poniedziałek, 25 marca 2013

Droga do wsi

Skończyły mi się i „recyklingi“ i „odrzuty“. Tymczasem, mimo wielkich ilości czosnku, które pochłaniam, mimo paracetamolu i syropku sosnowego – jak trzymało, tak trzyma. Trochę mnie przetkało wczoraj, przy okazji bardzo pylącej pracy antypaństwowej – ale to była chwilowa poprawa, po której wieczorem niemal umarłem…

Przysiągłbym, że MIAŁEM doskonały pomysł na esej. Jeszcze wieczorem właśnie. Tylko sił brakło, żeby go wykonać. Ale – zapomniałem. Więc będą tylko zdjęcia. Mam nadzieję, że to OSTATNIE zimowe zdjęcia z Boskiej Woli w tym sezonie (ale pewny tego nie jestem: na Wielki Piątek zapowiadają śnieg…).

Zabrałem aparat w poranną wycieczkę do sklepu po chleb i leki, czyli: po wódkę.


Ostatnim, który próbował przejechać na tym odcinku drogą, a nie polem sąsiada, był jak raz pan Kawa w sobotę tydzień temu - ale zakopał się (jak mi relacjonowała Lepsza Połowa, bo byłem wtedy w Skaryszewie...) gdzieś w tym miejscu. Mam nadzieję, że sąsiad nie poniesie z powodu tego objazdu zbyt wielkich szkód. Zanim wybudowaliśmy płot - droga ta wiła się tu serpentynami to w jedną, to w drugą stronę. Teraz zrobił się wąwóz. A tydzień temu (w piątek i sobotę) - wąwóz ten zasypał śnieg zwiany z naszego Pierwszego Padoku. Który potem odmarzał i zamarzał tak, że teraz przypomina konsystencją beton.

Tylko na powierzchni od czasu do czasu widać ślady łapek - a to zająca (jak w tym przypadku), a to saren lub liska...

A tutaj, tydzień temu, w poniedziałek, zakopał się ciężarówką Radek, druh mój serdeczny. Od tego wieczoru zaczęło się też moje choróbsko.

To samo miejsce (Chopinem jedzie, prawda..?) w drodze powrotnej, lepiej widoczne...

Nikt mi zwolnienia lekarskiego ze sprzątania pod wiatą, karmienia i pojenia zwierzaków, oraz wstawania w nocy, co by tak na wszelki wypadek sprawdzić, co tam u ciężarówek - nie da. Trzeba zatem przecierpieć. Staram się tylko wychodzić z domu jak najmniej, a wszystkie prace zewnętrzne wykonywać w południe, kiedy najcieplej.

Koni nie fotografuję, choć właśnie wyszły spod wiaty wygrzać się na słońcu - bo brudne jak nieboskie stworzenia. I nie wiem, czy łatwiej byłoby je wyczyścić - czy jednak: poczekać na nowe..?

P.S.

A w ramach całkowicie komercyjnego układu z kolegą polecam angielski Lubin.

5 komentarzy:

  1. Haha:D Poczekaj na nowe!:))

    OdpowiedzUsuń
  2. P.S. Współczuję choroby.. Ja miałam 2 pierwsze tygodnie marca wycięte z życiorysu... Też nie dostałam zwolnienia na prace stajenne i opiekę nad zwierzakami. Nie przewiduje się takowych. Na szczęście mój kochany Pan Mąż ruszył dzielnie na zastępstwo!:) Po tygodniu wymiękł więc musiałam mu zacząć pomagać:) Życzę zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę zdrowia,
    a śniegu chociaż macie więcej niż my to jednak nie zazdroszczę.

    Pozdrawiam, Tomek

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowiej i to szybko. Bardzo współczuję. Śniegu chyba mamy tyle samo, ale drogi nam tej wiosny wyjątkowo dobrze odśnieżają. Ja jestem na szczęście zdrowotnie nie do zdarcia, tzn. tylko jeśli chodzi o grypy, katary, przeziębienia. Typ bardziej syberyjski ze mnie. Jak mnie coś dopada, to cięcie albo reanimacja. Nie wiem, co lepsze...Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...