niedziela, 10 lutego 2013

Wegetarianie, świnie i „jaśnie państwo“

Jak się przez chwilę zastanowić, to nie ma niczego dziwnego w tym, że wegetarianie są tak agresywni: czego dali rozliczne dowody tutaj, na swoich stronach, na stronie akcji „Stop Głupocie“ i na stronie „Końskiego Targu“.

Pamiętacie, co się stało, gdy mój sąsiad raz jeden nie dał swoim świniom wysokobiałkowego granulatu..? Pisałem o tym: zagryzły i usiłowały pożreć najdorodniejszego ze swoich braci.[1]

Brak kompletu białek upośledza pracę mózgu. Czytałem kiedyś o teorii, wedle której ponadprzeciętne okrucieństwo rytuałów religijnych Indian Ameryki Środkowej (i towarzyszący im kanibalizm) – to skutek faktu, że w ich środowisku nie przetrwały żadne zwierzęta większe od indyka, które by się nadawały do udomowienia i mogły stanowić źródło białka.

Zdecydowanie: świnie to bardzo dobra analogia! Nie na darmo używano ich w mrocznych czasach Zimnej Wojny podczas naziemnych testów jądrowych do symulowania ludzi. Mają podobną budowę skóry, podobny metabolizm – i wielki mózg, którego przecież – do czegoś używają, czyż nie..?

Świnie są fajne, jak ktoś nie lubi Żydów i muzułmanów, a nie może tego powiedzieć. Jak Norwegowie. Naście lat temu, jakoś tak w przelocie między „Super Expressem“ a MSWiA – śladem Lepszej Połowy wylądowałem na szkole letniej Uniwersytetu w Oslo. Jedną z atrakcji był łykendowy pobyt w górskiej chacie, gdzie mieliśmy sami sobie gotować (nie wiem czemu, ale wśród moich chińskich i wietnamskich kolegów fakt, że wolałem zmywać naczynia, wywołał konsternację: czyżby u nich popularny „zmywak“ był jakoś hańbiący..?).

Połowa naszego kursu to byli muzułmanie. Z kilkoma się zaprzyjaźniłem – w przeciwieństwie do Norwegów, którzy byli strasznie ponurzy (podobno przechodzi im to dopiero na lotnisku – jak zaczną wreszcie chlać…), i innych zachodnich Europejczyków, którzy byli zwyczajnie tępi i nic nie wiedzieli o świecie, który ich otacza, oraz w przeciwieństwie do większości (poza jednym – ale to był weteran wojny w Angoli – no i: mogliśmy sobie pogadać po rosyjsku…) Murzynów, którzy byli jak z „Pustyni i w puszczy“ – dziecinni i nierozgarnięci – z kolegami z Bangladeszu, Pakistanu i Indonezji było o czym rozmawiać, podobnie jak z Palestyńczykiem z Libanu (okazało się, że mamy wspólnych znajomych…). A gdyby nie to, że Lepsza Połowa już wówczas była Lepszą Połową, to pewna Chinka… no – mniejsza z tym!

No i teraz sobie wyobraźcie Państwo, jak ten nasz kurs, w połowie z muzułmanów złożony wyglądał: rozciągniętą kolumną wspinamy się pod górę, wychodząc na polanę, na której stoi owa „górska chata“, a tam… wszystkich wchodzących obwąchuje, radośnie merdając krótkim, skręconym ogonkiem, włochaty knur – miejscowa maskotka!



Żona Lota tak nie skamieniała, jak moi koledzy kamienieli po kolei, docierając do celu wędrówki. Nie wiem, z czym to porównać w ogóle?

Jeśli to nie był zamierzony sadyzm i prowokacja – to Norwegowie są tępsi nawet, niż mi się to z początku wydawało…

Chińczycy i Wietnamczycy też byli zdziwieni. Ich zdaniem, ten egzemplarz był już trochę za stary i zbyt łykowaty…

Z rozczarowaniem stwierdzam, że moi „hejterzy“, których tu się trochę objawiło – prezentują poziom intelektualny zbliżony mniej więcej do poziomu tego Norwega, który wysłał muzułmanów na spotkanie z knurem. Czyli: żaden!

Z grubsza da się ich podzielić na trzy grupy. Pierwsza grupa – to „ekstrema“, twardogłowi wegetarianie (wiem, że wegetarianie dzielą się, wedle swojej diety, na mniejsze grupki – ale mnie to NIE INTERESUJE: jedyny dobry Czerwony – to martwy Czerwony, co za różnica, do jakiego plemienia należał..?), zwolennicy wypuszczenia na wolność wszystkich zwierząt, zakazu ich hodowli – i co tylko jeszcze chcecie.

W stosunku do nich, mam konstruktywną propozycję. Akurat aura sprzyja – a trzeba się spieszyć, bo prognoza zapowiada ocieplenie!

Otóż, ci mili ludzie twiedzą, że tylko ich postawa życiowa jest spójna i nie zawiera „dysonansów poznawczych“ – które nieuchronnie musi pokonywać każdy, kto je mięso.

Mylą się! Przy samej tylko orce – na każdym hektarze giną tysiące małych żyjątek: dżdżownic, kretów, gryzoni. W skali chociażby tylko Polski – jest to coroczna hekatomba, prawdziwa góra trupów. Tylko dlatego niewidoczna, że zwłoki tych biednych zwierząt zostają natychmiast ukryte tym samym narządziem, które je tak brutalnie zamordowało: pługiem. W żadnym razie zatem – prawdziwi „miłośnicy zwierząt“ nie powinni jeść niczego, co zostało wyhodowane na polu (a pomyślcie o biednych małych sarenkach i zajączkach, którym zdarza się wpadać pod kombajn..? O ptakach, których gniazda miażdżą maszny rolnicze..?).

Owszem, zdaje się, że i taka sekta istnieje – frutarian, czyż nie..? Ale i oni wcale nie są tak konsekwentni, jak im się wydaje. Zjadają przecież owoce które, gdyby tego nie robili – posłużyłyby za pokarm licznym owadom i robakom. Pośrednio zatem: zabijają te stworzonka w sposób wcale nie mniej okrutny – bo morzą ją głodem!

Tak więc, moja propozycja dla „ekstremy“ jest bardzo prosta i bardzo konstruktywna. Po przeczytaniu tych słów – proszę się natychmiast rozebrać do naga – i czym prędzej wybiec z domu i zagrzebać w jakiejś ustronnie położonej zaspie śnieżnej.

Taka śmierć jest podobno bardzo przyjemna. Co ważne: unikamy ryzyka zamordowania niewinnej dżdżownicy w czasie kopania jamy grobowej – na wiosnę Wasze, już trochę nadgryzione (cóż za ofiarność: dajecie siebie na pokarm innym istotom – podziwiam…) zwłoki, spokojnie sobie zgniją, użyźniając glebę i tym sposobem – nareszcie naprawdę: przyczyniając się do wzrostu i rozkwitu życia…

To by było na tyle, jak chodzi o „ekstremę“. Druga grupa, szczególnie elokwentna – to tzw. „pożyteczni idioci“. Ludziom tym wydaje się, że postępują słusznie wchodząc w sojusz z ekstremistami – choć sami może nie są aż tak radykalni (ale ów – pozornie – bezkompromisowy radykalizm ekstremistów albo im skrycie imponuje, albo też – starają się go nie dostrzegać…).

„Pożyteczni idioci“ są na mnie wściekli za tzw. „brak obiektywizmu“ – ponieważ nie chciało mi się podejmować daremnego wysiłku wysłuchania tzw. „drugiej strony“.

Po co miałbym to robić? Po tylu latach – chyba wiem dobrze, czego chcą moi wrogowie..? Zresztą: czyż oni – o „ekstremie“ mowa – ukrywają swoje poglądy i cele? Bynajmniej! Głoszą je otwarcie, każdemu kto tylko chce słuchać czy czytać: otwarcie przecież i bez żadnych niedomówień, nawołują i do likwidacji targu w Skaryszewie i do zmiany klasyfikacji prawnej koni, i do zaprzestania rozmnażania zwierząt gospodarskich w ogóle.

Po co miałbym się jeszcze pytać? I kogo? Zombi z mózgami wyżartymi brakiem pełnowartościowego białka..?

„Pożyteczni idioci“ twierdzą, że im chodzi tylko o „prawa zwierząt“ – i ktokolwiek staje na ich drodze, jest z całą pewnością sadystą, burakiem, chamem, bakterią – i co tylko sobie wyobrażacie.

W stosunku do tego zarzutu mam dwie odpowiedzi. Jedną ideologiczną i drugą – praktyczną.

Zacznę od odpowiedzi praktycznej. Jak to już wiele razy pisałem na Re-Volta.pl: nie uda się niczego zmienić w chłopskiej mentalności zachowując się jak karbowy z nahajką. Potępiając, wyzywając i szczując wszystkich „rolników“, „gumofilców“, „rzeźników“ i „buraków“ w czambuł – mogą, pożyteczni idioci na spółkę z ekstremą – tylko utwierdzić moich sąsiadów i przyjaciół w (słusznym – skądinąd) przekonaniu, że miastowym już do końca odbiło. Nie dość, że sobie ze zwierzaków robią jakieś dziwne maskotki i chłopa z uciętymi jajami przebierają za babę – to jeszcze przychodzą, wrzeszczą, płoszą konie fleszami podczas załadunku, wyzwiskami obrzucają – i dziwią się, że w odpowiedzi czasem dostaną batem, a zawsze – „dobrym“ słowem?

Nie tędy droga! Nie idźcie tą drogą, Ludwiku Dornie i Sabo… - że, zacytuję klasyka.

Jeśli komuś spośród „pożytecznych idiotów“ NAPRAWDĘ zależy na tym, aby konikom było lepiej, a nie gorzej – to powinien natentychmiast, w tej chwili, sekundy nawet nie czekając – posypać głowę popiołem, ruszyć na kolanach do Canossy i czem prędzej – porzucić zgubne towarzystwo ekstremistów.

Że mają owi ekstremiści jakieś „zasługi“? Ja też mam. Wcale nie mniejsze. We dwójkę z Lepszą Połową, własnymi rękoma – zmieniliśmy 15 hektarów wysypiska śmieci w tętniące życiem pastwisko. Nie gadając, nie pisząc, nie strzepiąc klawiatury – tylko naprawdę: pracując. Zmieniliśmy też – przykładem i radą, gdy ktoś pytał, bo nie pytany, głosu nie zabieram – los kilku dziesiątków koni w okolicy, bo za naszym przykładem – co roku więcej jest ogrodzonych pastwisk i co roku więcej koni wychodzi z ciasnych komórek na ten piękny świat, cieszyć się słońcem i trawą.

Odpowiedź ideologiczna zakotwiczona jest w tym właśnie naszym, praktycznym doświadczeniu: świat można zmienić. Ale trzeba się przy tym spocić, ubrudzić, w ziemi i w gnoju unurzać. Chadzanie na skróty, a więc – używanie całej tej brutalnej machinerii gosudarstwa – do niczego nie prowadzi.

Gosudarstwo nie po to istnieje, aby konikom dobrze robić (czy pieskom, czy kotkom, czy żabkom…) – tylko po to, aby robić dobrze swoim przywódcom i właścicielom. Użycie prawa i przemocy nieuchronnie powoduje pogorszenie stanu, który chciało się poprawić.

Akurat hodowla koni jest bardzo dobrym przykładem tego paradoksu. Jak już zapowiadałem, będę chciał o tym oddzielny artykuł napisać – ale już teraz mogę zasygnalizować: do jakiego stopnia za ewidentne nieprawidłowości, które się – czemu przecież nie przeczę – jak najbardziej zdarzają – odpowiada polityka państwa?

W pierwszej kolejności „podejrzane“ są dopłaty do hodowli niektórych ras koni. Dopłaty te skonstruowane są w nader szczególny, a niespotykany w dziejach sposób – ok. 1400 złotych raz na rok na konia dostanie ten hodowca, który spełni łącznie trzy warunki:
- posiada co najmniej trzy klacze hodowlane danej rasy,
- w rodowodach tych klaczy nie występują konie innych ras, niż szczegółowo opisane dla każdej z ras osobno (np. w przypadku koni śląskich – do dopłat kwalifikują się tylko klacze, w których rodowodach jest nie więcej niż 25% pełnej krwi angielskiej),
- klacze dają regularnie potomstwo.

Głupota tego rozwiązania bije po oczach!

Autorzy tego poronionego pomysłu twierdzą, że chodziło im o stworzenie bodźca do tego, aby ludzie, którzy zastanawiają się nad kupnem konia – kupili raczej konia rasy „rodzimej“ niż innej.

No to im się to kompletnie nie udało. Ale przecież – się do tego nie przyznają, prawda..?

Kto ma odpowiednią liczbę klaczy ras „dotacyjnych“ (akurat spośród moich sąsiadów warunku posiadania aż trzech klaczy tej samej rasy i o dość ściśle określonym rodowodzie – nie spełnia ŻADEN: w radomskiem hodowla koni jest bardzo rozproszona, zajmują się tym często chłoporobotnicy, z których większość posiada jedną lub dwie klacze…), jest zachęcany – żebraczym bo żebraczym, ale nie schylić się, też grzech – bodźcem ekonomicznym do tego, aby je nieustannie rozmnażać.

Używając możliwie najtańszych i najbliżej stanowiących ogierów (dotowane są klacze – a nie ogiery przecież – a skoro kryje się „dla dotacji“ – no to nie będzie się mnożyło kosztów tego krycia, to chyba jasne..?). I produkując niskiej jakości, bardzo tanie potomstwo (tanie, m.in. dlatego, że można od kosztów utrzymania klaczy ze źrebięciem – owe ok. 1400 złotych rocznie odjąć – a i tak sprzedaż odsadka będzie się wciąż opłacać…).

I teraz mała zagadka dla myślących: rynek koni to rynek prestiżu. Jak kogoś na konia nie stać – jeździ na cudzym. Jak kogoś na konia stać – to kupi sobie  możliwie najtańszego, o miernych lub żadnych walorach użytkowych i mało prestiżowym pochodzeniu – czy jednak: będzie wolał przejechać się do Niemiec i kupić coś, czym będzie się można pochwalić przed znajomymi..?

Owszem – trafiają się też i tacy, którzy korzystają z rozwiązania nr 1 (zresztą: serdecznie Państwu polecam – doszło w tej chwili do takiego stanu, gdzie zakup konia – to bodaj najtańszy element w uprawianiu jeździectwa – to też szacunku dla koni nie budzi…). To jest jednak – mniejszość.

No i mamy masę tanich koni – których się nie szanuje, bo po co..?

Akurat koni „pogrubianych“, czy też „zimnokrwistych“ dotyczy to w najmniejszym stopniu (i w tym sektorze, na razie, o kryzysie mówić nie można!). Skądinąd jednak – mają moi ulubieni „pożyteczni idioci“ jakąś dziwną obsesję na punkcie końskich emerytów. Co to ich rzekomo tysiącami wysyłają na rzeź niewdzięczni właściciele.

To jest, po pierwsze, nieprawda – konie stare i chore najmniej się na ubój nadają. Dawniej, kiedy nie było tylu syntetyków, ubijano głównie takie konie, przerabiając ich ścięgna na cięciwy do łuków, a z kości robiąc klej. Teraz, obawiam się, w znakomitej większości – są po prostu spalane, bo nikomu nie chce się oddzielać tych elementów od starego, łykowatego mięsa, które co najwyżej dałoby się psom skarmić (albo i to nie…).

Po drugie – rada na ten fenomen, o ile rzeczywiście istnieje – jest bardzo prosta: konie w Polsce powinny – zdrożeć…

W czym, nie ukrywam, mam i własny interes – tu jednak, sumienie nic mi nie zarzuca, bo nie dlatego konie są w Polsce tak tanie, że są tanie – tylko dlatego, że majstruje przy tym głupio niemiłościwie nam panujące gosudarstwo, psując rynek i – psując ludzi łatwym dostępem do tanich koni.

Wreszcie, objawiło się też, co prawda w mniejszej niż dwie pierwsze grupy „hejterów“ liczbie – także „jaśnie państwo“. To ci, co to uważają konia za „szczególnie szlachetne zwierzę“ – i bredzą coś o jakiejś „tradycji“ (rozumiem, że są to potomkowie niemieckich kolonistów w Polsce? Bo tabu niejedzenia koniny, to germański zwyczaj, gdzie indziej nie znany…).

Pomijając już dyskusję historyczną, jest ta odmiana „elitaryzmu“ zakotwiczona w logicznej sprzeczności. Albo jest jakaś „hierarchia bytów“ – a wówczas, z konieczności, jakiś byt musi zajmować na tej drabinie najwyższy szczebel, co ipso facto daje mu prawo robienia z „bytami niższymi“, co mu się żywnie podoba – albo nie. Jeśli konie są „szczególnie szlachetne“ (z czym się, swoją drogą, wcale nie zgadzam…) – to człowiek jest „jeszcze szlachetniejszy“ – więc ma pełno prawo zjadać konie.

Albo żadnej „drabiny bytów“ nie ma – a wtedy nic nie daje podstaw do wynoszenia koni ponad świnie czy kury.

No ale – jak można wymagać logiki od zombi z mózgami wyżartymi brakiem zwierzęcego białka w diecie, czyż nie..?

Jak już wiele razy pisałem – nie ma uchwytnych fizycznie dowodów na istnienie jakiejś „jakościowej przepaści“ pomiędzy człowiekiem a innymi zwierzętami. Są tylko – uchywtne i mierzalne – różnice ilościowe. Bardzo inteligentne szympansy potrafią na testach wykazać IQ przekraczający 80 punktów. Co stawia je wyżej od kilku procent ludzi.

Konie, jak chyba zgodzi się większość ich właścicieli – wykazują spryt na poziomie mniej – więcej trzy – czteroletniego ludzkiego dziecka. Z tą poprawką, że takie dzieci są jednak jeszcze – „nie-płciowe“, a konie zachowują się „płciowo“, co im siłą rzeczy, gdy wchodzą w rolę matki na ten przykład – trochę „mądrości“ przydaje.

Moje konie są daleko szlachetniejsze od większości ludzi – a w szczególności, od barbarzyńców, jakimi są wszelkiej maści „obrońcy zwierząt“ – ale to wynika z faktu, że w ich żyłach nie płynie krew, a 5 tysięcy lat historii. Ludzkiej historii. Celowego, konsekwentnego, przemyślanego wysiłku. Stworzenie takich koni, jakie u mnie w tej chwili pałaszują siano pod wiatą – wymagało o wiele więcej namysłu i pracy, niż spłodzenie tej całej bandy histeryków, którzy mnie atakują: ich przodkowie gzili się jak popadnie po stodołach i opłotkach (moi zresztą też – żeby nie było…) – podczas gdy każdy akt prowadzący finalnie do narodzin naszych Trzech Gracji, był efektem czyjegoś starannego namysłu.



Są więc Trzy Gracje żywymi pomnikami ludzkiej przemyślności. Pomysł, żeby je wypuszczać wolno – i przerywać ten wciąż, od 5 tysięcy lat nieprzerwany łańcuch wiedzy i poświęcenia – to horrendum porównywalne z koncepcją wyburzenia bazyliki św. Piotra, żeby tam postawić szklany biurowiec…


[1] Sąsiad wyciągnął wnioski: i w kolejnych miesiącach stopniowo podawanie tych granulek ograniczył. A gdyby ktoś z Państwa – z Warszawy, Radomia, okolic – chciał sobie zamówić w pełni ekologiczną świnkę, bez żadnych sztucznych karm utuczoną: proszę o kontakt. Może być nawet „wykańczana“ na żołędziach. Tyle, że to by trochę kosztowało…

74 komentarze:

  1. normalnie kocham :))).
    ad. twardogłowi wegetarianie: ja dodam coś jeszcze: rośliny także czują. Poruszaja sie, odzywaiją i rozmnazają , chorują i lubią jak im sie spiewa- ergo żyją. Wegetarianie prowadza hekatombę roślin!!! Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać...
    Magdalena Bogacka

    OdpowiedzUsuń
  2. Naukowo stwierdzono,że brak białka zwierzęcego w diecie to brak witamin z grupy B. Co powoduje często depresję i agresję. Oczywiście, łyka się wit. B w pigułkach, ale czy to jest to samo? Nadmienię, że wegetarianką sama byłam przez ponad 10 lat, co prawda wzrostu agresji nie zauważyłąm, ale to może mój wyjątkowo spokojny charakter mnie uchronił.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agniecho, wybacz ciekawość - już nie jesteś? Dlaczego? Warunki zdrowotne, czy światopogląd?

      Usuń
    2. Mój dziad jest zaciekłym mięsożercą i kiedyś podstępnie mnie nakłonił do spożycia ryby - do dziś pamiętam, jaka była pyszna. A potem to już po równi pochyłej poszło...Teraz jak patrzę na swoje konie to się zastanawiam czy ony aby smaczne.( to już żart). A jeżeli chodzi o światopogląd, to , poważnie, chyba nie mam.:-)

      Usuń
    3. Witaminy z grupy B są w którychś tam warzywach, nie pamiętam których więc nie powiem teraz, ale ja byłam dzieckiem wegetariańskim do 10 czy 11 roku życia i jakoś mi nigdy niczego nie brakowało (no może pod sufitem trochę, bo poszłam w konie)

      Usuń
    4. ŻADNA roślina nie zawiera kompletu potrzebnych człowiekowi aminokwasów.

      Typowi roślinożercy (jak np. konie) uzyskują te brakujące - trawiąc obumarłą florę bakteryjną (wymoczki i inne drobne żyjątka z jelita ślepego u konia...). Bo tylko drobnoustroje potrafią komplet aminokwasów syntetyzować.

      Sam sprzedawałem ściemę, że korzeń Lepidium Meyeni Walters MA aminokwasy egzogenne - ale to tylko ściema...

      Usuń
    5. Jacku, są rośliny mające wszystkie aminokwasy egzogenne. Oprócz takich egzotycznych jak spirulina, chlorella czy inne glony, to pełen zestaw zawierają np. nasze swojskie ziemniaki!

      Robiono pomiary ilości traconego azotu (który utożsamia się z utratą białka z organizmu) i ludzie na diecie składającej się z ziemniaków, małej ilości tłuszczu (coby do niedoborów NNKT nie doszło) nie tracili masy mięśniowej.

      Historycznie, całe populacje ludzi były na diecie składającej się w 80-90% z ziemniaków (Irlandczycy, niektórzy mieszkańcy Andów) i pod warunkiem, że dostarczali organizmowi odpowiednią ilość kcal to mieli dość dobre zdrowie (jak na tamte czasy). Irlandczycy cieszyli się w Anglii opinią dość przystojnych...

      Możliwe, że na takiej ziemniaczanej diecie mięśni się nie zbuduje, ale przeżyć można.

      U zwierząt hodowlanych (głównie nie-przeżuwaczy) łączy się różne rośliny by "uzupełniały się" w aminokwasy egzogenne z tego powodu, że trzeba znaleźć wymagany przez zwierzęta poziom aminokwasów egzogennych potrzebnych do optymalnego wzrostu. Inaczej nie pozostanie się w biznesie zbyt dużo, bo białko jest drogie.

      To pisząc w produktach zwierzęcych np. mięsie, rybach, jajkach, mleku, serwatce czy odchodach są różne, jeszcze niezidentyfikowane "czynniki wzrostu", które poprawiają zdrowie i tempo wzrostu zwierząt takich jak kury czy świnie.

      Usuń
    6. A tak w ogóle, to IMO czynnikiem uwarunkowującym do agresji u wegan jest niskie spożycie cholesterolu, który to jest substratem do produkcji testosteronu. Niski poziom testosteronu skłania (mężczyzn przynajmniej):


      "obniżony popęd płciowy; zmniejszona produkcja spermy; zaburzenia erekcji lub całkowita impotencja; ciągłe przygnębienie (depresja) i/lub podenerwowanie (drażliwość), czasem głębsze zmiany emocjonalne; niezamierzone zapadanie w drzemki poobiednie; mniejsza wydajność pracy; przewlekłe zmęczenie; zmniejszenie masy mięśniowej i spadek siły mięśni (mimo ćwiczeń); powiększenie piersi (ginekomastia); rozrost tkanki tłuszczowej (tzw. „piwne" brzuchy to nie skutek picia piwa, lecz wyłącznie niedoboru testosteronu!); osteoporoza i kruchość kości; zagrożenie chorobą wieńcową; wadliwa postawa"

      Usuń
    7. Mój błąd - zamiast sięgnąć po notatki, zaufałem pamięci.

      Ale cieszy mnie, że jesteś czujny - i w formie!

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Jako ciekawostkę dodać można, że Hitler też był wegetarianinem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale agresywny był chyba już wcześniej? Nie znam w szczegółach biografii tego pana, ale trudno mi sobie wyobrazić, aby był w stanie praktykować wegetarianizm w okopach I wojny światowej, więc sądzę, że w tym przypadku - wybór diety był raczej skutkiem, niż przyczyną...

      Usuń
    2. Hitler był chory psychicznie i ponoć dostawał orgazmów podczas swych przemówień...

      Usuń
    3. To tylko hipoteza. Na pewno - uważał się za wybrańca Opatrzności.

      W czym akurat, specjalnie od normy w swojej kategorii - "psychopatycznych wozdów" - nie odbiega!

      Usuń
  4. Podoba mi się styl tego tekstu, choć na miejscu przyjaciół wegetarian, a nawet w ich imieniu miejscami mogłabym się poczuć urażona, ale nie jestem, bo oni są... normalni, mimo diety :D

    Z zadziwieniem się przyglądam ich wyrzeczeniu i trwaniu w tej idei, a ceię ich tym bardziej, że nie wpadają przy okazji w ten ekoterroryzm, żyją i dają żyć innym.
    I masz rację - to te ekooszołomy robią złą reklamę sami sobie i swemu ruchowi. Agresją i zakazami spowodują tylko jeszcze silniejszy opór. A Polacy w oporze są całkiem nieźli ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, żeby mnie to tak bardzo interesowało, ale frutarianie nie krzywdzą nikogo, jeśli zbierają spadłe owoce. A że konkurują z innymi bytami? Konkurencja należy do zachowań antagonistycznych, przyznaję, lecz nie należy jej porównywać z drapieżnictwem czy pasożytnictwem.

    Czy małe zwierzęta jedzone w większej ilości nie mogą zaspokoić potrzeby mięsa? Może dałoby się wyżyć na świnkach morskich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu ktoś mógłby się przyczepić, w czym małe gorsze niż duże.

      Usuń
    2. W niczym nie gorsze i nie lepsze.

      Usuń
    3. Nie sądzę, aby zastąpienie dużych zwierząt hodowlanych małymi było energetycznie opłacalne. Małe zwierzęta zużywają proporcjonalnie więcej energii na ogrzanie swojego ciała i aktywność fizyczną - więc, globalnie licząc, wyszlibyśmy na takiej transakcji na spory minus...

      Usuń
    4. Co za różnica, czy trzymasz sto świnek morskich czy dziesięć świń? Ogrzewasz pomieszczenie, dajesz żreć, a poza tym świnki morskie szybciej się rozmnażają. I odpada kłopot z przechowywaniem nadmiaru mięsa.

      Usuń
    5. To może ktoś jeszcze porówna wydajność rzeźną i współczynnik wykorzystania świnek i świń?

      Usuń
    6. @ Kira

      Tysiąc (bo sto, to zdecydowanie za mało...) świnek morskich wpieprzy dwa albo trzy razy więcej żarcia niż dziesięć świń. I tp jest cały rachunek...

      Są takie małe myszki, co w ciągu doby zjadają tyle, ile same ważą.

      W skrócie: im mniejszy organizm - tym więcej, w stosunku do wagi swojego ciała, musi dostarczać mu kalorii - na samo tylko "gołe" przetrwanie.

      A gdzie przyrost masy..?

      Usuń
    7. @Kira
      Jakby Cię to interesowało, tutaj na podobny temat pisałem
      http://permakultura.net/2010/12/12/jak-poprawic-wspolczynnik-konwersji-paszy-w-hodowli-zwierzat/

      Usuń
  6. Może i mam wypaczony światopogląd, jednak dla mnie zachęcane do zaprzestania hodowli to ignorancja dla wielkiej części kultury i historii człowieka. Jedną z najpiękniejszych i najlepszych rzeczy jest własnie użytkowanie zwierząt zgodnie z ich przeznaczeniem oraz szacunkiem do nich samych. W końcu hodowla to sztuka, która wymaga przemyślenia każdego kroku.
    Jeśli ktoś nie wie co to hodowla to nie powinien się za to brać. Niedawno znajome za FB podpięły linka do ogłoszenia, w którym ktoś chciał sprzedać 11 miesięcznego ogierka małopolskiego prezentując przy tym zdjęcie konia latającego przez drągi w odpustowym westernowym siodle, a na kolejnym z jeźdźcem na grzbiecie. Takie coś dopiero razi, a jakoś nikt tu nie zaostrzy ustaw i nie wlepia kar za wykańczanie zdrowia zwierząt na starcie życia.
    Chociaż bardzo szanuje zwierzęta i są dla mnie bardzo ważne nie przeszkadza mi to w ich zjadaniu. Może i da się żyć jako wege, ale nie mam takiej potrzeby. Można sobie zjeść nawet trochę syntezowanych biotechnologiczne aminokwasów, ale czy to takie naturalne i "ekologiczne"? Zazwyczaj i tak jem tyle mięsa ile sobie uchowam, mając w pewni kontrole nad dobrostanem tych zwierząt przez ich całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ konie małopolskie znakomicie nadają się również pod siodło i na tym między innymi polega ich wspaniałość. Inna rzecz, że matoły "podrasowują" te niewielkie wzrostem konie jakimś pseudoszlachetnym, odpadowym gównem i dziś nawet koniarze rzadko wiedzą jak wygląda koń małopolski. W zasadzie tylko u chłopa przy wozie można je dziś spotkać.

      Usuń
    2. 11-miesięczne..?

      Ale swoją drogą o wpływie "programu ochrony zasobów genetycznych" na konia małopolskiego - bardzo chętnie zamienił bym zdań kilka!

      Usuń
    3. Nadają się, ale ich nadmiar musi być gdzieś upchnięty. W sumie to słyszałam, że prawdziwi hodowcy małopolaków ubolewają nad tym, że zostały dopłatowe. Ceny tych koni znacznie spadły i chcąc nie chcąc nawet dobre konie nie kosztują tyle co wcześniej przed dopłatami. Regietów też ma coraz większe problemy ze sprzedażą hucułów.
      Górale całkiem sporą ilość (zbyt) młodych koni zaprzęgają właśnie na trasę Morskiego Oka. Moja znajoma była przy badaniu tych koni i takie wieści mi podała. To są konie jednorazowego użytku, więc nikt się nie przejmuje, że młody ma słabe ścięgna, po sezonie zostaje koniną.
      Tak, dokładnie tak ogierek miał 11 miesięcy. Ogłoszenie zostało już zdjęte z tablica.pl
      Ochrona zasobów genetycznych wywraca wszystko do góry nogami, teoretycznie powinna promować cechy charakterystyczne rasy, ale bardziej idzie to w kierunku skundlania rasy.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Male sprostowanie - to Celtowie nie jedli koni. Dla nich te zwierze bylo swiete - Epona (jedno z najstarszych z ich bostw), ktorej imie oznaczalo klacz. Byc moze Germanie przejeli to od nich.

    W sumie nasi przodkowie podali nam na tacy rozwiazanie problemu etycznego zwiazanego ze zjadaniem innych organizmow zywych - Uroboros. Wyraza on jednosc i nieskonczonosc wszechrzeczy (wiecznie zywy i pozerajacy siebie samego waz). Jesli dla niektorych jest to zbyt staromodne (lub wrecz przestarzale), to wystarczy odwolac sie do zasady zachowania energii i materii oraz do koncepcji lancucha pokarmowego (ktory tez ma charakter cyklu zamknietego, bo na samym jego spodzie sa grzyby i bakterie. Po czym idac wzyz poprzez roznego rodzaju roslinki i zwierzatka dochodzimy do drapieznikow (i scierwojadow), do ktorych (jako wszystkozerni naleza rowniez ludzie /i swinie ;) / Po czym rowniez i Ci ostatni trafiaja najczesciej do gleby /gdzie sie nimi zajmuja owady, bakterie, grzybki/. Mam nadzieje, ze Pan Wojtek Majda (ktorego blog nota bene, bardzo lubie /licze na kolejny nowy wpis!!!/ ), moze dorzucic swoje "cztery grosze" do dyskusji.

    W sumie zadna to tajemnica dla czlowieka z dobrym starym /tzn. sprzed 4 reform/ wyksztalceniem podstawowym... Ale, ze czlowiek oprocz intelektu ma jeszcze emocje, to zamiast mozgu uzywa innych organow w zamian ;)

    Nawiazujac do jednego z Panskich wpisow ("Ekolodzy do gnoju") nalezaloby brac pod uwage glos TYLKO tych ekologow (i organizacji), ktore prowadza wlasne gospodarstwa rolne, safari, mini rezerwaty, czy inny rodzaj PRAKTYKI. Ideologia ma to do siebie, ze odwoluje sie do wypreparowanych faktow oddzialujacych na emocje (szczegolnie na empatie), ktore sa wymieszane ze stekiem klamstw i bzdur.

    Nalezy pamietac, ze najskuteczniejsze jest te klamstwo, ktore zawiera duzy procent prawdy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno właśnie skończyłem pisanie artykułu na te temat...
      http://permakultura.net/2013/02/10/dlaczego-emerytury-dla-koni-to-zly-pomysl/

      Usuń
    2. Zauważyłem. Już Cię linkuję na prawo i lewo - spodziewaj się inwazji ekolożek...

      Usuń
    3. Artykuł denny. Jestem przeciwko karczowaniu dżungli, ale na miłość boską, nie kosztem koni, bo jedno nie ma z drugim nic wspólnego. A gdybym miała pieniądze, to kupiłabym sobie 10 ha ziemi i hodowała psy i koty dla przyjemności. Jeszcze tego brakowało, bym się martwiła o całą ludzkość. Tak mogą pisać tylko osoby niezdolne do racjonalnego myślenia.

      Usuń
    4. Masz takie samo prawo hodować na 10 ha psy i koty dla przyjemności, jak ja na 15 ha - konie dla przyjemności.

      W ogóle nie w tym rzecz.

      Problem polega na tym, że to NASZE prawo własności ktoś usiłuje naruszyć - w imię "eko-faszyzmu".

      Wojtek, bardzo słusznie i rzeczowo obnażył hipokryzję tej ideologii.

      Bo jedną ręką Tara "ratuje" konie w Skaryszewie, "bo tak paczą tymi oczami, tak paczą..." - a drugą: zajmuje 100 ha, choćby i nie najlepszych ziem (u mnie też sama V i VI klasa...), które jednak - w globalnym bilansie - trzeba zrównoważyć czymś innym.

      Czy innym jest robić coś szczerze i otwarcie "dla przyjemności" - a czymś innym: rżnąć głupa, że się zbawia "cały świat"!

      Usuń
    5. Kiro, moj artykul jesz pasztyra (gatunkiem literackim laczacym satyre z paszkwilem).

      Usuń
    6. @Daimyo:
      Ja bym na Twoim miejscu wkleił jeszcze do artykułu zdjęcie pandy, ewentualnie małego szczeniaczka. Do umierających z głodu małych Afroafrykanów ludzie się już przyzwyczaili, natomiast pieski zawsze działają! ;)

      Usuń
    7. A kto chce zbawiać CAŁY świat????? Czy "Tara" ma takie ambicje?

      Afrykańczykom przydałoby się odbić własną ziemię, zamiast marzyć o cudzej. A najlepiej, by prezerwatywy zakładać zaczęli. W przeciwnym razie nie ma sensu im pomagać.

      Prawo własności do własnej ziemi to chyba coś innego niż prawo własności zwierzęcia, które się krzywdzi? Nie chodzi mi teraz o konie, tylko o wszystkie zwierzęta hodowlane.

      Tak więc jak dla mnie kiepska ta "pasztyra".

      Usuń
    8. No, jak już dochodzimy do postulatów zakazu hodowli mięsnej - to jak dla mnie, podpada to pod kategorię "zbawiania świata".

      Agresywnego i wrogiego "zbawiania świata".

      Przed którym mam zwierzęce prawo się bronić!

      I nie ma ŻADNEJ różnicy jak chodzi o prawo własności do ziemi i do zwierząt. Niezależnie od tego, czy właściciel je - w czyimkolwiek mniemaniu - "krzywdzi", czy nie.

      Usuń
    9. Jedynym zwierzęcym prawem jest prawo siły. Każdy robi to, co uważa za słuszne. Walcz lub giń.

      Usuń
    10. Już wiele razy na konkretnych przykładach pokazywałem, że zachowanie zwierząt jest o wiele bardziej skomplikowane...

      Usuń
    11. Zwierzęta mają nad Tobą niewątpliwą przewagę: NIE FILOZOFUJĄ. Ty próbujesz udowodnić, że coś jest słuszne, bo naturalne - prawo własności, etc. Tylko że jeśli coś jest naturalne, to nie trzeba tego bronić.

      Usuń
    12. Wiesz, nawet Marks, niby to święcie wierząc w "nieuchronność zwycięstwa socjalizmu", na skutek "obiektywnego rozwoju stosunków produkcji" (cokolwiek by to nie znaczyło!) - jednak, mimo wszystko, próbował jakoś się do tego "obiektywnego rozwoju" przyczynić.

      Ludzie są w stanie wymyślić każdą głupotę. I w każdą głupotę uwierzyć. To nie będzie działać - jak socjalizm właśnie - tu zgoda: niewiele trzeba, aby do krachu utopii doprowadzić - można właśnie, nic nie robić i czekać.

      Tyle, że po drodze - rosną góry trupów...

      Komunizm był skazany na klęskę zanim padł ów strzał z Aurory. Jednak - gdyby Mikołaj II zdobył się na cywilną odwagę rozstrzelania 1000 bolszewików - 100 milionów Rosjan (i jakieś 30 milionów koni - zmarnowanych przez Stalina...) żyłoby sobie spokojnie aż do śmierci z przepicia, zamiast wzmacniać swoimi kośćmi Biełomorkanał czy kopalnie Workuty.

      Usuń
    13. Czyli jednak to JA mam rację: NALEŻY działać.

      Jeśli chodzi o środowisko - należy objąć pewne tereny międzynarodową ochroną i basta. Ludzi i tak będzie coraz więcej.

      Usuń
    14. Musisz być taka prymitywna..?

      Usuń
    15. Co w tym prymitywnego? Ludzi trza brać za mordy, bo narobią tam, gdzie śpią. Inni.

      Usuń
    16. Bynajmniej. Starczy usunąć bodźce, które nakłaniają ich do zachowań irracjonalnych. Jak na przykład - idiotyczną ustawę "śmieciową" (o czy kiedyś, kiedyś, dawno temu - też już pisałem).

      Poza tym - skąd np. wiesz, że "ludzi będzie coraz więcej"?

      Jakoś - nic na to nie wskazuje póki co...

      Usuń
    17. Rozmnażają się, tylko niekoniecznie biali. Ci o ciemniejszym kolorze skóry jeszcze nie zrozumieli, że dzieci dają radość wtedy, kiedy je widzimy raz na parę tygodni.

      Usuń
    18. PS. Dlaczego państwo miałoby usuwać jakieś "bodźce"? Przecież rozumując w ten sposób trzeba by zwiększyć socjal, gdyż bieda wywołuje u niektórych straszną frustrację. Moim zdaniem - nie tędy droga.

      Usuń
    19. Przyrost naturalny spada na całym świecie - a to, że poza "rozwiniętym Zachodem" zaczął spadać później, to nic dziwnego - eksplozja demograficzna w Europie też była wcześniej niż gdziekolwiek indziej, ten proces jest po prostu o ok. 100 lat przesunięty w czasie.

      No chyba, że jesteś rasistką i nie podoba Ci się, że świat, jak każdy wytrącony z równowagi homeostad, zmierza do przywrócenia tych "proporcji rasowych", które istniały przed rewolucją przemysłową - z Chinami i Indiami jako centrum świata i Europą, jako peryferium...?

      Państwo stworzyło bodziec, który powoduje nadprodukcję koni w Polsce i spadek ich ceny, a co za tym idzie - brak szacunku.

      Państwo stworzyło bodziec do wyrzucania śmieci po lasach.

      Państwo stworzyło bodziec do pracy "na czarno".

      Wystarczy, że ZAPRZESTANIE stwarzania tych bodźców - a już będzie o wiele lepiej...

      Usuń
    20. Czy wyrzucanie śmieci po lasach nie jest przypadkiem powodowane czystym wygodnictwem?

      Usuń
    21. W niewielkim stopniu. Do lasu jest jednakowoż na ogół dalej, niż do kosza na śmieci. Ale, jeśli tego kosza nie ma, a za odbiór worka ze śmieciami trzeba słono płacić (nie mówiąc już o tym, że na wsi takie worki zbierają... raz lub dwa razy w miesiącu!) - nagle do lasu robi się bliżej...

      Usuń
  8. A ja jestem wegetarianką z tym, że jadam jajka, mleko i ryby od kilku lat i jestem i zdrowsza/np.podwyższony cholesterol jest teraz w normie/ i znacznie spokojniejsza niż poprzednio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesz jajka i ryby - to żadnych białek ani tłuszczy Ci nie brak.

      I chętnie się zgodzę, że dieta złożona TYLKO z czerwonego mięsa, też do najzdrowszych nie należy.

      Od tego jednak - lepszym specjalistą jest Wojtek Majda. Zajrzyj na jego bloga, którego oczko wyżej podlinkował (jest zresztą, po prawej stronie, w blogrollu). Nie tego o dupach...

      Usuń
    2. Co to za wegetarianizm, skoro jesz ryby?

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. to się nazywa ichtiwegetarianizm i przez jednych jest uważany za łagodną formę wegetarianizmu a przez innych nie..

      Usuń
  9. Dziwna historia z tą świnią- Norwegowie z ich obsesją political correctness raczej nie strzeliliby takiego faux pas; może któryś z fanów Varga Vikernesa (to był w końcu początek lat 90tych) chciał pognębić Semitów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był rok 2000.

      Najbardziej podejrzewam "gospodarza" tej chaty (takie niby schronisko, jakieś dwie godziny marszu powyżej Oslo).

      Oczywiście - nasi koledzy, jak na ludzi kulturalnych przystało - nic nikomu o tym nie powiedzieli. Nie wypada przecież krytykować gospodarza (jeszcze, jak daje niemałe stypendium..?). Ale ich cierpienie - było wprost fizyczne...

      Usuń
    2. Czyli prawdopodobnie to była celowa złośliwość- Skandynawom z czasem tylko bardziej padało na mózg.

      Btw: nie orientujesz się może przypadkiem, jak wygląda stosunek do islamu u Azerów? Zostali nawróceni przez Rosjan na sało z wódką czy też twardo trzymają się z dala od produktów haraam? Pytam, bo mamy z nimi mały problem w akademiku, byłby dobry środek nacisku. Z drugiej strony, jeszcze obetną komuś głowę albo się wysadzą (nie wiedziałem, żeby z kimś pili, podejrzane)... ;)

      Usuń
    3. Starsi na pewno piją i zakąszają. Młodsi - Allah raczy wiedzieć: może być różnie...

      Usuń
    4. Z kilkoma Pakistańczykami piłem spirytus 95% (z dietetycznym tonikiem rozrobiony). Sądząc po ich tempie, i efekcie jaki na nich miał, to nie piją zbyt często.

      Usuń
  10. Świetny tekst. Byłam wegetarianką, ale mi przeszło już jakiś czas temu i zostałam smakoszem jagnięciny. Pozdrawiam Owca Rogata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź nie rób smaka! Nie stać nas na jagnięcinę.

      Ja tam, osobiście, wolę kluchy - i mógłbym spokojnie wyżyć na ryżu, makaronie, pierogach i blinach - ale Lepszej Połowie będzie przykro...

      Usuń
    2. Mnie też nie było stać. Dlatego mam owce własne. Owca

      Usuń
    3. Przekonałaś mnie. Przy najbliższej okazji pogadam z sąsiadem o hodowli owiec...

      Usuń
    4. Na hodowle owiec też może Pan dostać dotacje, ale przy okazji, nie wypuszczać od siebie byle czego tylko bez większych komplikacji zabić u siebie to co niehodowlane.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. A, jeszcze chciałam napisać, że wyjątkowo piękne zdjęcie ( koni ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie jest zawodowe, Dominiki Frej, masz link do jej fotobloga zaraz u góry po prawej.

      Usuń
    2. Nie wszystkie zdjęcia autorki mi się podobają, alr te Wasze jej się udały.

      Usuń
  12. Wspaniały post, Jacku :) Wciągnął mnie mimo późnej godziny - czytałam z wielkim zainteresowaniem i przy wtórze salw swego śmiechu wywołanych kilkoma niezwykle celnymi Twymi uwagami zawartymi w tym poście :)
    Zgadzam się z Tobą całkowicie :) Lepiej bym tego nie wyraziła :) Błyskasz niesamowitym intelektem! Jego sterowność i niezależność myśli mi imponuje :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jacku, masz rację. A konie są przepiękne, świetne zdjęcie.
    Pozdrawiam :)

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak zwykle, Jacek, dobrze piszesz. Pozdro - Siła

    OdpowiedzUsuń
  15. Naszły mnie dwie refleksje odnośnie komentarzy do tekstu:
    O "ziemniorach", że składem aminokwasowym nie są gorsze od indyków (z egzogennych sporo tryptofanu), to ja wiem od dawna... Ale, cholera wyjątkowo nie lubię tych bulwiastych źródeł białka... Zapomniałeś dodać, Daimyo, o tak ważnych funkcjach pewnych frakcji cholesterolu jak budowanie osłonek mielinowych neuronów. Stąd nie dziwi wypowiedź Kamphora10:
    "Witaminy z grupy B są w którychś tam warzywach, nie pamiętam których więc nie powiem teraz, ale ja byłam dzieckiem wegetariańskim do 10 czy 11 roku życia i jakoś mi nigdy niczego nie brakowało"... To, że nie jest dobra z biochemii, nie jest akurat szczególnie wyjątkowe, ale już fakt, że nie pamięta, kiedy zaprzestała tak zgubnej dla mózgu diety, jest żywym dowodem na to, że dzieci powinny żreć mięso!!!

    Odnośnie zaś "nieboskiej interwencji" włodarzy z Wiejskiej, to przyczynili się do obniżenia poziomu hodowli w Polsce za pomocą tzw. unijnych dotacji... Jak im się to udało?
    Ano cały "myk" polega na tym, iż w ujęciu genetycznym małopolaki to nie rasa, a kundle właśnie... Unia dopłaca do rodzimych RAS koni nie TYPÓW. Wprowadzenie księgi małopolskiej spowodowało, iż zapomnieliśmy, że konie te to rasowy tygiel w odróżnieniu od niewątpliwie RASY koni achałtekińskich, koników polskich, czy w nieco mniejszym stopniu hucułów... Aby "podrasować" konie wpisane do księgi młp, naukowcy z PANu nieźle się namęczyli, żeby w rodowodach uzyskać "coś na kształt rasy", stąd kuriozalne wymogi dotyczące ilości takich to a takich przodków "obcego pochodzenia" w konkretnym pokoleniu. Truizmem jest twierdzenie, że ta sztuczna manipulacja i "urasowienie" lokalnych typów koni w Polsce, aby pasowały do unijnych dyrektyw i podlegały dopłatom jako "lokalne rasy" szkodzi hodowli i obniża wartość całego pogłowia "małopolaków"... Tym samym nie może dziwić, że dla prestiżu wolimy kupić zagraniczne truchło, niż wynik polskich metod doskonalenia lokalnego pogłowia koni...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...