czwartek, 28 lutego 2013

Piotruś Pan, Wanda i konik

Pewnego słonecznego popołudnia, Piotruś Pan oderwał się na chwilę od ulubionej zabawy z Wandą. Jego uwagę przyciągnęło dziwne zachowanie ich ukochanego konika. Zamiast prężyć się dumnie, podskakiwać i galopować – stał smętnie ze spuszczoną głową przed swoim ślicznym, kolorowym domkiem.

- Co się stało, mój mały koniku? – zapytał Piotruś Pan. A Wanda popatrzyła na konika z ukosa.
- Piotrusiu, Wando – muszę wam powiedzieć coś bardzo smutnego… - odpowiedział konik.
- Jak to, „smutnego“? – zdziwiła się Wanda. – Co to znaczy „smutne“? Nigdy nie słyszałam takiego słowa. Nie w Nibylandii…
- Niestety, moi drodzy, nawet w Nibylandii nie wszyscy są wiecznie młodzi. Nadszedł mój czas odejść na drugą stronę tęczy…

Gdy tylko ulubiony konik Piotrusia Pana i Wandy to powiedział, cudownym sposobem przed jego ślicznym, kolorowym domkiem pojawiła się tęcza, a dwie latające wróżki porwały konika, który pomknął po jej siedmiobarwnym łuku.

Piotruś Pan popatrzył na Wandę. Wanda popatrzyła na Piotrusia Pana.
- Czym teraz będziemy się bawić, gdy nie mamy konika? Oj, może byłaby jednak pora dorosnąć..?


Ulubiona zabawka Piotrusia Pana
Ulubionej zabawki Wandy - umówmy się - pokazywał nie będę, dobrze..?

Tę przypowieść dedykuję wszystkim Wandom i wszystkim Piotrusiom Panom, którzy „koffają koniki“, ale w głowie im się nie mieści, że można konika zjeść, zrobić z niego kurtkę motocyklową (która podobno bardzo, ale to bardzo pomaga w znajdowaniu różnych „Wand“ chętnych do zabawy z Piotrusiem Panem…), że wreszcie – „koffany konik“ zrobi się kiedyś starym, niedołężnym, może nawet chorym (wiecie, że śmiertelnie chory koń śmierdzi? Śmierdzi rozkładem – łatwo poznać takiego, bo się wokół niego roje much unoszą – o ile tylko: jest akurat pora na muchy…) koniem. I że trzeba będzie coś w związku z tym zdecydować.

A może się i tak zdarzyć, że tatuś Piotrusia Pana albo Wandy – straci pracę w dyrekcji Ważnego Banku – i nagle zabraknie sianka na sianko dla ulubionego konika. I co wtedy..?

Jak już wiele razy pisałem, nasza współczesna cywilizacja techniczna, dzięki wszystkim swoim cudom – pozwala nam nie dorastać. Pozwala żyć w Nibylandii, gdzie wszyscy są wiecznie dziećmi, gdzie Piotruś Pan może się dowolnie bawić z Wandą (względnie, jeśli woli – z którymś ze swoich Wiecznych Chłopców, a bywają i takie miejsca na tej Umęczonej Planecie, że i z konikiem, i z pieskiem…), bez najmniejszej obawy o konsekwencje tej zabawy, ani nawet o to – czy mu się w ogóle zabawa uda. Na wszystko są piękne, niebieskie, różowe, żółte pigułki – na zabawę, na dobry humor, wreszcie – na sen.

Zaiste: nie dorośnie nigdy ten, kto nie zazna w życiu choć odrobiny zła. I nawet nie wiem, gdy piszę te słowa, czy ów stan dziecięcy, w którym pogrążeni są nasi bliźni – jest stanem rajskiej niewinności (bo jeśli nawet krzywdzą innych – a krzywdzą ich okropnie – to robią to bez świadomości, nie wiedząc nawet, co będzie skutkiem ich działania…), czy raczej – stanem wstydliwego znieczulenia. Wzięliśmy sobie, jako cywilizacja narkozę – nie chcemy się z niej, za żadne skarby, obudzić…

Pewnym jest tylko, że dyskusja z gromadą Wand i Piotrusiów Panów – nie ma sensu. Oni żyją w zupełnie innym świecie, który z naszym, normalnym światem – w żadnym miejscu się nie przecina.

Wandy i Piotrusie widzą w Skaryszewie gromady tirów jadących prosto na Sycylię i przywożących tam kupę cuchnącego mięsa na połamanych nogach – bo dzięki temu ich „bohaterskie“ rzucanie się pod koła tego jednego czy dwóch tirów, które faktycznie tam w nocy były (żeby zawieść kilkadziesiąt koni – spośród kilku setek – do odległego o 200 czy 300 km „punktu gromadzenia“…), staje się jeszcze bardziej „bohaterskie“.[1]

Pan Janusz Korwin – Mikke stwierdził kiedyś, że niebywały rozrost biurokracji, jaki współcześnie widzimy i jej gargantuiczne marnotrawstwo (z emblematyczną dla naszych czasów „walką z globalnym ociepleniem“ na czele…) – to taki mechanizm autoregulacyjny naszej homeostatycznej cywilizacji. Gdyby nie biurokracja, „walka z globalnym ociepleniem“ i ogólny luz – bylibyśmy zbyt szybko zbyt bogaci i wtedy dopiero by nam odbiło!

Być może coś w tym jest. Problem polega na tym, że nie bardzo widzę, jak odróżnić – co jest tylko przejawem naturalnego dążenia homeostatu do równowagi – a co: symptomem zbliżającego się zgonu pacjenta w narkozie..?

I znowu jest smutno…

No cóż: wedle prognozy pogody od poniedziałku – wtorku ma się przejaśnić, a w środę to już  w ogóle – będzie słońce full wypas. To Was zarzucę zdjęciami. O ile dożyjemy do tego czasu, oczywiście – zdaje się, że siano dla koni właśnie mi się udało załatwić, ale z nami gorzej: zaskórniaki Lepszej Połowy, które nas uratowały w zeszłym tygodniu, już się kończą, pod presją niespodziewanych i nieplanowanych wydatków – a tu ani wierszówki z „KT“ nie widać, ani perspektyw jakiegoś zatrudnienia. Jak zwykle.

Na razie to tyle – czeka mnie upojny dzień w towarzystwie wideł, bo zamówiłem sobie na dziś rozrzutnik, żeby wywieźć część ściółki spod wiaty, nim grunt całkiem rozmięknie i nie da się tam podjechać. W zamian za zużytą ściółkę mamy dostać flance truskawek i sadzonki innych roślin – gdy przyjdzie na to pora. Może powinienem, na spółkę z moim przyjacielem Zbyszkiem, który po operacji stawu barkowego konno może jeździ, ale tynkować już nie – stoisko warzywne w Radomiu otworzyć..?


[1] Jak donoszą hodowcy koni zimnokrwistych, wzmożone, w związku z tak zwaną „aferą mięsną“ (co do której, jużeśmy ustalilil, że to tylko taki rodzaj zasłony dymnej…) kontrole w krajowych ubojniach już doprowadziły do wstrzymania eksportu koniny z Polski. Da się wywieźć tylko żywiec. Ponownie pytam: to jest JESZCZE teoria spiskowa – czy JUŻ spiskowa praktyka..?

16 komentarzy:

  1. W Nibylandii pozostają nie tylko miłośnicy koników.
    Wystarczy popatrzeć na pięćdzieśięcioletnich nastolatków w tabloidach, których świat zaczyna i kończy się na nich. Nawet sześćdziesięcioletni w kolorowych okularkach się trafia. Po jakimś czasie życia w oderwaniu od rzeczywistości wymyślają coraz większe durnoty. Przestaje już dziwić powiedzenie jednej zepsutej "nastolatki" z francuskiej przeszłości - lud nie ma chleba? - niech je ciastka. Nasze "małolaty" też powoli dochodzą do tego samego miejsca w historii, a my z nimi - tylko my stoimy po stronie nie jedzących chleba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jednak "ekolodzy" o coś walczą. Niekoniecznie dobrze, ale przynajmniej nie myślą tylko o sobie.

      Osobiście wolę oszołomów od zwierząt od oszołomów chcących robić dobrze wszystkim ludziom. A już najbardziej nie znoszę twierdzenia, że państwo = my.

      Usuń
    2. Serio wierzysz w to, że walczą o cokolwiek więcej, niż własne dobre samopoczucie?

      Usuń
    3. Kochany, cokolwiek robisz, walczysz o WŁASNE dobre samopoczucie. Ale dodatkowo... Chociaż CI ludzie mogą akurat być zbyt... niemądrzy.

      Usuń
    4. No halo, a Gospodarz to niby komu robi dobrze - bijąc pianę na tematy ekologiczno-skaryszewskie ?? Gdyby to dotyczył psów - nawet by się nie zająknął....

      Usuń
    5. Szanowny pan Kobus uwielbia produkować się na takie tematy. Zawsze-ć to jaka ulga - wygadać się. :)

      Usuń
    6. Szczerze? Szukałem pretekstu, żeby fajne cycki wkleić...

      Usuń
    7. Bellucci to piękna kobieta.

      Usuń
    8. Amen!

      I każdego, kto by się ośmielił twierdzić inaczej - wyzywam na udeptaną ziemię, na miecze libo topory.

      Wróć! Miecza nie mam. Pozostają topory...

      Ale miło czasem, dla odmiany, w czymś jednym się zgodzić, co..?

      Usuń
    9. Owszem była- z 20 lat temu...

      Usuń
    10. Pogadamy za 20 lat - jak sam siebie w lustrze zobaczysz...

      Usuń
  2. Właśnie sobie przeczytałem relację ze Skaryszewa - http://metromsn.gazeta.pl/Wydarzenia/1,126477,13418200,Tylko_u_nas__Jak_w_nocy_handlowano_konmi_w_Skaryszewie.html - niezłe jaja.

    "Do pojazdów przywiązano setki koni - głównie ras zimnokrwistych (konie pociągowe), kuców, trafiały się pojedyncze konie wierzchowe. Nie miały śladów okaleczeń, nie widzieliśmy też, aby ktoś bił konia np. batem czy atakował paralizatorem. Ale wiele zwierząt było brudnych, miało zmierzwioną sierść i skołtunione grzywy."

    Konie miały skołtunione grzywy! Barbarzyńscy koniarze, tfu.

    "Starali się zatrzymać auta, w których zwierzętom było zbyt ciasno.
    - Co, przejedziesz mnie?! Przejedziesz?! - krzyczała do równie zdenerwowanego kierowcy młoda kobieta. Mówiła, że jest psycholożką, pracuje na uczelni. Przeżywała każdy transport koni wpuszczony na targ."
    Gender-poprawna psycholożka walczy o godność koni.

    " - Ale o co chodzi, to jest mój koń. Chcecie mnie pouczać, co mam z nim robić. To paranoja - machał rękoma zdenerwowany mężczyzna. Psycholożka zastępuje mu drogę. Rzuca się na maskę auta. Jej koleżanka krzyczy. - Policja, policja! Zatrzymać go! Chciał kogoś przejechać! Trzeba go przesłuchać! Zdumiony rolnik staje na poboczu drogi. Policja skłoniła kobietę i jej koleżanki do zejścia z drogi i pozwoliła chłopu wjechać na targowisko."

    Bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koń by się uśmiał. Ja tam nie byłam ale była moja koleżanka, która hoduje konie i z jej relacji wynika, że warunki były w miarę normalne, a te te całe zamieszania były sztucznie tworzone przez obrońców, zresztą ja też przez lata jeździłam na koński targ w Żorach, aż nie został zamknięty tu można poczytać http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,24930,odwolali-gielde-koni.html
      Teraz to już człowiek nawet nie ma gdzie jechać, żeby kupić jakiś sprzęt pozostały jedynie sklepy ale to nie to samo co giełda wszystko w jednym miejscu. Wanda niczego sobie :))

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie uzasadniony powód - to będą i cycuszki...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...