wtorek, 19 lutego 2013

Skasowałem Kawę

Ostatnie 70 złotych w portfelu, 1/5 baku paliwa w samochodzie i gęsto sypiący śnieg przy dość silnym wietrze. Zdecydowałem pojechać po belkę siana dla naszych żarłocznych czworonogów: daleko, za Jedlińsk, ale - pełna przyczepa za 40 złotych. Nawet zostaje coś na niezbędne zakupy (aczkolwiek, narzekania, że podobno w Centrum Zdrowia Dziecka "stawka żywieniowa" rzędu, o ile dobrze pamiętam ponad 30 złotych na głowę dziennie to mało - jest dla mnie szczerze niezrozumiałe..?). Wyjdzie całe paliwo - ale czworonogi będę bezpieczne, do jutra może nas tak zasypać, że nie wyjadę (już się zaspy robią - na razie wziąłem je z rozpędu...).

Decyzja, z pozoru racjonalna, okazała się fatalną w skutkach. Biednemu wiatr w oczy i chuj w dupę, jak to niedawno gdzieś przeczytałem.

Wszystko przez to, że w naszym kościele parafialnym był pogrzeb. Gdy już wracałem z pół tony siana na przyczepie.


Przed kościołem jest niby parking - ale częściowo zawalony śniegiem. Parafianie ustawili więc samochody po obu stronach drogi, zrobiło się naprawdę wąsko. W dodatku - zakręt. W połowie zakrętu zobaczyłem jadące z przeciwka dostawcze Iveco. Hamulce? Nic z tego - jedzie dalej, z niezmienioną prędkością i w stałym kierunku.

Co pozostaje? Na końcu rzędu samochodów parkujących po stronie kościoła (czyli po mojej lewej) - zaspa! Trzeba pieprznąć w zaspę, to zestaw się zatrzyma. Szansa na uniknięcie zniszczeń nie jest wielka, bo przyczepą na pewno rzuci w momencie uderzenia w śnieg - ale zawsze lepsze to niż czołówka z Iveco...

No niestety - zabrakło 10 centymetrów. Przyczepa podskoczyła na lodowym wyboju, zarzuciło ją w prawo (dobrze, że nie sięgnęła parkujących tamże parafian w ich samochodach...), samochód zgodnie z zasadą zachowania pędu zboczył w lewo - i skasowałem tył astry dobrze nam znanego sąsiada, pana Kawy. Zanim i tak utknąłem w pierwotnie obranej zaspie...

Jechałem 40 km na godzinę. I - wygląda na to - że ten wypadek to moja wina: a nie parafian, którzy zaparkowali wzdłuż drogi....

Zbiłem sobie lewą przednią pozycję i kierunek. No i szlag trafi zniżkę na OC - a tyle co roku muszę walczyć, żeby to w ogóle zapłacić, ech!

12 komentarzy:

  1. oj już biednego nie zgrywaj! Pan na posesji, wysokiej klasy konie w hodowli... i jeszcze na Mac'ach blogi pisze!

    :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zazdroszczę i szczerze współczuję.

    Dobrze, że nie stało się nic gorszego.
    Nie ma wyjścia, będzie trzeba sobie poradzić, życie to walka.

    Życzę powodzenia i aby do wiosny,
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  3. oj to się narobiło...nie zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję szczerze. Życie jest czasem wk...ące. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Przejmuj się u mnie identycznie zawsze się dzieje jak kasy brak to zawsze coś się zepsuje ( żeby brzydko nie mówić ugryzłam się w palec :)) Trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
  6. E, za jedną stłuczkę to ci dużo OC nie podwyższą. Ciesz się, że cały jesteś.
    Fakt, niewiele rzeczy tak wk* jak stłuczka bo jeeedziesz :(.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja myślałem, że nie daj Bóg kawę przestałeś pić. Uff.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja myślałem, że nie daj Bóg kawę przestałeś pić. Uff.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki, zeby fortuna zaczela Ci sprzyjac...

    OdpowiedzUsuń
  10. To jedyny znany mi przypadek, kiedy kawa komuś zaszkodziła :-)
    Mam nadzieję, że wszystko się poukłada. Też mi się ciśnienie podnosi, jak czytam, że 30 zł od głowy to dramatyczna kwota. Jestem w stanie za 30 zł wyżywić 2 osoby przez 2 dni-smacznie i zdrowo. Wczoraj usłyszałam mimochodem w TV zdanie wyrażone w imieniu 2 osobowej rodziny- "Jak zapłacimy wszystkie rachunki, to miesięcznie na jedzenie zostaje nam tylko 1000 zł! Z czego mamy żyć?" Szlag mnie trafił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. papierosy, alkohol i wyjdzie 1000 zł

      resztę się ukradnie w supermarkecie

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...