poniedziałek, 4 marca 2013

Jak się bawią Bratanki...

czyli - jednak ten cały fejsbuk do czegoś czasem się przydaje. Bo gdyby nie ón, to bym nie dostał przed oczy tego filmiku:


po czym nie spędziłbym połowy niedzielnego wieczoru szukając, co to do cholery jest "Macaristan" - i nie dowiedziałbym się, że to po turecku: "Węgry". O czym, skądinąd, Lepsza Połowa była przekonana już wcześniej, sądząc po liczbie węgierskich flag na filmiku - ale ja nie dowierzałem, boż tak na logikę: co mają wspólnego ugro-fińscy Węgrzy z "turanami" i "turańskim kurułtajem"..? Okazuje się - że mogą mieć...

Wygląda na to, że Bratanki potrafią się dobrze bawić - i że zabawy konne, są u nich nie tylko popularne, ale też - ciężką kasą sponsorowane przez rząd. Co - niestety - nie chroni ich przed wpadkami tu i ówdzie.

(Nota bene: oprócz znajomego Ewy z Kresowej Zagrody - NIKT przejazdu huzarów przez Polskę nie zauważył. NIKT. Nawet na forum "Re-Volta.pl", a przecież - nie ma innego miejsca w polskim internecie, gdzie by się spotykało tylu koniarzy, z całego kraju, w tym także z Lubelszczyzny, Zamojszczyzny i Rzeszowszczyzny, którędy dwaj panowie MUSIELI jechać. Przemknęli się widać jak duchy...)

Wcale nie twierdzę, że nasz rząd także powinien ciężką kasą rzucać na końskie imprezy. I to niezależnie od faktu, że szukanie sponsora na głupie 50 tysięcy potrzebne do tego, żeby nasz przyjaciel Zbyszek objechał konno Polskę wokół - idzie na razie nader opornie (a i przykłady innych "samotnych jeźdźców" z Polski jasno dowodzą, że na sponsoring tak naprawdę nie ma co liczyć...).

Natomiast z całą stanowczością twierdzę, że - jako środowisko koniarzy przede wszystkim - powinniśmy zwalczać (głównie w sobie!) dziwne zupełnie przekonanie o tym, że "Polacy rodzą się w siodle", a w ogóle "koń jest dla Polaków szczególnym zwierzęciem". Gdzie? Jak? Którzy Polacy?

Toż to bzdura na resorach! Tak naprawdę, to OBECNE TERYTORIUM Polski - przed połową XIX wieku (wyłączywszy Mazury, gdzie hodowla trakeńska o 120 lat wcześniej się zaczęła) - było obszarem dokąd konie się przywoziło (z Ukrainy, znad Wołgi, z Węgier - a też i z Turcji...).

Ogromna większość naszego narodu ma chłopskie pochodzenie - a chłopi zaczęli na większą skalę trzymać i używać do pracy konie dopiero w drugiej połowie XIX wieku, wcześniej niewiele mieli z nimi do czynienia.

Jest kwestią sporną, czy kiedykolwiek istniała rasa "konia polskiego" - jednym z pierwszych ustaleń rodzącej się, a raczej importowanej do nas z Zachodu na początku XIX wieku "nauki o koniu" było stwierdzenie, iż takiej "rasy" - nigdy nie było. Oczywiście obecnie, na fali swoistego rewizjonizmu historycznego i "ponownego zabrązawiania niesłusznie odbrązowionych mitów" - kwestionuje się to ustalenie, o czym miałem na forum historycy.org obszerną dyskusję, do której chętnych - odsyłam.

Nic nam nie wiadomo o istnieniu jakiejkolwiek "polskiej szkoły jeździectwa" - przed okresem II Rzeczypospolitej, kiedy to pod przemożnym wpływem Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, ustaliła się u nas przewaga tzw. "udoskonalonej szkoły włoskiej". Wszystko to zresztą i tak - komuniści zniszczyli do szczętu, więc i to jest raczej - próżna wspominka niż jakaś żywa tradycja...

Tak więc mit ów - więcej wydaje się obecnie szkód nam wyrządzać, niż ducha krzepić. "Lemingi" pod wpływem tego mitu na konia i tak nie wsiądą, bo im śmierdzi. Kasy na podróż mojego przyjaciela Zbyszka też nie dadzą, bo ani on, ani ja - nie jesteśmy "z właściwego towarzystwa". Ale za to - głupoty wygadywać będą - i, z absolutnie dla siebie typową bezmyślnością - będą też "chronić" konia tam, gdzie on żadnej ochrony nie potrzebuje.

Koń to zwierzę w polskiej rzeczywistości egzotyczne, o marginalnym znaczeniu - a jeździectwo uprawia mniej bodaj ludzi niż grę w golfa, o snookerze nie wspominając. I nie wydaje się, aby dało się to zmienić.

Natomiast miło jest popatrzeć na to, co robi się tam, gdzie istotnie tradycja jeździecka i kawaleryjska - ma jakieś, także i owym (skądinąd - rzeczywiście raczej nieuzasadnionym...) wydatkiem państwowej kasy poświadczone - znaczenie dla tożsamości narodowej. I nie tylko o Turkmenię mi chodzi - bo i Rosjanie - też sobie ostatnio fajną imprę tego rodzaju zafundowali...

A ów "turański kurułtaj" na Węgrzech odbywa się cyklicznie. Znalazłem też filmiki z 2012 roku. Pytanie: dlaczegośmy tam jeszcze nigdy nie byli - i dlaczego do tej pory nic o tej imprezie nie wiedzieliśmy..?

9 komentarzy:

  1. Zwykliśmy wiedzieć "wszystko o niczym"... XXI wiek, a wciąż głośno słychać zwolenników teorii Raswana i "udoskonalonej jej wersji" autorstwa Skorkowskiego. Nie dość, że pierwszy jako nazwisko "wziął" sobie imię ogiera arabskiego, to MAŚCIOM arabów przypisał konkretne linie arabskie... Sami Arabowie nie są w stanie zrozumieć, jak można jakiegoś gniadego araba nazwać Kuhailanem, jeśli nie pochodzi on od protoplastki tej żeńskiej rodziny - klaczy Koheilah... Drugi z panów posunął się jeszcze dalej (miał tytuł naukowy!!!) i "wykazał", iż krzyżując przez 6 pokoleń gniade z gniadym uzyskamy nową jednostkę systematyczną: PODGATUNEK!!! Żebyż jeszcze nazwał to PODRASĄ... Cóż się dziwić, że o czymś tam nie wiedzieliśmy lub nie słyszeliśmy? Przecież zajęci jesteśmy dużo ważniejszymi sprawami, niż "jakieś tam" madziarskie święto!!! My będziemy tworzyć podgatunki u koni arabskich. Z koni mięsnych zrobimy przewodników niewidomych, a jeść będziemy jaja bez cholesterolu, bo szkodzi... Spokojna głowa, niech karmią swoje dzieci taką dietą. Będą bezpłodne i bezmózgie... Mięso?

    OdpowiedzUsuń
  2. To se jeszcze poczytałam o "rasie konia polskiego"... Jasne, skoro jesteśmy w stanie stworzyć PODGATUNEK w RASIE koni arabskich, to jakiż problem usystematyzować RASĘ konia polskiego spośród wielorakich typów koni w dawnej Polsce... A typy były lokalne. Z czasem zaczęły być udoskonalane różnymi końmi obcego pochodzenia, wcześniej turkmenami, rzadziej "or.ar", później, w małopolsce szczepami austro-węgierskimi, dalej arabami, później pełną krwią, ach, ostatnio jeszcze angloarabami francuskimi... W ostatnich latach zaczęto już dokładnie mieszać ze sobą wszystko (wcześniej jeszcze jakoś lokalnie oddzielano Furioso-Przedświty i Shagyo-Dahomany). Obecnie mamy totalny tygiel rasowy, który pretenduje do miana RASY koni małopolskich!!! Przed wojną dzieliło się konie w Polsce na wielkopolskie i małopolskie. W śród pierwszych wyróżniano typy: mazurski (zwany też wschodniopruskim), poznański. Małopolaki dzielono na więcej typów, min. kielecki, lubelski, nowosądecki itp. Ale czy ktoś te wszystkie typy rasami nazywał? No ale przyszły dopłaty z Unii i kolejni mądrale z tego tygla zaczęli "tworzyć" rasę. Bynajmniej, nie przez zamknięcie ksiąg i wielopokoleniowe krycie w obrębie jednej puli genowej (jak to się robi aby rasę w ujęciu genetycznym stworzyć), lecz "od drugiej strony", chciało by się rzec "od dupy strony", zaczęli ustalać, jakie rodowody i w jakim stopniu wymieszane są rasą, a jakie nie!!! No, a jak już się "rozpieprzyło" małopolaka, to czas zacząć kopać w historii i znów "od dupy strony" zaczynając, określić RASĘ KONIA POLSKIEGO...

    OdpowiedzUsuń
  3. Co z tego, że większość ludków zamieszkujących obszar państwa polskiego ma pochodzenie chłopskie? Kultura polska nie przez nich stworzona została i zwykle nie przez nich jest przenoszona. W mojej rodzinie jak i w kilku rodzinach znajomych tradycje związane z końmi sięgają więcej niż 200 lat, więc wypraszam sobie takie generalizacje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam szanownego autora. Śledząc od pewnego czasu pantureckie strony w internecie natknąłem się też na węgierskie strony, można się spierać co do klasyfikacji etnicznej, niezaprzeczalnym faktem jest że Ugrofinowie kształtowali się w tym samym tyglu wielkiego stepu co i Tiurki. Na stronie Kurultaj można przeczytać info po rosyjsku i angielsku. Odnośnie tradycji końskiej w naszym kraju to zgadzam się z panem żeśmy w większości rataje a nie furmany. Państwo się pochyliło nad hodowcami to i hodowla pada- jak zawsze. Okres wyżrebień przed nami, pojawią się tabuny surowych i dzikich koników w internecie, może ktoś się połakomi i da tysiąc za jakieś biedne zwierze. Pozdrawiam serdecznie byle do wiosny Maniana

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdzie nie bywamy (hurtowo) i nic nie wiemy, bo naszym mediom pewne zagadnienia niewygodne są.
    Takie imprezy niepotrzebnie budzą nostalgię za historią, za silną i wielką Polską, za dobrymi czasami... Jeszcze by się w narodzie jaki patriotyzm obudził - jak w naszych braciach, co u nich w krótkim czasie jakoś bardzo daje o sobie znać.
    Wystarczy obejrzeć relacje osób, które w ubiegłym roku pojechały na ichnie marcowe święto narodowe - zresztą witani byli z orkiestrą i sztandarami. Posłuchać opowieści o uczuciu wolności jakiego tam doświadczyli, a o które dziwnym trafem u nas jakoś trudno.
    Konie to przeżytek - jakieś szlachetki ich dosiadały, nie wiadomi po co. A do pracy w polu? - a kto teraz panie, w polu robi ?
    Ale szlachty z ich ideałami na szczęście już nie ma (zabory, zesłania, łagry, wojny, wywózki, Katynie, Ostaszkowy i takie tam), to po kiego grzyba komu konie?
    Grill, piwo i plazma - to jest coś! I żeby FAJNIE było!
    Ten naród śpi - nie wiadomo nawet, czy ich jazda rycerska (tych obudzonych spod Giewontu) - jest w stanie obudzić ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Szlachetki dosiadały,ale chłopi, w polu to wołami robili... Jak mawiał mój dziadek: Nie z herbu, lecz z uczynku. Kto zabrania być szlachetnym i dobrze czynić? Chyba sami sobie z lenistwa... Ani jazda ani tradycja! Nić zerwana! "jesteśmy żadnym społeczeństwem, jesteśmy jednym wielkim sztandarem narodowym" C.K.N. Najpierw czynem zasłużyć na szlachectwo, potem sztandar historii podnosić. W odwrotnej kolejności, to tylko "zagłuszanie pierdnięcia, szuraniem krzesła", jak mawia moja znajoma, która twierdzi też: "Smoking dobrze leży dopiero w trzecim pokoleniu"...

    OdpowiedzUsuń
  8. Frak. Chodziło o frak. Smoking to i na kelnerze się uleży.
    Umówmy się więc, że tych we frakach już prawie nie ma, a kandydatów do noszenia fraka nie widać. Cudu trzeba żeby z błota węgiel wydobyć, o brylantach nie mówiąc.
    Zniszczono nam wzorce, resztę dokończyliśmy sami.
    Tu już nikt nie chce zasługiwać na szlachectwo - to obciach i moher. Że o podnoszeniu sztandaru nie wspomnę.
    Tu każdy sobie rzepkę skrobie. jak "banda rozproszonych bydląt"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację!!! Nic mnie nie usprawiedliwia. Najpierw mówię, potem myślę... Oj zdarza mi się dość często, zdarza się też w ogóle nie myśleć...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...