdzieś tam jeszcze się uchowały.

Mam, w gruncie rzeczy, o tych strukturach jak najgorsze zdanie i wiele razy głośno i publicznie je wyrażałem. W tym akurat przypadku jednak – mamy wspólnego wroga i mnie bynajmniej współpraca brzydzić nie będzie – skoro sygnał o zagrożeniu zdaje się nawet i do związkowej biurokracji docierać..? Chodzi o ich posady przecież…

Wszystko to są rzeczy zrozumiałe i dość proste. Tak naprawdę zagadnieniem ciekawszym z poznawczego punktu widzenia jest to, co się w ciągu ostatnich 6 – 7 tygodni stało na Re-Volcie. Gdzieś tak do połowy lutego byłem tam „białym słoniem“ – osamotnionym radykałem, z którym część towarzystwa wręcz bała się utrzymywać nawet internetowe kontakty, co by się „brakiem empatii“, albo „uleganiem teorii spiskowej“ nie skazić.

Ale – wygląda na to, że wewnętrzna logika konfliktu zrobiła swoje – i teraz, jak się bliżej przyjrzeć, to jestem tak naprawdę umiarkowanym centrystą: dla mnie celem jest zachowanie status quo – i jeśli „Tara“ czy inne ośrodki decyzyjne „drugiej strony“ dadzą gwarancje, że nie będą status quo zmieniać, to ich sposób zarobkowania nie tylko nic mnie nie obchodzi, ale wręcz – będę postulował (a nawet – już to zrobiłem w różnych materiałach, które przekazywałem koleżankom i kolegom od koni zimnokrwistych…), żeby fundacje włączyć w organizację końskich przedsięwzięć, a ich materialną egzystencję wspomóc.

Tymczasem moje forowe koleżanki zaczynają już w sklepach o koninę pytać…

I to na pewno nie jest moja zasługa! To jest zasługa zacietrzewienia i oczywistej głupoty „drugiej strony“. Owa „druga strona“ bardzo lubi stosować zastraszanie i szantaż. To z pewnością bardzo efektywne metody walki – gdy mamy do czynienia z osamotnionymi „białymi słońmi“, do których strach się przyłączyć z obawy przed społecznym ostracyzmem.

Jest to jednak metoda samobójcza, gdy przychodzi do walki z grupą. Wredne i oczywiście niesprawiedliwe ataki (jak wredny i oczywiście niesprawiedliwy atak na film…) cementują grupową solidarność i popychają niezdecydowanych w kierunku większego radykalizmu.

W tej chwili to już bardzo trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek pojednanie i porozumienie między „fundacjami“, a „Re-Voltą“ (obu tych nazw używam, oczywiście, jedynie jako sztandarów i haseł, bo wiadomo, że obie grupy są już szersze…).

No, może gdyby pani Szyłogalis publicznie, w „Panoramie“, przeprosiła, posypała głowę popiołem i obiecała poprawę..?


[1] Na tzw. „fejsie“ stosunek sił między „fundacjami“, a „Re-Voltą“ wciąż wynosi mniej – więcej jak 15 : 1. To i tak ogromna różnica, bo rok temu było, mam wrażenie, 6000 : 1, jako że – byłem sam. A przynajmniej, takie miałem poczucie. Ponieważ jednak teraz konflikt przeniósł się już i poza internet – dopiero za jakiś czas da się ocenić faktyczny stosunek sił. Gdyby przyjąć, że „Re-Voltę“ poprą z automatu wszyscy hodowcy koni „mięsnych“ – to rozwalamy „fundacje“ wstępnym bojem, bo nas jest najmniej 40 tysięcy chłopa, rodzin nie licząc…

16 komentarzy:

  1. Miło, że pamiętasz o swoich starych czytelnikach i spełniasz życzenia :)

    (*)(*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo świetnie się trzyma na końskim grzbiecie...

      Usuń
  2. a co to tego ma wspolczesna lady godiva? :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz: a poprzedni komentator rozumiał...

      Usuń
    2. Ja też nie zrozumiałam.:-(

      Usuń
    3. Miałem nadzieję na fachową dyskusję o dosiadzie Bo...

      Usuń
    4. Bo...? To znowu słowo klucz, którego nie znam? Wtórny analfabetyzm, uwiąd starczy, i w ogóle, po-zimowy zastój mózgowy. Wyjaśnij, bo nie będę spać po nocach. A siedzieć tak też bym chciała, chociaż nałożyłabym majtki, bo to pewnie kłuje.

      Usuń
    5. Dokształciłam się w internecie. Już wiem, co za Bo. Nawet pisało, że ona przeciwko ubojowi koni jest.

      Usuń
    6. Jak słusznie ongiś zauważył nasz przyjaciel Wojtek - intelekt naprawdę nie jest najważniejszą zaletą pięknej kobiety.

      Inna sprawa, że gdy kobieta posuwa się w latach - chyba byłoby dobrze, gdyby JEDNAK trochę tego intelektu nabrała. Inaczej mamy takie właśnie przykłady jak Bo Derek (ona i tak, jak na Amerykę, to wcale rozsądna i nawet konserwatywna jest - podobno jej to nawet szkodziło w karierze...), Bardotka, Violetta Villas...

      Ojciec Bocheński twierdził, że matrona po menopauzie - to "nadmężczyzna", bo łączy w sobie zalety obu płci, a brak jej jch wad. Pytanie tylko - czy to się aby nie zmieniło w naszych czasach na skutek zażywania hormonów..?

      Usuń
    7. Tu możesz mieć rację,skoro kontakt z plastikiem, różnymi hormonami itp. pogarsza jakość mężczyzny współczesnego w ogólności, to może być, że kobieta pozostaje bardziej kobieca na stare lata. Nie mnie oceniać, czy to lepiej...

      Usuń
  3. W Holandii skutkiem ubocznym afery końsko-mięsnej jest wzrost zainteresowania koniną.:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Edward, który zakopał się w śniegu koło nas w piątek, hoduje byczki na mięso. Opowiadał, że na skutek tej afery, cena skupu wołowiny już spadła o 2 zł na kilogramie.

      Nawet bym się ucieszył, jako konsument - ale, mamy z Lepszą Połową wrażenie, że ceny w sklepach - właśnie wzrosły... Dziwne te, ale w sumie - typowe...

      Usuń
  4. a ja się zapytam z innej beczki, bo co jak co, ta cała "promocja spożycia" zaczyna lekko przebrzmiewać

    czy jest jakakolwiek szansa na ożywienie Agepo, i nie chodzi mi o ten martwy mirror Agepo.info, tylko o prawdziwy, żyjący serwis w oryginalnym składzie

    czy należy nad tym już symbolicznie spuścić wodę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz pomysł na tekst na "Agepo" to pisz, ślij do Wojtka, a on zamieści. Ja nie mam dostępu - coś się pokręciło z logowaniem, mój poprzedni login nie działa.

      Usuń
    2. cóż, niby jestem "oszczędnościowym blogerem roku" (oczywiście nie zapominajmy, że ten zaszczytny tytuł współdzielę z Riannon), ale jakoś mój poziom literacki nie za bardzo jest "wykwintny", raczej na poziomie chłopaka z blokowiska (niestety, tu nie udaję)

      ja po prostu nie pasuję do Agepo - jak piszę jako stary fan-agepowiec spragniony świeżego posiłku intelektualnego

      Usuń
    3. Świta mi w głowie pomysł na nowy artykuł...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...