wtorek, 26 marca 2013

Laleczka Chucky is back!

Przypomniało mi się, co chciałem Państwu opowiedzieć wczoraj. Znakiem tego – chyba powoli zdrowieję..! Otóż, w niedzielę odwiedzili nas nasi Przyjaciele ze Stajni Rajdowej Wilków. Krótko byli, aleśmy sobie trochę zdążyli pogadać, a to zawsze miła odmiana w naszym pustelniczym życiu.

Zeszło na „szmatoholizm“ i „quniarki“. Czyli zjawisko socjo-psychologiczne, polegające z grubsza na objawianiu się w okolicach stajni tłumów głównie dziewczynek (ale i chłopcy się zdarzają, nie można powiedzieć, że nie…), ongiś tylko nastoletnich dziś – miałbym już wątpliwości, czy jedynie: z tego się NIE ZAWSZE wyrasta. A „Tarówy“, „Vivaki“ i cała reszta eko-faszystów, to właśnie, w dużej części – byłe i może nawet aktualne „quaniarki“.

Więc: owe tłumy głównie dziewczynek w wieku różnym – głośno i czasem nawet wulgarnie demonstrujących swoją niepohamowaną miłość do „koffanych konisiów“ – zarazem nie mniej głośno i nie mniej (czasem) wulgarnie demonstrują niechęć do jakiejkolwiek wiedzy (z gramatyką i ortografią języka polskiego na czele – stąd dawane im przezwiska…), w tym także – elementarnej wiedzy jeździeckiej i hodowlanej.

Istoty te wyłącznie „czują“ – to jest, kierują się li i jedynie emocjami i to najczęściej – najprymitywniejszymi. Są przy tym, rzecz jasna, nie tylko głośne, wulgarne, bezczelne, aroganckie i kompletnie niewychowane – ale też: niebezpieczne zarówno dla samych siebie, jak i dla otoczenia.

Dla prawdziwej „quniarki“ jej „koffany koniś“ jest czymś w rodzaju laleczki Barbie: służy do tego, aby go przystrajać w modne dereczki, padziki, kantarki – i całą masę innych akcesoriów, połowy których nigdy w życiu nawet nie dotknąłem i nie wiedziałbym, jak i do czego służą.

W ten sposób, „quniarki“ zaspokajają swoją ambicję i potrzebę przynależności do grupy – ponieważ, jest to oczywiście, „sport zespołowy“: istoty te występują wyłącznie w grupach, a przystrajanie i oczywiście – fotografowanie tak przystrojonych „konisiów“, jest formą ekspresji osobowości, a zarazem – sposobem ustalania hierarchii w grupie (kto modniej „konisia“ przystroi – ten zyskuje większy prestiż, proste…).

Na wyższym etapie nie tyle może rozwoju, co posuwania się „quniarki“ w czasie – jej potrzeby ulegają niejakiej sublimacji. Samo przystrojenie „konisia“ we wściekle różowy komplecik nie wystarcza, aby „quniarka“ mogła się poczuć dostatecznie dobrze. Zaczyna wtedy walczyć o „prawa zwierząt“, nazywa źrebięta swoimi dziećmi, a konie „braćmi“, jeździ na „akcje“ do Skaryszewa, urządza protesty, a przynajmniej – wpłaca kieszonkowe na konto fundacji „Tara“.

Jeśli sądzicie, że jest to zjawisko naturalne i spontaniczne – to jesteście w grubym błędzie. To jest marketing, marketing i jeszcze raz – marketing.

W sklepach jeździeckich, a pewnie też i w normalnych sklepach z zabawkami, kupić można plastikowe koniki (to zdaje się, jest produkcja Disneya..?). Do każdego takiego konika – do nabycia jest komplet dereczek w różnych kolorach, rzędów, padzików, owijek i innych akcesoriów. Tych kompletów jest mnóstwo, co jakiś czas[1] pojawiają się nowe, różniące się krojem, zdobieniami, kolorem. Jednym słowem – wdraża się w ten sposób małe dziewczynki do „szmatoholizmu“ od najwcześniejszych lat.

Co gorsza – wdrukowuje się w ten sposób młodym, niedojrzałym umysłom postrzeganie konia jako „laleczki“, a więc – istoty służącej do przytulania, przy tym bezbronnej i pozbawionej własnej woli. Laleczki oczywiście ożywają w rękach bawiących się nimi dzieci, mają swoje imiona, przeżywają różne, oparte na stosownym serialu telewizyjnym (bo i taki jest…) przygody. Ulegają – uczłowieczeniu.

I tak już zostaje. Niekiedy – na całe życie. Tym bardziej, że wbrew biologii – psychiczna dojrzałość przychodzi w dzisiejszych czasach coraz później a bywa, że nie przychodzi (bo nie musi) wcale.

Tak się wykuwają kadry wolontariuszek „Tary“, „Vivy“ i całej reszty tej ponurej bandy.

Trzeba się, mili Państwo, uderzyć w pierś. Własną – nim zacznie się macać cudze cycki. Biznes „koński“ sam produkuje sznur, na którym go w końcu „ekolodzy“ powieszą. Bo przecież – żadni Marsjanie, ani inni obcy okupanci, sklepom jeździeckim w Polsce rozprowadzania tych szerzących prawdziwe spustoszenie wśród młodzieży zabawek – nie narzucili! Są tacy wśród nas, którzy nieźle z tego żyją. Podobnie, jak potem – ze sprzedaży derek, padów, owijek i całej reszty tego shitu – już na prawdziwe, a nie na plastikowe koniki…


Konik jako laleczka Barbie..? Od tego wszystko się zaczyna. A na końcu i tak – powraca laleczka Chucky…



[1] Lepsza Połowa podpowiada mi zza pleców, że minimum dwa razy do roku, a właściwie to co sezon – tak samo, jak w przypadku „haute cuture“, czy innej mody.

32 komentarze:

  1. Kantary w jakim kolorze lubimy najbardziej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej praktyczny byłyby - koloru błota.

      Usuń
    2. Widzisz, są różne punkty wyjścia. Ogólnie najlepszy dla mnie jest żaden ( kantar ). A z innych powodów - kolor czerwony. A to dlatego, że najłatwiej go znaleźć, jak z konia spadnie, co zdarzy się wcześniej czy później. Tych w kolorach naturalnych nigdy nie znalazłam. Te czerwone, raczej tak. Estetyka nie ma tu nic do gadania.:-)

      Usuń
    3. Niestety, nasi podopieczni w przeszłości zbyt wiele razy oddalali się samowolnie z wyznaczonej strefy zamkniętej, abym mógł im kantary zdejmować. Noszą je więc cały czas.

      I, bez względu na to, jaki był "kolor wyjściowy" - dość szybko wszystkie i tak stają się szare...

      Usuń
  2. Cóż: to nic innego jak przejawiające się w różnych dziedzinach i z różnym natężeniem gadżeciarstwo. Jest gadżeciarstwo elektroniczne, na którym swoją potęgę zbudowało Apple ("Nowy Iphone! Tak sam jak poprzedni, tyle że z aluminiowym, a nie szklanym ekranem!"), jest gadżeciarstwo militarno-airsoftowe: w tym przypadku biję się w pierś, bo i mnie dotyczy, przy czym staram się usprawiedliwiać tym ze "kolekcjonuję" rzeczy z jednego państwa i nie najnowsze: wiele to myśl techniczna lat 80-tych, używane i podpisane przez żołnierzy którzy to używali, a nie najnowsze gadżety w stylu "Multicam prosto od amerykańskich sił specjalnych jeszcze w foliowym opakowaniu". I jak widać w tym tekście, jest też gadżeciarstwo końskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tylko, że miłośnik "gadżetów" militarnych, czy motoryzacyjnych - zwykle łączy zdobywanie nowych "okazów" z gromadzeniem wiedzy. Mam natomiast fundamentalne zupełnie podejrzenie, że w przypadku "gadżetów" końskich, zachodzi proces odwrotny - im więcej dereczek, padzików, owijek, komplecików - tym mniejsza potrzeba zdobywania jakiejś wiedzy, a większa do niej abominacja...

      Usuń
  3. Cóż konsumpcjonizm jest wszędzie. Z czasem będzie coraz gorzej, dzieci wychowywane na takich "zakupowych-sezonowych" wzorcach będą kupować jeszcze więcej zbędnych gadżetów i produkować góry śmieci. Kiedyś niedorośnięte (nie koniecznie w sensie wieku) "panienki" stroiły i uczłowieczały swoje pieski. Teraz (pseudo)rasowych psów wszędzie pełno więc przyszedł czas na coś większego i bardziej elitarnego. W końcu na konia nie każdy może sobie pozwolić, a na wystrojonego? To dopiero szpan! I patrząc na takie "paniusie" tudzież quniarki mam wrażenie, że to przed ich chorymi działaniami mającymi na celu zaspokojenie własnego chorego ego powinno się nie rzadko zwierzęta bronić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzi ubierających swoje psy w modne ciuszki powinno się wychlastać po mordzie. Dopuszczalne powinno być jedynie chronienie zwierzęcia przed zimnem (w przypadku piesków miniaturek), ewent. jakieś psie "buty".

      Usuń
    2. @ Kira

      Zastanawiałaś się, czy nie występować w reklamach Media Markt? One też są wciąż na to samo kopyto: "powinni tego zabronić"...

      Usuń
    3. A tak poza tym - kto tutaj częściej pisze o tym, że chciałby kogoś zdzielić czy mu przylać?

      Usuń
    4. Ty usuwasz komentarze czy same znikają?

      Usuń
    5. Pewnie wpadło do spamu. Zaraz odgrzebię.

      Usuń
    6. "Cóż konsumpcjonizm jest wszędzie."
      Ano jest i pewnie zniszczy ludzkość prędzej niżby mogło się to stać w sposób naturalny. Zużywamy za dużo energii pod postacią nadmiernych i nieprzemyślanych zakupów. Paliwa, ubrań, gadżetów, za dużych mieszkań czy domów, nadmiernego drenażu Ziemi z jej bogactw naturalnych itd. Ci, których na to stać tłumaczą sobie i innym, że po prostu zasłużyli sobie na to bo zarobili na tyle dużo, więc mogą. Inni, których nie stać, zadłużają się i też kupują w sposób nieprzemyślany.
      Choć sam reprezentuję sposobem ubierania się "typ łachudry" i nadmiar odzieży zawsze mi przeszkadzał, irytują mnie kolejne cyklicznie wywożone na wieś ogromne reklamówki z dobrą, czystą i nie zużytą w stopniu uznawanym przeze mnie za dostateczny odzieżą damską. I chociaż być może się teraz narażę piękniejszej części społeczeństwa, twierdzę, że panie mają chyba statystycznie większą skłonność do nieprzemyślanego dysponowania pieniędzmi i chybionych zakupów. Twierdzę, ale zastrzegam, że nie muszę mieć racji, bo moja próbka nie jest wystarczająco reprezentatywna a moja opinia podszyta emocjami i bezsilnością niemożności zmiany powyższego.
      Szkoda natomiast, że tak łatwo ulegamy marketingowej machinie, która osiągneła swym poziomem rozwoju etap gdzie niezbędnym wydaje się zakup śniegu przez Eskimosów jeśli odpowiednio zostanie on zareklamowany i uzasadniony. Tu chyba pojawia się klucz do tego problemu. Jestesmy trochę osamotnieni wobec bezdusznego marketingowo-korporacyjnego systemu, który nas pożera. Czyżby dopiero jakiś kataklizm mógł nas zawrócić z tej drogi?

      Usuń
  4. Dopóki można zabijać krowy czy świnie, dopóty nie sprzeciwię się HUMANITARNEMU ubojowi koni. Niestety, po coś te kły w paszczęce mamy. (Oczywiście swojego zwierzaka bym nie zjadła. Chociaż... może rybę?)

    Namiętne kupowanie to konieczność, jeśli chcemy potrzymać gospodarkę. Produkcja idzie pełną parą, trzeba tylko to wszystko opchnąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest tylko i wyłącznie w świecie podatków dochodowych i "sukcesów" rządu mierzonych stopą wzrostu PKB. W świecie normalnym, który istniał jeszcze pół wieku temu, a w niektórych miejscach na świecie istnieje nadal - nie ceniło się kupowania rzeczy nowych, gdy stare wciąż dobrze spełniają swoją funkcję. Świat normalny był od naszego ZAMOŻNIEJSZY. Nie człowiek bowiem istnieje dla "gospodarki" (cokolwiek by to słowo nie znaczyło...), tylko "gospodarka" dla człowieka - a łatwiej zaspokoić ludzkie potrzeby, gdy zamiast zaśmiecać świat coraz to nową tandetą, wytwarza się mniej rzeczy, ale solidniejszych...

      Usuń
    2. I trzeba jeszcze pamiętać, że o rzeczy trzeba dbać. Buty, na przykład, trzeba pastować. itp, itd.

      Usuń
    3. Z tym akurat zawsze miałem pewien kłopot. Rzeczy mnie jakoś nie lubią...

      Usuń
    4. @Jacek Kobus

      To, o czym piszesz, to przeszłość.

      Usuń
    5. Chyba to jakiś "błąd sieciowy" czy cosik innego, bo koment zniknął. Pisałam, że świat, w którym gospodarka była dla człowieka, a nie na odwrót, należy do przeszłości.

      Usuń
    6. Masz rację tylko w obrębie aktualnie dominującego sposobu legitymizacji władzy, czyli tzw. "demokracji". Ale tylko idiota twierdziłby na poważnie - że jest to sposób bezalternatywny...

      Usuń
    7. Wszystko jest możliwe - ale powrót do czasów sprzed megakonsumpcji wymagałby chyba jakiegoś kulturowego przewrotu i... ofiar w postaci mnóstwa upadłych firm. Z drugiej strony - biedni (podobno) są coraz biedniejsi, więc może zamiast na szybkopsujący się tani szajs postawią na jakość?

      Usuń
    8. E tam "kulturowy przewrót"..!

      CAŁY problem sprowadza się do tego i tylko do tego, że tzw. "rządy demokratyczne" MUSZĄ legitymizować się "wzrostem PKB". Przynajmniej: nominalnym. Bo w cenach stałych, czyli w ujęciu realnym - różnie z tym bywa, jak regularnie nas przekonuje Profesor Bobola.

      Dlaczego MUSZĄ? Dlatego, że tylko legitymizując się stałym "wzrostem PKB", mogą się zadłużać (gdyby PKB był stały, lub spadał, to zadłużanie natychmiast straciłoby cały urok: kto pożyczy kasę komuś, czyje dochody spadają..? Albo nawet komuś, kto dochody ma stałe - a nie potrafi z nich pokryć bieżących wydatków..?).

      Po co się zadłużają? Zadłużają się po to, aby systemowo i powszechnie - przekupywać swoich poddanych. Co z kolei jest im niezbędne dla wygrywania wyborów, czyli dla: legitymizowania władzy.

      Jest to błędne koło. Władza MUSI bez opamiętania wydawać pieniądze (których nie ma - i dlatego nieustannie pożycza...), bo tylko w ten sposób może zdobyć i utrzymać władzę - a żeby to zrobić, nie tylko korumpuje swoich poddanych, ale też - systematycznie ich demoralizuje, widząc w tym szansę dodatkowego dochodu...

      Usuń
    9. Ludzi do nagminnego kupowania coraz nowszych modeli tego czy owego nie nakłania władza.

      Usuń
    10. Mylisz się, nakłania bardzo często!

      Przykłady: "Rodzina na swoim" (przecież nie jest to program dla bezdomnych..!), konstrukcja opłat i podatków przy rejestracji samochodu (celowo promująca zakup nowych aut, a nie używanych), Tuska pomysły "laptopa dla każdego ucznia" i temu podobne. W bardzo wielu krajach - rządy dotują także zakup sprzętu AGD. Nowego.

      Do tego dochodzą regulacje - dotyczące różnych emisji, zawartości poszczególnych materiałów, a też i wymogów odnośnie trwałości takich czy innych urządzeń. Nieodmiennie promujące - częstą ich wymianę.

      I nie jest przypadkiem, że największy problem sprawiają właśnie produkty tych branż, gdzie monopolizacja (niemożliwa bez opieki gosudarstwa...) - postąpiła najdalej...

      Usuń
  5. Przemysł zabawkowy już w postaci samej Barbie narobił sporo szkód. Pamiętajmy,ze ta lalka ma figurę i proporcje ciała, które w naturze nie występują. Tysiące nastolatek na całym świecie wpadło w bulimię chcąc osiągnąć figurę tego kawałka plastiku. Jak do tego dodać filozofię ciuchów, szmatek, gadżetów - to pomysłodawcy robią ogrom złej roboty wychowawczej. No i jeszcze ilość- trzeba mieć tych lalek i szmatek duuużo, co potem także przenosi się na dorosłe życie.
    Mój ulubiony cytat z bajki o kocie w butach, której słuchałam jeszcze dzieckiem będąc brzmiał: weź kocie buty moje, dostałem je po dziadku. Są jeszcze prawie nowe...
    Wiele rozmów przeprowadziliśmy z dziećmi na temat wyrzucania czegoś, "bo jest stare". Powoli zaczynają myśleć, ale to praca na długie lata, gdy wychowuje się młodych w zalewie ciągłych nowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A od kiedy to producenci czy usługodawcy muszą się troszczyć o wychowanie cudzych dzieci? Oni mają za zadanie zarobić na własne. Dlatego zamiast się martwić powszechną demoralizacją, lepiej dbajmy, by nasze własne latorośle nie wpadły w konsumpcyjną pułapkę.

      Usuń
    2. Moja dziewczyna ma podobne proporcje ciała jak lalka Barbie, no może wielkość piersi ma o rozmiar o rozmiar mniejszy. Mimo wszystko to pewien ideał do którego warto dążyć. I na pewno jest wiele kobiet, które na tym zyskały (odmawiając sobie kolejnego kawałka ciasta czekoladowego...).

      Usuń
  6. Coś w tym jest... Miałam długą przerwę od koni i jeździectwa, i teraz, gdy wróciłam, to jestem w szoku, jak bardzo rozwinął się koński biznes. "Za moich czasów", czaprak był jeden, a o owijkach to tylko się słyszało przy okazji pokazów, czy zawodów (a nawet i nie...). Do dzisiaj mam zdjęcia z obozu jeździeckiego sprzed 12 lat, gdzie jeździliśmy na kocach... Teraz wydaje mi się to nie do pomyślenia! :) Z drugiej strony... Jak ktoś ma pieniądze, i nie żal mu wydawać kasy na szmatki... To niech sobie kupuje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma większego problemu, gdy takie zachowanie przejawia dorosły (jest to typowe u panów w średnim wieku, snobujących się na styl "western"...).

      Całe nieszczęście dzieje się wtedy, gdy tak się zachowują dzieci. Prowadzi to do patologicznego postrzegania zwierząt - i do takich postaw, z którymi ostatnio tyle mamy, jako koniarze, kłopotów...

      Usuń
  7. Ales pojechal pieknie :) Jacku a powiedz mi ile obecnie w ojczyznie kosztuje siodlo wintec 250? o ile sie orientujesz? bo ja mam jedno na sprzedaz a nie wiem czy mnie ktos w balona robi czy nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojęcia nie mam... Ale przecież: Re-volta na pewno wie..!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...