poniedziałek, 11 lutego 2013

Dylemat człowieka sprawiedliwego

Wrcóciłem dopiero co z miasta ludzi szczęśliwych: nie wiedzą co to pijar, nie mają prawnika – żyją tak, jak zwykło się żyć w epoce „przedponowoczesnej“. Doprawy: jest wielką niesprawiedliwością, że właśnie na ich dobre imię i życiowy dorobek czyha gang bezwzględnych wydrwigroszy…

Mowa oczywiście o Skaryszewie. Byliśmy tam dzisiaj z koleżanką berą z Re-Volta.pl na przedtargowej naradzie. Co z tego wynikło – to się Państwo dowiecie w swoim czasie.

Bardziej bym się chciał skupić na wyjaśnieniu – dlaczego jestem socjopatą? Tym samym, stwarzając tytułowemu „człowiekowi sprawiedliwemu“ – przykry dylemat. No bo przecież byłoby tak miło, gdyby wszyscy wszystkich kochali, w żadne „teorie spiskowe“ nie wierzyli – a jak już koniecznie musimy się różnić, to „my, sprawiedliwi“ – powinniśmy w każdym razie być uładzeni, stonowani i wybaczający.

No nie jestem ani uładzony, ani stonowany, ani wybaczający. Co gorsza: NAPRAWDĘ uważam dietę wegetariańską za bzdurny wymysł. Cokolwiek by na ten temat nie mówili tacy czy inni lekarze czy żywieniowcy – skoro człowiek przez 99% swojej historii wegetarianinem nie był – znakiem tego: nie jest to dlań strawa naturalna.


Długo i bardzo ciężko pracowałem na to, aby taki poziom „socjopatii“ osiągnąć – i jestem z tego osiągnięcia szczerze dumny. Dokładnie z tych samych powodów, dla których ze SWOJEJ odmiany „socjopatii“ tak dumny jest nasz przyjaciel, Wojtek Majda, znany także jako „Daimyo“. O czym swego czasu nader zajmująco opowiedział.[2]

Z natury jestem nieśmiały. Musiałem długo ćwiczyć, żeby bez zacinania się, swobodnie zabierać głos w nieznanym towarzystwie. Mam się zatem wstydzić tego, co udało mi się tak ciężką pracą osiągnąć..? To by dopiero było nienaturalne!

To są jednak przyczyny owego „dylematu człowieka sprawiedliwego“, by tak rzec – czysto formalne.

Co do meritum sprawy, to wypowiedziałem się wyczerpująco na Re-Volta.pl:

Mieszkam na wsi, hoduję konie, raz nawet jednego sprzedałem (fakt, że nie do rzeźni, tylko koleżance, do jazdy...), noszę gumofilce i kufajkę, codziennie taczką wywożę gnój od moich koni do ogródka lub na pole. Z sąsiadami się przyjaźnię, szanuję ich i nie uważam, abym był w czymkolwiek od nich lepszy, tylko dlatego, że Bóg wie po co - skończyłem studia?

Tak więc: jestem "gumofilcem", "rolnikiem", "rzeźnikiem", a nawet "handlarzem". Bynajmniej nie uważam, abym pod jakimkolwiek względem miał radykalne, czy "spiskowe" poglądy (ile razy mam powtarzać, że opieram się na tym i tylko na tym, co Tara oficjalnie, wyraźnie i jednoznacznie głosi?).

Moi sąsiedzi zostali zaatakowani - chce im się odebrać ich legalną własność i pozbawić jednego ze źródeł utrzymania. Jeśli umyję ręce i powiem, że "mnie to nie dotyczy" - bo przecież ja moich koni na rzeź nie hoduję - to jakim będę sąsiadem i przyjacielem? I jakim będę kretynem - wiedząc doskonale, że przecież na tym się nie skończy..?

Miałem już kilka lat temu starcie z "Vivą" o dorożki - "Viva" wtedy lobbowała za zakazem użytkowania zaprzęgowego koni. Na szczęście, udało się tę ich akcję skutecznie ośmieszyć i dzięki temu - storpedować.

Na forum "Świata Koni" starłem się kiedyś z przedstawicielką sekty "nevzorovców", którzy uważają, że należy zakazać wierzchowego użytkowania koni.

"Kwiatki", które tu Koleżanki powyciągały - to nie są żadne izolowane, jednostkowe wygłupy. To jest prawidłowość - sekta, system, partia polityczna, ideologia - mniejsza o nazwę. W każdym razie: jest to ideologia w sposób ewidentny wroga wszystkiemu, na czym mi zależy. W pierwszym rzędzie - jest to ideologia wroga... zwierzętom!

Bo sami powiedzcie: co to za "przyjaciel zwierząt", który pragnie... uśmiercenia lub co najmniej - zaprzestania rozmnażania - zwierząt?

Wielokrotnie ścierałem się z tym dziwnym, dla mnie oburzającym w najwyższym stopniu poglądem. Spotykam go w wielu miejscach, w wielu różnych środowiskach.

Powiem szczerze: pierwszy raz widzę, że mój sprzeciw nie jest już "głosem wołającego na puszczy" - że przynajmniej część z Was zaczyna dostrzegać z czym przyszło się nam mierzyć i jaka czeka nas przyszłość, jeśli teraz, po raz kolejny - cofniemy się, położymy uszy po sobie i uznamy, że jesteśmy "gorsi", "mniej moralni", "winni".

Aby można było starać się o dobrostan koni i humanitarne ich traktowanie na targu i w ubojni - najpierw, muszą w ogóle być jakieś konie. O to idzie spór. Nie o to, czy lepiej jest "straszyć", czy jednak może - "zakolegować się"..?

Owszem – moje wypowiedzi mogą się wydawać przerysowane, brutalne, może nawet – groteskowe. Ale tak trzeba. „Oni“ stosują w pierwszym rzędzie terror moralny. To jest – głoszą, że TYLKO ich poglądy: są słuszne, empatyczne, sprawiedliwe.

I mają rację o tyle – że większość tzw. „towarzystwa“, „salonu“, „lemingów“ – jeśli nawet nie popiera ich w 100%, to w każdym razie – chętnie przyznaje, że tylko oni są konsekwentni i szczerzy w swoich przekonaniach.

A ja im w twarz mówię, że są gównem. Dopiero wykąpanie „tak szczytnego ideału“ (jak zwykł o swoich libertariańskich bredniach mawiać mój inny, „ulubieniec“ – p. Jakub Woziński) w gnojówce – pozwala sprowadzić dyskusję na właściwe tory i nadać sprawie zdrowe proporcje.

Powiem to jeszcze raz, bo chcę być dobrze zrozumiany. Wybór jest następujący: albo uważamy, że „wartości“ o które walczy Tara są co do zasady słuszne, a co najwyżej – temperament ich poniósł w ich realizacji – albo owe „wartości“ odrzucamy.

Większość „ludzi sprawiedliwych“ skłonnych jest przychylić się raczej do pierwszego stanowiska. Uważam to za niebezpieczny błąd. Istotą „systemu wartości“ ekstremistów skupionych wokół Tary NIE JEST żaden tam „dobrostan zwierząt“, „empatia“, czy temu podobne. Istotą ich „systemu wartości“ – jest rewolucja. Dążenie do obalenia istniejącego porządku rzeczy i zastąpienia go nowym. Nawet – za cenę bezwzględnego mnożenie cierpień tych samych zwierząt o których „dobrostan“ rzekomo idzie!

Innymi słowy: NIE uważam, iżby „ekstrema“ z Tary, to byli tacy sami jak my, poczciwi i dobrzy ludzie, którzy tylko taktycznie pobłądzili i dlatego są zbyt radykalni. Bynajmniej – ich radykalizm jest właśnie istotą ich poglądów. Ci ludzie nie są ani trochę poczciwi i ani trochę dobrzy. To w najlepszym razie – bezwzględni wydrwigrosze, a w najgorszym – fanatyczni rewolucjoniści.

Jednocześnie – wcale nie jest tak, że odrzucenie „wartości“, które głosi „ekstrema“ – zaraz oznacza, że mamy – czego się widać boją „ludzie sprawiedliwi“ – oddawać na rzeź naszych spracowanych końskich emerytów, czy też – obowiązkowo wtrążalać mięcho nawet, jak komuś nie smakuje (sam też wolę kluchy!).

Mamy nasze własne wartości. Zasadzają się one na uczciwości. Uczciwie przyznajemy, że świat jest taki jaki jest – i tylko od nas zależy, czy jest ciut lepszy, czy ciut gorszy. Aby był ciut lepszy – trzeba mieć doń dobre nastawienie (NIE WIERZĘ w dobre intencje żadnego rewolucjonisty, który jest obojętny na uroki życia i urodę tego świata…), akceptować nieuchronne porażki i robić swoje, najlepiej jak to tylko możliwe. Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku – a każda zmiana na lepsze, aby była trwałą, musi się zacząć od mocnego postanowienia poprawy. Osobistej. Bo trudniej – ale też: szlachetniej – jest zmieniać jednak samego siebie – a nie innych…

Myślę, że to powinna być naturalna postawa każdego jeźdźca: czyż każdy postęp w jeździetwie nie zaczyna się od mozolnej pracy nad własnym – dosiadem..?



Konfucjusz twierdził, że starożytni mędrcy uczyli nie otwierając ust i naprawiali świat nie dobywając miecza z pochwy. Nie działali, a jednak – wszystko, co było potrzebne – zostało dokonane. Pomedytujcie nad tą zagadką!

Jeśli wywiozę tę pierwszą taczkę nawozu – świat będzie od tego lepszy, czy gorszy? A jeśli wywiozę drugą? Trzecią? Jeśli wyczyszczę dziś moje konie? Poganiam je przez chwilę? Pogłaszczę?


[1] Natomiast, moja przyrodzona próżność raduje się niezmiernie za każdym razem, gdy zmuszę kogoś do myślenia – choćby się ze mną nie zgadzał. Stąd – tak mnie rozczarował brak „hejterów“ pod wczorajszym wpisem. Naprawdę nie możecie im Państwo podrzucić linka na tego fejsbuka, którego używają..?

Skądinąd: byłem już bardzo bliski zarejestrowania się tamże. Ale po pytaniu „czy mam się połączyć z gmail i wyszukać twoje kontakty?“ – dałem spokój. Aż takim socjopatą nie jestem, żeby się z jakimś fejsbukiem wszystkim moim korespondentom narzucać…

[2] Swoją drogą, fakt, że w tak przesyconej skomercjalizowaną seksualnością epoce jak nasza, blog naszego przyjaciela wciąż cieszy się zaledwie umiarkowaną popularnością – dowodzi, moim zdaniem tezy, że tak naprawdę, z całym tym seksem, to jest jedna wielka ściema. Autorzy reklam wierzą, że to sprzedaje. Scenarzyści wierzą, że ludzie lubią sobie popatrzeć. W efekcie na pozór wydaje się, że szeroko rozumiany Zachód aż kipi od żądz. Co skwapliwie wytykają nam moraliści z innych części świata. A tak naprawdę – to 90% z nas kończy życie seksualne gdzieś w okolicach drugiego roku stałego związku – i od tej pory z rozkoszą oddaje się uprawie ogródka, hodowli koni, albo – i najczęściej – pielęgnowaniu piwnego brzuszka przed plazmą…

8 komentarzy:

  1. offtop:

    Jacek, u mnie i Riannon się chyba wegetarianskia dyskusja rozpoczyna: http://tiny.pl/h2182

    OdpowiedzUsuń
  2. "A tak naprawdę – to 90% z nas kończy życie seksualne gdzieś w okolicach drugiego roku stałego związku – i od tej pory z rozkoszą oddaje się uprawie ogródka, hodowli koni, albo – i najczęściej – pielęgnowaniu piwnego brzuszka przed plazmą…"

    No widzisz... I dlatego różnorodność jest taka ważna!

    OdpowiedzUsuń
  3. "A tak naprawdę – to 90% z nas kończy życie seksualne gdzieś w okolicach drugiego roku stałego związku.."
    Chyba jem za dużo mięska i mam za dużo testosteronu, a lat minęło już ...naście ;)
    (Pewnie dlatego, że nie mam ziemi, żeby na niej konie hodować!)
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do wegetarianizmu zgadzam sie w zupelnosci :)
    Jedyna cywilizacja (a wlasciwie grupa spoleczna) ktora przetrwala jako wegetarianska to w Indiach. A i tak, to byli wegetarianie a nie weganie. Smazyli wszystko na ghee (maslo klarowane), jogurty jedli, jaja tez.
    Inaczej sie po prostu nie da. Dzis moga sobie byc weganie, bo maja specjalne produkty, suplementy itd.
    Normalnie nie jest to dieta dostarczajaca wszystkich skladnikow potrzebnych do normalnego funkcjonowania czlowieka. Wyewoluowalismy jak wyewoluowalismy i nie ma co sie kopac z koniem...

    Natomiast co do przypisu numer dwa mam nieco inne zdanie, ale to ... inna kwestia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jacus poczytaj sobie co sie u nas dzieje z powodu polskiej i nie tylko koniny :-) siostra emigrantka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesądy i problemy jakichś tam Germanów - nic mnie nie obchodzą...

      Usuń
    2. dlaczego germanow? oni sie obrazaja za anglo-saxonow. a konina jest nie tylko kontynentalna w Walii 4 rzeznie przetwarzaly konie bez informowania publiki. Mozna tu kupic konika juz za £5 zwlaszcza jak starszy i chorowity. Co mnie rusza to podwojne paszporty czyste bez bute i prawdziwe z wpisem o lekarstwach.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...