piątek, 1 lutego 2013

Dzieje pewnego szantażu

Istnieje chwyt erystyczny z którym spotkał się chyba każdy, komu przyszło spierać się – zwłaszcza w internecie – ze zwolennikami postępu, demokracji i „praw człowieka“ (jak również, oczywiście „praw zwierząt“). To zarzut, że kto się z tym ideami nie zgadza, ten jest „niedojrzały“. Trudno o większą bzdurę!

Dzieje tego szantażu sięgają roku 1784, kiedy to Immanuel Kant opublikował w piśmie „Berlinische Monatsschrift artykuł pod wiele mówiącym tytułem: Beantwortung der Frage: Was ist Aufklärung? Co zwykle wykłada się w skrócie jako: „Co to jest Oświecenie?“ Artykułu tego nikt już od 239 lat nie czytał, ale wszyscy doskonale wiedzą, co z niego wynika. Oto – zanim nastała epoka „Oświecenia“ – ludzie byli jak dzieci, posłusznie i bez własnego pomyślunku idąc za swymi „duchowymi kierownikami“. Teraz dorośli i zaczęli używać własnego rozumu, a żadni „duchowi kierownicy“, nie są już im więcej potrzebni.

Mniej – więcej w ten sam deseń zwykli nas atakować różnej maści „postępowcy“ także i dzisiaj. Śmiesz krytykować Świętą Demokrację? Znaczy – „dziecinny“ jesteś, bo uważasz, że wiesz lepiej od „większości“, co dobre, a co złe. Nikt ci przecież nie broni – jeśli uważasz swoje poglądy za słuszne, to załóż partię, przekonuj, agituj – może cię posłuchają? Słuchać nie chcą? Znakiem tego – sam jesteś sobie winien, więc milcz!

Nie podzielasz tzw. „moralnych odruchów“ tłumu egzaltowanych nastolatek i durnych bab spod magla, które razem stanowią właśnie ową „Świętą Większość“ w „Przenajświętszej Demokracji“? To chyba nienormalny jesteś! Idź się leczyć…

Nie czujesz przemożnej radości za każdym razem, gdy gosudarstwo kasuje 70% twoich dochodów, by rozdać je menelom spod sklepu, egzaltowanym działaczkom i biednym górnikom ze Śląska? Twój problem! Większość widać taką właśnie radość odczuwa, skoro regularnie podobne podatki uchwala.

Ów szantaż fałszywy jest u samych swoich podstaw. Przede wszystkim bowiem – nie ma najmniejszych dowodów na to, że ludzie współcześni są pod jakimkolwiek bądź względem „moralnie lepsi“, „dojrzalsi“, „doroślejsi“ – od współczesnych Kantowi pańszczyźnianych chłopów z Prus, średniowiecznych kmieci z Państwa Zakonnego, czy zgoła – paleolitycznych myśliwych mordujących mamuty i renifery.

Ba! Istnieje nawet teoria (w wersji raczej rozrywkowej znana jako tzw. „Aksjomat Cole’a“ ), wedle której ludzie tak naprawdę przez ostatnie 10 tysięcy lat – zgłupieli. Oczywiście: średnio i statystycznie (co jest, skądinąd, intuicyjnie zrozumiałe – skoro bowiem, jest nas coraz więcej, znakiem tego – presja selekcyjna środowiska zmalała – czyli: rosnące szanse na przetrwania mają osobniki coraz to głupsze…).



Jak już kiedyś pisałem – ludzie wyrobili sobie na wczesnym etapie ewolucji naszego gatunku tendencję do uważania zdań indukcyjnych, opartych wyłącznie na analogii i przypuszczeniu – za prawdy w sensie logicznym, tj. – niewątpliwe. Jest to zresztą cecha wszystkich w ogóle organizmów żywych – bo bez takiego mechanizmu psychicznego, życie zdaje się niemożliwe.

Jednak ta tendencja do bezkrytycznego zaufania do analogii i nie mniej bezkrytycznego – pomijania tego co nieznane w rozumowaniu – jest też mentalną pułapką, w którą ludzie, nawet skądinąd inteligentni, wpadają tym częściej, im większe mają do własnego umysłu zaufanie (trudno zaś o większy dowód ufności we własny rozum, niż demonstrowane na prawo i lewo przekonanie, że jest się mądrzejszym od swojego pradziadka…).

Nikt nie jest w stanie funkcjonować opierając się tylko i wyłącznie na własnym oglądzie rzeczywistości – świat jest na to stanowczo zbyt skomplikowany. Różnica między „człowiekiem normalnym“, a „człowiekiem demokratycznym“ polega na tym, że nieuchronne luki w wiedzy o świecie naszych pradziadków, wypełniała Tradycja: zobiektywizowane doświadczenie pokoleń.

Natomiast luki w wiedzy o świecie współczesnych „człowieków demokratycznych“ – wypełnia propaganda, indokrynacja, medialny szum.

Na takie dictum zwykli „postępwcy“ odpowiadać, że Tradycja już zdechła i nie da się jej przywrócić do życia – a w ogóle, to „warunki“ się zmieniły i cała ta mądrość pradziadków na nic jest we współczesnym świecie.

Coś w tym jest. Tyle tylko, że jeśli nawet przestała być już Tradycja – za sprawą zmian czysto technicznych – nieomylnym przewodnikiem w życiu – to z tego bynajmniej nie wynika, że propaganda, indoktrynacja, medialny szum – wypełniają tę rolę lepiej!

Wizja świata, jaką roztaczają przed nami „postępowcy“, zdaje się być na pierwszy rzut oka kusząca. Oto – ludzkość nareszcie „dojrzała“, „dorosła“ i „wyzwolona“ – pozbywa się swoich dawnych uprzedzeń, przesądów i mitów. W tym nowym, wspaniałym świecie każdy, niezależnie od tego, jak bardzo byłby porąbany względem tego, co dawniej uważano za „normę“ – ma wszelkie szanse na to, aby do końca i w pełni rozwinąć swoje szczególne uzdolnienia i „styl życia“. Nowa, „dojrzała“ ludzkość nikogo nie dyskryminuje i nie potępia, a każdy tak samo ma prawo do najlepszego zdrowia, szczęścia, dobrobytu i spełnienia marzeń…

Sami Państwo powiedzcie: czy to jest wizja świata właściwa człowiekowi dorosłemu – czy małemu dziecku, które żyje bajkami..?

„Postęp“ odsłania swój infantylizm totalnością swoich oczekiwań. Oto gdzieś, jakaś rodzina zastępcza zabiła powierzone jej dziecko. Jedna rodzina. Jedno dziecko.

Czy to jest „problem społeczny“? Dla współczesnego świata – takim się natychmiast staje. Jedno dziecko oczywiście bardziej zaprząta wyobraźnię niż tysiące dzieci („jedna śmierć to tragedia – tysiące śmierci to już tylko statystyka…“). To prymitywny odruch właściwy strukturze neuralnej naszego mózgu, na który nic nie możemy poradzić – a na którym żerują media, z lubością epatujące widzów czy czytelników zagłodzonymi dziećmi, małymi foczkami czy smutnymi oczami pięknych, grubych koni…

Świat współczesny zbudowany jest na takich właśnie, najbardziej prymitywnych odruchach – świat współczesny jest „idiokracją“, wcielonymi rządami nie-rozsądku i nie-rozumu, całkowitym przeciwieństwem owej rajskiej wizji, roztaczanej przez Kanta.

Człowiek dorosły winien wiedzieć i akceptować fakt, że zło jest nieuchronne – a w umiarkowanych dawkach: wręcz niezbędne do tego, aby maszyneria społeczna mogła w ogóle funkcjonować!

Dawnymi czasy informowała o tym każdego, w odpowienim dla niego czasie – właśnie owa, współcześnie już zdechła bez nadziei na reanimację – Tradycja. W której było miejsce i na dobro i na zło – na pocieszenie i na – niezbędną – niesprawiedliwość. Tak jest: niezbędną. Bez niesprawiedliwości, poniżenia, zbrodni – nie jest możliwa sprawiedliwość, godność, ani bezpieczeństwo. Nie jest to próżna gra słów, tylko twarda konieczność życiowa, przeciw której nikomu jeszcze nie udało się skutecznie zbuntować.

Szczęście jednych – implikuje z konieczności krzywdę innych. Ślepe dążenie do zniesienia tej zależności – najczęściej skutkuje pomnożeniem krzywdy. W najlepszym razie – skrzywdzeni są teraz ci, którzy dawniej krzywdzili. Bilans wychodzi na zero. Dodatni być nie może – i to wynika z samej natury rzeczywistości, z biegu procesów termodynamicznych we Wszechświecie, które nieuchronnie prowadzą od stanu koncentracji do rozproszenia i od wyższej energii do niższej. Życie, jako zorganizowany ład, jest wyjątkiem od ogólnej zasady entropii – i, aby swój wysoko zorganizowany ład w świecie chaosu zachować, z konieczności musi rozpraszanie się energii przyspieszać w sposób rabunkowy.

Ludzie niedojrzali, a bardzo często kobiety – nie potrafią tego prostego w gruncie rzeczy faktu, przyjąć do wiadomości. Już to tylko, że prawidła społeczne mają charakter statystyczny (a więc – z definicji i z natury świata, a nie z niczyjej złej woli – NIE DA SIĘ uratować „wszystkich chorych“, pocieszyć „wszystkich strapionych“, czy też wyzwolić „wszystkich uciśnionych“: ergo – jak by nie wyglądały zapisy „prawa rodzinnego“ i przepisy o adopcji – ZAWSZE będą JAKIEŚ skrzywdzone dzieci – to jest nieuchronne…), a nie po buchalteryjnemu kauzalny – jest dla prostych umysłów dzieci i (większości) kobiet: niepojmowalną zgoła obelgą. Jak to „się nie da“? Ale „JA CHCĘ“!

No i co z tego? Możesz sobie chcieć latać. I nawet może to ci się udać. Ale nie będziesz latać „za rozłożeniem rąk“ – jak ptak, anioł, czy Supermen. Prawa fizyki na to nie pozwalają – buntuj się, ile chcesz…

Zachowanie Pana Boga jest nie tylko niezmiernie wobec naszego gatunku taktowne, ale też i – taktycznie przemyślane. Wszechmocny zrobił co mógł (a może przecież – wszystko…), aby się przed nami ukryć. Co prawda, są tacy, którzy twierdzą, że dotknęła ich Rewelacja tak porażająca, że – jak św. Paweł chociażby – tracili przejściowo zmysły. Zyskując w zamian nie wiarę, lecz wiedzę o istnieniu Wszechmocnego i Jego względem nas zamiarach.

Tak się jednak dziwnie składa, że już w ich ustach – bynajmniej owa Rewelacja, z drugiej ręki niejako przekazywana – wcale nie miała na słuchaczy tak przemożnego wpływu, czego też dzieje samego Apostoła, wielekroć przecież wtrącanego do więzienia, wyganianego, a na koniec – ściętego – najlepszym są przykładem.

Dzięki temu nie tylko możliwe jest zachowanie pozoru tzw. „wolnej woli“ (o czym było obszerniej jakiś czas temu…), ale – co o wiele ważniejsze – możemy, co prawda – potykając się i kołysząc to w jedną, to w drugą stronę – robić to, co umiemy najlepiej: czynić sobie Ziemię poddaną. No bo – jaką mielibyśmy motywację do pracy wiedząc – że Wszechmocny, jeśli tylko zechce, wszystko może zrobić za nas..? Byłoby to niezmiernie wręcz demoralizujące!

Skoro nie możemy liczyć ani na Pana Boga, ani na zobiektywizowane doświadczenie przeszłych pokoleń – to cóż nam zostaje, czym powinniśmy kierować się w życiu..?

Czy pozostają nam tylko różne, a sprzeczne mniemania – i siła, która rozstrzyga, czyje mniemanie na wierzchu?

Gdyby tak było – to rzeczywiście, byłaby demokracja najlepszym z możliwych ustrojów, a kto w nią wątpi – niewątpliwie okazywałby tym swoją niedojrzałość, jeśli nie wręcz – aberrację.

Wiemy już jednak, że demokracja nie prowadzi wcale do wyborów najlepszych, czy chociażby tylko – najmniejsze budzących opory (bo jakby tak zsumować wszystkich „nowych wykluczonych“ – których nieubłagany postęp miażdży i poniża – to, mam wrażenie, byłaby to całkiem spora większość – tyle, że: jeden o drugim nic nie wie, własnym nieszczęściem porażony…). Demokracja prowadzi do idiokracji, do rządów zdziecinnienia i głupoty – bo tak jest… najłatwiej!

Nie proponuję żadnego „imperatywu kategorycznego“ – bo to raczej niemożliwe. Tym niemniej, pewne reguły prakseologiczne uważam za logicznie nieodparte.

Po pierwsze – w świecie, w którym brak jest jakichkolwiek bezdyskusyjnych pewników i drogowskazów – działać należy zawsze i wyłącznie: ostrożnie! Jeśli tylko jest to możliwe – pozostawiając sprawy własnemu biegowi i robiąc, co się da, aby zewnętrzne ingerencje w życie ludzkie – ograniczyć, wykluczyć, zminimalizować. Jest to dyrektywa „niedziałania“ – na cześć starożytnych Chińczyków, którzy jako pierwsi dostrzegli ten problem.

Po drugie – i to jest pierwszy wyjątek od dyrektywy „niedziałania“ – jeśli gdziekolwiek, w jakimkolwiek obszarze ludzkiego życia, JESZCZE funkcjonują jakieś resztki dawnej Tradycji – to należy robić, co tylko możliwe, aby owe resztki zachować i obronić. W szczególności – jeśli komuś wydają się przejawem zła, dyskryminacji, okrucieństwa itp. Czemuś to kiedyś służyło. Nie wiemy czemu. I właśnie dlatego że nie wiemy – mamy obowiązek tej właśnie Tradycji – za wszelką cenę bronić przed próbami zniszczenia za pomocą zewnętrznej ingerencji. Póki sama nie zniknie. A może właśnie – przetrwa i rozwinie się..?

Po trzecie – i to jest drugi i ostatni wyjątek od dyrektywy „niedziałania“ – powinniśmy pilnie badać naturę ludzką, nie stroniąc od analogii z innymi zwierzętami społecznymi – i, choć wiemy z góry, że efektem tego badania nigdy nie będzie wiedza w jakimkolwiek sensie tego słowa absolutna i ostateczna – to przecież, poczynione w ten sposób ustalenia, mogą być, tam gdzie Tradycja już nie istnieje – daleko pewniejszym drogowskazem praktycznego działania, od niskich instynktów tłumu, czy egzaltowanych „odruchów moralnych“ ogłupiałych konsumentów telewizyjnej papki.

Jeśli cokolwiek może nas ocalić od zagłady – to jest to nauka. Skądinąd: stanęliśmy na krawędzi zagłady także, poniekąd, dzięki nauce. Jak jednak każdy mężczyzna w Polsce dobrze wie: czym się strułeś – tym się lecz!

Kwestię tego, czy warto nas od zagłady ratować, czy nie – pominę. Osobniki jawnie demonstrujące brak instynktu samozachowawczego – tym samym dają dowód, że nie warto ich traktować poważnie.

10 komentarzy:

  1. No faktycznie, spotkałam się z atakami i było o niedojrzałości, zacofaniu, durnym wiejskim myśleniu :D



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Repertuar mają ci popaprańcy ograniczony...

      Usuń
    2. W chwili obecnej przetacza się dyskusja o uboju rytualnym. Jest to też tradycja. Czy sądzisz, że należy ją chronić?. Pies to niedojrzały wilk,to znaczy jego rozwój zatrzymuje się na wieku szczenięcym u wilka. Więcej jest mu niepotrzebne do egzystencji u boku człowieka.Zatem jeśli ludziom do przetrwania nie jest potrzebny wyższy poziom to niby po co mieliby go osiągać.Wyższy poziom więcej wątpliwości więcej pytań.

      Usuń
    3. W kwestii uboju rytualnego, nie mam zdania. W każdym razie: w niczym mi to nie przeszkadza, jak o tzw. "empatię" (której widać nie mam...) chodzi...

      Dalszego ciągu zwyczajnie nie rozumiem, więc się nie odniosę.

      Usuń
    4. Być może empatia jest Ci obca. Zatem ( czego nie życzę) w razie bólu zęba idziesz tradycyjnie na wsi do kowala.

      Usuń
    5. Być może empatia jest Ci obca. Zatem ( czego nie życzę) w razie bólu zęba idziesz tradycyjnie na wsi do kowala.

      Usuń
    6. Nie rozumiesz pojęcia "empatia" dziecko!

      Usuń
  2. Brawo Jacku ! trzeba wpajać resztki naszej starej tradycyjnej kultury, uczyć młodzież co dobre w/g mnie przydaje sie nauka interdyscyplinarna , mieszkając oczywiście na wsi .Pozdrawiam - kobieta):

    OdpowiedzUsuń
  3. Jacku,

    Gdyby to było takie proste z ta tradycja, byłoby cudownie. Ale nie ma czegoś takiego jak tradycja, są tradycje i samo to powoduje nieunikniony konflikt racji.
    Ponadto poczytaj o przeżytkach kulturowych u Malinowskiego, cześć z nich to własnie instytucje i rytuały wynikające z tradycj, kompletnie dziś dysfunkcjonalne - niestety. Dalej, rozdźwięk pomiędzy technologia a "moralnoscia" utrudnia, jeśli nie uniemożliwia wykorzystanie tradycji na wielu polach ludzkiej działalności.
    Tradycyjnie chłop palił w piecu wszystkim co miał, niektórzy dalej tak czynią, a wokół żółty, śmierdzące dym sie unosi. Tak aby przykład jakis zapisać.

    No ale cóż, tradycyjnie pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo!

      Poza tym, piszę przecież tylko o wyjątku od ogólnej zasady "niedziałania" - czyli, inaczej pisząc - "polegania raczej na spontanicznym biegu spraw, niż na heroicznej metodzie zawracania Wisły kijem".

      Jasnym też chyba jest, że dotyczy to takich przypadków, gdy ktoś usiłuje - tzw. "działaniem pozytywnym", czyli np. - ingerencją prawną - usunąć tradycję żywą i funkcjonującą. Czy ona jest dysfunkcjonalna, czy nie - tego nie wiemy. Skoro jednak istnieje, jest rzeczywiście praktykowana - to chyba, aż tak bardzo dysfunkcjonalna nie jest..?

      Żółty, śmierdzący dym jest nie do zniesienia w miastach, tu się zgadzam. Ale u mnie - raczej nie ma to większego znaczenia, jak nie chcę, to po prostu - nie wącham...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...