wtorek, 26 lutego 2013

Perspektywy

Latem 2009 roku byłem we Wrocławiu odebrać (po)dyplom. Przy tej okazji odwiedziłem naszą przyjaciółkę, hodującą pod Legnicą konie fryzyjskie. Nie ukrywam, że już wtedy chodziła mi po głowie, wobec braku lepszych perspektyw, koncepcja uprawy jakiegoś „cash crop“ w Boskiej Woli – a sami rozumiecie, że zbitka: fryzy – Holandia – „cash crop“ – brzmi tak jak brzmi…

Piszę o tym tak otwarcie, i nawet z pewnym rozbawieniem, bo oczywiście nic z tego nie wyszło i wyjść nie mogło – a patrząc z perspektywy czasu i pamiętając o problemach ze zbytem nawet tak podstawowego produktu (który w dodatku mamy w najwyższej możliwej jakości…) jak borowiki – mogę się tylko śmiać z własnej naiwności: wyhodować to „cash crop“, to bym pewnie wyhodował (doświadczenie ubiegłoroczne z tytoniem pokazuje, że jest to możliwe) – ale już sprzedać..? Nie ma się co łudzić…

Abstrahując jednak od mojej naiwności i ówczesnych planów na życie – odbyłem z Anką bardzo ważną i pouczającą rozmowę, która nie bez powodów właśnie teraz mi się przypomina.

Moja gospodyni stwierdziła (to było lato 2009, więc tuż po „panice roku 2008“ – która, jak się teraz okazuje, była tylko pierwszym etapem obecnego kryzysu…), że sytuacja ogólna jest jak na razie ZA DOBRA – i że kryzys z pewnością nie osigąnął jeszcze dna.

Na jakiej podstawie tak stwierdziła? Ano na takiej – że nie ma popytu na drogie konie.

Co ma popyt na drogie konie wspólnego z dnem kryzysu? To, że póki ludzie wierzą, że wkrótce będzie lepiej, a aktualne trudności są tylko przejściowe – oszczędzają. Między innymi – rezygnując z zakupów kosztownych, a do przeżycia zbędnych.

Kiedy jednak stracą wszelką nadzieję, kiedy ich samopoczucie (a tym samym – również i tzw. „sytuacja gospodarcza“) osiągnie prawdziwe dno – przestaną oszczędzać, tylko zaczną się bawić. Po co ciąć wydatki, skoro sytuacja wydaje się całkowicie beznadziejna? Po co odkładać na przyszłość, skoro żadnej przyszłości zdaje się – nie będzie?

Zauważcie, że tzw. „Wielki Kryzys“ – zbiega się z czasami prohibicji w USA. Czyż nie był to okres hulaszczej zabawy i życia z dnia na dzień, bez oglądania się na zdrowy rozsądek i snucia dalekosiężnych planów?


Oczywiście, że tak sobie hulaszczo żyła tylko wąska elita – ale przecież: nie oczekuję, że każda pani Kazia z warzywniaka zaraz sobie kosztownego wierzchowca sprawi – to nawet niemożliwe, bo póki ktoś nie uruchomi „drukarki 3D“, tylu kosztownych wierzchowców, po prostu – nie ma.

Z kolei kryzys lat 70-tych XX wieku zbiegł się mniej – więcej z okresem tzw. „rewolucji seksualnej“. Którą dopiero wybuch pandemii AIDS zahamował – akurat w tym samym czasie, gdy Reagan zaczął opanowywać recesję i dawać Amerykanom (a co za tym idzie – także i reszcie świata) nadzieję na lepsze jutro.

Do tej pory nie miałem okazji w żaden sposób przetestować słuszności tez Ani. Nie miałem przecież żadnych luksusowych i drogich towarów na sprzedaż. W zasadzie – wciąż nie mam. Jeszcze co najmniej 6 tygodni do „otwarcia sklepiku“ – a też, prawdę powiedziawszy, wcale nie zdecydowałem, czy będę chciał nasze źrebięta sprzedawać, czy nie.

Tymczasem – choć żaden kosztowny wierzchowiec jeszcze się nam nie urodził i choć nawet nie zdecydowałem, co z nimi będziemy robić: ustawia się kolejka chętnych…

Czyżby – zatem – rzeczywiście nasz aktualny kryzys osiągnął już dno? Jak to sami po sobie Państwo oceniacie? Ogarnia Was poczucie kompletnej beznadziei i żądza hulaszczej zabawy w związku z tym..? Czy jednak – jeszcze na to za wcześnie..?

12 komentarzy:

  1. W odpowiedzi na pytanie końcowe informuję, że przed chwilą naostrzyliśmy widły. Być może, podświadomie, szykujemy się do zabaw i hulanek w stylu Jakuba Szeli:-)))?

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jest szansa, że tego lata zagrzebiemy się w mule. Gospodarka staje, tryby się zacierają. Tu i tam nie płaci się pracownikom. Firmy budowlane nie mają co robić. Cementownie w styczniu w porównaniu z poprzednim rokiem osiągnęły 40% produkcji. Rusza nowa fala emigracji młodych za chlebem. Gdy skończy się kolejny rok szkolny i akademicki młodzi obudzą się bez chleba i pracy. Albo polecą koktajle mołotowa, albo ostatni zgasi światło... Może najpierw urządzą pożegnalną bibę z szampanem i kawiorem.

    OdpowiedzUsuń
  3. a to skupu nie ma (runa leśnego)?

    wiadomo że nie zejdzie tak drogo jak mieszczuchowi bezpośrednio, ale można sprzedać grzyby

    wszystko można sprzedać nawet kupę końską

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak bida ściska to nawet linki na blogu zejdą

      Usuń
    2. No właśnie skupu nie ma. Co zapewne oznacza, że nie byłoby złym pomysłem takowy stworzyć - ale, trzeba by mieć w takim razie zbyt hurtowy, lub kilku chętnych do stania na warszawskich bazarkach...

      Usuń
    3. warszawskie i nie tylko restauracje biora borowiki z dobrych źrodel bezpośrednio - skoro masz rzeczywiście az tak dobre to czym się tu pykać?

      uderzać bezpośrednio

      ktoś tu ponoć był przedstawicielem handlowym

      chyba logiczniejszym i łatwiejszym do shandlowania produktem jest borowik, niż turbo-maszyna do robienia komuś dobrze, albo jakieś naciągane eliksiry ziołowe

      Usuń
  4. Cóż, ja mogę od siebie tylko powiedzieć, że jeśli jest popyt i podaż, to zawsze się jakiś pośrednik znajdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze najlepiej, gdyby to był pośrednik skłonny zainwestować drobną kwotę w stworzenie dodatkowej podaży...

      No cóż: jak "animalsi" przepchną wpisanie konia na listę "zwierząt towarzyszących" - będę organizował mafię zajmującą się nielegalnym eksportem do zagranicznych rzeźni. Do tego przynajmniej: mam wszystkie środki pod ręką!

      A potem może się i rozszerzy działalność? I zamiast oddawać dług - po prostu wykupię w cholerę cały ten bank..?

      Usuń
  5. Mnie na razie bardzo daleko do hulanki... w sumie i tak nie miałabym z czego sobie zahulać... nic, tylko oszczędzać na bilet do jakiegoś mniej popitolonego kraju...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy to z powodu osiągnięcia dna przez kryzys czy moźe ubiegłorocznego niedoszłego końca świata, z wielkim zaskoczeniem dopadła mnie wieść o wyjątkowo hulaszczym życiu osoby blisko(za blisko o zgrozo) spokrewnionej z mą żoną. Owa osoba od lat ponad dziesięciu prowadziła nierówną walkę o miliony z firmą Lotto. Owszem były pewne symptomy: skromne ubranie, zaniedbanie wglądu własnego i domu. Próbowaliśmy tłumaczyć to sobie skrytym charakterem delikwentki, kiepskimi zarobkami czy(niechętnie przeze mnie używanym jako argument) staropanieństwiem. A szkoda, że w swej bezsensownej jak się okazało delikatności, nie zdarzył się nikt chamski i nie spytał wprost: co się k.... z tobą dzieje? A teraz kłopot jest do sześcianu, bo wyszło na jaw, że własne środki już nie wstarczają i potrzebna jest pomoc skoku i providenta. A jakby tego było mało pracodawca w/w podziękował po latach osiemnastu za pracę. I co wtedy robi rodzinka? Zrzutę na idiotę! I pakuje swoje ciężko zarobione pieniądze w zatrzymanie lawinowo przecież rosnących długów, odsuwając realizację własnych planów w bliżej nieokreśloną przyszłość, bez żadnej gwarancji, że nie będzie powtórki. Jednym słowem kryzys jest pojęciem relatywnym.

    OdpowiedzUsuń
  7. A u nas tj na wyspach, paliwo w okolicach wielkiejnocy ma osiagnac nowy szczyt... I tutaj to juz jest rownia pochyla jesli chodzi o ekonomie... Jade do ojczyzny rozgladac sie za hektarami do kupienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I koniecznie na Podlasiu? Bo koło mnie hektarów masa - i chyba nawet tańsze niż tam...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...