środa, 27 lutego 2013

Co będzie, gdy ONI zwyciężą?

To znaczy: gdy uda się eko-faszystom przepchnąć w Sejmie zmianę statusu prawnego konia ze „zwierzęcia gospodarskiego“ na „zwierzę towarzyszące“?

W chwili obecnej jest w Polsce mniej niż 300.000 koni. Trudno o dokładne liczby, bo stan ten nieustannie się zmienia – akurat trwa pora wyźrebień! Generalnie jednak, z roku na rok koni jest coraz mniej. Wśród tych 300.000 koni około 30.000, może trochę więcej – to konie rekreacyjne, sportowe, używane w hipoterapii, czy do pracy w miejskich bryczkach. Reszta – to konie gospodarskie, które czasem (rzadko) coś tam pomagają swoim właścicielom na roli, ale większość czasu: próżnują, tyją – i są, koniec końców, sprzedawane na ubój.

Trudno o dokładne dane dlatego, że przecież żaden koń nie ma na czole wypisane „jadę do rzeźni“ – czy też przciwnie: „jestem kochanym tuptusiem, nikt mnie nigdy nie zje“. Owszem, można w paszporcie zrobić zastrzeżenie, że „koń nie przeznaczony do konsumpcji przez ludzi“ – co ma ten skutek, że weterynarz może mu podawać takie leki, których w innym wypadku podawać mu by nie było wolno. Sądzę jednak, że niewiele koni ma takie zastrzeżenie wpisane – bo też i nie każdy choruje na takie choroby, które by podawania szkodliwych dla ludzi leków wymagały.

Z całą pewnością NIE TRAFIĄ do ubojni konie stare, chore, kalekie – oraz kucyki, które nie osiągają co najmniej 500 kg masy. Takie konie, jeśli z jakichś względów ich żywot trzeba zakończyć – podlegają uśpieniu Morbitalem i utylizacji (poprzez spalenie) w firmie Bakutil. Dla mieszczuchów to jest dość kosztowna impreza, na wsi – zależy to od gminy: u nas akurat nic się nie płaci – ale to nie jest reguła. Cmentarza dla koni oficjalnie jeszcze w Polsce nie ma – ale przy co starszych i bardziej zasłużonych stadninach państwowych: mają swoje „aleje zasłużonych“. Zdaniem pana dyrektora doktora Treli z Janowa Podlaskiego – można tak zrobić, byle się dogadać z powiatowym lekarzem weterynarii. Miejscowy lekarz, gdy chciałem taką możliwość wysondować, aż się zagotował z oburzenia. Więc nie wiem: wolno (pod pewnymi warunkami) pochować konia w ziemi – czy nie wolno..?

Tych kucyków żadna ubojnia NIE KUPI

Bo, tak zupełnie na marginesie – miejsce na „koński cmentarz“ mam wcale niezłe: i niedaleko od Warszawy i spokój, cisza, ładnie tu (w sumie… jak już pozbierałem śmieci…).

Ale – wracajmy do naszych baranów. Czyli do eko-faszystów i ich chorej wyobraźni.

Nie ulega wątpliwości, że zmiana statusu prawnego konia, równoznaczna z zakazem „hodowli mięsnej“ w Polsce – MUSI spowodować dalszy i bardzo szybki spadek liczby koni.

Od razu napiszę, że kompletnie do mnie nie trafia argumentacja eko-faszystów i ich popleczników, wedle której lepiej w ogóle nie żyć – niż żyć krótko (czy to zawsze i z góry oznacza, że – nieszczęśliwie..?) i skończyć na talerzu.

Przepraszam bardzo: ale czy ktokolwiek z nas, rodząc się, miał gwarancję od Pana Boga, że dożyje do momentu, gdy będzie czytał te światłe słowa i rzuci się na klawiaturę smażyć jakiś paszkwilancki komentarz w odpowiedzi..?

Od Pana Boga, rodząc się, to mamy gwarancję tylko na jedno – że z całą pewnością, wszyscy pomrzemy. Niektórzy wcześniej, inni później – ale czy fakt ten spędza nam na codzień sen z powiek?

Owszem – trochę nieprzyjemnie się robi, jak przychodzi pan doktor z zaaferowaną miną i wręczając wyniki morfologii krwi mówi: „masz pan/pani raka – zostało panu/pani pół roku, może rok“.

O ile mi jednak wiadomo, żaden hodowca przy narodzinach „mięsnego“ źrebięcia nie szepcze mu na uszko: „no fajnie, fajnie – za rok, najdalej za dwa lata – pojedziesz w ostatnią drogę i będzie z ciebie fajna kurtka motocyklowa i sporo kotletów…“

A nawet, gdyby tak szeptał – to sądzicie, że źrebak to zrozumie..?

Więc: o co kaman? Rozumiem oburzenie na ewidentnie złe traktowanie zwierząt. Nie podzielam towarzyszącego temu oburzeniu „rewolucyjnego zapału“ – bo, osobiście uważam, że trwała poprawa dobrostanu zwierząt może wynikać tylko i wyłącznie z dobrobytu ich właścicieli, a nie z czego innego – ale mogę to zrozumieć. Natomiast tego gadania o „rozmnażaniu śmierci“ – nie pojmuję ni w ząb.

Logiczną konsekwencją założenia, że „nie należy rozmnażać zwierząt, jeśli mają żyć krótko (nawet, gdyby żyły szczęśliwie)“ – jest wniosek, że i ludzi nie ma sensu rozmnażać, a najlepiej – spuścić w cholerę tę bombę i skończyć z całym tym bajzlem raz na zawsze.

A to już jest czyste szaleństwo i tego, kto takie tezy głosi, co prędzej należałoby ubrać w kaftan z długimi rękawami i zamknąć w takim miejscu, żeby przypadkiem – nie przeszedł od słów do czynów. Tak się współcześnie nie robi – i macie tego skutki tu i ówdzie już widoczne. W przyszłości będzie ich więcej – zapamiętajcie moje słowa, bo są prorocze…

Kompletnym odpałem jest czepianie się w tym kontekście akurat koni. Hodowla koni ma z definicji charakter ekstensywny. Nie twierdzę bynajmniej, że u wszystkich hodowców wszystkie konie są zawsze szczęśliwe i niczego im nie brak. Tym niemniej, akurat konie MOGĄ być szczęśliwe nawet, jeśli z góry przeznaczone są do konsumpcji. Wystarczy tylko zapewnić im pastwisko, ruch, towarzystwo innych koni, dostatek (a niekoniecznie – nadmiar) pożywienia, wodę, jakąś osłonę przed wiatrem i kawałek suchej ściółki lub czystego piasku – a do tego: nie krzywdzić ich czynem lub zaniedbaniem – a będą szczęśliwe same z siebie, bo więcej koń do szczęścia nie potrzebuje.

Perspektywy życiowe pisklęcia wylęgającego się w przemysłowej wylęgarni kurcząt – są na ogół o wiele gorsze – i, doprawdy, niewiele da się na to poradzić…

Dlaczego zatem eko-faszyści uczepili się akurat koni – a nie kurczaków?

Kiedy odpowiadam, że zrobili to z przyczyn politycznych, bo wcale nie chodzi im o dobro zwierząt, tylko o władzę, więc wybrali sobie taki cel, gdzie najłatwiej im dotrzeć do szerokich rzesz laików – słyszę w odpowiedzi, że tworzę jakąś „teorię spiskową“. Dobrze, niech Wam będzie. Tyle tylko, że jedyna rozsądna alternatywa wobec takiej właśnie „teorii spiskowej“ – to przyjęcie, iż WSZYSCY eko-faszyści, co do jednego, są pospolitymi kretynami, niezdolnymi do elementarnego zrozumienia rzeczywistości.

Zwykle przyjmuję, że głupota jest PROSTSZYM wytłumaczeniem zjawisk skądinąd niezrozumiałych niż spisek. Jednak nie mniej ważną zasadą jest – unikać, o ile tylko to możliwe, stosowania tzw. „wielkich kwantyfikatorów“, czyli takich słówek jak „wszyscy“, „zawsze“, „wszędzie“. Tym samym – choć chętnie zgodzę się na to, że większość eko-faszystów to zwykli kretyni (zwani też „pożytecznymi idiotami“) – to przypisanie tak marnej kondycji umysłowej WSZYSTKIM – byłoby już tezą nadmiernie ryzykowną.

A skoro POWINNI się nawet wśród nich trafiać tacy, którzy jednak co nieco kumają z rzeczywistości – a MIMO TO zachowują się tak, jak się zachowują – no to widać: widzą w tym jakiś interes

Co zatem się stanie, gdy uda im się zrealizować cel, który głoszą – czyli (najprawdopodobniej na początku kadencji następnego Sejmu…) zmienią status prawny konia ze „zwierzęcia gospodarskiego“ na „zwierzę towarzyszące“ – a liczba koni w Polsce, i tak już niewielka – znowu spadnie..?

Podobno pani Karolina Wajda twierdzi, że zniknięcie z polskiego krajobrazu koni zimnokrwistych by jej nie przeszkadzało, bo to „nie jest żadna tradycja“. No cóż: a jej andaluzy – to jest jakaś polska specjalność może..?


To prawda, że konie pogrubione, czy zimnokrwiste, na większą skalę pojawiły się w Polsce (pomijając zabór pruski – ale i tam, byłaby to jednak raczej tradycja niemiecka…) dopiero w XX wieku, a dopiero od lat 60-tych hoduje się je przede wszystkim, z przeznaczeniem mięsnym. Nie można jednak ignorować faktu, że to jest 80 – 90% wszystkich koni w Polsce. Przeciętny Polak ma o wiele większe szasne zetknąć się z koniem – „grubasem“ – podczas wakacji czy innego, przypadkowego pobytu na wsi – niż trafić do którejś z około 1000 stajni rekreacyjnych lub sportowych (1000 stajni na taki kraj jak Polska – to nic…).

Dlaczego uważam, że ważną rzeczą jest, aby „przeciętny Polak“ miał jakieś szanse choć popatrzeć na żywego konia? Napisałem o tym na forum, pozwolę sobie się zacytować: Być może są ludzie, których to nie boli. Mnie boli. I uważam, że ja też tracę, za każdym razem, gdy likwiduje się kolejna wiejska hodowla. Tracę przede wszystkim: zrozumienie u innych ludzi dla mojej pasji! Już w tej chwili może 3% wszystkich Polaków kiedykolwiek bodaj dotknęło żywego konia. Może mniej. A to nie tylko znaczy, że my, koniarze, stajemy się w coraz to większym stopniu "dziwolągami" - ale też i to, że jesteśmy coraz bardziej bezbronni. No chociażby wobec takich szykan, jak Viatoll już od 3,5 tony, czyli od normalnego zestawu samochód + bookmanka...

W przeciwieństwie do wielu znanych mi hodowców (i sprzedawców – może dlatego właśnie: sprzedawcą zbyt dobrym nie jestem..?) uważam, że mój ewentualny biznes jako hodowcy – będzie szedł tym lepiej nie wtedy, gdy koni w Polsce będzie MNIEJ, tylko właśnie odwrotnie – gdy będzie ich możliwie JAK NAJWIĘCEJ. Im więcej będzie w Polsce koni w ogóle – tym posiadanie konia będzie łatwiejsze. Więcej będzie weterynarzy, kowali, producentów oferujących różnoraki sprzęt, wytyczonych szlaków dla turystyki konnej, stajni, może nawet – głupia rzecz, a pojęcia nie macie, jak przeszkadza jej brak, zwłaszcza w samotnych wycieczkach – czasem, przed niektórymi wiejskimi sklepami, pojawią się koniowiązy, które jeszcze z dzieciństwa pamiętam..? Więcej też będzie ludzi jako – tako przynajmniej obytych z koniem. W konsekwencji: będzie więcej klientów!

Mało tego! Uważam, że im więcej będzie w Polsce konkretnie koni achałtekińskich – z tym większą pewnością ja sprzedam swoje odsadki, jeśli taką podejmę decyzję. Bo po prostu – więcej ludzi takie konie zobaczy, a gwarantuję Wam, że kto je raz zobaczy – bardzo często: sam takich zapragnie…

Dlatego konsekwentnie, od lat oferuję pomoc każdemu, kto chce sprowadzić sobie konia achałtekińskiego – mimo, że mam trzy klacze i będę miał (mam nadzieję…) już wkrótce źrebięta. Ja się konkurencji nie boję: nasze Trzy Gracje i w stajni Najczcigodniejszego Prezydenta – nie byłyby takie ostatnie!

Konsekwencje zmiany statusu prawnego konia w Polsce oczywiście do samego tylko spadku liczebności koni (i skurczeniu się naszego „końskiego światka“…) się nie ograniczają.

Jak już wspomniałem, na czole żaden koń nie ma wypisane, że „jedzie do rzeźni“. Tak naprawdę, cała ta „zmiana statusu“ oznaczać będzie jedynie – zamknięcie krajowych ubojni i przejęcie interesu (oczywiście: zredukowanego jak chodzi o rozmiar – i ze znacznie niższymi zyskami dla hodowców…) w 100% przez ubojnie zagraniczne oraz – krajową mafię. O czym już, żartobliwie, wczoraj w komentarzu wspominałem.

W razie wprowadzenia tej zmiany prawnej zlikwidowane zostaną w pierwszej kolejności największe stada koni zimnokrwistych: akurat te, gdzie koniom było (na ogół…) najlepiej. Ale podradomski czy podkielecki chłoporobotnik, trzymający w komórce jedną lub dwie kobyły, których przychówek sprzedaje co roku tzw. „handlarzowi“, dzięki czemu może wyprawić swojej rodzinie Święta, bo to jego jedyny w roku ekstra-dodatek do nisko płatnej pracy w Warszawie, którą na codzień wykonuje – nie podda się tak łatwo.

„Handlarze“ jak skupowali konie od takich chłoporobotników – tak dalej będą je skupować. Tyle, że aby przewieźć je do Włoch, czy gdzie tam te ubojnie będą nadal funkcjonować – będą się musieli zorganizować w mafię. Hodowcy dostaną mniej pieniędzy – o tyle mniej, o ile trzeba będzie odpalić „działkę“ dla policjantów, „krokodyli“ z ITD i pogranicznych weterynarzy, którzy przymkną oko na transport – i o tyle mniej, o ile mafia, jak to mafia, zapewni sobie terytorialny monopol. Jeden lub kilku handlarzy – zbuduje sobie wystawny pałac dzięki temu monopolowi.

Nie posuwam się do twierdzenia, że właśnie O TO chodzi naszym eko-faszystom. Myślę, że ci głupi – tej konsekwencji (jak w ogóle większości konsekwencji…) po prostu nie dostrzegają. A tym mniej głupim – jest ona obojętna. Podobnie jak los koni który – w tych okolicznościach – na pewno ulegnie pogorszeniu, co do tego – nie można mieć wątpliwości!

No i oczywiście, o czym już wiele razy pisałem, konsekwencja ostatnia – być może najmniej uchwytna, bo nie bezpośrednia, ale – wcale nie najmniej dotkliwa: nie ma żadnej "naturalnej", "logicznej" granicy pomiędzy zakazem użytkowania koni jako pokarmu - a zakazem użytkowania koni do pracy w zaprzęgu, czy pod siodłem ("bo przecież konik się męczy"...).


Jeśli pani Karolina Wajda tej konsekwencji nie dostrzega – no cóż, pozostaje mi przykry obowiązek powiedzieć jej prawdę: jest po prostu – głupia. Nie wydaje mi się, aby mądrość była koniecznie wymagana od pięknych kobiet – ale czy naprawdę muszą się ze swoją głupotą tak publicznie obnosić..?

80 komentarzy:

  1. Napisz czasem coś wesołego i pozytywnego, chyba zaraz pójdę się zakopać w śniego-błocie po tym wpisie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za ten wpis. Im więcej będziemy o tym mówić/pisać tym większa szansa, że ludzie, którzy jeszcze nie mają "wypranych mózgów" przez tv spojrzą na sprawę trzeźwo. Najważniejszy jest dobrostan zwierząt i o to powinno się walczyć - by był przestrzegany. Bo niestety eko-oszołomy rzucają oskarżenia na hodowców koni, a szkoda, że nie widzą ile koni rekreacyjnych jest trzymanych w nie właściwych warunkach i użytkowanych ponad miarę. Sama znam z życia przykład, gdzie konie w ośrodku jeździeckim stały "na głębokiej ściółce" (pod ściółką było klepisko) czyli po prostu w gnoju po kolana, a stajenni nie wiedzieli w czym problem. Tej pani z telewizji śniadaniowej nawet nie chcę oglądać, podejrzewam, że jej wypowiedź była w stylu: zamknijmy Skaryszew, co jak dla mnie równa się zejściu handlu końmi do "podziemia" i na pewno nie poprawi ich warunków bytowania, no ale co z oczu to z serca... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się - los koni mięsnych się tylko pogorszy. Niemal przesądzone jest, że nigdy nie będą widzieć pastwiska, bo przecież z pastwiska to by nielegalnego konia mogła jeszcze ekologiczna satelita dojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  4. To wszystko jest przygnębiające, ale niestety prawdziwe, a tych "wypranych mózgów" jakby więcej wkoło. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Poza tym ja wciąż nie kumam czemu oszołomy tak sie uparli na to zwierzę towarzyszące. Pytałam na ich stronach i sensownej odpowiedzi nie dostałam. Pies i kot są zwierzetami towarzyszącymi. Wystarczy się przejść do najbliższego schroniska, żeby zobaczyć jaki zajefajny los maja bracia mniejsi towarzyszący :/. Czemu tak trudno pojac to oszołomom, mediom i innym cudom: nie uboj jest koszmarny - tzn. jest, ale mam wrazenie, że smierć z natury swej nie jest przezyciem cudownym ani dla umierajacego ani dla będącego przy tym - koszmarem może być przede wszystkim życie. I o to niech walczą - byle mądrze - o poprawę życia zwierząt wysyłanych na uboj. A biorąc pod uwagę specyfikę chowu, tak, raczej by sie skupili na tuczarniach świń czy kurcząt, bo konie mają zupełnie niezłe życie. Mnie tez byłoby szkoda zimnoków, gdyby zniknęły z krajobrazu. a już ich jest coraz mniej :((

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie myślisz, Jacku, że to całe ekologiczne zamieszanie już wynika z tego, że koni jest mało? Gdyby takie egzaltowane panienki miały kiedyś okazję zobaczyć konie, normalne konie normalnie traktowane przez właścicieli (przecież ludzie na wsi koni nie tłuką od rana do nocy!), patrzyłyby na to inaczej. Niestety, konie widziały może na obrazku, albo zaprzężone do dorożki w centrum miasta albo do furmanki w Zakopanym. Do tego naczytały się "Podróży Guliwera" i masz babo placek!
    Ja naprawdę nie rozumiem dlaczego nie można zaakceptować prostego faktu: są mięsne rasy koni i te konie są przeznaczone na ubój. Dlaczego ich hodowla ma być zakazana? Dlaczego w takim razie nie zabierają się do obrony kurczaków i świń? Bo świnie są mniej estetyczne, przypuszczam. "A te konie tak pacza..." a małe świńskie oczka są takie brzydkie, fe!

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno to piszę. Problemem jest połączenie ignorancji (zatrważającej ignorancji - dodajmy...) z niezaprzeczalnym faktem, iż konie to zwierzęta budzące bardzo silne emocje. Dlatego właśnie - w konie uderzyć jest najłatwiej. Tyle, że to oczywiście - NIC nie ma wspólnego z żadnymi rzeczywistymi problemami ich dobrostanu - a bardzo dużo: z walką o władzę...

      Polecam, tak na marginesie, artykuł z porannego Onetu: http://tiny.pl/h22n9

      Jak to na Onecie - chaotyczny i najważniejsze pomija. Wygląda na to, że polscy rolnicy przegrywają konkurencję z rolnikami niemieckimi i duńskimi jak chodzi o hodowlę świń. Co prawda, dziwnym z pozoru tego skutkiem, jest jednoczesny wzrost cen wieprzowiny w sklepach (przecież, gdyby tańsza wieprzowina wypierała z rynku droższą, to teoretycznie powinno być odwrotnie, nieprawdaż..?). Ale i to łatwo zrozumieć, gdy weźmie się pod uwagę, że jednocześnie - następuje monopolizacja tej produkcji i całego łańcucha dystrybucyjnego.

      Dokładnie to samo (oczywiście na mniejszą skalę, świń jest kilkanaście milionów...), stanie się z końmi: zarobią (niekoniecznie legalni i oficjalni) pośrednicy - stracą hodowcy i konsumenci.

      Usuń
  7. Zaczynam się przyzwyczajać do Twojego języka i poczucia humoru, Jacku:) W pełni się z Tobą zgadzam - bardzo dobry artykuł! Nie jestem jeszcze zbanowana u Tarowców więc będę linkować lub cytować we fragmentach jeśli pozwolisz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wtedy na pewno zostaniesz (zbanowana przez tarowcow) ;)

      Usuń
    2. @ Milenka

      Obawiam się, że tak właśnie będzie, jak Anonimowy pisze.

      Tym niemniej - po to właśnie ten tekst napisałem. Żebyście mieli w jednym miejscu "katalog" odpowiedzi na ich urojenia.

      Usuń
  8. Ja mam tylko jedno pytanie, bo mnie to ciekawi. Skąd pewność, że konie stare nie lądują w rzeźni? Rozumiem, że za takiego konia się dużo nie dostanie, mięso jest pewnie już nie najlepszej jakości, ale czy aby na pewno takie konie nie są ubijane w rzeźni? Słyszałam, że owszem, stare konie nie lądują na talerzach ludzi, ale kończą w puszkach jako karma dla zwierząt, więc jak to jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kwestia, co rozumiemy pod pojęciem "stary" koń? Koń kilkunasto, czy nawet i dwudziestoparoletni, ale w dobrej kondycji, bez widocznych, świeżych ran - może trafić do ubojni i wtedy zostanie przerobiony na karmę dla zwierząt. Ale koń "naprawdę stary" - który często ma już jakieś swoje starcze słabości - nie zostanie przyjęty do uboju.

      Akurat nasz własny Matuzalem - Gluś - prawie do samego końca wyglądał kwitnąco i jeszcze miesiąc przed jego śmiercią, oferowali mi się z "ostatnią posługą". Nie zgodziłem się. Nie wiadomo dokładnie, ile miał lat, ale na pewno - ponad 30.

      Za to Dalia chorowała przez kilka miesięcy - i wtedy już żadni tacy z niczym się nie oferowali, bo jasnym było, że nic z tego nie będzie. I tak jest zapewne - z większością naprawdę starych koni...

      Usuń
  9. Z całą pewnością NIE TRAFIĄ do ubojni konie stare, chore, kalekie – oraz kucyki, które nie osiągają co najmniej 500 kg masy. Takie konie, jeśli z jakichś względów ich żywot trzeba zakończyć – podlegają uśpieniu Morbitalem
    widzę że nie wiesz o czym piszesz - właśnie takie konie do rzeźni trafiają + źrebaki i kuce też Koni się nie usypia morbitalemm bo by tego za dużo zeszło
    - z pół litra chyba Usypia się je mieszanką barbituranów .Koń czuje strach i ból jak go wioża żywego z Polski na Sycylię bez jedzenia i picia, w przeładowanych ciężarówkach w których się przewracają i kaleczą. A konie rzeźne się tylko tuczy i nie dba ją o nie bo po co. I bicie koni albo praca ponad siły są nav porządku dziennym (myśli chłop). Wląsnie najwięcej jest koni pod siodło, rekreacyjnych a nie do roboty w polu. W każdym chyba większym mieście jest taka stajnia a pola z żytem nie..... Mnie się to podoba w niemczech że tam są utrzymywane przez stowarzyszenia konie zimnokrwisate (hodowle) tylko po to żeby rasa nie wyginęła. Nie rozumiem tutaj p. Karoliny. A takie są właśnie cechy odpowiedzalnej hodowli aby nie powoływać na świat zwierząt jeśli wiemy że długo nie pożyja. Dziś też można dokonać aborcji jeśli dzecko jest tak chore że np umrze niedługo po urodxeniu. I o tą sytuację chodzi a nie o to że nie wszyscy urodzeni dożyją 100 lat. Rozumiesz róznicę między wiedża od początku że max 3 mies życia a niewiedzą często prawie do końca ile go będzie (życia) trwała poprawa dobrostanu zwierząt może wynikać tylko i wyłącznie z dobrobytu ich właścicieli taa wlaściciel kasy jak lodu - a konie ledwo żywe. To że konie wcale nie muszą nieć super stajni wyłożonej diamentami to ok. Tylko jest róznica niędzy koniem zadbanym, przesadzeniem z tym ( wląsciciel - hiopchondryk??)a nie dbaniem o niego wogóle.W razie wprowadzenia tej zmiany prawnej zlikwidowane zostaną w pierwszej kolejności największe stada koni zimnokrwistych: akurat te, gdzie koniom było (na ogół…) najlepiej - można to rozwiązać na sposób niemiecki przecież. Acha kasa. Z tamtąd konie nie idą nar rzeż tyklo do takich robotrników. Robotnik spasuje jak mu się przestanie opłacać bo mu 3 kary/ grzywny przywalą. A to są ludze którzy z tego żyją a nie dodatek do czegoś. W przypadku zakazu hodowli mięsnej- Słowa klucze - gospodarstwo agroturystyczne, kulig, bryczka, rekreacja itp. Viva i kilka innych nie uczepilo sie tylko koni.Dlaczego uważam, że ważną rzeczą jest, aby „przeciętny Polak“ miał jakieś szanse choć popatrzeć na żywego konia? Napisałem o tym na forum, pozwolę sobie się zacytować: Być może są ludzie, których to nie boli. Mnie boli. I uważam, że ja też tracę, za każdym razem, gdy likwiduje się kolejna wiejska hodowla. Tracę przede wszystkim: zrozumienie u innych ludzi dla mojej pasji! Już w tej chwili może 3% wszystkich Polaków kiedykolwiek bodaj dotknęło żywego konia. Może mniej. A to nie tylko znaczy, że my, koniarze, stajemy się w coraz to większym stopniu "dziwolągami" - ale też i to, że jesteśmy coraz bardziej bezbronni. No chociażby wobec takich szykan, jak Viatoll już od 3,5 tony, czyli od normalnego zestawu samochód + bookmanka...
    Po tym co piszesz wcześniej to napewno nie jesteś konarzem - a ja myślałam że tak.... Nie wszystkie stajnie są oficjalne - niektórzy tak sobie trzymają konia do powożenia się na grzbiecie. Skąd te 3 %- na wsi jest więcej rekreantów. niż koni do orki. Ja mam zrozumienie mojej pasji wśrod ludzi którzy po prostu lubią zwierzęta. Samochód + buchmanka nie zwasze wyjdzie 3,5 tony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale ja bardziej wierzę oficjalnym statystykom PZJ i PZHK niż Twojemu "widzimisię", w usypianiu konia Morbitalem brałem udział dwa razy - i na pewno nie było to po pół litra, choć trochę mnie kosztowało.

      Ogólnie: ewidentny brak umiejętności formułowania myśli, który tu prezentujesz - dobitnie świadczy o chaosie panującym w Twojej głowie. Pozostawiam te komentarze na wiek wieków jako żywą pamiątkę, pomnik Twojej i innych eko-faszystów umysłowej miałkości...

      Usuń
    2. Takie jak ta powyżej, wypowiedzi są charakterystyczne dla Zielonych.
      Konie, jeśli się usypia, to właśnie barbituranami, z których składa się Morbital lub stosowany na Zachodzie, T61. Koni starych nie wysyła się do rzeźni, tylko ewentualnie na tzw. ubój z konieczności, a prawda jest taka, że większość hodowców-amatorów tak przyzwyczaja się do swoich zwierząt, że pozwalają im dożyć "swoich dni".

      Usuń
  10. .W przeciwieństwie do wielu znanych mi hodowców (i sprzedawców – może dlatego właśnie: sprzedawcą zbyt dobrym nie jestem..?) uważam, że mój ewentualny biznes jako hodowcy – będzie szedł tym lepiej nie wtedy, gdy koni w Polsce będzie MNIEJ, tylko właśnie odwrotnie – gdy będzie ich możliwie JAK NAJWIĘCEJ. Im więcej będzie w Polsce koni w ogóle – tym posiadanie konia będzie łatwiejsze. Więcej będzie weterynarzy, kowali, producentów oferujących różnoraki sprzęt, wytyczonych szlaków dla turystyki konnej, stajni, może nawet – głupia rzecz, a pojęcia nie macie, jak przeszkadza jej brak, zwłaszcza w samotnych wycieczkach – czasem, przed niektórymi wiejskimi sklepami, pojawią się koniowiązy, które jeszcze z dzieciństwa pamiętam..? Więcej też będzie ludzi jako – tako przynajmniej obytych z koniem. W konsekwencji: będzie więcej klientów!
    Może i racja - ale rekreacja i sport rozwjajś się w miastach więc jak tkoś chce to przyjdzie- a u mnie mała stajenka ma śćieżkę konną i tam nie ma problemu z wretami itp. A to że ktoś kona widzał to nie znaczy że jest jako tako obyty - to jeszcze nie tyko zwawieść dziecko na zajęcia. Klientów będzie więcej bo to modne - i uzależna
    Mało tego! Uważam, że im więcej będzie w Polsce konkretnie koni achałtekińskich – z tym większą pewnością ja sprzedam swoje odsadki, jeśli taką podejmę decyzję. Bo po prostu – więcej ludzi takie konie zobaczy, a gwarantuję Wam, że kto je raz zobaczy – bardzo często: sam takich zapragnie…
    upodobania "rasowe" to sprawa względna kurczeja mam nadzieję że one nie na mięso tylko do rekreacji albo coś w tym typie. Konie wychodzą z użycia i wchodzą w modę i dlatego będzie ich coraz więcej nie martw się
    Jak już wspomniałem, na czole żaden koń nie ma wypisane, że „jedzie do rzeźni“. Tak naprawdę, cała ta „zmiana statusu“ oznaczać będzie jedynie – zamknięcie krajowych ubojni i przejęcie interesu (oczywiście: zredukowanego jak chodzi o rozmiar – i ze znacznie niższymi zyskami dla hodowców…) w 100% przez ubojnie zagraniczne oraz – krajową mafię. O czym już, żartobliwie
    w polcse nie ma ubojni - one jadą na Sycylię żywe i dopiero tam są zabijane - jak dożyją. a mafia już jest - większośc ludzi którzy powinini pilnować jako takiego stanu i warunkow koni wywożonych ma to w d...
    Cena na koninę wzrośnie i ludzi nie bedze stać i interes padnie. Bo nikt normalny poniżej kosztów "wytworzenia" nie zejdzie (utrzymanie matki, opłata dla właściciela ogiera za krycie - albo utrzymanie też ogiera) nie ma żadnej "naturalnej", "logicznej" granicy pomiędzy zakazem użytkowania koni jako pokarmu - a zakazem użytkowania koni do pracy w zaprzęgu, czy pod siodłem ("bo przecież konik się męczy"...).
    no ja widzę różnicę między pracą (ta jest wskazana i w sumie każdy jakoś pracuje) a śmiercią w męczarniach ( i to ma być przyszły hodowca.... ale achałtńce fajne... chociaż araby odporniejsza)
    Bo niestety eko-oszołomy rzucają oskarżenia na hodowców koni, a szkoda, że nie widzą ile koni rekreacyjnych jest trzymanych w nie właściwych warunkach i użytkowanych ponad miarę. Sama znam z życia przykład, gdzie konie w ośrodku jeździeckim stały "na głębokiej ściółce" (pod ściółką było klepisko) czyli po prostu w gnoju po kolana, a stajenni nie wiedzieli w czym problem.
    prawdziwi miłośnicy zwierząt nie różnicują koni na to skąd są - z pola czy ze stajni i na każde złe traktowanie reagują tak samo. Trafiali ci się podrabiani chyba?
    Zgadzam się - los koni mięsnych się tylko pogorszy. Niemal przesądzone jest, że nigdy nie będą widzieć pastwiska, bo przecież z pastwiska to by nielegalnego konia mogła jeszcze ekologiczna satelita dojrzeć.
    już nie widują pastwisk wcale... a jeszcze hodowla mięsna jest legalna
    Pytałam na ich stronach i sensownej odpowiedzi nie dostałam.
    na jakich konkretnie stronach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zmiana statusu konia ze zwierzęcia gospodarczego na towarzyszące uderza w hodowców koni mięsnych, a nie w ośrodki jeździeckie, bądź panienki tak "kochające" swoje konie, że po szaleńczym galopie, bez rozstępowania, mokre wstawiają je do boksu i hola do domu, więc niestety losu tych drugich i tak się nie poprawi, tak samo jak nie poprawi się losu wiejskiego burka tkwiącego całe życie na łańcuchu przez tylko i wyłącznie zmiany prawne.
      Co do hodowli koni mięsnych cóż, nie daleko mojego miejsca zamieszkania jest jedna. Konie trzymane w chowie tabunowym, nie wyglądają na nieszczęśliwe, bądź zaniedbane.

      Usuń
  11. Pies i kot są zwierzetami towarzyszącymi. Wystarczy się przejść do najbliższego schroniska, żeby zobaczyć jaki zajefajny los maja bracia mniejsi towarzyszący :/.
    o niev też walczymy ale myślisz że tak łatwo wyadoptować psa nie szczeniaka jak wszyscy tylko szczeniaka chcą bo sobie coś dziwnego ubzdurali że starszy się niczego nie nauczy ( taa mój podopieczny jedną opanował w 5 min.)? i tylko te nie siedzą długo
    Czemu tak trudno pojac to oszołomom, mediom i innym cudom: nie uboj jest koszmarny - tzn. jest, ale mam wrazenie, że smierć z natury swej nie jest przezyciem cudownym ani dla umierajacego ani dla będącego przy tym - koszmarem może być przede wszystkim życie.
    (tak ? nie wiedzałam że śmierć - tym sposobem jak to się obecie odbywa czyli nikt nie przestrzega przepisów które prawdopodobnie trochę by pomogły jest tylko nieprzyjrmna) A rzeźnicy ... nie wiem czy dla nich to "nieprzyjemne". Chyba tylko w przypadko śmierci kogoś bliskiego ludzom jest niefajne dla tych co sa obok* niettozy zwierzęta też traktują jak członków rodziny
    I o to niech walczą - byle mądrze - o poprawę życia zwierząt wysyłanych na uboj. A biorąc pod uwagę specyfikę chowu, tak, raczej by sie skupili na tuczarniach świń czy kurcząt, bo konie mają zupełnie niezłe życie. Mnie tez byłoby szkoda zimnoków, gdyby zniknęły z krajobrazu. a już ich jest coraz mniej :((
    A to co robią? (na re wolcie był temat jak poprawić los koni bryczkowych na Krupówkach - które wiem,y jak skońaczą.
    Nie myślisz, Jacku, że to całe ekologiczne zamieszanie już wynika z tego, że koni jest mało? Gdyby takie egzaltowane panienki miały kiedyś okazję zobaczyć konie, normalne konie normalnie traktowane przez właścicieli (przecież ludzie na wsi koni nie tłuką od rana do nocy!), patrzyłyby na to inaczej. Niestety, konie widziały może na obrazku, albo zaprzężone do dorożki w centrum miasta albo do furmanki w Zakopanym. Do tego naczytały się "Podróży Guliwera" i masz babo placek!
    Ja naprawdę nie rozumiem dlaczego nie można zaakceptować prostego faktu: są mięsne rasy koni i te konie są przeznaczone na ubój. Dlaczego ich hodowla ma być zakazana? Dlaczego w takim razie nie zabierają się do obrony kurczaków i świń? Bo świnie są mniej estetyczne, przypuszczam. "A te konie tak pacza..." a małe świńskie oczka są takie brzydkie, fe!

    Ja co tydzień widzę konie które pracują - i mają się super naprawdę Opieka 1000% ponad standard gospodarski w tym szalonym kraju. I żal mi tych które się dobrze nie mają. Zależy jaki właściciel - niektórzy właśni tłuką co się normalnym ludzom podobać nie powinno. Ludziev którzy o konie walcża to najczęściej ci którzy opiekują się nimi codziennie. Może dlatego że chodzi też o sposó transportu- a świnie nie jadą pościskane i pokaleczone na Sycylię. Pewnie gdyby nie było takiego dlugiego transportu w takich warunkach i ubój nie byłby taki brutalny to wielu luszi patrzaloby na to i9naczej

    polecam filmy fundacji animal angel dla niedowiarków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy się przejść do najbliższego schroniska, żeby zobaczyć jaki zajefajny los maja bracia mniejsi towarzyszący :/.

      o niev też walczymy ale myślisz że tak łatwo wyadoptować psa nie szczeniaka jak wszyscy tylko szczeniaka chcą bo sobie coś dziwnego ubzdurali że starszy się niczego nie nauczy ( taa mój podopieczny jedną opanował w 5 min.)? i tylko te nie siedzą długo

      Bo nie powinniście walczyć o to, żeby ktoś te psy/koty zaadoptował, ale żeby ich nikt nie porzucał.

      Czy wy naprawdę wierzycie w te transporty na Sycylię? Przecież to absolutnie nieopłacalne! Konie trafią do pierwszej ubojni za granicą austriacką, no może dojadą w okolice Mediolanu, Turynu, czy Genuy, albo nawet Bolonii.

      Justyna

      Usuń
  12. ludzie to tak czytaja i nie przyswajają... mnie wciaż interesuje CO zmieni w zyciu koni bycie zwierzeciem towarzyszącym skoro bycie zwierzęciem towarzyszącym w żaden sposob nie zmieniło losu psów i kotów? To nie o nazwy zadbac nalezy, ale o zwiększenie kar i ich nieuchronność za znecanie sie walczyć trzeba.... ad. uboj - jeżeli obecnie nie jest "nieprzyjemny" to o co cała afera? 8/. ad. świnie - a obok mojej pracy jeźdżą transporty świń. I te świnie rozpaczliwie kwiczą. I co z tego, ze mają ustawowe warunki transportu. głupie nie są. w czym te kwiczace swinki gorsze od koni? Bo prawdę powiedziawszy przez te ich kwiki to ja już wieprzowiny nie ruszę... a jak konie mają nie jexdzić na Sycylię, to nie można dopuśić żeby stały się towarzyszącymi, bo wtedy będą jeździły i tak, a nawet tym bardziej. A przeciez im krótsza droga na uboj, tym mniejszy stres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, jedynie dotkliwe kary za złe traktowanie i ich egzekwowanie może poprawić los jakichkolwiek zwierząt.
      Popieram - świnie w transporcie tak rozpaczliwe kwiczą i cierpią, że trzeba nie mieć serca by jeść sklepową wieprzowinę. Dlaczego nikt o nie nie walczy? A krowy? Przecież to bardzo mądre zwierzęta, dlaczego mają być trzymane na mięso? Skoro konie nie to i krowy nie. Znam sytuację, gdzie krowy pasły się na pastwisku koło drogi. Jedna z nich miała się cielić więc została zabrana do obory. W międzyczasie przyjeżdżała śmieciarka (duży samochód, który musiały skojarzyć z samochodem z rzeźni). Krowy bardzo się przestraszyły, zaczęły ryczeć, a wieczorem nie chciały iść do obory. Kiedy w końcu zostały zegnane i zobaczyły, że ich "towarzyszka" jest w oborze podbiegły do niej i zaczęły wylizywać. Czy to są głupie zwierzęta? O proszę i pod wierzch też się nadają: https://www.youtube.com/watch?v=A96_V8tzKWM
      Dlaczego więc i ich nie zabronimy trzymać na mięso? W końcu "źli rolnicy" na pewno je również biją i trzymają w zamknięciu by sprzedać z zyskiem.

      Usuń
  13. Mnie akurat nie obchodzi, jakie zwierzę jest zabijane na mięso czy też dobrobyt koniarzy. Mnie obchodzi, żeby niewinne stworzenie nie cierpiało NIEPOTRZEBNIE. A wielogodzinny przewóz bez picia to chyba jednak męczarnia?

    Piszesz: "Logiczną konsekwencją założenia, że „nie należy rozmnażać zwierząt, jeśli mają żyć krótko (nawet, gdyby żyły szczęśliwie)“ – jest wniosek, że i ludzi nie ma sensu rozmnażać [...]"

    Cóż, jak czytam o kretynkach, które mają kilkoro dzieci, chociaż są biedne i nie mogą tym dzieciom zapewnić podstaw, to trudno mi to akceptować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy "wielogodzinny przewóz bez picia"? Konie podczas wysiłku i/lub w stresie - nie chcą pić. Jednym z trudniejszych elementów treningu rajdowego jest nauczenie konia, żeby jednak pił (bo inaczej, przy rajdach rozgrywanych na dystansie np. 160 km i w czasie kilkunastu godzin - grozi mu odwodnienie). 8 godzin bez picia, to chyba nawet i Ty byś przeżyła..? Zaiste - nie rozumiem: to mają te konie w łożach z baldachimami podróżować..?

      Nie widzę związku między kwestią "kretynek, które mają kilkoro dzieci, chociaż są biedne" - a kwestią tego, czy W OGÓLE należy, czy nie należy - rozmnażać ludzi.

      Generalnie: "kretynki, kóre mają kilkoro dzieci, chociaż są biedne" - to w ogóle jest temat na inną rozmowę, jeśli w ogóle...

      Usuń
    2. Jeśli dziecko miałoby być nieszczęśliwe, to czy należy uważać, że POWINNO się rodzić? To coś innego niż spuszczanie bomby.

      Usuń
    3. O tym, które dziecko "miałoby być nieszczęśliwe" będzie decydować właściwa komisja zakładowa związków zawodowych, matka czy Kira Wszechwiedząca..?

      Przestrzegałbym przed używaniem terminu "szczęście" - nikt nie jest tak nieszczęśliwy, jak rozpieszczony jedynak multimilionera, który wszystko może, a nic mu się nie chce...

      Usuń
    4. Jak można tak generalizować i wypowiadać takie ohydne opinie! "Kretynki, kóre mają kilkoro dzieci, chociaż są biedne" - Kira, a skąd wiesz dlaczego są biedne, jaki jest Twój poziom świadomości, by określić kogoś jako kretyna (sprawdź w słowniku co to oznacza).
      Jeśli chcesz walczyć o dobrostan zwierząt, zacznij od człowieka! Ten gatunek, prawdopodobnie lepiej rozumiesz...

      Usuń
    5. Tylko bardzo proszę - niech się z tego nie zrobi dyskusja o aborcji! Please! Znajdźcie sobie jakieś forum i tam dyskutujcie na ten temat...

      Usuń
    6. @Kira - dzieci potrafią być bardzo nieszczęśliwe (tak naprawdę, szczerze, po dziecięcemu) z różnych powodów. Mój najmłodszy ostatnio bardzo biadolił i jojczył, bo mu każę iść spać o 21,30. Był szloch, pretensje i stwierdzenie, że inne dzieci mają lepiej, bo mogą siedzieć jak długo chcą. On NA PRAWDĘ tak myśli.
      Jak pogrzebiesz w necie to znajdziesz informację, że dziecko potrafi popełnić samobójstwo, bo nie dostanie nowej komórki.
      Dzieci powinny się rodzić - bo taka jest naturalna kolej naszego biologicznego istnienia. Wszelka ingerencja ludzka zawsze skręca to w jakąś dziwną stronę. Kiedy w Indiach było za dużo dzieci, a za mało jedzenia nadeszła pomoc od ONZ - programy rolnicze, zwiększenie wydajności, nowe gatunki roślin. I co? Zaczęło się rodzić jeszcze więcej dzieci i dalej były głodne. Kiedy Chiny wdrożyły program zahamowania urodzeń zaczęły się dzieciobójstwa, a dzięki aborcjom od lat rodzą się prawie sami chłopcy. Teraz to jest problem i nieszczęście - brakuje im bab.
      Niech więc ludzie za dużo nie mieszają w tym kto i kiedy może się urodzić.

      Usuń
    7. @Jacek Kobus

      Nie przeginaj.


      @Anonimowy

      Można być biednym z wielu powodów. Ale DZISIAJ jest już tyle sposobów zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, że GROMADKA dzieci w ubogim domostwie budzi mój niesmak. No, poza rodziną tzw. polskich amiszów (państwo Martinowie bodajże, o ile pamiętam).


      @Archanioły i Ludzie

      A kto tu chce się mieszać? Po prostu jeśli rodzic nie jest w stanie wykarmić dziecka (czyli doprowadza do zagrożenia jego życia lub zdrowia), to opieka mu dziecko odbiera. Tego chyba nie można porównać do braku komórki, co? Znajmy umiar...

      Usuń
    8. PS. @Anonimowy

      Kretyn to w POTOCZNYM rozumieniu głupiec.

      Nie, nie zamierzam walczyć o dobrostan człowieka. Nawet nie ma mowy. Coś tak głupiego budzi moją odrazę. Jeśli już miałabym ruszyć tyłek, to w obronie KONKRETNYCH ludzi i w KONKRETNEJ sprawie.

      Notabene - jednak wolę zwierzęta.

      Usuń
  14. Ogólnie zabijanie czegokolwiek jest mi wstrętne, ale jestem tak skonstruowana, że samym powietrzem żyć, kurczę, nie mogę. Sama nie jem mięsa, bo coś mi to sklepowe szkodzi tak, że niemal skrętu kiszek dostaję. Pogodziłam się z tym, choć tęskno mi do mięsnych przetworów.
    Wiem, że wiele osób nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie bezmięsnej diety i obiad bez schaboszczaka, czy steku, to dla nich nie obiad i przyjmuję to ze spokojem. W końcu nie każdy człowiek może być trawożercą, prawda?
    Czemu nikt nie przyczepi się do transportu drobiu? Widzieliście kiedykolwiek, jak wyglądają na siłę powciskane warstwowo kury do płaskich klatek? Ja widziałam i ten obraz mnie prześladuje tak samo, jak kopyta klaczy, która pół roku stała w gnoju prawie po brzuch. I jej oczy pełne łez, które wytarły w sierści dróżki. I pozostawionej w schronisku suczki przez swego właściciela nie dającej się odgonić od bramy, bo przecież pan wróci i ją zabierze... I kota, którego jakieś pozbawione mózgu matoły związały i smażyły na wolnym ogniu póki nie stracił wszystkich dziewięciu żyć... I papug w zoologicznym, które jak jedna chorowały na świerzb, ale nikt (włącznie ze sprzedawcą) się tym nie przejmował. Nawet kiedy jednej z papużek dziób się złamał wzdłuż na pół, co uniemożliwiało jej jedzenie i picie.
    Myślicie, że nic nie chciałam z tym zrobić? Chciałam, ale wojowanie z fermami drobiowymi przerosło mnie, jako jednostkę, a fundacje skupiają się na koniach, psach i kotach. Dalej - ani drgnie. Przy klaczy pomagałam, jak mogłam, kiedy została już zabrana właścicielowi i rozpoczęto żmudny i długotrwały proces w przywracaniu jej kopytom normalnego wyglądu i zmniejszaniu bólu, jaki się wiązał ze staniem na takich "kapciach". Ile mogłam, tyle zajmowałam się porzuconą suczką. Wkrótce stała się mamą sześciu czarnych jak smoła szczeniąt, które chyba dom znalazły - nie mogłam dłużej tam pracować, jako wolontariusz, bo matura się zbliżała wielkimi krokami.
    Kotu pomóc już nie mogłam. Nie widziałam jego oprawców, a jedynie skutek ich działań.
    Papugom w sklepie chciałam pomóc, dopytując się sprzedawcy, czemu nie leczy ptaków, kiedy to tylko świerzb: koszt mały i roboty niewiele, a zdrowy ptak prezentuje się lepiej. Nawet wykupywałam co gorzej wyglądające ptaki i na własny rachunek je leczyłam, póki nie załapałam, że tylko napędzam zbyt... zgłosiłam sklep do TOZu i... nic. Ptaki nadal są chore, a sprzedawca zasłania się papierkiem, że wet ma stałą pieczę nad żywym towarem.
    I tyle w tym temacie. Czuję się bezsilna, bo fundacje walczą nie o te wartości, o które mi chodzi. Bo zwierzęta były od zarania dziejów hodowane na mięso, polowano i poluje się na nie, zarzyna - tak już jest ten świat skonstruowany. Czy będziemy przekonywać geparda, że lepiej by wyszedł na tym, jakby ogryzał gałązki i wpylał podeschłą trawę, niż uganiał się za antylopami? Lub zmuśmy węże, by przeszły na jarską dietę. Wszystko to jest do bani. Natura trochę inaczej pomyślała i zrobiła po swojemu, nie po ludzku.
    CDN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CD
      Nie jestem przeciwna rzeźniom i zwierzętom hodowanym stricte na mięso. Jestem przeciwna podłej jakości rzeźni, transportu i samej hodowli. Jeśli musisz zabij - zabij szybko, bez pastwienia się i napawania śmiercią istoty słabszej i zależnej od ciebie. Proste? Za dużo wymagam? Chyba tak...
      Cytowana we wpisie pani nie widzi problemu w tym, że znikną zimnokrwiste konie z Polski? A ja widzę. I bardzo będzie mi żal, że ich już nie zobaczę i nie będę mogła kupić, bo kocham te wielgachne koniska i lepiej wg mnie wyglądają, niż cienkopęcinowe sportowe wychuchane chucherka (takie mam zdanie, niekoniecznie zgadza się ono z prawdziwą wytrzymałością koni ciepłokwistych). Po prostu jestem zakochana w mocnych, wielkich koniach, które - jako żywo - pasowałyby pod pełnopłytową zbroję i na Polach Grunwaldu. Ot, takie zboczenie hobbystyczne ;)
      A niektórym Anonimom polecałabym się puknąć czołem w głowę. Może to przywróci racjonalny tok myślenia. Że koń się męczy w pracy, czy pod siodłem? No, męczy się, jak każdy z nas, kiedy pracuje fizycznie i uprawia sport. Czy to jest powód, by zakazać ludziom pracy i uprawiania sportu?
      Eko-faszystów (cytując za autorem wpisu) wysłałabym na leczenie nóg, bo na głowę już za późno.
      W ogóle nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, niestety. A gorliwość neofity jest gorsza niż przekonania fanatyka.
      Generalnie: ubój owszem, ale z empatią, bez męczarni niepotrzebnych i z szacunkiem do każdego życia. To samo dotyczy hodowania wszystkiego, co żywe i potrzebuje opieki. Nie róbmy nikomu, co nam sprawiłoby przykrość - rzecz prosta, a taka trudna.

      Usuń
    2. Co prawda ja olewam istnienie koni jako zwierząt gospodarskich, ale z resztą Twojego wpisu się zgadzam.

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się czasem chce zapalić papierosa ( chociaż ogólnie niepaląca jestem) w knajpie. Chyba nie mogę, co?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ależ oczywiście, że nic mi do tego.:-)

      Usuń
    4. @R-O - co za delikatnosc :) A tutaj pamietasz - malpeczko?
      http://boskawola.blogspot.com/2012/03/zadza-mordu.html#comment-form

      Usuń
  16. Tekst ciekawy, ale jest niezwykle podobny do tego, co wypisują "eko-faszyści". Jest w nim dużo agresji, braku szacunku i wielokrotnie powtarzanej i przeze mnie zacytowanej obelgi.

    Ot, treść fajna, ale forma odrzuca, tak samo jak odrzucają bojówkowe nawoływania Tarowców. Ci krzyczą "mordercy", Pan krzyczy - "faszyści". Szukam dalej ludzi o chłodnej głowie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia, ale raczej Pan/Pani takich nie znajdzie. Nie, gdy chodzi o władzę, sławę, wpływy i pieniądze (zwłaszcza gdy chodzi o pieniądze: a wiemy przecież, że o pieniądze tu chodzi...).

      I z jakiej racji ja miałbym szanować ludzi, którzy nie szanują mnie? Bo co? Bo mam drugi policzek nadstawiać..? To jest bardzo piękna rada - ale bardzo niepraktyczna...

      Usuń
    2. Swoją drogą, rzeczywiście należałoby się zastanowić na poważnie, jak tych "obrońców zwierząt" naukowo nazywać?

      Jest to ruch niewąpliwie totalitarny - skala ingerencji w życie prywatne, jaką proponują, mieści się pomiędzy "faszyzmem" (czyli: "wszystko dla państwa, wszystko przez państwo, nic przeciw państwu"), a "komunizmem" ("wszystkie zwierzęta są nasze"....).

      Określając ich mianem "eko-faszystów", tak naprawdę wyrządzam im uprzejmość - bo "faszyzm" jest jednak, na tle "nazizmu" i "komunizmu" ruchem stosunkowo umiarkowanym i w pewnych aspektach - może nawet uchodzić za perwersyjnie konserwatywny (tak, jak "perwersyjny tradycjonalizm" uprawia p. Szyłogalis, opowiadając te swoje łzawe bajędy o "ułanach"...).

      Oczywiście, subiektywnie mogą się "obrońcy zwierząt" na takie miano obrażać. To jest jednak ich sprawa. Ja próbuję ich tylko umiejscowić wśród innych ruchów ideowych ostatniego stulecia. I wciąż uważam, po tej skróconej analizie - że miano "eko-faszysty" jest dość ścisłe i nawet, w miarę pochlebne. Nawet wodzowski charakter ruchu - pasuje jak ulał!

      Nie będę się jednak upierać - a nawet, jestem bardzo ciekaw Państwa opinii na ten temat? Tylko: politologicznie proszę - analogii szukamy, a nie urządzam konkursu inwektyw...

      Usuń
    3. Jeśli ktoś utożsamia się z "eko-faszystami", poczuje się zaatakowany, zacznie się więc bronić lub mocniej barykadować - ale raczej nie wysłucha i nie dopuści myśli, że tekst może być mądry. Przeczytają ci, których i tak nie trzeba przekonywać. Poza tym, wiele osób odrzuca agresja i obelga, tak jak odrzuca spluwanie na chodnik.

      Oczywiście, jak i reszta wpisów, tekst bardzo ciekawy i będący ważnym głosem w tej mięsnej dyskusji. Pewnie od tego powinnam była zacząć komentowanie :)

      Usuń
    4. Coś w tym jest. Problem polega na tym, że dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że tu w ogóle żadnej dyskusji nie ma. Proszę zwrócić uwagę na to długie, chaotyczne i mętne wywody anonimowe w trzech częściach powyżej: wykłada się z nich nie inna INTERPRETACJA, a kompletnie inne FAKTY - tak, jakbyśmy żyli w zupełnie innych rzeczywistościach!

      Jakże tu przekonywać kogoś, kto wierzy w "transporty na Sycylię"..?

      Usuń
    5. Doczytałam dopisane komentarze i mój głos w rozmowie cichnie - jak elegancko nazwać "eko-faszystów" i jak przekonać - nie wiem.
      ***
      Ale niezwykle mi się podoba coraz głośniejszy głos, że dobrze by było, gdyby koń polski stał się nową gęsią kłodzką, silną marką wysokiej klasy. O silne marki wysokiej klasy po prostu się dba. Taki punkt widzenia się podoba, bo jest po prostu ROZSĄDNY.

      Usuń
    6. Witam szanownego autora. Proponuję nazywać w/w "arbuzami" co to na zewnątrz zielone a wewnątrz czerwone, a całkiem poważnie to bardziej adekwatną wydaje się nazwa post-bolszewizm. Większość quasi ochroniarskich ruchów posiada ścisłe kierownictwo o charakterze kadrowym i o zakamuflowanych celach, grupy te o charakterze i celach "przestępczych" otaczają się tabunami "wyznawców" którzy jako wojownicy "słusznej" sprawy o prawdziwych celach ich organizacji niewiedzą nic - bo i poco. Gdy nie wiemy o co chodzi, to zapewne o władze, pieniądze itd. Czekam z niecierpliwościom na zapowiadany kilka dni temu przez autora wpis dotyczący euro-jałmużny w rolnictwie. Z wyrazami szacunku Maniana.

      Usuń
  17. Jakoś mam wrażenie, że pośród tych "obrońców" koni mało jest koni użytkowników, jeszcze mniej koni posiadaczy, a już na pewno zero koni hodowców. Ciekawe, dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może dlatego, że łatwiej jest krzyczeć o "dobrostanie koni" niż być odpowiedzialnym za żywe stworzenie, dbać o nie, opiekować się nim, łożyć kasę na jego potrzeby? I to nie wtedy, kiedy wygodnie, tylko zawsze, w piątek, świątek i niedzielę?

      Usuń
    2. Mam takie przekonanie, że prawie wszyscy lub większość z tych "pięknoduchów" co to mają wielce szlachetne serca i małe rozumki nigdy nie musiał wstawać o poranku i choćby psa wyprowadzić.

      Usuń
  18. "Perspektywy życiowe pisklęcia wylęgającego się w przemysłowej wylęgarni kurcząt – są na ogół o wiele gorsze – i, doprawdy, niewiele da się na to poradzić…"
    - Czy mógłbyś przestać podsuwać idiotom nowe pomysły?!
    Po koniu następna będzie krowa, a potem świnia, a dalej drób.
    Ale cóż, żyjemy w szczęśliwym kraju, gdzie nie musimy zajmować się bytem i szczęściem ludzi, a jedyne, co nas kłopocze, to, czy koń się za bardzo nie spoci.
    Za to, żeby ludzi zbyt nie trudzić [intelektualnie] właśnie likwidujemy biblioteki szkolne. Znów parę złotych więcej można ukraść (a wystarczyłoby zwolnić paru urzędników i w kieszeni zostałoby to samo.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostały jeszcze jakieś nie sfilmowane lektury szkolne?

      Zresztą - bryki, opracowania i inne skróty - można sobie chyba ściągnąć z netu, prawda..?

      No to: po cholerę te biblioteki..?

      (ironizuję oczywiście...)

      Usuń
    2. Swoją drogą - zajrzyj pod link, który dałem w odpowiedzi na komentarz Justyny (dużo, dużo powyżej). Ten o świniach. Jak zwykle sceptycznie podchodzę do różnego rodzaju teorii spiskowych - tak w tym przypadku: trudno mówić o teorii. To już jest ewidentna praktyka!

      Usuń
  19. Strasznie trudny temat, ciągle śledzę Twoje wpisy i jakoś nie mogę wyrobić sobie zdania, to znaczy ciągle jestem rozdarta w tej kwestii. Rozum mówi co innego i serce też. Zgadzam się w jednym, że faktycznie dla Polaka nie ma rzeczy nie możliwych i zawsze znajdzie sposób, jeśli ustawa przejdzie to tylko mogą pogorszyć się warunki transportu, i podróż koni będzie dłuższa, bo już nie do naszych ubojni tylko po za granice. Jest to dla mnie o tyle trudny tema, że niestety parę lat temu, hodowca koni rekreacyjnych do którego chodziłam przez 15 lat i pomagałam mu sprzedał moją ukochaną klacz, którą wychowałam od źrebaka (miała 10 lat) na ubój tylko dlatego, że dostawała częste kolki i nie było już dla niej szans na wyleczenie, a on dzięki temu uniknął kosztów tak jak piszesz związanych z oddaniem konia do Bakutilu (zapłacili mu wtedy za nią 500 zł) Może komuś wydać się to śmieszne ale ja ciągle żyję z wyrzutami sumienia i nie potrafię znieść myśl, że wylądowała na czyimś talerzu, każda myśl o niej wywołuje u mnie łzy i poczucie strasznej nie mocy. Czy jej życie było warte tylko 500 zł ??? Gdybym wtedy miała prace i byłoby mnie stać to bez namysłu pokryłabym wszystkie koszty, żeby tylko doczekała się godnej śmierci przez uśpienie. Trudny to jest dla mnie temat i w zasadzie nawet z nikim o tym nie rozmawiałam i dopiero tu pozwoliłam sobie na tą wylewność. Teraz mam swojego prywatnego konia i obiecałam sobie, że do puki finanse mi pozwolą to będzie miał u mnie dożywocie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja tylko pozuję na takiego zimnego twardziela. Przecież obojgu naszych emerytów sam zamknąłem oczy, choć pewnie dostałbym za nich, gdybym ich w porę sprzedał, więcej niż 500 zł. Ale to był mój wybór. Za który tylko ja ponoszę odpowiedzialność - i zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałbym jeszcze dodatkowo wybierać ZA KOGOŚ..? A tego właśnie chcą nasi ulubieni "eko-faszyści". Oni chcą raz na zawsze i za wszystkich - sami zdecydować.

      Czy to jest w porządku..?

      Usuń
    2. @Jacek Kobus

      Dokładnie z tego samego powodu decyduje się za kobiety, czy wolno im wyskrobać dziecko z ICH WŁASNEGO brzucha - czy jednak nie.

      Usuń
    3. Niektórzy to powinni się poskrobać a może podrapać po głowie, wiedzą że coś ich ugniata i swędzi ale gdzie to zagwozdka?, a taki szympans zwierze, wie doskonale że to wesz na głowie i się iska.
      Dylematy dotyczące uśmiercania zwierząt to "codzienność" większości hodowców, jesteśmy tylko ludżmi. Każdy hodowca ma niezbywalne prawo i obowiązek decydować o życiu i śmierci swego zwierzęcia gdy zachodzi taka potrzeba. Prawa obowiązujące w zakresie t/z "dobrostanu zwierząt " były tylko przygrywką do legislacji która obowiązuje i będzie obowiązywać wszystkich posiadaczy zwierząt w "ue" . Wszystkim zatwardziałym legalistom przypominam że "Ustawy Norymberskie" były jak najbardziej prawidłowo i zgodnie z prawem uchwalone i obowiązywały w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej z skutkami jakie znamy. Pozdrawiam Maniana

      Usuń
    4. Nie ma czegoś takiego jak "prawo moralne". Istnieje prawo siły. Tak w III Rzeszy, jak w III RP. Tylko dzieci mogą bezkarnie twierdzić, że jest inaczej.

      Usuń
    5. Dzieci mają rację. Kira nie.

      Usuń
    6. Kto twierdzi, że coś takiego jak "prawo moralne" istnieje - ośmiesza się.

      Usuń
    7. Kto nie dostrzega w jaki sposób przekonania moralne ludzi podporządkowują sobie na przestrzeni dziejów siłę fizyczną - dowodzi tylko swojej wielkiej ignorancji.

      Jeśli dodamy do tego, że całkiem przypadkowo, jest to ta sama osoba, która filozofuje o... szkodliwości filozofowania - to może to być tylko znana blogerka Kira. Dziewczę tyleż uparte, co histeryczne...

      Usuń
    8. Wyimaginowałeś sobie moją histerię. Chyba projektujesz na mnie swoje przywary.

      Przekonania moralne miał też Hitler. Twoje czy moje są dokładnie tyle samo warte. Zwycięży silniejszy.

      A słabszy może wyć w poduszkę.

      Usuń
    9. Zamiast wyć, lepiej poczytaj sobie do poduszki Nietzchego. Paradoksalnie, akurat Ciebie może on z tego kultu siły wyleczyć. Przekonasz się, jak bardzo utyskiwał na "dyktaturę słabych"...

      Usuń
    10. Słabi mają często za sobą silnych.

      Ten, kto chce poznać życie, nie czytuje filozofów, tylko OBSERWUJE świat. Jakbyś wyszedł ze swojej głowy, to byś zrozumiał, kto tu wyje. To nie ja piszę tysięczny post o wrednych "ekologach".

      Usuń
    11. Twoje żenujące popisy myślowego prymitywizmu są już nad miarę nużące.

      Konsekwentnie filozofujesz. Zresztą - w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości, jak mamy być dokładni. I równie konsekwentnie zaprzeczasz, jakobyś filozofowała.

      Rozumiem, że skoro nie uczyłaś się logiki, to sądzisz - że logika Cię nie obowiązuje..? No to się mylisz...

      Usuń
    12. Czekam, aż sam wykażesz się logicznym myśleniem. W obrzucaniu ludzi błotem celujesz. W zmyślaniu na ich temat - również. Ale argumentów - nigdy. Sorry, nie będę się kopać z...

      Usuń
  20. Zgadza się, Ty czy ja mamy teraz prawo wyboru i postępujemy zgodnie ze swoim sumieniem, bo dla nas koń to właśnie towarzysz i przyjaciel, a hodowca koni rzeźnych patrzy na nie całkiem inaczej jak na zarobek, w pewnym sensie to jego praca, a co za tym idzie on nie przywiązuje się do tych koni. Dla niego koń ma takie znaczenie jak krowa czy świnia. Zresztą gdybym hodowała krowę lub świnię to też bym jej nie zjadła, a nie da się ukryć, że dla mnie obiad bez mięsa to nie obiad. Podsumowując to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardziej skomplikowane. W tej chwili czekam na wyźrebienie moich kobył. Być może - mam nadzieję - wszystko pójdzie świetnie. Ale może też pójść bardzo źle. Decydując się je zaźrebić - podjąłem wielkie ryzyko. W pewnym sensie: potraktowałem je przedmiotowo. Nie widzę sczególnej różnicy jak chodzi o takie potraktowanie konia (czy innego zwierzęcia) - a przeznaczenie go na rzeź. Zawsze podejmujemy ryzyko. Zawsze ponosimy jakieś koszty: materialne i moralne. Nie można powiedzieć, że hodowca koni mięsnych się do swoich koni "nie przywiązuje". To nieprawda! Znam kilku takich hodowców - i oni naprawdę swoje konie lubią. Po prostu tak samo jak ja zaryzykowałem życiem moich kobył, aby je rozmnożyć - tak oni godzą się z tym, że ich konie w pewnym momencie muszą pojechać w ostatnią drogę. To jest właśnie: dojrzałość..

      Usuń
  21. "trwała poprawa dobrostanu zwierząt może wynikać tylko i wyłącznie z dobrobytu ich właścicieli" - święte słowa.
    Wypada tylko dodać, że poprawa dobrobytu ludzi następuje zazwyczaj gdy państwo im nie przeszkadza. Ciekawe kiedy ci wszyscy głupcy którzy próbują "ulepszać świat" przez tworzenie nowych zakazów wreszcie zrozumieją jak są szkodliwi ????



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Często "ulepszacze" przeginają, ale ja jednak się cieszę, że za znęcanie się nad zwierzęciem grozi kara. Inaczej trzeba by takim skur...om szyby wybijać. Co każdy porządny człowiek by chciał zrobić...

      Usuń
    3. Otóż - jak zwykle - nie masz racji. Skoro cieszysz się, że państwo karze za coś, co sama uważasz za zło, to tak naprawdę - raduje Cię fakt, że zdjęto z Ciebie odpowiedzialność za moralne prowadzenie się bliźnich Twoich.

      Z wygodnictwa się cieszysz!

      Tak naprawdę przez większość ludzkiej historii żadnego państwa NIE BYŁO. Była, owszem - władza. Władza była zawsze. Ale była to na ogół "władza rozproszona", która działała WŁAŚNIE W TEN SPOSÓB, że zbyt nachalnie, zbyt bezczelnie i zbyt szkodliwie wykraczającym poza przyjęty kanon zachowań - no, szyb to nie wybijano, bo raczej mało kto takowe miał - ale: chałupę można było podpalić. Czy też, jak Jagnę w "Chłopach" - na wozie gnoju ze wsi wyświęcić.

      Były to czasy smutnej tyranii i totalnego panowania "jedynego słusznego światopoglądu". Obawiam się, że marnie byś wtedy skończyła.

      Ogólnie rzecz biorąc - i tak źle i tak niedobrze. Tyrania "moralnej większości" jest z zasady bigoteryjna, drobiazgowa i nader nieelastyczna. Ale za to - ma wzgląd na osoby, można się dogadać z bliźnimi swymi, odpokutować grzechy, a jeśli nawet i taka stuoka, "rozproszona władza" zbłądzi - to prędzej się do tego błędu przyzna i szkodę naprawi, niż władza gosudarstwa.

      Która dla odmiany jest bezosobowa, bezwzględna i (niemal zawsze) omylna - a jeśli ulega jakimś ludzkim uczuciom, to jest to: korupcja i kolesiostwo.

      Usuń
    4. Ciekawe, że NIGDY nie potrafisz udowodnić żadnej ze swoich opinii. Ale zaraz - właśnie dlatego są OPINIAMI, nie argumentami.

      Państwo ma pilnować przestrzegania prawa. A przynajmniej JA tego chcę. A prawo zajmuje się t a k ż e pewnymi kwestiami, że tak to ujmę, natury moralnej.

      A swoją drogą - to czy dzisiaj można samemu wymierzać sprawiedliwość? Zebrać grupę zabijaków i rozwalić komuś szyby lub nos? Zastanów się, zanim coś napiszesz, bo niedługo dojdziesz do wniosku, że za pedofilię powinien karać ojciec skrzywdzonego dziecka lub samozwańczy mściciel - byle tylko nie państwo.

      Oczywiście w jednym masz rację: wygrywa SILNIEJSZY. Zawsze.

      Usuń
    5. PS. Akurat Ty, którego tak drażni "wtrącalstwo", powinieneś być przeciwko samozwańczym sędziom. ;) Prędzej właśnie z prawem się dogadasz, wynajmując "papużkę", niż z kimś takim.

      Usuń
    6. Męczy mnie już Twój brak spostrzegawczości. Przecież wyraźnie napisałem, że "i tak źle i tak niedobrze". To czemu strzelasz Panu Bogu w okno..?

      Już nie mówiąc o tym, że cały ten Twój indywidualistyczny woluntaryzm zmieszałem z błotem wiele postów temu - i naprawdę, nudnym jest wciąż do tego wracać...

      Usuń
    7. Mieszać z błotem to i dziecko potrafi.

      Usuń
  22. "trwała poprawa dobrostanu zwierząt może wynikać tylko i wyłącznie z dobrobytu ich właścicieli" - święte słowa?! To raczej bzdura, teoria niczym nie poparta. O dobrostanie zwierząt decyduje przede wszystkim odpowiedzialność, wiedza i świadomość właściciela. Kwestie finansowe są tu drugorzędne. Przykładów osób majętnych, których zwierzęta cierpią z różnych powodów jest mnóstwo, tak samo jak i tych mniej zasobnych, czy mają jednego psa czy stado arabów.Skąd pomysł, że handlarz czy hodujący konie na rzeź jeśli będzie sam w dobrobycie, zapewni trwały dobrostan swoim koniom? Czy na ten dobrobyt właścicieli wpłynie większe pogłowie końskie? Jak, skoro większa podaż na rynku obniża cenę, a niekoniecznie zwiększa popyt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prymitywizm rozumowania typowy dla komunistów.

      Nawet nie wiem, po co miałbym tłumaczyć, skoro przez pół komentowanego tekstu wyjaśniam DLACZEGO im więcej koni - tym większy popyt na konie - a widać, że bez skutku...

      Usuń
    2. Społeczeństwa o wysokim poziomie dobrobytu które możemy obserwować na zachodzie dają najlepsze świadectwo. Ogólny dobrobyt sprzyja też poszanowaniu praw zwierząt i zwiększeniu ich liczebności. Po prostu ludzie bogatsi którzy zaspokoili już swoje podstawowe potrzeby materialne zaczynają zwracać większą uwagę na edukację i zrozumienie świata.
      Oczywiście zarówno wśród bogatych jak i biednych trafią się jednostki zwyrodniałe, tak było jest i będzie, to naturalne prawo natury (statystyka).

      Co do teorii, że o ile wzrośnie pogłowiem koni to i mogą wzrosnąć ceny na te zwierzęta. To jest bardzo słuszne ponieważ wzrost dostępności wielu dóbr powoduje też większe zainteresowanie pośród konsumentów.
      Sam jestem kolekcjonerem starych mebli, podobnie jak hodowla koni jest to niszowa dziedzina gospodarki. Dawniej, kilkadziesiąt lat wstecz tematem zabytkowych mebli interesowała się tylko garstka znawców i handlarzy. Obecnie, zwłaszcza po otwarciu granic mamy zalew antyków, wręcz niewyobrażalne ilości w stosunku do tego co było dawniej. I co z tego ??? Otóż pomimo, a może dzięki tak dużej ilości dostawców i możliwych do kupienia obiektów handel antykami stał się poważną gałęzią rynku.
      W Ameryce jest taki dowcip, a w zasadzie historyjka: w pewnym małym miasteczku żył sobie pewien adwokat. Nie posiadał w okolicy żadnej konkurencji w swojej branży i przez całe lata wiodło mu się bardzo skromnie. W pewnym momencie pojawił się konkurent oferujący również usługi prawne. Po kilku latach w tym samym miasteczku było już sześciu adwokatów. I o dziwo gdy liczba adwokatów przyrastała to się okazało, że każdy z nich się bogaci. Nawet ten pierwszy na stare lata doszedł do dużych pieniędzy.

      Usuń
    3. Żeby ludzie się czymś mocno interesowali, nie może być to coś dziwacznego, bardzo nietypowego. Ale żeby "producenci" (usługodawców też w to wliczam) nie stracili, to nie może być tego za dużo. Powinno być od - do.

      Usuń
    4. Taka prawidłowość dotyczy nisko cennych, standardowych, łatwo zatępowalnych dóbr i usług typu bułki albo korepetycje. W przypadku rzeczy tak unikalnych jak rasowe konie czy dzieła mistrzów malarstwa albo snycerki: nie istnieje tego rodzaju zależność między podażą a popytem. Bo po prostu - dwóch takich samych z definicji nie ma. A cenę dyktuje moda. Co jest bardziej modne - to, co ma każdy "szanujący się" członek klasy średniej - czy to, co ma tylko co tysięczny..?

      Usuń
  23. Bardzo mądre słowa. Wszystko co chodziło mi po głowie w tym temacie złożone w jedno! Gratuluje świetnego wpisu i bardzo życiowego podejścia którego tak niewiele w tych czasach

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...