sobota, 23 lutego 2013

Wyludnienie: podatek demograficzny

Nie można zaprzeczyć, że Polska się wyludnia. W okolicy Boskiej Woli widać to gołym okiem. Wystarczy rozbić samochód przed kościołem, a oprócz pomocnej dłoni i łopaty do odgarniania śniegu - od razu się człowiek dowiaduje, że obok jest gospodarstwo i 3 ha ziemi na sprzedaż. Którą to wiadomość przekazałem naszym przajaciołom z Warszawy, szukającym właśnie miejsca na osiedlenie: w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, takich gospodarstw znaleźliśmy im kilka, wciąż nigdzie nie sfinalizowali transakcji.

Więcej nawet niż opuszczonych siedlisk jest porzuconej ziemi. To oczywiste: cała nasza posiadłość była porzucona przez lat bez mała 30, niemyśmy ją ponownie wyrwali ekspsansywnej naturze. Dookoła jednak, podobnych gruntów - ile kto chce. Tylko karczować i ogradzać - bo są i takie, do których nikt się zgoła nie przyznaje, więc i kupić ich nie sposób, bo nie ma od kogo.

W mojej najbliższej okolicy ziemia porzucona to - na oko sądząc - około 1/4, może nawet 1/3 całego areału. Oczywiście, są w Polsce zapewne miejsca, gdzie zjawisko to występuje z mniejszym nasileniem, lub może nawet - nie ma go wcale (? - to pytanie było: bo nie wiem?). Na pewno jednak, są i takie gminy i takie miejsca, gdzie więcej niż 1/3 ziemi leży odłogiem.

W domu moich rodziców mieszkało, kiedy byłem małym dzieckiem, prawie 10 osób: oprócz mnie z rodzicami (a bodaj już i ze średnią siostrą, choć tego nie jestem pewien...), też dziadkowie, siostra dziadka i rodzina sublokatorów. Od tamtej pory dom się rozbudował - ale liczba stałych mieszkańców spadła do 2: moich rodziców tylko.

Praktycznie wszyskie "klocki z pustaków", postawione na wsi w latach 70-tych i 80-tych: stoją w większości puste, zamieszkane jest jedno piętro, czasem tylko jego część.

Owszem: liczba posesji się raczej zwiększa. To znaczy - budują się, na miniaturowych działeczkach, domki letniskowe, lub nawet całoroczne - ale zamieszkane przez ludzi, którzy na ogół nic nie mają wspólnego z rolnictwem.

Wedle opowieści starszych mieszkańców, kiedyś z Boskiej Woli widać było tory kolejowe i przejeżdżające pociągi. W tej chwili, pola uprawne sięgają torów tylko w dwóch miejscach - a i tam są w większości przesłonięte od wsi przez porosłe na opuszczonych działkach bliżej zabudowy dziczki. Od czasu komasacji w połowie lat 70-tych, obszar między wsią a torami kolejowymi dzieli się zasadniczo na trzy ciągi działek, oddzielone od siebie drogami polnymi biegnącymi równolegle do linii zabudowy i linii kolejowej. Tylko ciąg działek najbliższych wsi jest w większości uprawny (choć i tam są dwie działki porzucone - jedna ponad hektarowa i druga, która ponoć ma aż 3 ha). Drugi w kolejności, gdzie znajduje się nasza farma - uprawiany jest mniej - więcej w połowie. A w trzeciej linii, tylko dwa pola, jedno w środku wsi i drugie, dość już daleko od nas, przy następnym przejeździe - są w ciągłej uprawie i nie porosły dość już solidną sośniną.

Lepiej wygląda sytuacja na południowy - zachód od nas, gdzie pola i łąki opadają w kierunku kanałku melioracyjnego. Też są ich trzy linie, oddzielone drogami, tym razem - prostopadłymi do linii zabudowy i linii kolejowej, a równoległymi do kanałku. Najbliższa nam, do której należy Wielki Padok, jest porzucona w jakichś 2/3. Druga z kolei - jest zagospodarowana w połowie. Ostatnia, najbliższa kanałkowi, gdzie jest najlepsza ziemia - prawie w całości wciąż jest pod uprawą, choć i tam, kilka działek pozostaje nie uprawianych.

Za kanałkiem, gdzie ziemia należy już chyba do wsi Boże - ciągną się łąki, ale coraz rzadziej widać tam jakieś krowy, a i stan tych łąk nie jest najlepszy. Łąki ciągną się też po przeciwnej niż nasza farma stronie wsi, bliżej Pilicy - tamte są lepiej utrzymane, bo z nich uzyskuje się zdecydowanie najwięcej siana.

Całkowicie niemal za to zarosły obszary położone bliżej stacji kolejowej Grabów. Są tam tylko dwie kolonie domków letniskowych, a ziemi uprawnej - nie ma prawie już wcale, wszystko zabrał młody las.

Jak widać, jest w tym racjonalność: w pierwszej kolejności porzucane są ziemie najdalej położone i najsłabsze. Można by zatem domniemywać, że nic strasznego się nie stało. Wręcz przeciwnie. Wydajność uprawy lepszych ziem i bliżej, dogodniej położonych, tak widać wzrosła - że na płody z tych gorszych działek, nie ma już popytu.

Ziemia ta, V, a często nawet i VI klasy (osobliwie wyrobiska pozostałe po dzikiej eksploatacji żwiru i piasku...), dawniej jednak, dawała jakieś utrzymanie ludziom. Tych ludzi nie ma już na wsi, bo poziom życia, jaki mogli z uprawy tak słabych ziem osiągnąć - po prostu im nie odpowiadał, woleli przenieść się do miasta.

Proszę bardzo, Gregory Peck dla wybrednych pań. 
A jakby kto chciał skręta - to chyba potrafiłbym w tym pomóc - mniejszy bałagan robiąc...

Z tego względu, żadne "stypendium demograficzne", o którym ostatnio tak głośno w blogosferze za sprawą prof. Rybińskiego - nie zaludni z powrotem Boskiej Woli i jej odłogów: nie sądzicie chyba, że młodzież spłodzona i wychowana dzięki 1000-złotowym stypendiom, miesięcznie wypłacanym ich matkom przez 18 lat - będzie miała aspiracje niższe i potrzeby skromiejsze, niż ich rodzice..?

Oczywiście, ta propozycja prof. Rybińskiego, to tylko taki żart - udany, bo po raz kolejny, zwrócił na siebie uwagę. Ale krzty realizmu w tym nie ma. No chyba, żeby miała wartość złotówki na łeb polecieć - wtedy można i po 1000 zeta miesięcznie dawać, czemu nie - jak będzie to warte tyle, co 100 złotych teraz..?

Trochę szkoda, bo i ja miałbym dzięki temu lepiej. Dzieci wprawdzie nie mamy i mieć nie będziemy, a nawet gdybyśmy mieli, to chyba i tak by się nam to stypendium nie należało - ale nasz najbliższy sąsiad i przyjaciel, M. (już teraz - bo sprawa spadkowa nareszcie się zakończyła - gospodarz pełną gębą!), miałby 4000 pln miesięcznie, więc chyba rzuciłby pracę w warszawskim szpitalu i zajął się gospodarką. I bardzo dobrze - bo od pół roku usiłuję go namówić, żeby wziął pod uprawę naszą byłą pustynię i przyszły plac budowy stajni, które na razie nie są mi potrzebne ani na pastwiska, ani pod budowę, a gdzie już teraz - coś by pewnie urosło. Tyle, że on przez tą pracę w mieście nie ma czasu. Ręcznie przecież tych 2 - 3 ha nie uprawię...

Mam jednak lepszą propozycję - zamiast, albo ewentualnie - obok propozycji prof. Rybińskiego!

Już Oktawian August nakładał tzw. "bykowe" na nieżonatych senatorów i ekwitów rzymskich, usiłując ich przymusić do większej płodności. Oczywiście, w dzisiejszych czasach, to by był kompletny anachronizm i w dodatku - dyskryminacja, wszak coraz więcej dzieci rodzi się w wolnych związkach i trend ten z całą pewnością będzie się nasilał (bo też, prawdę powiedziawszy - jakem konserwatysta, tak nie bardzo rozumiem: po co komu ślub, a już kompletnie pojąć nie mogę - na cholerę komukolwiek tzw. "tradycyjne" polskie wesele - trudno o obrzydliwszą uroczystość..?).

Dlatego proponuję mężczyzn zostawić w spokoju. To nie od nas zależy liczebność następnego pokolenia Polaków. To jest sprawa kobiet. W końcu - skoro tak głośno gardłują, że "ich brzuchy, to ich sprawa"..?

Proponuję nałożyć specjalny "podatek demograficzny" na kobiety które nie posiadają własnych lub przysposobionych dzieci. Na przykład: 1000 złotych miesięcznie od każdej kobiety, która ukończy 21 rok życia, a nie ma chociaż jednego dziecka - własnego, lub adoptowanego. Kwota podatku powinna rosnąć progresywnie wraz z wiekiem: od 24-latki, która nie ma co najmniej dwójki - 2000 złotych miesięcznie. Od 27-latki bez trójki dzieci - 3000 złotych miesięcznie. I wreszcie, od 30-tki, która co najmniej czwórki nie urodziła lub nie adoptowała: 4000 złotych miesięcznie, aż osiągnie wiek emerytalny. Podatek mógłby być karnie zwiększany lub nakładany nawet na kobiety dzieciate na pewien czas w razie stwierdzenia zaniedbań wychowawczych - na ten przykład. Krnąbrne niepłacenie oczywiście skutkuje wizytą komornika, a w ostateczności - przymusowymi pracami społecznymi.

Co nam to da? Kobiety niezamożne, a nieskłonne do urodzenia, lub choćby opiekowania się jakimś potomstwem - wyjadą z Polski. I bardzo dobrze: pozbędziemy się sporej części tzw. "marginesu społecznego" - niech się z nim użerają Brytole czy Niemcy, dobrze im tak!

Kobiety niezamożne, a nieskłonne do urodzenia, lub choćby zaopiekowania się jakimś potomstwem, które nie będą mimo to chciały wyjechać - zadbają, w ramach przymusowych prac społecznych - o estetykę naszych wsi, miasteczek, osiedli i miast - i wszystkim będzie się żyło przyjemniej, czyściej, milej.

Kobiety zdolne i pracowite, nastawione na karierę zawodową - będą bardzo silnie zmotywowane do jeszcze cięższej pracy, żeby tak absurdalnie wysoki podatek móc zapłacić. Wiele ich nie będzie, ale te, co przetrwają - dadzą naszej gospodarce kopa, że hej!

Pozostałe będą rodzić na wyścigi, żeby tylko w wyznaczonych widełkach wiekowych z liczbą potomstwa się zmieścić. Czy im do tego dopłacać - to jest kwestia otwarta. Chyba jednak raczej nie powinno się tego robić. "Bodziec negatywny" do wzrostu płodności zupełnie wystarczy, więc całe to "stypendium" byłoby już zwyczajnie zbędne - a poza tym: taka konstrukcja silnie sprzyja rozmnażaniu się ludzi najgorszego sortu, których wcale więcej nie chcemy.

Mój pomysł jest tak samo absurdalny jak pomysł prof. Rybińskiego. Tak sądzę. Ale może ktoś z Państwa ma jeszcze bardziej absurdalny, jeszcze głupszy sposób na "rozwiązanie" rzekomego "problemu demograficznego" w zanadrzu? Śmiało proszę: na szczęście, nie sądzę aby w tym akurat przypadku - groziła nam rzeczywista realizacja jakichkolwiek koncepcji tego rodzaju...

28 komentarzy:

  1. "Proponuję nałożyć specjalny "podatek demograficzny" na kobiety które nie posiadają własnych lub przysposobionych dzieci. Na przykład: 1000 złotych miesięcznie od każdej kobiety, która ukończy 21 rok życia, a nie ma chociaż jednego dziecka - własnego, lub adoptowanego..."
    Bój się Boga - takie rzeczy wypisywać- jeszcze kto z rządy przeczyta i wykorzysta!!!
    Żadne marchewki nie pomogą na zaludnienie tego kraju, dopóki będzie się tu tak parszywie żyło = dopóki pozwolimy ogryzać się do kości.
    Ciekawe, że małżeństwa wyjeżdżające np do GB mają po dwoje, troje dzieci. U nas dzieci nie ma (nie mówię tu o przypadkach medycznych) lub rodzi się max jedno.
    Jedno jest pewne - idziemy na zginienie. Wiadomo, że kiedy osiąga się pewien poziom przyrostu naturalnego redukcja narodu jest nieodwołalna, My ten przyrost już osiągnęliśmy.
    Kto zagarnie ugory po których hula wiatr ? Myślę, że ci, którzy już kładą na nas rękę za pośrednictwem banków, a którym kiedyś nie udał się "drang nach osten", a resztę bracia Słowianie ze wschodu, bo bardzo podobają się im nasze złoża naturalne. Już to przerabialiśmy, ale kolejnego odrodzenia nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemcy i Rosja mają takie same problemy demograficzne co my...

      Usuń
    2. Rosja kurczy się w postępie geometrycznym, co nie zmienia faktu, że szuka ratunku dla swojej gospodarki, która leży i kwiczy. Gaz i ropę, który sprzedają muszą kupować u swoich sąsiadów na południu. Eksport innych surowców się nie opłaca. Nie mają rozwiązań technicznych na sprzedaż. Nie wydaje mi się, że nagle mogłoby ich coś powstrzymać przed wyciągnięciem ręki na zachód. Byłby to pierwszy przypadek w historii. Zresztą wojska też nie mamy.
      Niemcy kurczą się jako naród, ale przez imigrację, liczebność ludzi w państwie nie spada tak szybko. Ci ludzie też potrzebują przestrzeni i jedzenia, a potrafią walczyć o swoje. Że o świcie wyciągają dywaniki patrząc na słońce, to zupełny margines.
      Każda dotacja unijna wymusza na nas zaciągnięcie kredytu w banku - przecież nie polskim. Grecy to już przerabiali - teraz będą oddawać Niemcom na początek porty, a potem ziemię. Dziś nie trzeba czołgów, wystarczy udzielić kredytu.

      Usuń
    3. Nie martw się o Grecję, Grecy nic nie dadzą Niemcom. Oni są w przeciwieństwie do Polaków zniszczonych IIWŚ i komuną silnym, zjednoczonym narodem. Wojna z Turcją i wymiana ludności z Turcją ten naród wzmocniły. Ich klasa rządząca to złodzieje, ale i patrioci. O jakimkolwiek siłowym przejmowaniu ziem też nie ma mowy, mała Grecja jest uzbrojona podobnie do Niemiec, a ich armia lepiej przeszkolona.
      Zauważ, że na obecnej sytuacji Grecja wyszła całkiem nieźle. Dzięki oszustwom fiskalnym weszli do strefy Euro, a o obecnie otrzymują wręcz gigantyczną pomoc finansową. Na dokładkę ich bondy są częściowo umarzane. Nie wiem czy jakiś naród tyle zyskał w ciągu ostatnich 25lat co Grecy...
      Rossija to osobny temat. Jest potęgą surowcową i chyba musi być jednym z graczy światowych. Zwiększa swoje wpływy w państwach ościennych jak Ukraina, Białoruś, Kazachstan, Armenia. Przeszkodą do ekspansji na Polskę są jednak Niemcy, którzy to terytorium formalnie już przejęli w 2005r.
      Co do kurczenia się populacji, to kurczą się w tej chwili 8x wolniej, niż Polacy.
      https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2002rank.html

      Usuń
    4. @Artur - doczytałeś tylko część - dotacje Grecja otrzymuje, żeby niemieckie banki mogła spłacić - teraz, kiedy Niemcy powoli odzyskali cześć strat, dotacje się zmniejszają. O przejęciach siłowych nie ma mowy? - już takie słowa padły! Oczywiście przez kwiatek i perfumę, ale padły. Rosja przestała być potęgą surowcową. Ropę i gaz kupują w Kazachstanie, węgla się nie opłaca eksportować, stal jest do d..y i droższa niż gdzie indziej. Nawet ich diamentów za bardzo nikt nie chce. Leżą i kwiczą - patrząc na wschód. Doczytaj ile firm lub obywateli Rosji (w różnych firmach) ma udziały i pozwolenia na wydobycie polskiego gazu łupkowego. Łuna czerwonej gwiazdy przyćmiewa wszystko.

      Usuń
    5. Grecja przed akcesją do EU była zacofanym, ubogim państwem, jedynie z przemysłem ciężkim i słabo rozwiniętą turystyką. W tym kraju z dotacji naprawdę sporo zbudowano. Teraz są cięcia i zamieszki, szkoda że ludzie nie pamiętają jak gonili kozy po skałach albo zapieprzali 12h dziennie w stoczniach (na tym fortunę zrobił Onasis) za pensje jak w krajach III Świata. IMO nie powinno się mierzyć Grecji miarą polską. Jestem przekonany że Grecy nie dadzą się wydoić Niemcom, ich historia, także ta najnowsza pokazuje, że potrafią się jednoczyć gdy jest konieczne, a nawet tylko opłacalne.
      Co do Rosji. Eksport gazu ziemnego: 204mld m3, import: 41mld m3. Ropy nie importują prawie wcale, a eksportują 5mln baryłek dziennie.
      Cały Eksport Rosji 542mld USD, import 358mld USD.
      Źródło CIA The World Factbook.
      Nie dziwię się, że chcą wydobywać gaz w Polsce, przecież nie świadczy to, że u nich go nie ma.

      Usuń
    6. Grecy już dali się wydoić. Skoro do każdego euro dotacji trzeba wziąć euro kredytu, to znaczy, że tak naprawdę na dotacjach zarabiają banki. Przecież nie greckie. Oczywiście, obrót pieniędzmi sprawił, że wiele rzeczy zrobiono i wybudowano. Jednak z ekonomicznego punktu widzenia Greków, co było lepsze - ganianie kóz i spokojne życie niż blask i blichtr oraz ogromne długi do spłacenia? Dlaczego ganianie kóz ma być gorsze od zarżniętej gospodarki? Te pieniądze, które Grecja dostała po załamaniu, tak naprawdę są wycofywane do niemieckich banków. Zwróć uwagę jak dobrymi wujkami byli Niemcy i jak cisnęli żeby Grecja nie ogłaszała bankructwa - bo wtedy oni najwięcej by stracili. Według Ciebie w razie konfliktu zbrojnego Grecy dali by radę?
      Pomijając skutki ogólnoświatowe takiego kroku - kto stanąłby po ich stronie, skoro większość państw także jest zadłużona?

      Usuń
  2. Ha! Ja o tym piszę od dawna: nie ma po co "ratować" demografii. Niech się rząd broń Boże w to nie wtrąca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech rząd się w ogóle nie wtrąca i da ludziom żyć! Wtedy wszystkie pomysły jak rozmnożyć naród nie będą potrzebne. Ale dokąd płacimy za wygody tak zwanego rządu i krewnych oraz znajomych królika, którzy nie płacą podatków (np. wszystkie sieci supermarketów),i za rozkradane dobra tego kraju, tak długo ludzie nie będą chcieli sprowadzać dzieci do tej nędzy i niewoli.

      Usuń
    2. PS. Bo ludzie i tak nie będą chcieli mieć dzieci. Co mnie zresztą nie martwi.

      Usuń
    3. Naprawdę wierzysz, że kogoś martwi, co Cię martwi, a co nie..?

      Usuń
    4. @Kiry to nie martwi - ma odłożone w skarpecie lub sejfie bankowym sporo złota (no bo papierki i tak za chwilę nic nie będą warte) i z tej skarpety opłaci sobie na starość utrzymanie, lekarstwa i opiekę - pranie, sprzątanie, zakupy, naprawy i remonty mieszkania (ew. mycie i podcieranie - czego nikomu nie życzę) Emerytury nie dostanie lub dostanie w wysokości, która budziłaby śmiech, gdyby nie była tragiczna.
      Tak więc, zapewnia sobie spokojną i sytą starość, pod warunkiem, że znajdzie młodą osobę chętną by jej pomóc, bo na jedną osobę w wieku produkcyjnym takich babć będzie naście.
      No chyba, że planuje jakieś spektakularne sepuku w momencie, gdy emerytura przestanie wystarczać na życie.
      Aha, jeszcze wypadałoby odłożyć parę groszy na pogrzeb, bo za chwilę ubezpieczenie przestanie pokrywać koszty pochówków.

      Usuń
    5. A cóż to za histeria? Już teraz ludzie cierpią przez nędzę. Już teraz jest źle. Cudze dzieci nie zagwarantują mi NICZEGO. A własnych nie chce misię rodzić, bo to i tak większe koszty niż emerytura. Tak więc radzę się zastanowić, czy nie warto oszukiwać US i ZUS.

      Usuń
    6. Jacek Kobus, mnie nie martwi, czy kogoś martwi, czy mnie martwi. Po prostu wyrażam swoje zdanie - jak my wszyscy. A że każdy ma zdanie każdego gdzieś? To już inna sprawa.

      Usuń
    7. @Kira - oczywiście, z Twojego punktu widzenia może się wydawać, że masz rację. Ja tam wolę liczyć, że mi któreś dziecko da choć kromkę suchego chleba, bo emerytury na pewno nie dostanę w wysokości pozwalającej na przeżycie - i to nie dlatego, że nie pracuję, ale dlatego, że system jest do d..y, to zwyczajna piramida.
      A ludzie cierpią biedę na własne życzenie - już o tym pisałam - jak się głosuje na tych, co obiecują gruszki na wierzbie i chlebek z masełkiem za darmochę, to się ma chlebek z masełkiem - w strefie obietnic. Tu się trzeba wziąć do roboty i przestać marzyć. Jak banda rozproszonych bydląt dajemy się robić na szaro i nie potrafimy się zjednoczyć. Jedyne co potrafimy to krytykować, narzekać i powtarzać "ale co my możemy zrobić?" wszystko możemy zdobić. Węgrzy mogli - nasze media przekazują, że im źle, ale pojedź tam i przekonaj - naród odetchnął, bo mają iskierkę nadziei i drogę do wyzwolenia się od zachodnich banków, które tysiące rodzin doprowadziły do bankructwa. Bułgarzy ostatnio też mogli, hiszpańscy strażacy odmówili pracy przy wyrzucaniu na bruk rodzin zadłużonych w bankach. U nas wszyscy zasłaniają się przepisami, procedurami i niemocą. Nie ma już ludzi - są bezmyślne maszyny. To jest najstraszniejsze - bieda w drugiej kolejności.

      Usuń
  3. Może w niektórych częściach kraju nie jest aż tak źle? Moja wieś raczej się zaludnia, dzieci budują się obok rodziców (i mają dzieci, bardzo często dwójkę albo i więcej), pól leżących odłogiem nie widać.
    Wśród znajomych z liceum przynajmniej dwoje ma trójkę dzieci, a jedna koleżanka czworo. Dwoje to reguła, jedno-wyjątek.
    Kto chce, to się rozmnoży, a niektórzy to może i lepiej że swoich genów dalej nie przekazują.

    Justyna

    Dziękuję za Pecka, nawet z brodą... mniam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie: kto chce, ten się rozmnoży. Problem polega na tym, że polityków mało obchodzi co kto chce...

      Usuń
    2. Polityków poza własnym stołkiem mało obchodzi. Pod każdą szerokością geograficzną. Mój mąż jutro głosuje. Ja jeszcze nie mam obywatelstwa.

      To o genach nie było o Tobie! :)

      Justyna

      Usuń
    3. Ale ja się nie obrażam. Nie uwżam, żebym miał dobre geny...

      Usuń
    4. No chyba żartujesz! z taaaaakim ego jak twoje?
      J.

      Usuń
    5. Właśnie dlatego - między innymi...

      Usuń
  4. Drukarka 3D, sam pisałeś o niej, rozwiąże problem demografii. Wielcy ustalą, kogo będą drukować w ilościach hurtowych.:-) I po kłopocie.

    OdpowiedzUsuń
  5. fajną prowokację odwaliłeś z tym pomysłem

    kij w mrowisko

    gratuluję pomysłu na rozgrzewający towarzycho post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żartujesz sobie? To ma być "rozgrzane towarzycho"?

      Praktyka ostatnich kilku tygodni pokazuje, że "towarzycho" da się rozgrzać tylko w jeden sposób: gdy zacząć publicznie dywagować na temat czyjegoś sposobu zarobkowania.

      Bo tak poza tym, to ani seks, ani nawet dieta - większych emocji w "towarzychu" nie budzą. A co dopiero - jakieś tam "podatki", "demografia", czy temu podobne abstrakcje..?

      Usuń
  6. Nie wiem czy kogoś pocieszę ale na Opolszczyźnie to nie ma nawet centymetra porzuconej ziemi. Niedaleko mam też do wschodniej części Dolnego Śląska, południowej części Wielkopolski i woj. Łódzkiego - w całej okolicy uprawiane są wszystkie grunty. Jednak jadąc nieraz w kierunku Częstochowy i na Warszawę widzę na własne oczy porzucone pola uprawne - aż szkoda patrzeć.
    Ludzi u nas jest mało, chyba podobnie jak w okolicy Boskiej Woli, domy stoją puste, wyludnienie widać gołym okiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam:
    http://dibelius.blogspot.com/2013/02/kryzys-demograficzny-sa-rozwiazania.html

    OdpowiedzUsuń
  8. W jednych miejscach(wsiach) się wyludnia a w innych(miastach) robi się stanowczo za ciasno. Na wsi ziemia, raczej gorszej klasy , leży odłogiem za to miastach konkurencja ludzi o pracę i miejsce jest aż nadto widoczna a koszty utrzymania nie do zniesienia. Ciekawe czy i kiedy, emigracja z miast do wsi, która jest na razie traktowana bardziej jak moda i luksus, przekształci się w realny powrót do źródeł. Sądzę, że już niebawem będziemy świadkami takiego zjawiska.
    Myślę, że demograficzne tendencje w naszym kraju zaszły już na tyle daleko, że próby ich zmiany czy innego ukierunkowania już na niewiele się zdadzą – klamka już zapadła, za długo to trwało. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest według mnie czynnik materialny. I nie idzie mi tu o niezbędne do przeżycia środki lecz o to w co wyposaża nas tzw cywilizacja i utrzymanie czego przychodzi nam z coraz większym trudem. Niestety coraz więcej ludzi z tego właśnie względu cofać się musi w osobistym rozwoju. I na to żadne rządy czy inne władze wpływu mieć nie będą bo nawet wcale nie chcą i nigdy mieć nie chciały. Dobrze byłoby chociaż, by nasza „ucywilizowana” Europa nie zamieniła się w pewnym momencie w obszar, gdzie rządzi prawo dżungli, bo desperacja wynędzniałych ludzi osiągnie poziom nieznany dotychczas. A wówczas nie ostaną się żadne enklawy bogactwa i nie będzie takiego kordonu policji czy wojska, który zatrzymać by zdołał taką siłę. Chociaż pieniądz od wieków był czynnikiem rozwoju społeczeństw, doszliśmy chyba do miejsca, w którym jego siła wydaje się być aż nadto destrukcyjna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...