czwartek, 14 lutego 2013

O porzekadle: „a swoje konie byś na rzeź oddał?“

Nasi wrogowie w ten właśnie sposób zwykli zakładać nam „moralnego Nelsona“.

Odpowiedzi na taki chwyt mogą być dwie. Jak to zwykle bywa: teoretyczna i praktyczna.

Odpowiedź teoretyczna sprowadza się do pytania: z czego właściwie wynikać ma owa domyślnie zakładana jedność „wszystkich koni“? Bo do tego rzecz cała się sprowadza. Lubię jakiegoś konia lub jakieś konie – ergo: lubię wszystkie konie, ergo: nie mogę patrzeć na śmierć jakiegokolwiek bądź konia i nie chcę, aby jakikolwiek bądź koń – cierpiał lub umierał.

Kolega Tomasz Gbur kiedyś wyjaśnił to zjawisko od strony biologicznej: jest to pewnego rodzaju błąd w strukturze neuralnej ludzkiego mózgu. Jak u wszystkich innych zwierząt, zawiera on elementy odpowiedzialne za rozpoznawanie członków „własnego stada“ – i struktury te działają „nadmiarowo“, bo potrafią za „swoich“ uważać także nie tylko ludzi całkowicie nie znanych, ale i – całkowicie nie znane zwierzęta, jeśli tylko należą do „lubianego“ gatunku.

Zauważmy, że ta „pomyłka genetyczna“ jest neutralna zarówno ewolucyjnie, jak i moralnie. Ewolucyjnie – bo nic to raczej do naszych zdolności do przetrwania nie wnosi, ale też – niewiele ujmuje. Moralnie – ponieważ mechanizm ten działa w gruncie rzeczy przypadkowo i wybiórczo. Niewielu ludzi odczuje rozczulenie na widok rozdeptanej dżdżownicy. Choć pewnie i tacy się trafią. Całkiem sporo natomiast – sam to wiem po sobie – odruchowo reaguje pozytywnie na jakiegokolwiek bądź kota, choćby skądinąd był sparszywiały jak neapolitański śmietnik.


Na najbardziej ogólnym poziomie: jest to jeden z tych powodów, dla których ludzie są z natury, z urodzenia – nastawieni „metafizycznie“. Obszernie o tym pisałem dawno temu: walka o byt (oczywiście: średnio i statystycznie) uprzywilejowała takich, którzy myśleli – ale, w miarę możliwości – myśleli jak najwydajniej i jak najkrócej. Cóż zaś lepiej wpływa na efektywność myślenia, niż powtarzanie zawsze tych samych wzorców zachowań, jeśli tylko sytuacja jest choć trochę podobna..?

Owszem – można się w ten sposób nieźle przejechać i niejeden z nas marnie w ten sposób skończył – częściej jednak źle kończył taki, co się za długo zastanawiał i wszystko musiał za każdym razem przemyśleć od Adama i Ewy.

Jest to zatem mentalny odpowiednik tego, co mój świętej pamięci dziadek zwykł nazywać „niedoczekaniem“: cecha ta zdaje się w ostatnich czasach przejawiać coraz to nachalniej, coraz częściej i chyba – coraz szkodliwiej. Jest to też bowiem wspaniała pożywka dla masowych histerii…

Odpowiedź praktyczna zaś, brzmi nader prosto: wszystko jest kwestią przyzwyczajenia.

Zdecydowanie najgorzej przeżyłem śmierć pierwszego konia – naszej Melemahmal. Tym bardziej, że umarła daleko ode mnie, na skutek czyjejś głupoty, no – masakra…

Nad Glusiem, prawdę powiedziawszy – rozryczałem się. Trzeba będzie pewnie przesadzić na miejsce, gdzie padł nowego jałowca bo ten, który wsadziłem półtora roku temu – zdaje się, że więdnie.

Natomiast po śmierci Dalii wlkp – wpadłem na pewien czas w rodzaj dziwnego otępienia, to prawda – ale na rozpaczanie nie miałem czasu. W gruncie rzeczy – jak na konia z którym spędziłem razem naście lat i z którym przeżyliśmy najdziksze i najdziwniejsze przygody (nawet połowy z nich jeszcze tu Państwu nie opowiedziałem…) – to mi to nader łagodnie przeszło…


A dziś w nocy Głupie Małpy dorwały się do magazynowej części wiaty i nawpieprzały się słomy, którą dostałem okazyjnie (więc: nie mogłem wybrzydzać…), a która była w niektórych miejscach z wierzchu spleśniała. Miała, w większości, posłużyć do ściółkowania ogródka, a tylko te najlepsze, najbardziej od pleśni odległe kąski używałem do ścielenia pod wiatą. Na razie jestem na nie wściekły. No ale – na razie nie widać, żeby im coś było…

7 komentarzy:

  1. Wiersz miał być zupełnie inny, ale już nie mam sił walczyć z tym postem - i tak go już z dziesięć razy edytowałem...

    Wyszło: abstrakcyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale na pytanie zawarte w tytule - nie odpowiedziałeś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadam zwykle, że moje są za chude. Na co oburzają się Re-Voltowi posiadacze "grubasów" - jakobym sugerował, że ich konie powinny trafić na hak.

      Co jest bzdurą: świnie na ogół zjadamy, ale przecież - jeśli komuś przyjdzie fantazja oswoić sobie świnkę (nie morską...) i chadzać z nią na smyczy - to mu przecież wolno i nikomu nic do tego.

      Ogólnie, nie ma tu co gadać. W gruncie rzeczy - POWINIENEM czynem udowodnić, że popieram jedzenie koniny. Ponieważ trudno mi to robić jej konsumpcją (jest za drogą i trudną ją nabyć...) - no to chyba przyjdzie kiedyś sprawić sobie, do kompletu także coś "grubego", co by z sensem można na rzeź sprzedawać - przynajmniej: byłby jakiś dochód z gospodarstwa...

      Usuń
    2. Samemu zjeść - po co sprzedawać i narażać zwierzątko na niezwierzęcy transport. Moje też się nie nadają - sprawdziłam u źródłą - powiedzieli, że koniki polskie za mało mięsa mają. Więc, nawet gdybym chciała sprzedać w wiadome miejsce- nie da się. Mają szczęście moje zwierzątka.

      Usuń
    3. Z wielu względów jest to opcja wątpliwa. Po pierwsze - nie wiem, czy w ogóle dopuszczalny jest jeszcze "ubój gospodarczy"..? Jak Radek ostatnio sprzedawał jałówkę Mongołom - to ubić ją pojechali jednak do ubojni (wiem, bo przyczepę pożyczałem...), a nie zrobili tego na podwórku.

      Najbliższa ubojnia gdzie ewentualnie można ubić konia, to bodaj w Łukowie - będzie ze 150 km?

      Po drugie - to by jednak była ogroooomna kupa mięcha. No niby można uwędzić, ususzyć, zapeklować - ale jak się nie ma doświadczenia w tak przemysłowym przerobie - to marnie ta perspektywa wygląda...

      Usuń
    4. Prosta sprawa. Trzeba pędzić dwie sztuki. Za jednego kupić zamrażarkę porządną, z awaryjnym zasilaniem, a drugiego do tej zamrażarki wsadzić.

      Usuń
    5. O ja cie krynce! Pomysłowo. Do naszej zamrażarki nie wejdzie nawet ćwiartka koniowatego. A skórę możesz posłać temu od dupy Maryni, kurtkę niech se uszyje. Czy w waszych stronach lud rzeczywiście taki bojący, że uboju gospodarczego zaprzestał?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...