sobota, 16 lutego 2013

Ekonomika życia wiejskiego, cz. 3 - jak dbać o zęby?

Sprawa wydawałoby się trywialna, ale przecież - jakże potrafi dokuczyć! Zresztą, folklor docenia znaczenie tej części naszego aparatu gębowego - chociażby w sennikach, które widzą w śnie o zębach zwiastun znacznie poważniejszych kłopotów: choroby lub nawet śmierci.

Na Kociewiu balwierz miał zwyczaj wywieszać nad swoim przybytkiem szyld z napisem: wyrywom zamby i golanie - kto zgadnie, o co tu chodzi..?

Akurat, wygląda na to, udało mi się po raz kolejny zwycięsko wyjść z kryzysu na tym odcinku - więc pora na podsumowanie i praktyczne wskazówki dla Państwa.

Od 6 lat nie byłem u dentysty. Nie stać mnie.

Co zatem robię, żeby jakoś przeżyć..?

Po pierwsze i najważniejsze - trzeba jeść! Najlepiej byłoby zapewne jeść zdrowo, ale na to też nas za bardzo nie stać, jemy to co uda się kupić w "Pierdonce" lub na wareckim targu (ewentualnie: wyhodować lub znaleźć u siebie - ale to, na razie, poza sezonem, jest ciągle margines). Jakkolwiek, tu muszę zdecydowanie pochwalić Lepszą Połowę: nawet w "Pierdonce" zwykle kupujemy produkty relatywnie mało przetworzone, więc pewnie też - stosunkowo najmniej sztuczne...

W każdym razie: jeśli chce się mieć spokój z zębami, koniecznie trzeba ich używać. I wcale nie chodzi mi o to, że się wtedy lepiej ścierają (ta prawidłowość tyczy się raczej przeżuwaczy niż ludzi...), czy też, że się mięśnie szczęki ćwiczą. Po prostu: to jest martwa tkanka, a takie sypią się w pierwszej kolejności, gdy tylko dopada nas niedożywienie.

3/4 wszystkich plomb jakie posiadam dorobiłem się w ciągu pierwszych 3 miesięcy mieszkania w akademiku na Jelonkach, na pierwszym roku studiów - gdy, oderwany pierwszy raz w życiu od matczynej kuchni - po prostu nie umiałem jeszcze o siebie należycie zadbać.

Wydaje mi się, choć pewności nie mam - ścisłych obserwacji przecież nie prowadziłem - że wyeliminowanie z diety mięsa (co się nam nigdy nie zdarzyło totalnie - ale bywały okresy, gdy o zwierzęce białko było nam trudno...) - kłopoty z uzębieniem zwiększa.

Po drugie - należy używać dobrej pasty. My używamy od lat - za radą dentysty zresztą - wyłącznie (o ile tylko nas stać - i o ile da się kupić, bo ta pasta jest do dostania tylko w aptekach, a i to nie wszystkich - na Warkę zwykle rzucają tubkę sztuk raz i trzeba mieć trochę szczęścia, żeby ją wyśledzić...) francuskiej pasty "Elgydium", takiej biało - granatowej "przeciw paradontozie" (anti-plaque).



Nie jest to reklama, nikt mi za to nie płaci (choć, właśnie zauważyłem, że wygląda teraz ten post jak product placement, lub wręcz - artykuł sponsorowany... Hmm: to może mi ktoś zapłaci post factum, a..?) - tylko opinia: to rzeczywiście działa. Mimo, że jest coś 10 razy droższa od "zwykłej pasty" takiej, która stoi sobie na półce w "Pierdonce" chociażby - to i tak, zdecydowanie się ten nabytek opłaca. Różnicę widać już po miesiącu używania.

Akurat się nam tubka kończy. Podejrzewam jednak, że w ciągu najbliższego tygodnia czy dwóch, będę w jakimś Większym Mieście - to kupię, choćbym miał w tym celu z płynu karmelem barwionego zrezygnować...

Po trzecie - gdy tylko pojawi się pierwszy sygnał, że cokolwiek z aparatem zębowym lub jego najbliższym otoczeniem jest "nie tak" - a czuje się przecież ten sygnał, nie ma mocnych - więc: gdy tylko pojawi się najpierwszy, najlżejszy znak tego rodzaju - natychmiast zaczynam po kilka razy dziennie płukać paszczę płukanką.

Tu akurat, da się zaoszczędzić. Zdecydowanie najlepsze doświadczenia mam z płynem, bodaj też francuskim (nie mam, nie sprawdzę na etykietce...) o nazwie "Eludril" - mocne świństwo, do płukania trzeba rozcieńczać, wykręca paszczę na lewą stronę - ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby wszelkie oznaki zbliżającego się bólu zęba (podkreślam: zaczynamy tego rodzaju terapię gdy tylko poczujemy PIERWSZE oznaki, że "coś w paszczy przeszkadza" - a nie dopiero wtedy, gdy ząb boli: gdy ząb boli - trzeba iść do dentysty...) nie ustąpiły gdzieś tak po około tygodniu płukania. No, góra dwóch.

Ale "Eludril" jest drogi. I też - można go kupić tylko w aptece i to nie w każdej. W związku z czym, tym razem - od mniej więcej miesiąca po dwa, po trzy, a czasem nawet i po cztery razy dziennie, płuczę paszczę zwykłym, miętowym paskudztwem z "Pierdonki". I już myślałem, że się nie uda - ale nie: od kilku dni czuć poprawę. Powolną, ledwo zauważalną - ale poprawę.

A zwykły, miętowy płyn z "Pierdonki" jest jakieś 5 czy 6 razy tańszy od "Eludrilu" - więc, choć kuracja trwa o wiele dłużej - wygląda na to, że tego rodzaju oszczędność może mieć sens.

Lepsza Połowa na różne "ćmienia" i "bóle" poleca goździk. Uważam jednak, że to jest raczej maskowanie problemu, bo gdy goździk przestanie działać, "ćmienie" powraca. Po płukankowej kuracji - zwykle mam spokój na co najmniej pół roku. Czasem na rok.

A Wy - jak sobie radzicie..?

20 komentarzy:

  1. Nie radzę sobie, 4 lata dentysta mnie nie widział. Na szczęście nie miałam problemów z zębami. Teraz przy pobycie w mieście odwiedziłam moją "starą" wspaniałą panią stomatolog. W sumie byłyśmy zdziwione (bardziej ona) ponieważ tylko jeden ząb był do plombowania. Natomiast "na zapas" wymieniłam sobie dodatkowo 3 stare plomby, i wybieliłam zęby. Tak na wszelki wypadek ... pewnie pojawię się u niej znowu za ok 4 lata.
    Pastę wypróbuję, nie słyszałam o niej wcześniej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lykam 10tys jednostek wit D i 3ml sfermentowanego oleju z watroby dorsza. Ten ostatni dziala swietnie, bo wzmacnia cale zeby, ktore z jakiegos powodu po przeprowadzce do UK staly sie wrazliwsze.

      Usuń
    2. @ Koza

      Jak to "nie radzisz sobie"? 4 lata to niezły wynik!

      @ Daimyo

      Ale: dziennie, tygodniowo, miesięcznie..?

      Mnie w UK non stop łeb napierdalał. A wcale nie piłem. I nie przez niskie ciśnienie - w Holandii tak samo blisko morza, a nic mi nie było.

      Na szczęście - byłem tam tylko tydzień...

      Usuń
    3. Teoretycznie dziennie, ale w praktyce wychodzi raz na 2-3dni.

      Usuń
  2. Ja używam parodontax-u. Okropnie gębę wykrzywia, ale jest raczej skuteczny. "Myć albo nie myć? Oto jest pytanie"..., z którym zmagam się od lat rano i wieczorem. Nie cierpię myć zębów...

    OdpowiedzUsuń
  3. ok, z tymi recencjami konsymenckimi pasty to robisz mi konkurencje dla bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  4. a co do płukanki, to woda z sola jest wystarczająca, choć "mordę" wykrzywia okrutnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wystarczy zaparzyć duży kubek najtańszej czarnej herbaty (bez cukru) ostudzić i płukać

      stary sposób chinsko-syberyjski, do herbaty można dorzucić zioła, albo zrobić płukankę tylko z rumianku, szalwii, itp.

      ja także kupuję czasem płyn do płukania - czlowiek jest leniwy, ale lepiej płukac zęby tym co piszę powyżej, a nie kupnym badziewiem ze sklepu - chocby nie wiem ile kosztowało i jaka ekskluzywna marka to była

      a tak w ogóle odpowiedź ma ten post autora jest na blogu Racjonalne Oszczędzanie

      Usuń
    2. Odpowiedź jest populistyczna. "Szkodliwy fluor", "wielkie korporacje", "wysoka cena" - takie hasła nie mogą dobrze nastrajać czytelnika.

      Tymczasem: za każdym razem gdy odstawiałem moje "drogie", "korporacyjne" i "skomplikowane" Elgydium - bardzo szybko musiałem brać się za płukanki, bo natychmiast "coś" zaczynało w paszczy przeszkadzać...

      Usuń
    3. a mi ostatnio nie zleży na robieniu czytelnikowi dobrze,

      (no... czytelniczkom to jeszcze...)

      nie mam zamiaru propagować wiejskich zabobonów o dobrym działaniu fluoru, czy płynów typu Listerine, które wypalają usta jak płyn do sedesu


      wale na Racjonalnym Oszcżedzaniu czystą prawdę i tyle - może się nie podobać: uważam, że w 95% przypadków będziesz miał dobrze myjąc zęby prostą w składzie i bezfluorową pastą oraz płucząc je rumiankiem

      wyjaławianie jamy ustnej i te zabijanie 99,9% bakterii to glupota

      oczywiście biorę pod uwagę fakt, że ty możesz być w tej 5% części populacji, do której moje rady się nie stosują i rzeczywiście potrzebujesz jakiegoś składnika medycznego XYZ, który jest w tej magicznej paście

      Usuń
    4. Czy dzisiaj jest jakiś Międzynarodowy Dzień Kokieterii?

      Pod poprzednim wpisem jedna taka filozofuje o tym "jak niedobrze jest filozofować".

      A ten tu zasuwa najczystszy populizm i nazywa go "czystą prawdą (...) co może się nie podobać"?

      Przecież narzekanie na "korporacje", "chemię", itp. - to absolutny mainstream, totalna ortodoksja, oczywista oczywistość i gadka szmatka w blogosferzy. NIE ZNAM blogera, który by pisał inaczej!

      Hipsterką byłoby, bo ja wiem..? Zalecać szczepienia..?

      Waleniem "czystej prawdy" byłoby napisać ludziom, że powinni w ogóle myć paszcze - przecież 3/4 na pewno tego nie robi!

      No ale - o niewygodę własnoręcznego umycia paszczy trudno oskarżyć "międzynarodowe korporacje", które nic, tylko "czyhają" na zdrowie i życie Polaków - a są tak rozkosznie odległe i tak rozkosznie poza zasięgiem - że nic nie trzeba już po stwierdzeniu ich winy robić (i o to chodzi - żeby nic nie robić...).

      Bez urazy: właśnie chciałem Ci zrobić dobrze - i dlatego napisałem prawdę. Zrób z tym, co chcesz...

      Usuń
    5. sie nie tyle nie uraziłem, co twoja odpowiedź mi humor poprawiła

      dawno nie było jakiejś dyskusji między nami (ale uważaj, jak mnie obrazisz!!! to dzisiaj nie będzie wypitego kielicha za twoje zdrowie!!! więc uważaj :D haha)

      to jednak ja jestem mainstream i kwiat blogosfery, okazuje się, no to dobrze, bardzo dobrze, czytelnictwo się nabije, będę mial więcej buziek na fejsbuku, moja prózność będzie zaspokojona !!!

      Usuń
    6. To zaraz spróbuję Ci ten humor trochę zepsuć. Tak dla równowagi.

      Bo widzisz: tak ogólnie i generalnie - to masz rację.

      Z tym, że:
      - w tym konkretnym wpisie nie chodziło mi ani o markę pasty do zębów, ani o skład płukanki - pokazałem tylko, jak sam rozwiązuję problem, któremu na imię: brak dostępu do dentysty (a przy okazji: NIKT nie zwrócił uwagi na punkt pierwszy - mimo, że napisałem, że żarcie jest najważniejsze..?),
      - jak każdy mainstream, "anty-korporacyjność" zaczyna być nudna. Momentami strach otworzyć lodówkę, bo zaraz się z niej jakiś anty- systemowy manifest wysypie..!

      Co powiedziawszy: na jutro mam już prawie gotowy potwornie mainstreamowy, anty-korporacyjny tekst...

      Usuń
    7. ja akurat zwróciłem na aspekt jedzenia od razu

      i skojarzyłem to z twoja kampanią na rzecz jedzenia koniny i mięska - białko zwierzęce, wegetarianie i te rzeczy

      w rodzinie byly wyskoki wegetarianskie, co sie w szpitalach pokonczyly (ubytki kostne, itp), a niby była suplementacja i full profesjonalnie vege, eeehhh

      od dobrobytu sie ludziom w d*** poprzewracało i teraz gardzą pysznym i zdrowym mięsem końskim

      prywatnie popieram (także czynem, nie tylko słowem)

      Usuń
  5. Anti-plaque nie oznacza "przeciw paradontozie" tylko przeciw plytce nazebnej.
    A plukanie prochnicy nie wyleczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyleczy, nie wyleczy - a mnie pomaga. I co ja na to poradzę..?

      Usuń
  6. a ja na serio polecam przepłukać zęby łyskaczem (ale nie z lodu), coś się tam oczyści przy okazji, tylko potem wypluć szkoda

    OdpowiedzUsuń
  7. @Punkt pierwszy
    Przeczytalem taka ksiazke "Cure Tooth decay". tez dostepna na torrentach. Autor poruszyl w niej kwestie odzywiania. Wazne jest by jesc podroby. Zwlaszcza watrobke.

    OdpowiedzUsuń
  8. Polecam Elmex Fluoride; miałem uszkodzone zęby po noszeniu aparatu; powyższy preparat mi je skutecznie wzmocnił. Dobrze też czyścić nitką dentystyczną przestrzenie międzyzębowe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie też nie stać na dentystę, a do takiego z NFZtu nawet wołami mnie nie zaciągną, bo tylko taki łamaga pogorszy sprawę i stracę kolejny ząb w paszczęce. O nie, trzeci raz nie dam się na to nabrać.
    Stare plomby się kruszą - nowych nie ma za co wstawić. A że moje zębiszcza są wyjątkowo słabe (w odróżnieniu od kości, które są niemal nie do złamania), to i tych plomb się namnożyło w okresie dojrzewania i nieco potem.
    Niestety, jako że oszczędzać musimy na wszystkim, to płyn do płukania ust jest u nas rarytasem, a pasta wybierana jest na podstawie ceny, a nie wartości użytkowych. Mimo tego, stosując jeszcze raz na jakiś czas herbatkę szałwiową trzymam się dzielnie bez bólu. Dodatkowo, jako że na mało co nas stać, nie mamy łatwego dostępu do słodyczy... ba! Nawet cukier jest u nas oszczędzany, jak tylko się da. Unikając zatem pokus słodkich, jakoś dajemy sobie radę.
    Mięso jest potrzebne? No, w moim przypadku to nie działa, bowiem w domu rodzinnym byłam co dzień bombardowana mięsem pod każdą postacią: a to pasztecik na śniadanie, kanapka z kiełbaską do szkoły, solidny kotlet na obiad i jeszcze plaster polędwicy na kolację, a i tak zęby psuły się na potęgę. I nic nie dały jakieś Elmexy, Colgaty, czy inne Blendamedy lub inne szczotkowania obowiązkowe w szkole. Jak próchnica szalała, tak szalała.
    Miejmy nadzieję, iż nie spróchnieję do końca, póki sytuacja finansowa się w jakiś przedziwny sposób nie naprawi...
    Czego i Wam szczerze życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...