niedziela, 3 lutego 2013

Incitatus

Według plotkarskich i nie do końca wiarygodnych "Żywotów Cezarów" Swetoniusza, Gajusz Juliusz Cezar August Germanik, znany szerzej pod dziecięcym przydomkiem "Kaligula" miał był, czy też chciał był - wprowadzić swego ulubionego wierzchowca imieniem Incitatus do Senatu.

Nie jestem specjalistą od starożytności i po prostu - nie wiem, jakie są, jeśli są jakieś - ostateczne ustalenia w tej sprawie.

Skupię się zatem na faktach niepodważalnych. Fakty niepodważalne zaś są takie, że był Incitatus koniem niepospolitej urody i wielkich, końskich cnót. Jak również, że jego historia, niezależnie od tego, czy jest prawdziwa, czy nie - stała się inspiracją dla wielu dzieł plastycznych:


popkulturowych memów:


no i przede wszystkim - do pięknego wiersza Zbigniewa Herberta (tu w interpretacji Gintrowskiego):


Chyba niemało, jak na konia, nieprawdaż..?

Według najpowszechniejszej interpretacji - jeśli cokolwiek w historii Incitatusa jest prawdą, to z pewnością fakt, że Kaligula pragnął upokorzyć Senat i dać do myślenia ludowi rzymskiemu - pokazując, kto faktycznie sprawuje władzę!

Kaligula, niezależnie od oceny metod, których używał (ocena ta różni się u poszczególnych historyków...), miał dobry powód, aby postępować tak, jak postępował.

Był zaledwie trzecim (od Augusta licząc) pryncypesem. Jego władza była w rzeczywistości bardzo krucha i niepewna. Ogromne Imperium, którym władał, składało się z około dziesięciu tysięcy praktycznie niezależnych municypiów, z których każde rządziło się własnymi prawami, miało własne finanse i aparat władzy (dopiero następca Kaliguli, Boski Klaudiusz - "Herakles biurokracji, najbardziej pracowity cesarz historii powszechnej" - jak, z poetycką przesadą, co przyznaję, napisał Mistrz Herbert - przydał niektórym municypiom tzw. "kuratorów" - aby powstrzymać ich nadmierne zadłużanie się).

Municypia, o różnym statusie (od, stojących najwyżej w hierarchii "kolonii Rzymu" - przez różnego rodzaju "miasta sprzymierzone" - aż do "poddanych"), podlegały kilkudziesięciu prowincjonalnym namiestnikom (prowincje w tym czasie dorównywały rozmiarom współczesnym państwom, które na tym obszarze później powstały...), mniej - więcej w połowie - wywodzącym się spośród senatorów i spośród cesarskich urzędników (wszyscy jednak, niezależnie od pochodzenia, dbali głównie o własne kiesy i żołądki, starając się swoją "kadencję" wykorzystać do osobistego wzbogacenia się). Aparat urzędniczy namiestników ograniczał się do ich prywatnego personelu "domowego", a podległe im siły zbrojne - tylko w prowincjach pogranicznych mogły zrobić wrażenie na tubylcach.

Kośćcem Imperium była armia - niezwykle, jak na tak ogromne terytorium - szczupła, bo szacowana na mniej niż 300 tysięcy zbrojnych. Centralny aparat biurokratyczny państwa to, podobnie jak w przypadku prowincjonalnych namiestników - grupa osobistych wyzwoleńców i niewolników Cezara, "zarządzających jego domem".

To się trzymało, dosłownie - "na ślinie" - i właściwie, trudno wprost uwierzyć, jak to się stało, że Rzym cesarski przetrwał tak długo..?

Miał więc Kaligula dobre powody do tego, aby upokarzać Senat - wciąż pozujący na "centrum rzymskiej władzy" - i do tego, aby dawać do myślenia rzymskiemu ludowi.

Jeśli myślicie Państwo, że trafiają się na tym świecie jakieś rzeczy prawdziwie nowe - to jesteście w głębokim błędzie. Nasz świat jest stary. Wszystko już kiedyś było.

Inna sprawa, że - tu, wyjątkowo, zgodzę się z Heglem i z Marksem - historia zwykle powtarza się jako farsa.

Starożytni Grecy wiedzieli dobrze, że to kobieta ma więcej przyjemności z miłości fizycznej niż mężczyzna - a to dzięki przygodzie tebańskiego wróża Tejrezjasza, który w młodości nierozważnie uderzył kijem dwa splecione w miłosnym uścisku węże - i został zamieniony na 7 lat w kobietę, rodząc nawet w tej postaci dzieci.


Potem bogowie przywrócili mu płeć męską i jako mężczyzna - acz, z mniejszą, jak sam twierdził, rozkoszą - spłodził jeszcze trochę potomstwa. Tudzież nader aktywnie uczestniczył w tebańskich rozgrywkach o władzę, historii Edypa i temu podobnych...

No - mniejsza z tym. Już się pewnie Państwo domyślacie, do czego piję.

Ani to Incitatus - bo o żadnych cnotach, a tym bardziej, o żadnej urodzie, mówić tu nie sposób (co już raz wytknąłem - i starczy!). Ani Tejrezjasz - bo dzieci z tego nie będzie, a i o przyjemności - strach nawet pomyśleć! Nie potrafię też sobie wyobrazić, aby ta historia mogła być inspiracją dla którejkolwiek ze sztuk.

Nie da się jednak ukryć, że ktoś chce tu kogoś upokorzyć i komuś dać do myślenia. Kto, kogo i komu?

Mnie to osobiście wisi - pisząc kolokwialnie - i raczej śmieszy niż obraża (choć samą koncepcję "przekraczania granic" i "burzenia barier" - mam za, perspektywicznie, nader niebezpieczną...). Obawiam się jednak, że pod tym akurat względem - należę do nikłej, liberalnej mniejszości Polaków. Zwolennicy "postępu" chętnie się ze mną zgodzą, że tożsamość płciowa to sprawa delikatna. Na tym się jednak nasza zgoda kończy - bo ja w tym momencie zwracam uwagę na to, jak potężnych i złożonych narzędzi używała przez wieki nasza kultura, aby uzyskanie "właściwej" (cokolwiek to znaczy...) tożsamości ułatwić, zachowania "społecznie pożyteczne" (jak np. - płodzenie potomstwa) kijem i marchewką za wszelką cenę promując.

Owszem - tu znowu pełna zgoda - działo się to przy całkowitej obojętności na takie czy inne widzimisię jednostek. Jednak - usunięcie tej presji - wcale nie oznacza, że automatycznie zapanuje "szczęśliwość powszechna"! Bynajmniej! Dowodnie widzimy, że dzieje się akurat na odwrót - kiedyś męki cierpiały jednostki (jak sądzimy - i mamy chyba po temu dobry powód, skoro nie tak znowu wielu korzysta ze sposobności zmiany płci..?) - nieliczne, bo tylko w nielicznych przypadkach, jak to zwykle przy "rozkładzie normalnym", Gaussowskim bywa - dochodzi do aż tak wielkiej rozbieżności między "płcią fizyczną", a "płcią mózgu" - aby miało to "ból i trwogę" powodować.

Zakładając jednak, że owa "tożsamość płciowa" nabywana jest w zgodzie z "rozkładem normalnym" - to oznacza, że najwięcej w populacji jest osobników "przeciętnych" - tj. takich, którzy ani nie mają jakichś poważniejszych problemów z wyborem swojej płci, ani też - nie są szczególnie pod tym względem "wybitni" (do "wybitnych" zapewne należałoby zaliczyć - bardzo nielicznych, bo to zdaje się 1 na 1000 urodzonych - "nadmężczyzn", z felerną trójką chromosomów XYY, dawniej powszechnie identyfikowanych wśród złoczyńców - co obecnie nie występuje i nie potrafię stwierdzić, czy dzieje się tak z uwagi na weryfikację dawnych badań, czy z uwagi - na polityczną poprawność... - ich żeński odpowiednik, w postaci kobiet z potrójnym, poczwórnym, lub nawet pięciokrotnym chromosomem X - jakoś niczym "in plus" się nie wyróżnia, a nawet - wprost przeciwnie).

Tu akurat: rozkład obrazujący dystrybujcę inteligencji w populacji - najlepiej zbadaną ze wszystkich charakterystyk człowieka - zdecydowana większość innych cech - rozkłada się bardzo podobnie!

Otóż ci - "przeciętni", "normalni" - dawniej, kiedy kultura ich popychała i pociągała w ściśle określonym kierunku - mieli łatwiej niż teraz, kiedy całkowita swoboda zmusza ich do podjęcia świadomego wysiłku w celu samookreślenia. A to przecież - nie może nie boleć!

Tak więc, w imię wolności nielicznych jednostek - został poświęcony spokój ogromnej większości.

Co jest, skądinąd - absolutnie typowe dla "postępu" jako takiego!

Co więcej - im bardziej dawna, rzekomo "patriarchalna" kultura ulega erozji - tym bardziej takie postaci jak "Grodzkie" - muszą irytować. Dla mężczyzny pewnego swojej tożsamości i roli - to co najwyżej dziwoląg. Dla młodzieńca który sam nie wie jeszcze dobrze, kim jest, a pozór całkowitej w tej dziedzinie swobody zmusza go do myślenia o rzeczach, o których jeszcze jego ojciec nawet nie wiedział - bardzo łatwo może taki dziwoląg stać się obiektem żywej nienawiści. Skoro bowiem kultura nie daje wzorców, na których można by się oprzeć - trzeba sobie takie wzorce stworzyć samemu - a chałupnictwo w tej materii, w większości wypadków - prowadzi do gwałtu (im więcej wątpliwości - tym silniejszego trzeba bodźca, aby je w końcu kiedyś przeciąć...).

"Oni" - powinni to sami dobrze wiedzieć. Kimkolwiek są! Chyba, że - o to właśnie chodzi..? O to, żebyśmy stali się stadem oszalałych ze strachu małp, mordujących się czym popadnie..?

16 komentarzy:

  1. Niekoniecznie trzeba się zabijać.Wystarczy, że stanowimy tłuszczę, którą dowolnie można manipulować. A to zadowala "Onych".A jakie daje poczucie wyjątkowości, jaką władzę. Więcej Grodzkich a lud zapomni o kryzysie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podniecanie się panią Grodzką i traktowanie tej sprzeczki z większą powagą niż ta, jaką poświęcamy kolorowi naszej kupy, to jest PRAWDZIWE nieszczęście. Są rzeczy ważne, mało ważne i kompletne pierdoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koń jako wicemarszałek Sejmu byłby tylko dowcipnym sposobem pokazania ludowi, gdzie jest jego miejsce i co może sobie ze swoimi głosami w najbliższych wyborach zrobić.

      "Poślęcie Grodzkie" (jak zwykł był mawiać JKM) w tej roli - to już jednak trochę innej kategorii demonstracja. Nie pierwsza zresztą w naszych najnowszych dziejach. Mnie to nie rusza, bo miłośnikiem demokracji nie jestem. Ciekawi mnie jednak - jak się teraz czują wielbiciele tego ustroju..?

      O ile, rzecz jasna, przekaz do nich dociera. Czego nie jestem pewien. Ludzie są jednak głupsi obecnie, niż byli w czasach Kaliguli...

      Usuń
    2. "panią Grodzką" haha, jeszcze ucięcie jajec z nikogo kobiety nie uczyniło, co najwyżej eunucha...

      Usuń
    3. @Jacek Kobus

      Twoja natura jest równie refleksyjną, jak moja. Lub może nawet bardziej. Ale stajesz się pudłem rezonansowym mediów. Wiem, że tylko tak się można przebić do większości, ale trochę mnie to jednak dziwi. Nie rozgryzłam Cię jeszcze. ;)

      Nie ma czegoś takiego, jak płeć "nijaka". Jeszcze nie ma. Chciał zostać kobietą - i, jak dla mnie, został. Nie zlikwiduje Y, ale mam to gdzieś.

      Nie przeszkadza mi "odmieńcowatość" pani Grodzkiej. Olewam to. Ważne, by rząd nie uchwalał praw, które mi się nie podobają - proste i logiczne, prawda?

      Usuń
    4. Grodzkie - kimkolwiek, czy czymkolwiek jest - jest w całej tej sprawie akurat najmniej ważne. Chyba nikt nie ma wątpliwości, iż poza - rzekomą, nikt przecież tego nie sprawdzał - operacją "wycięcia jajec", jak zechciał to nazwać nasz Anonimowy gość - żadnych innych kwalifikacji do sprawowania funkcji poselskiej i marszałkowskiej - nie posiada..?

      Ważna jest natomiast - demonstracja. I tylko to mnie w tej sprawie ciekawi!

      Na przełomie lat 80 i 90 tajemnicze "coś" - nigdzie nie podpisane ani nie nazwane - zdecydowało o tzw. "moratorium" na wykonywanie kary śmierci, istniejącej podówczas w kodeksach (kara śmierci zniknęła z polskiego kodeksu karnego dopiero niedawno...).

      Nikt się pod tą decyzją nie podpisał. Wedle wszelkich sondaży i wtedy i teraz - ogromna większość Polaków karę śmierci popiera. Mimo to - nie ma nawet debaty publicznej na ten temat! Ilekroć bowiem jakaś kolejna partia dochodzi do władzy - natychmiast owo tajemniczy, nigdy i nigdzie nie podpisane "coś" - zamyka usta nawet tym jej politykom, którzy wcześniej wolę przeprowadzenia takiej debaty deklarowali.

      Dla osób spostrzegawczych (a takich jest niewiele) - powinno to coś o naszej tzw "demokracji" mówić...

      W sprawie "poślęcia Grodzkiego" sondaży chyba jeszcze nie robiono, a przynajmniej - nic o tym nie wiem.

      Chyba jednak nie sposób wątpić, że dla większości wyborców - jest to postać co najmniej - kontrowersyjna?

      Niby cała partia Palikota z samych takich odmieńców się składa - ale... nie sposób oprzeć się wrażeniu, że tym wyborem - ktoś jednak, chce kogoś upokorzyć, a komuś - dać do myślenia!

      Ponieważ JESZCZE nie czuję się upokorzony - uznałem, że trzeba o tym - pomyśleć..?

      Usuń
    5. W myśleniu (rozmyślaniu, przemyśliwaniu) jesteś nie do pobicia. A jak głosowałeś? :)))))

      Usuń
    6. @Jacek Kobus:
      "Niby cała partia Palikota z samych takich odmieńców się składa"

      Odmieńców? Większość z nich ma PZPRowskie korzenie, podobnie jak samo Grodzkie.

      Ech, aż się zastanawiam, może i ja powinienem wstąpić do jakiejś partii? Swoim zginąć nie dadzą... W sumie mógłbym do PiSu (mam znajomych), ale jakby mi pogrzebali w przodkach to mogłoby im się nie spodobać... ;)

      Usuń
    7. @Tomasz Gbur

      To się zrewanżuję radą za radę: nic - tylko do PSL! Ach, ta "zdolność koalicyjna"...

      @ Kira

      Jako nie-miłośnik demokracji - z zasady: nie głosuję. Dzięki temu nie legitymizuję - i nie czuję się wydymany przy okazji takich afer jak ta.

      Usuń
    8. @Jacek Kobus:
      Niby słusznie- ale tutaj decydują powiązania nawet już nie towarzyskie, a rodzinne; na Mazurach PSL jest słabe; nie znam żadnej dziewczyny ze swojej okolicy powiązanej z PSL, którą można by zbałamucić ;/

      Usuń
  3. Czy ona jest chociaż LUBIEZNA ? No ta bez jaja :)niby .... szałkini.

    OdpowiedzUsuń
  4. A jakie to niby są "kwalifikacje" potrzebne do sprawowania funkcji posła czy marszałka w demokratycznym państwie prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej? Znam dwóch fizyków kwantowych, którzy byli posłami (jeden z PO, drugi z LPR, gabinety na uczelni mają naprzeciwko siebie, w tym samym zakładzie) i nic mi nie wiadomo o tym, by wykazali się na tym stanowisku czymkolwiek więcej niż poślęcie Grodzkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miałem nadzieję, że Kolega, jako ekspert - wyjaśni raz na zawsze jak to naprawdę było z tym Incitatusem...

      Usuń
  5. offtop lekko spamerski :P

    taki temat koleżanka naskrobała na moim blogu:

    http://silownia-fitness.blogspot.com/2013/02/jazda-konna-sport-dla-elit.html

    może cie jako profesjonalistę zainteresuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst jest profesjonalny, nie mam nic do dodania.

      No, może poza tym, że naprawdę - sadzanie początkującego jeźdźca na nieujeżdżonym koniu nie sprawi, że będą mieli równe szanse! Przez co chciałem powiedzieć, że zaczynanie przygody z jeździectwem od KUPNA konia (jeszcze najlepiej - małego źrebaczka...) co, jak zauważyłem, jest typową "mokrą fantazją" właścicieli psów (bo się przyzwyczaili, że od szczeniaczka najłatwiej "wychować...) - jest bardzo wymyślnym (i drogim) sposobem popełnienia samobójstwa...

      Usuń
    2. to dzieło jednej z koleżanki z okolic R-O :-) ja akurat się przyznam - jestem laikiem w kwestii koni - tyle co za szczeniaka bryczką trochę powoziłem

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...