sobota, 2 marca 2013

Końskie jądra – czyli: jak się robi rewolucję?

Jeszcze cztery lata temu, wiosną 2009 roku, pan Krzysztof Niecko, podczas kursu sędziowskiego opowiadał nam, jak to w mrocznych latach 90-tych XX wieku, podczas pewnych zawodów skokowych, bodajże na Litwie (o ile dobrze pamiętam) – doszło do nieszczęśliwego wypadku.

Biorący udział w zawodach koń złamał nogę. Nie mieszkając uśmiercono ranne zwierzę – i to sposobem bardziej tradycyjnym, a też i chyba szybszym niż dożylny zastrzyk z mieszanki barbiturantów, zwanej Morbitalem – bo strzałem w głowę. Kula w mózgu zabija w ułamku sekundy. Narkotyki powinny teoretycznie najpierw uśpić konia, a potem go – udusić. Z tym, że dawkę na tak duże zwierzę, jeszcze w stresie – dobiera się przecież „na oko“ – i w praktyce: różnie z tym bywa…

No i, po takim zastrzyku, mięso konia do niczego już się nie nadaje. Podczas gdy clou opowieści pana Krzysztofa było takie, że następnego dnia – podano im przepyszne mięsko z tego właśnie konia na kolację.

pan Krzysztof Niecko

Tylko kilka dziewcząt z naszego kursu ośmieliło się westchnąć z oburzeniem. Cztery lata temu. Czy pan Krzysztof dalej opowiada tę historyjkę swoim kursantom – nie wiem. Nie mam z nim żadnego kontaktu.

Jednak w tej chwili – nawet pokazanie obiektywnego filmu ze Skaryszewa: wywołuje lawinę obelżywych komentarzy.

"Wojna postu z karnawałem - Skaryszew 2013", autorstwa pani Joanny Jasińskiej - Koronkiewicz 

Na naszych oczach dzieje się rewolucja. Rewolucja w świecie jeździeckim.

Jeszcze do niedawna był to świat zdominowany przez rubasznych, pewnych siebie mężczyzn – nawet, jeśli już od dawna byli liczebną mniejszością, to przecież nadawali ton.

Mężczyzn działających według bardzo prostych reguł:

Widzieć nieprzyjaciela – to wejść z nim w zwarcie (marszałek Murat).

Widzieć kobietę – to sięgnąć jej do majtek (porucznik Rżewski).

A nie! Ta druga maksyma to mój osobisty wymysł, taka hiperbola. Ale anegdotka, którą ongiś czytałem bodaj u ojca Innocentego Bocheńskiego – ma wszelkie znamiona prawdopodobieństwa.

Oto jeden z młodszych oficerów kawalerii zdaje raport swojemu dowódcy, jeszcze z carskich szkół się wywodzącemu o tym, jak przekazał wdowie po ich poległym koledze wiadomość o śmierci męża:
-       No i jaką ją zostawiłeś, serdeńko – zaciągając z wileńska pyta pułkownik.
-       Płaczącą, panie pułkowniku! – A, to niedobrze…
-       To jak miałem zostawić wdowę..?
-       Śmiejącą się, śmiejącą…

Poruszając się w wirtualnej przestrzeni internetu, nie sposób ocenić, która grupa jest NAPRAWDĘ liczniejsza. Domniemywać należy bowiem istnienie bardzo licznej, tzw. „milczącej większości“.

Jednak, wśród „głośnej mniejszości“ ONYCH, czyli: pozbawionych krzty rozumu pożytecznych idiotów oraz manipulujących nimi wariatów, którym śni się „wegetariański świat“ – jest, sądząc po liczbie „lajków“ na jednej i na drugiej stronie: 14 razy więcej niż ludzi rozsądnych.

Zarówno ten fakt, jak i oczywista próba zakrzyczenia niewygodnego dla ONYCH filmu – to są objawy pewnego rodzaju terroru. I jeśli nawet nie jest to pierwszy krok w walce o władzę nad światem (Co będziemy robić dziś wieczór, Móżdżku? – To samo co zwykle Pinki, to samo co zwykle…) – to z całą pewnością: jest to żywy dowód na przejmowanie władzy nad światem jeździeckim przez kobiety.

W dodatku – przez kobiety kierujące się nie rozumem, a jakimiś prymitywnymi, pierwotnymi instynktami (bo za cholerę w dalszym ciągu nie pojmuję tego ich sloganu: Nie jem przyjaciół? No o co tu chodzi? Przecież nie przyjaźnię się ze WSZYSTKIMI końmi na całym świecie – tylko z tą konkretną czwórką, która grzeje się teraz na słońcu na Padoku Zimowym. To jest jakiś dziwny, „bebechowy“, jakby powiedział Witkacy odruch – coś, czego mężczyzna zrozumieć z definicji nie może i chyba nawet nie powinien – bo by zwariował…).

Tak więc: przyszła pora na rewolucję „genderową“ w jeździectwie. Faktem jest, że panowie, którzy dominowali wcześniej, też się nie kierowali w życiu rozumem, tylko nazwanymi wyżej, bardzo prostymi odruchami (Ułanowi rozum jest tak samo potrzebny, jak pilotowi szabla – zwykł mawiać pan Wojewódzki, którego dawno, dawno temu, uczyłem jeździć konno…).

Być może zatem – walka z tą rewolucją nie powinna polegać na przeciwstawianiu jednych prymitywnych odruchów innym prymitywnym odruchom – tylko właśnie: na używaniu rozumu?

To by dopiero była nowość! Z góry zastrzegam, że jako konserwatysta z sentymentu – zdobyczy „rewolucji picia i powożenia“ wyrzekać się nie zamierzam – mało tego: gdybym tylko mógł (ale kolejne baniaczki wciąż, uparcie bulgoczą na strychu i nic się nie chce dać rozlać…) – piłbym o wiele więcej.

Na pewno, na początek należy się przeciwstawić terrorowi rewolucjonistów. Któremu na razie (czyżby – kierując się niską obawą o własną popularność?) zdają się ulegać kolejni „celebryci“ końskiego świata: o pani Karolinie Wajdzie już pisałem (podobno nawet jej powtarzający kłamstwa po Goebbelsie Szanowny Ojciec – żałuje tego, że kręcąc „Popioły“ – naprawdę zabił konia, zrzucając go w przepaść…), a wczoraj przypomniał mi jeden z kolegów o przypadku innej znanej osobistości.

Z dawien dawna, z dawnych wieków można by powiedzieć, było zwyczajem kastrację ogiera czcić spożywaniem jego wyciętych jąder – znakomitej, podobno, zakąski pod wódkę (dałem jednego ogiera wykastrować, ale robiłem to już „po nowemu“, w klinice – i, jakoś, nikt mi nie chciał jego jąder zapakować na wynos…). Jeszcze kilka lat temu, osobistość, o której tu piszę, demonstrowała podobno „dziecięcą wręcz radość“ na wieść o planowanym w jednym ze stad ogierów masowej kastracji. A dziś? A dziś – popiera, oczywiście, akcję „Stop Skaryszew“, popiera zamianę konia w „zwierzę towarzyszące“. Albo jest to godna ubolewania dystrakcja, bo nie wie ów celebryta sam, co poparł – albo… tchórzostwo?

Tymczasem nad Boską Wolą wstał pierwszy od bardzo dawna - pogodny poranek.

46 komentarzy:

  1. Dobrobyt prowadzi do wynaturzeń i burzenia naturalnego porządku świata.
    Można się buntować przed zabijaniem zwierzą tylko wtedy, gdy potrafimy zdobywać jedzenie inaczej. Skoro można mieć schabowego na talerzu bez zabijania, to sam proces "produkcji" mięsa staje się abstraktem. Potem mamy już krótką drogę do oskarżeń o mordowanie.
    Prawdopodobnie z naturalnego i odwiecznego porządku rzeczy wynika - to mężczyzna polował - że kobietom łatwiej jest zejść na drogę rozczulania się nad zwierzątkami. Nie byłoby jednak tego, gdyby kobiety jak przed wiekami miały głowy zajęte myślami jak i czym nakarmić dzieci. Jedna z moich babć nie miała żadnego problemu z "zacinaniem" kaczek, czy zabijaniem karpi - przeżyła dwa razy chude lata wojenne. Druga z babć, choć miała od tego ludzi, też wskazywała, które sztuki drobiu i zwierząt mają iść na stół. Z moją mamą było już gorzej - miała opory, które jednak pokonywała, gdy nie było wyjścia w nędzy lat 80.
    Myślę, że kobiecy instynkt zachowania rodziny przy życiu zwycięża nad rozczulaniem w warunkach sprzyjających.
    Widzę natomiast inny problem - gdzieś znikają MĘŻCZYŹNI. Ich miejsce zajmują kobiety, które nie zawsze potrafią wejść w ich role bez wyrządzania szkód.
    Skoro kiedyś świat lekarzy, nauczycieli, prawników (...) był światem mężczyzn, to gdzie podziali się oni teraz, gdy ich miejsca zajmują kobiety?
    Mam wrażenie, że coraz częściej głową rodziny jest kobieta, która energicznie zajmie się zabezpieczeniem bytu i jakością życia domowego, tylko dlatego, że mężczyzna nie chce (nie potrafi?) zająć należnego mu miejsca. Wystarczy przyjrzeć się mieszczuchom - po powrocie z pracy jedynym ich "obowiązkiem" jest telewizor, gry komputerowe i piwo. Możliwe, że to lekkie przerysowanie, ale z drugiej strony stworzyliśmy świat, w którym, tak naprawdę ów mężczyzna nie ma już nic do roboty. Nie musi orać, doglądać zwierząt, polować, wojować. Zajmuje się więc namiastką tych czynności w wirtualnym świecie, a szczątki czynności bytowych przejmują kobiety.
    Z różnym skutkiem - ze skrzywionym widzeniem natury rzeczy włącznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajoma z "poprzedniego życia" zwykła mawiać, że "socjalizm wychowuje silne kobiety - i zniewieściałych mężczyzn".

      Po prawdzie, to nie jestem taki pewien, czy cały problem tylko do socjalizmu się sprowadza..?

      Usuń
    2. Poziom testosteronu u mezczyzn systematycznie spada i jest to spowodowane "przyczynami obiektywnymi" - wiekszosc plastikow z ktorymi czlowiek ma stycznosc przedostaje sie do krwioobiegu (kubki, plastikowe rury na wode, opakowania miesa...) i w organizmie mezczyzn dziala jak estrogeny, blokujac receptory testosteronu. Przecietny mlodzieniec ma podobny poziom testosteronu jak pol wieku temu mieli starcy...

      Usuń
    3. Podobne biosocjotechniczne działanie do plastików ma fluor dodawany do wody i past do zębów. Obniża inicjatywę, zdolność krytycznego myślenia, działa podobnie do ołowiu. Jak zdjęto ołowiane rury, to stwierdzili, że czymś to trzeba zastąpić. A niemieckie doświadczenia z obozów wykazały, że fluor działa podobnie. Natomiast zęby niszczy nadmiar fluoru, fluor nie działa też ochronnie na żeby u osób po 20 rż.

      Usuń
  2. To co, jak my będziemy kastrować, to mam przysłać do Boskiej Woli kurierem? Przyznam się że wstydem, że 4 sztuki zmarnowaliśmy półtora roku temu, pewnie lisy się wtedy ucieszyły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sami nie chcecie spróbować - to ja się nie obrażę!

      Usuń
    2. Pewnie, że chcemy, ale zawsze można się podzielić.

      Usuń
  3. Przecież nie przyjaźnię się ze WSZYSTKIMI końmi na całym świecie – tylko z tą konkretną czwórką, która grzeje się teraz na słońcu na Padoku Zimowym. To jest jakiś dziwny, „bebechowy“, jakby powiedział Witkacy odruch – coś, czego mężczyzna zrozumieć z definicji nie może i chyba nawet nie powinien – bo by zwariował…).

    Zapewniam Cię, Jacku, że niektóre kobiety też nie mogą zrozumieć. Gdybyśmy się tak rozczulali nad każdym zwierzątkiem, koniem, świnią, kurczakiem, królikiem... Matko jedyna, przestalibyśmy spać, jeść i może w ogóle najlepiej od razu pójść gdzieś na tory i się położyć. Może to brzydko z mojej strony, ale pogardzam takim "galaretami emocjonalnymi". Zajęłyby się raczej walką o dzieci chore na raka, pomocą biednym, chorym i potrzebującym. Do wyboru, do koloru. Jak już nie mają nic innego do roboty we własnym otoczeniu.

    Nie miałabym żadnego oporu przed zabiciem kury, może nie jest to najprzyjemniejsze zajęcie na świecie, ale jeść trzeba (może gorsze jest jeszcze jej oskubanie!).
    Jak tak dalej pójdzie to nawet miodu nie będziemy jeść, żeby nie stresować pszczółek, mleka nam zabronią, bo przecież krowom zabiera się cielaki...
    :(

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po sprawiediwości i po prawdzie, to wśród tych oszołomów jest nawet i kilku facetów - są nawet, jak to faceci, bardziej jeszcze radykalni.

      Inna sprawa, że jeśli wierzyć opiniom kolegów i koleżanek, którzy się wypowiadali - im, na tej wegetariańskiej diecie po prostu - musi brakować testosteronu...

      Usuń
    2. Ogromną większość stanowią jednak kobiety, i to z miasta. Ciekawe, dlaczego?
      Co do liczebności oszołomów... Oni po prostu są z miasta = mają dostęp do internetu i konta na fb. I dużą ilość czasu do stracenia.

      Justyna

      Usuń
    3. Hertist pisal na podobny temat, tylko o pitbullach. Ponoc wlasnie kobietom chodzi o te potezna, dzika meska energie.

      http://heartiste.wordpress.com/2013/02/10/pasty-spotted-ass-chipmunk-cheeked-herbling-swpls-and-pitbulls/

      Usuń
  4. Kobietom chyba chodzi o to, żeby w ogóle jakaś energia w facetach była. Żeby w domu na środku dywany nie leżał "ciastowy kluch", którego wszyscy mijają żeby nie wdepnąć. Żeby facet, nawet gdy nie ma konkretnej roboty do wykonania (bo np. mieszka w bloku i przyzagrodowych zajęć nie ma), mógł zając się czymś konkretnym: znalazł hobby, książkę przeczytał, na rowerze pojeździł, z dzieckiem latawiec zbudował. Mam na szczęście w domu egzemplarz, który pomysłów ma na kilku facetów, ale znam też takich, którym nawet własne dzieci przeszkadzają w nicnierobieniu. W blokach nieopodal mnie (niestety) mieszka kilku maniaków, którym chce się sadzić kwiatki (za swoje) przycinać gałązki, rozpinać pnącza. Widziałam nie raz, że traktuje się ich jak lekkich świrów. Słyszałam nawet komentarze - "że też się panu tak chce". Wszyscy jednak z przyjemnością przystają obok kwiecistego klombu, nie raz rozmawiając, jak to też "w tym roku ładnie róże zakwitły". Chodzi o to żeby nie ukraść Panu Bogu życia - jak mawiał mój papcio, a po mojemu panowie w tym przodują. Niestety coraz częściej pozwalamy przeciekać życiu przez palce, nie robiąc nic dobrego, a tym samym pozwalając na robienie rzeczy złych lub niezgodnych z naturą. Do tej pory kobiety zajmując się wychowywaniem dzieci miały cel i więcej zajęć. Dziś zmienia się nawet to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Niestety coraz częściej pozwalamy przeciekać życiu przez palce, nie robiąc nic dobrego, a tym samym pozwalając na robienie rzeczy złych lub niezgodnych z naturą."

      Cokolwiek by nie mówić o tych od "STOP Skaryszew", oni właśnie robią coś, co ONI uznają za dobro: powstrzymują zło.

      Notabene pan Kobus jest generalnie przeciwko "powstrzymywaniu zła". Wszelkiemu.

      Usuń
    2. Toteż byłoby o wiele lepiej, gdyby ta banda nigdy nie dorosłych albo zdziecinniałych idiotów i grupka cwanych pasożytów - zapieprzała od rano do nocy w jakichś kamieniołomach. Przynajmniej - byłby z tego jakiś pożytek, a nie - same szkody...

      Usuń
    3. Narobiliby szkody w kamieniołomie, a potem by powiedzieli, że to nie ich wina.

      Usuń
    4. "Cokolwiek by nie mówić o tych od "STOP Skaryszew", oni właśnie robią coś, co ONI uznają za dobro: powstrzymują zło."

      Jakie zło powstrzymują??? Jeżeli chodzi o znęcanie się nad zwierzętami, nie o to im chodzi, bo przepisy różne już są i mogą ewentualnie walczyć o wzmożenie kontroli, wyższe grzywny, itp. Wybacz, jeżeli oni płaczą oglądając zdjęcia ze Skaryszewa, na których widać czyste, zadbane, wypasione konie przywiązane do samochodów (spróbowaliby zostawić je nieuwiązane albo z długim powrozem...) to może powinni się leczyć na nogi, bo na główkę jest o wiele za późno. Jeżeli chodzi o warunki transportu koni, mogliby walczyć o nowe (=lepsze) ubojnie i eksport samej koniny, a nie żywca. Dlaczego chcą zabronić hodowli koni mięsnych w ogóle?
      Brzydzą się zabijaniem i jedzeniem mięsa, ale z jakiegoś powodu natura wyposażyła nas w odpowiednie do tego uzębienie. Ja się nie czepiam diety wegańskiej, wegetariańskiej, itp. Dlaczego oni muszą czepiać się mięsożerców?

      Justyna

      Usuń
  5. No ale to, że p. Wajda zrzucił konia w przepaść - potępiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był stary koń. I tak by wkrótce zdechł...

      Usuń
    2. I co z tego??? Taka śmierć to skur...two ze strony Wajdy.

      Usuń
    3. Ale przynajmniej dowiódł, że mu testosteronu nie brak...

      Ile to dziesięcioleci temu było..?

      Usuń
    4. Jak ktoś Ci konia zarżnie czy żonę pobije, to też tak powiesz? Oj, z tym "Stop głupocie" to chyba jednak źle wymierzone... Jak można sprzeciwiać się głupocie, jeśli się nie ma zasad? Wszystko można niszczyć...

      Usuń
    5. Nieudane porównanie. Może niepiękne rzucanie konia w przepaść, ale przypuszczam, że koń był jego własnością, zakupiony na potrzeby filmu, a nie ukradł go w najbliższej stadninie. Mógł się po prostu obyć bez takiego efektownego ujęcia.

      Justyna

      Usuń
    6. Jednym z pierwszych, ale też i - najbardziej alarmujących objawów zacietrzewienia - jest zanik poczucia humoru.

      Oczywiście, że Wajda zrzucił tego konia zgodnie z prawem. Oczywiście, że udowodnił tym samym, że ma jaja, a sztuka (a przynajmniej: zamierzony efekt) jest dla niego najważniejsza.

      I oczywiście - że ja bym tak nie mógł...

      Usuń
    7. @ Justyna, Jacek Kobus

      I co z tego, że zgodnie z prawem? Sk...two to sk...two. Ale jeśli ktoś wali głową pokornie przed przepisami...


      @ Jacek Kobus

      Poczucie humoru mam, ale Ty wałkujesz te sprawy od tak dawna, że stało się to nużące. Bronisz "tradycji", a tradycja owa cuchnie g...em. Tu nie ma nic śmiesznego.

      Usuń
    8. A mnie męczy Twoja niekonsekwencja.

      Z jednej strony twierdzisz, że są rzeczy ważniejsze niż życie ludzi, a nawet - przetrwanie ludzkości jako gatunku.

      A z drugiej strony - odmawiasz Wajdzie prawa do zabicia konia w imię Sztuki?

      A gdyby - dla Sztuki - zrzucił w tę przepaść konia z jeźdźcem?

      Rozumiem, że śmierć jeźdźca mniej by Cię bolała niż śmierć konia..?

      Usuń
    9. Gdzie tu niekonsekwencja? Kto Ci powiedział, że JA uważasz sztukę za ważniejszą od życia choćby chomika??? Żyjesz w świecie ułudy...

      Pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem taka jest różnica, że ten pierwszy najczęściej SAM o sobie stanowi.

      Usuń
    10. Miało być: uważam.

      Usuń
    11. Wielokrotnie twierdziłaś, że przetrwanie ludzkości nic Cię nie obchodzi. Nie zaprzeczaj. Zbyt łatwo znaleźć na to dowody.

      Skoro przetrwanie ludzkości Cię nie obchodzi - to znaczy, że uznajesz istnienie JAKICHŚ wartości ważniejszych niż ludzkie życie.

      Gówno mnie w tej chwili obchodzi, jakie DLA CIEBIE wartości są ważniejsze niż ludzkie życie. Dla Wajdy sztuka była ważniejsza od życia starego konia.

      Jeśli Ty masz prawo uważać JAKIEŚ wartości za ważniejsze od życia ludzi - to tym bardziej Wajda miał prawo uważać sztukę za ważniejszą od życia starego konia.

      To, że dla Ciebie akurat stary koń jest ważniejszy od Sztuki - a co mnie to w ogóle obchodzi..?

      I Ty i Wajda (przynajmniej Wajda z czasów, gdy kręcił "Popioły") - tak samo uważacie, że są wartości ważniejsze od życia. To Was łączy.

      I nie zaprzeczaj - bo jeśli nawet stwierdzisz teraz, że "wcale tak nie myślisz" - to i co z tego..? Sądzę Cię po Twoich wypowiedziach. Jedno z dwojga zatem - albo nie umiesz formułować myśli, skoro Twoje wypowiedzi nie oddają Twoich intencji - albo boisz się konsekwencji własnych, jakże aroganckich zwykle - twierdzeń...

      Usuń
    12. Czy ja gdziekolwiek czemuś zaprzeczałam? Przede wszystkim pisałam, że jestem relatywistką moralną. Nie istnieje coś takiego jak "prawo moralne", tak więc samo stwierdzenie, że ja, Ty, Wajda czy ktokolwiek inny "ma prawo" lub "nie ma prawa" to poruszanie się po obszarze jakichś wymyślonych idei.

      Co za tym idzie - każdy robi to, co ON uważa za słuszne. Ale że nasze wartości się zwalczają, to i my walczymy ze sobą. Zaczynając od OSĄDU. Wyraziłam swoje zdanie, Ty wyraziłeś swoje.\

      A że ani Ciebie moje, ani mnie Twoje nie obchodzi? Przecież to blog. Tutaj się PISZE. I tak NIC z tego nie wyniknie.

      Usuń
    13. Po pierwsze - mam nieodparte wrażenie, że Twój rzekomy "relatywizm" (co Ty w ogóle możesz wiedzieć o "relatywiźmie" - tak konsekwentnie gardząc filozofią..?) obejmuje PRZEDE WSZYSTKIM logikę formalną. To znaczy - stosujesz ją tylko wtedy, gdy jest tak Ci wygodnie. A gdy Ci wygodnie nie jest - to jej nie stosujesz. A to już nie jest żaden relatywizm - to jest zwykłe skurwysyństwo...

      Po drugie - wskazałem Ci tylko, że więcej Cię z Wajdą łączy niż dzieli. Być może dla Ciebie sztuka nie jest warta nawet chomika. Ale jednak - uważasz, że są takie wartości (inne niż sztuka), w porównaniu z którymi nawet przetrwanie całej ludzkości nic nie jest warte. Dla Wajdy stary koń był mniej wart od udanego filmu. Dalej nie dostrzegasz podobieństwa..?

      Po trzecie - jeśli tak Cię uwiera, że na blogu się "pisze" - to rada na to jest wręcz prostacka: nie pisz! Idź i pokop jakąś grządkę: i Tobie będzie lepiej - i grządce...

      Usuń
    14. Mój drogi, to CIEBIE to uwiera. Uczepiłeś się tego, że ośmielam się oceniać Wajdę. Ano - ośmielam się. Zablokuj każdego, kto pisze coś nie po Twojej myśli.

      A to "sk...stwo" to niby CO? Dostrzegam w PEWNYCH sprawach podobieństwo także między Hitlerem a sobą. Ale w WIĘKSZOŚCI spraw się różnimy.

      Nie rozumiesz, bo żyjesz w swojej głowie. Schorzenie filozofów.

      Usuń
    15. Owszem - uwiera mnie Twoja ignorancja, nieuctwo i niczym nieuzasadniona bezczelność.

      Nieukom w towarzystwie przystoi milczeć. Osobliwie, gdy naprawdę nic mądrego nie mają do powiedzenia...

      Usuń
    16. A może - zamiast się zapluwać - dowiedziesz mi tego nieuctwa? Bo jeśli nazywasz nieuctwem OSĄDZANIE, to zmarnowałeś pieniądze podatników, studiując filozofię. Osądzam, bo mogę - a Ty możesz mnie co najwyżej zablokować.

      Ale cóż, sama chyba odejdę, bo ani histerii, ani głupoty nie trawię. A już "wykształconej" głupoty - szczególnie.

      Usuń
    17. Możesz też w każdej chwili podejść do okna i wyskoczyć na główkę. Czy cokolwiek z tego wynika..?

      Usuń
    18. PS. Z tym "towarzystwem" to przegiąłeś. Jesteś tylko blogerem - i to niezdolnym do podania choćby jednego argumentu na poparcie swoich wydumanych (jak to u filozofów) tez. Jeśli nie podoba Ci się, że ktoś osądza - blokuj. Tyle Ci wolno.

      Usuń
    19. "Możesz też w każdej chwili podejść do okna i wyskoczyć na główkę. Czy cokolwiek z tego wynika..?"

      Powtarzam jak dziecku: z pisania NIC nie wynika. Ani z Twojego, ani z mojego. Nie wiem, po cholerę żeś komentował moją ocenę Wajdy, skoro nie umiesz się z nią pogodzić.

      Usuń
    20. Oczywistym nieuctem jest pisanie, że z pisania... nic nie wynika!

      Podobnie jak filozofowanie o szkodliwości filzofii...

      Usuń
    21. @Jacek Kobus

      W takim razie poprawiam się: z TWOJEGO pisania nic nie wynika. Masz za małą siłę oddziaływania.

      Gdyby jednak było (kiedyś, kiedyś) inaczej - to co by to zmieniło między n a m i ? Dopóki byś mnie nie zablokował, oceniałabym. A to, że Ciebie by to "nie obchodziło" (jak napisałeś wyżej), nie miałoby dla mnie znaczenia.

      Usuń
    22. Kiro, pisanie o tym, że pisaniem nic się nie zmienia jest po prostu... nieprawdą. Podam skrajny przykład: Taki Arystoteles czy Platon swoją pisaniną coś tam zmienili.

      No i na postrzeganie przeze mnie pewnego fragmentu rzeczywistości Jacek wpłynął, więc to podwójne pudło - trafiony, zatopiony...

      Usuń
    23. Aaa, więc jednak w jakimś stopniu Jacek Kobus wpływa na innych. Ale czy nie jest tak, że przekonuje przekonanych?

      Dla mnie to jednak - bez różnicy.

      Usuń
    24. Mnie też przekonał. Wcześniej po prostu nie miałam opinii w końskim temacie.

      Tak na marginesie: podczas kręcenia "Krzyżaków" w jeziorze Jamertal utopiły się konie.

      Justyna

      Usuń
  6. Jadam kiełbasę i kabanosy z koniny i bardzo mi smakują. (Choć nazwa kabanos powinna być zarezerwowana wyłącznie dla wieprzowiny - kaban oznacza wieprza).
    Jacku, a mógłbyś wrzucić jakieś przepisy na dania z mięsa?
    Koninę kupuję tutaj: http://goo.gl/maps/ZswMp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam na razie żadnych przepisów - ale pewnie wkrótce będę miał. Dobre miejsce, żeby się nimi dzielić powinno być tutaj: http://www.facebook.com/LubieKonine

      Usuń
  7. Przepraszam, że nie na temat, ale po lekturze tego bardzo ciekawego bloga (oraz komentarzy) nie mogę takiego pytania nie zadać.
    Pani Kiro. Co to za imperatyw każe Pani odzywać się pod każdym wpisem tego bloga? Autor pozwala sobie być wobec Pani niegrzeczny, (zresztą poniekąd rozumiem Jego irytację), wydaje się, że Pani opinie niespecjalnie Go interesują, czemu wielokrotnie dawał wyraz, Pani również pozwala sobie na impertynencje, po czym niezmiennie Pani wraca, tworząc sobie wizerunek natręta. Nie ośmielę się oceniać wartości merytorycznych Pani opinii, ale naprawdę interesuje mnie mechanizm skłaniający Panią do takiego zachowania.
    Z poważaniem
    Anonim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłbym szczęśliwy, gdyby blogerka Kira wytykała mi błędy. Ponieważ, jak wszyscy wiemy, moje ego mogłoby wypełnić cały Kanion Kolorado - nie stronię od ćwiczenia w samokrytyce (z nadzieją, że w ten sposób osiągnę z czasem Absolutną Doskonałość, czyli stan Buddy...) i gdy ktoś mi błędu dowiedzie - przyznaję się i przepraszam.

      Problem polega na tym, że aby to skutecznie zrobić, musiałaby Kira uciec się do argumentów rozumowych. A z tym ma problem, bo wyznaje (wbrew zresztą własnej, jak sama przyznała - "refleksyjnej" naturze) jakiś dziwny "anty-intelektualizm", który każe jej "filozofować o szkodliwości filozofowania", tudzież "pisać o daremności pisania".

      Jest to poniekąd bardzo "dziewczyńskie": bo przychodzi taka istotka, z emocjami na wierzchu i krzyczy: "ja", "ja", "ja"! "Ja chcę", "ja, Kira"!

      To by było nawet sympatyczne, gdyby nie było takie namolne...

      Ale, nie da się ukryć: liczba komentarzy pod moimi wpisami, odkąd pojawiła się tu Kira - znacząco wzrosła!

      Czekam, kiedy dobijemy po raz pierwszy do trzycyfrowej liczby komentarzy. Na razie rekord to 97 - więc już blisko...

      Usuń
  8. Kira is the best. Kobus aż się ugotował :)))) Mam wrażenie, że JK to bardzo zakompleksiony osobnik.
    No i nie ma nic gorszego jak połączenie głupoty z poczuciem posiadania absolutnej racji.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...