piątek, 15 lutego 2013

Nie zgadzam się…

Marszałek Ferdynand Foch znany jest z tego, że gdy jego świeżo sformowana 9 Armia została rzucona w sam środek bitwy nad Marną we wrześniu 1914 roku, zaraportował: Moje centrum chwieje się. Moje prawe skrzydło jest w odwrocie. Sytuacja jest doskonała. Atakuję!

Tak mi się to skojarzyło – nie tylko dlatego, że przejrzawszy bardzo dokładnie półkę z literaturą sf w naszej gminnej bibliotece i nie znalazłszy ani jednego Lema, ani jednego Dukaja i w ogóle nic, co by warte było przeczytania – połknąłem wczoraj wieczór i dziś rano jedną z książek Orsona Scotta Carda, więc oczywiście kłębi mi się w głowie od militarnych skojarzeń.

Skojarzyło mi się, oczywiście – z moim blogowaniem. Nigdy nie ukrywałem przed Państwem, że jest to rodzaj eskapizmu. Opowiadając Wam historyjki – częściej pewnie dłuższe, niż byście chcieli czytać – mogę się oderwać od szarej rzeczywistości. Podobnie zresztą, gdy zdarzy mi się na ową rzeczywistość ponarzekać.

No więc: pieniądze się skończyły. Perspektyw jakiegokolwiek bądź zarobkowego zatrudnienia – brak. Żyjemy przyjaźnią, pożyczkami i nadzieją. Sytuacja jest doskonała. Atakuję!

Obawiam się tylko, że mogę być za bardzo zdeterminowany. No ale cóż – ten tylko nie popełnia błędów, kto nic nie robi…

Więc: z czym się nie zgadzam?

Ano – nie zgadzam się z ostatnimi oświadczeniami moich Forumowych Koleżanek o Szlachetnych Sercach. Wyobrażają sobie, że mogą stać się „trzecią siłą“ – ani nie promując hodowli rzeźnej, ani też – nie próbując jej zlikwidować.

No więc: to jest zwykła głupota i skoro chcą tak myśleć – niech sobie myślą, obstając przy tym stanowisku skazują się na całkowitą porażkę.

Nigdy nie zdobędą tego, na czym im najbardziej zależy: szacunku, zrozumienia i akceptacji ze strony tzw. „środowiska“, czyli fejsbukującej młodzieży. Nie zdobędą tego, bo nie są dość radykalne. Skoro uznają zabijanie koni za zło – to dlaczego zgadzają się, aby to zło było kontynuowane..? To jest niekonsekwencja!

Nikt nie będzie czytał ich obszernych, a mętnych wyjaśnień, że chodzi tu o „realizm“, „trzeźwą ocenę rzeczywistości“, że „szkoda im, ale cóż poradzić…“

Z drugiej strony – nie osiągną z całą pewnością tego, co ja proponuję: nie uda im się zintegrować wokół takiego „trzeciosiłowego“ ruchu całej branży żyjącej z handlu i przerobu końskiego mięsa. Dlaczego ktokolwiek miałby dawać pieniądze dziewczynkom, które uważają, że „końskie mięso jest fuj“..?

A bez pieniędzy NIGDY nie dotrą ze swoimi wyważonymi i trzeźwymi poglądami ani do zwykłych, normalnych ludzi – ani do żadnych „sfer opiniotwórczych“.

Macie być zimni – albo gorący – przestrzegał Chrystus. I miał rację. Jak zwykle – w końcu jest Bogiem, prawda..?

To by było w zasadzie tyle o moich Forumowych Koleżankach. Skoro już zabrnęły w taką bzdurę – nie warto poświęcać im więcej uwagi.

Natomiast tak bardziej ogólnie – chciałbym zastanowić się przez chwilę nad dziwną konstrukcją myślową, która NIE TYLKO w dyskusji o koninie ostatnio bardzo często pojawia się w naszej „przestrzeni mentalnej“.

Oto – „obrońcy zwierząt“ piszą: w naszej kulturze nie ma tradycji jedzenia koniny.

A jednocześnie – poseł opozycji (zapomniałem nazwiska: czytałem zresztą akurat Carda, a jakiś program sobie sam szedł w pudle – nie zwracałem na to szczególnej uwagi), w odpowiedzi na kolejny projekt „związków partnerskich“ mówi: w naszej kulturze uprzywilejowane jest małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny.

Obie te wypowiedzi to dowód rozbrajającej zupełnie słabości i braku ducha!

Wyobrażacie sobie Szymona de Montfort jak mówi swoim żołnierzom: w naszej kulturze nie leży tolerancja dla wywrotowych, groźnych dla porządku publicznego sekt?

Pieczęć Szymona de Montfort, 5-ego earla Leicester

Bo w rzeczywistości miał (podobno) powiedzieć: zabijajcie wszystkich – Bóg rozpozna swoich!

Jeśli ktoś szczerze wierzy w wartości, które wyznaje – to ich nie relatywizuje do „norm kulturowych“ – dobrze przecież wiedząc, że kultur jest na tej Umęczonej Planecie multum, a Chińczycy jedzą nie tylko konie, ale też psy i koty – i co im można zrobić, skoro jest ich o tyle więcej..?

Znakiem tego, ani „obrońcy zwierząt“ NIE WIERZĄ naprawdę w to, że „koni nie należy zabijać“ – ani też ów poseł opozycji, którego nazwiska nie zapamiętałem – NIE WIERZY w to, że to Bóg, a nie człowiek ustanowił instytucję małżeństwa. Wszyscy są hipokrytami, którzy tylko nieudolnie odgrywają jakieś role, być może całkowicie przypadkowe i wybrane tylko dlatego, że ich do tego zmusiła jakaś życiowa konieczność.

Co do mnie, to uważam że wszędzie, gdzie to tylko możliwe, powinniśmy się opierać na naturze – m.in. właśnie DLATEGO, że żadna „norma kulturowa“ nie jest już absolutna i niepodważalna – i że uzasadnianie czegokolwiek „normą kulturową“ jest po prostu śmieszne.

Z natury jednoznacznie wynika, że człowieka MOŻE zjadać koninę (przy okazji: DOGŁĘBNIE nie zgadzam się z opinią, że moje konie, w których żyłach płynie 5 tysięcy lat historii – nie różnią się – od zimnokrwistych, czy pogrubionych koni moich sąsiadów… Ależ różnią się! Konie moich sąsiadów są do czegoś użyteczne – nadają się na mięso. Podczas gdy moje  - to tylko moja wielkopańska fanaberia…).

Koniec dyskusji: „ja nie zjem, ale innemu nie zabronię“ – to nie wiarygodne stanowisko, tylko żart.

Oczywiście: jeśli komuś zależy na dobrej opinii wśród fejsbukowego towarzystwa – no to musi się torturom takich intelektualnych wygibasów bez celu poddawać – to już jest jednak zagadnienie czysto psychologiczne, a nie kwestia taktyki… Ja na takie subtelności nie mam czasu ani ochoty – atakuję!

No chyba, że ktoś z Państwa założy na fejsbuku stronę pt. „Lubię koninę“? Ot tak, dla jaj – chociażby? Obiecuję, że jeśli tak się stanie – pokonam moralny wstręt do tego portalu – i się dołączę…

32 komentarze:

  1. https://www.facebook.com/LubieKonine

    Petite dabitur vobis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobione. Ale nie obiecałem, że będę się udzielać...

      Usuń
    2. Papież abdykuje, meteor spada na Czelabińsk, Kobus na facebooku... Czyli jednak świat się kończy.

      Usuń
    3. No właśnie: podobno ten meteoryt rozerwał się pod Czelabińskiem, bo go tam skierowała ta asteroida która, dla odmiany, ma zdaje się - walnąć w Sumatrę..?

      Usuń
    4. Nie tyle Sumatrę, co po prostu przelecieć względnie blisko: http://www.kosmonauta.net/forum/index.php?topic=1273.15

      Usuń
    5. Nigdy nic nie wiadomo...

      Usuń
  2. A książki można ściągać z chomikuj.pl (do czego w żadnym razie nie zachęcam- w końcu to nielegalne!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwiera się Allegro.

      Nie, żebym próbował (w końcu to nielegalne...)!

      Usuń
    2. Zapomniałem, że trzeba wykupić transfer na chomikuj (oczywiście celem ssania wyłącznie legalnych treści); na książki wystarczy bodajże sms za 3,80.

      Usuń
    3. Jakiegoś konkretnego tytułu Jacku szukasz?

      Usuń
    4. Myślę, że sobie poradzę: no, chyba że masz gdzieś za darmochę np. to: http://www.amazon.com/Kikkuli-Method-Horse-Training/
      albo to:
      http://www.amazon.com/Art-Horsemanship-Xenophon-classical-writers/

      jakkolwiek - bez przesady. Wkrótce i tak jedno i drugie kupię...

      Usuń
    5. A propos ostatniej pozycji - po polsku jakoś nie udało mi się znaleźć. Tobie też?

      Usuń
    6. Coś mi się zdaje, że po polsku nie ma.

      Usuń
    7. Te pozycje sprawdze jutro. Ma propozycja bardziej dotyczyla Lema.

      Usuń
    8. Lema mamy prawie w całości na półce. Z braków dotkliwie odczuwamy głównie nieobecność zbioru "Próżnia doskonała".

      Usuń
    9. Tego Xenophona można (nawet całkiem legalnie, bo już jest w domenie publicznej) ściągnąć tu:
      http://archive.org/details/artofhorsemanshi00xeno

      Usuń
    10. Za stary na prawa autorskie;-).

      Usuń
  3. Cóż to pogryzał literacki bohater narodowy Kmicic, na dodatek Jasnej Góry broniąc, szanowni dobrodzieje? Ano, koninę wędzoną, zapijając gorzałką. Chyba "Potop" z kanonu literatury polskiej wywalić będzie trzeba...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój brat "pastwił się" nade mną w dzieciństwie, czytając z "Książki Kucharskiej" przepis na ozór koński peklowany w sosie pomidorowym. Ryczałam wtedy jak bóbr, a on się śmiał. Tyle, że on miał wtedy lat 15 a ja 7 lat mniej. U mnie tradycji jedzenia koniny, cielęciny i dziczyzny nie am i nie będzie. Chinolom nie zabronimy zarzynać psów, choć mnie to równie mocno rusza co zarzynanie ogólne- czy to psów, czy świń, czy rogacizny. Swoje zdanie na temat już wyrażałam u siebie na blogu, a w skaryszewskich klimatach już nie bywam, bo status zwierzęcia rzeźnego, ogólnie- mięsnego- winien być wg mnie rozpatrywany szeroko, a nie zawężany do jednego, gloryfikowanego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najrozsądniej jest się opierać na WŁASNYM sumieniu (czyli własnym widzimisię). Wymyślanie teoryjek o naturze czy kulturze to objaw tchórzostwa. Ale niektórzy boją się żyć i działać "po swojemu". A ja, choć popełniłam masę błędów, wiem, że jednak wolno mi wszystko, na co pozwalają mi MOJE zasady. Nie muszę ich nijak uzasadniać - bo niby dla kogo?

    Większość ludzi nie jest ani zimna, ani gorąca. Po prostu lezie bezmyślnie za jakimś guru. Im mniej fanatyczny guru, tym więcej rozsądnych ludzi przyciągnie, choć jednocześnie - nieskorych do poważnych akcji. Fanatycy z kolei przyciągają mniej ludzi, ale za to bardziej zdeterminowanych. Co lepsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy Ci nie przyszło do głowy, że czasem warto coś uzasadnić dla samego siebie..?

      Sorry, ale moje "widzimisię" to wystarczający argument żeby wybrać rodzaj pączka w sklepie. Życie jest jednak trochę poważniejszą sprawą niż wybór rodzaju pączka...

      Usuń
    2. Właśnie wybór pączka MOŻNA logicznie uzasadnić - np. sprawienie sobie przyjemności, dostarczenie cukru, by "pobudzić" organizm. Choć logiczniej byłoby NIE wybierać pączka, tylko marchewkę. :)

      W kwestii wyborów "moralnych" logika idzie zawsze w odstawkę.

      Usuń
    3. Ech, nie ma jak słodycz ignorancji...

      W rzeczywistości wybór konkretnego rodzaju pączka spośród kilku leżących na ladzie (marchewki nikt nawet nie proponował...) - jest trudny do deterministycznej interpretacji.

      Tymczasem w przypadku tzw. "wyborów moralnych" - jest to z zasady bardzo łatwe.

      Usuń
    4. Wybory moralne są oparte na jakimś ZAŁOŻENIU. A ono nie jest logiczne, rozumne, słuszne. Opiera się na naszym widzimisię, przeświadczeniu, że pewne wartości są obiektywne.

      Lepiej nie filozofować za wiele, bo się człowiek odrywa od rzeczywistości.

      Usuń
    5. Daj dobry przykład i powstrzymaj się od filozofowania: przecież robisz to nieustannie! Czym innym był Twój komentarz niż filozofowaniem właśnie..?

      Jeśli filozofując twierdzisz, że nie "lepiej nie filozofować" - to jest to przewrotna zaiste kokieteria!

      Merytorycznie: nie masz racji. Nie sądzę, aby wielu ludzi postępowało w życiu konsekwentnie. Spośród tych, którzy tak czynią, tylko nikły promil robi tak dlatego, że przyjął sobie świadomie jakąś naczelną zasadę postępowania.

      I z całą pewnością nikt spośród tych, którzy taką zasadę świadomie przyjęli - z Tobą włącznie - nie zrobł tego BEZ POWODU.

      Kto tu jest bardziej oderwany od rzeczywistości..?

      Usuń
    6. Ale ten powód jest ważny tylko dla nas. Innych nie obchodzi.

      Usuń
    7. Skąd wiesz, że "innych to nie obchodzi"?

      Przecież, jeśli chcesz zmienić czyjeś zapatrywania, to przede wszystkim - powinnaś się dowiedzieć dlaczego ma takie, a nie inne..?

      Wydaje się zatem, że przyczyny, dla których ludzie żywią różne przekonania - to jeden z najważniejszych przedmiotów naszego zainteresowania!

      Cała, subtelna sztuka psychomanipulacji, cały marketing, reklama - to wszystko właśnie tym się zajmuje...

      Usuń
    8. Sposobów zmieniania świata jest wiele. Ale jeśli wybierasz manipulację, to wiedz, że ludzie nie kierują się rozumem, tylko emocjami. Głównie.

      Usuń
  6. Specjalista od "wyborów moralnych" :-))).....
    No plizzzz, panie Jacku, trzeba miec trochę samokrytycyzmu - nie tylko przekonanie o własnej wyższości nad maluczkimi - bo stąd prosta droga do bycia "ubermenschem"

    OdpowiedzUsuń
  7. Drogi Jacku (pozwolę sobie na poufałość, bo czytam Cię już milion lat, tak na oko). Dzisiaj nie zdzierżyłam. W Twoich wywodach jest błąd za błędem. Nie ośmieliłabym się porównywać do Ciebie pod względem wiedzy historycznej i, ciekawych skądinąd, spostrzeżeń filozoficzno - społecznych, ale niektóre z pomyłek są rażące, szczególnie w kontekście tego, że powołujesz się na nie w toku rozumowania jako na elementy istotne.
    Tyczyło się to zwierząt terytorialnych (nie chce mi się wyłuszczać całości, ale radzę doczytać; mechanizm specyficznej terytorialności jest dosyć dobrze opisany; na marginesie - migrujące zwierzęta nie są specyficznie terytorialne, w tym rozumieniu KAŻDY organizm musiałby być terytorialny, bo zajmuje jakiś obszar/przestrzeń, mniejszy lub większy, których naruszenie prowadzi z jednej strony do obrony/agresji, a z drugiej - działań "zagarniających", planistycznych etc.)
    Tym razem z nieszczęsnymi Chińczykami... Po pobycie w Chinach przez 8 lat ręczę, że Chińczycy jedzą owszem wszystko, ale akurat koniny nie (mówię o większości, co ważne, bo zapewne i u nas znajdą się amatorzy psiny, kociny czy innej -iny). W kraju, w którym ogromna większość populacji uzyskuje zasoby żywieniowe z 1/3 areału ziemi (głównie produkcja roślinna - do weryfikacji, lecę z pamięci) cenne jest niemal każde źródło białka, ale koń stanowi żywieniowe tabu. Jego rola jako gatunku była nie do przecenienia - nie stanowił siły pociągowej, stanowił o sile militarnej i prestiżu. Z całkiem innych przyczyn nie jedzono zebu w Indiach, a świnek na Półwyspie Synaj (Marvin Harris, tak z brzegu). Nie ma nic dziwnego w nie jedzeniu koniny, nie ma nic dziwnego w nie jedzeniu kociny i psiny, nie ma nic dziwnego w nie jedzeniu świniny morskiej i szarańczy. Wszelkie rozważania Twe na te tematy, gdzie usiłujesz naciągać tezy o "wyborach moralnych" są dla mnie mędrkowaniem. Społeczeństwa/ społeczności (a przynajmniej większość ich członków - podkreślam, bo ważne) żyją zgodnie z pewnym kodem kulturowym. Uwierz mi, jestem obiema nogami na ziemi, ale kiedy zobaczyłam mojego pierwszego psa rozpłatanego na przyczepce chińskiego roweru, z którego, dosłownie, wycinano podroby dla klientów - zrobiło mi się słabiutko, oj słabiutko. Czy tego chciałam czy nie.
    W naszej kulturze pies może być, i bardzo często jest, zwierzęciem użytkowym, ale jednak towarzyszącym. Z koniem naturalnie rzecz ma się nieco inaczej, bo są rejony lub zbiorowości, gdzie jest to na porządku dziennym (vide szlachetny nasz imć Kmicic), jednak w równie wielu - stanowi jadłospisowy owoc nie tyle zakazany - ile nie rozpowszechniony, nie utrwalony, lub wręcz odstręczający. I dajmy sobie spokój z "wyborami moralnymi", jest to zwykły wybór. Ścieżki wyryte w naszym mózgu, wynikające z wychowania, obyczaju, doświadczeń, ładunku emocjonalnego - czyli tego wszystkiego, co sprawia, że jedzenie wieprzowiny jest spoko - czyni koninę niejadalną. Kropka.
    Rozważania Twoje na ten temat, podobnie jak szanownej opozycji, są dla mnie jałową dyskusją o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad wiadomo - jakimi. Przekonywanie się wzajemne jest bezsensowne i sprowadza się do bezprzedmiotowych połajanek. ONI są oszołomami, TY potworem.
    Tytułem małego wyjaśnienia - nie jestem wegetarianką, ale nie jadam koniny. I moralność nie ma z tym wiele wspólnego, tak po prostu, w najzwyczajniejszy, zdroworozsądkowy, zgodny z moją konstrukcją umysłową sposób - koń jest dla mnie zwierzęciem z rodzaju niejadalnych. Kropka.

    Oraz pozdrawiam nie mogąc się doczekać szczęśliwych rozwiązań, za które trzymam kciuki nawet paluszkami u stópciów :)

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Joanno,

      Serdecznie dziękuję za cenne uwagi.

      Tym niemniej - pozwolę sobie (co Cię zapewne nie zaskakuje...) pozostać przy swoim zdaniu. Kody kulturowe mają w świecie współczesnym to do siebie, że stają się powoli kwestią indywidualnego wyboru, jak nie przymierzając: religia, poglądy polityczne, czy płeć. W tych warunkach powoływanie się na "kulturowy" zakaz jedzenia koniny - jeszcze biorąc pod uwagę fakt, że ów zakaz jest w najlepszym razie wątpliwy i nader świeżej daty - NIE JEST żadnym argumentem.

      Taktycznie uważam decyzję moich Forumowych Koleżanek od "trzeciej strony" za fatalny błąd który je bezapelacyjnie marginalizuje - dla powodów, które dostatecznie wyraźnie wyłuszczyłem.

      Co do Chińczyków: a skąd oni mieliby te konie brać? Zresztą, nie spieram się. O zwierzętach terytorialnych obiecuję doczytać - acz byłbym zobowiązany za jakieś wskazówki bibliograficzne.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...