poniedziałek, 25 lutego 2013

Błąd indywidualistyczny

Zarzucono mi kilka razy, że porównując zachowania człowieka do behawioru innych zwierząt, popełniam tzw. „błąd naturalistyczny“ – bo człowiek to „coś innego“ (aczkolwiek, po prawdzie, nie do końca wiadomo co?[1]). Ojcowie – założyciele liberalizmu, współcześni libertarianie i wolnościowcy – wszyscy oni popełniają „błąd indywidualistyczny“. Z tym, że niektórzy przynajmniej – zdawali sobie z tego sprawę: śmieszni są tylko ci, którzy tego nie dostrzegają…

Na czym polega „błąd indywidualistyczny“? Na założeniu, iż człowiek jest istotą rozumną, racjonalnie kalkulującą korzyści i zagrożenia, zyski i koszty – i że można go do czegokolwiek przekonać w drodze logicznej argumentacji. Dajcie spokój: czy – gdyby tak było naprawdę – to byłby jeszcze gdzieś na świecie kraj, w którym nie zapanowałby liberalizm? Albo zgoła – libertariańska anarchia..?

Widzimy, że jest przecież zgoła odwrotnie: coraz mniej jest miejsc na świecie, gdzie człowiek o wolnościowych przekonaniach może się czuć „u siebie“, gdzie go nie molestuje taki lub inny rząd i jego absurdalne na ogół prawa.

Konstatacja tego faktu prowadzi często na manowce jakichś monstrualnych teorii spiskowych: „rządu światowego“, „spisku banksterów“, „Codex Alimentarius“ – i co tylko jeszcze chcecie.

Tymczasem rzeczywistość jest dużo prostsza. Wystarczy przyjrzeć się założeniom. I trochę poobserwować, porozmawiać z ludźmi – wejść na takie strony, gdzie wypowiadają się autentyczni „ludzie pracy“, a nie zmanierowane wykształciuchy.

Jak po takim badaniu wygląda świadomość większości współczesnych Polaków?

Generalnie, da się ją zamknąć w dwóch hasłach. Po pierwsze: „wszyscy kradną“. A po drugie: „wszystko da się spieprzyć“.

Zauważmy, że są to hasła samospełniające się. Skoro „wszyscy kradną“ – to dlaczego ja jeden, jedyny – mam być wyjątkiem? Skoro „wszystko da się spieprzyć“ – to niby dlaczego ja jeden, jedyny – mam się szczególnie starać, żeby tego uniknąć?

Skoro „wszyscy kradną“ – to po jaką cholerę w ogóle słuchać, co ci dziwni ludzie z rządowych limuzyn, z telewizji, z gazet – mają nam do powiedzenia? Skoro „wszystko da się spieprzyć“ – to dlaczego niby robić cokolwiek, przecież skutek będzie i tak – taki sam, jak zawsze?

Posłuchu wśród ludzi nie zdobywa się przekonywaniem. Popularności nie przynoszą racjonalne argumenty. Łatwiej jest dotrzeć na Marsa – niż do świadomości bliźniego swego.


Tyle, że „wolnościowcy“ zwykle nie chcą tego robić – przecież, ich zdaniem, ludzie powinni być wolni – a skoro powinni być wolni, to powinni być też i rozumni i racjonalni, czyż nie?

Nie tylko więc sam „przekaz liberalny“ jest ogółowi współobywateli wstrętny (o czym już wiele razy pisałem) – albowiem zdecydowana większości ludzi wcale NIE CHCE być „wolna“. Również metoda, której „wolnościowcy“ używają, aby swój „przekaz“ rozpowszechniać – jest z założenia nieskuteczna.

W ten sposób da się przekonać co najwyżej socjopatów. Takich jak piszący te słowa – i jak zapewne, zdecydowana większość „wolnościowców“. Jak już kiedyś wspominałem – nie jestem „typem hulaki“. Tłum ludzi wywołuje u mnie ostrą reakcję alergiczną. Czy zaszyłbym się w Boskiej Woli, gdyby było inaczej..?

Podstawą „błędu indywidualistycznego“ jest zatem mizantropia. Musi to być jakiś błąd w strukturze neuralnej mózgu. Zwykle bowiem, gdy zdarza mi się zetknąć z jakimś masowym uniesieniem – moje neurony reagują gwałtownym i brutalnym protestem. Dlatego cierpię katusze na różnych tradycyjnych spędach, typu wesele (brrr…) – a widok skandującego hasła tłumu wywołuje u mnie automatycznie agresję. Niezależnie od tego, JAKIE hasła ów tłum skanduje!

Być może, jest to też po części kwestia czysto biograficzna: byłem za smarkaty, żeby odczuwać jakieś uniesienie z powodu „wróconej wolności“ w roku 1989 – a za stary, żebym miał zapalać światełka po śmierci Karola Wojtyły. „Histeria smoleńska“ mnie ominęła, bo wtedy byłem już na wsi. Protestów przeciw ACTA nawet – jak sami wiecie – nie zauważyłem i do tej pory nie rozumiem, jak można uważać za „doświadczenie pokoleniowe“, za coś wielkiego – sprawę tak duperelną..?

Jeśli zatem teraz analizuję mój „błąd indywidualistyczny“ i przychodzą mi do głowy jakieś wnioski – to jest to równoważne rozważaniom teologicznym prowadzonym przez ateistę. Ateista może docenić społeczną rolę religii (jak Nowosilcow w „Dziadach“…) – ale czy sprawi mu różnicę, jak w szczegółach wygląda dogmatyka tej religii..?

Co można zrobić, aby realnie „ruszyć z posad bryłę świata“? W przypadku Polaków – działaniem realnym i praktycznym byłoby zastąpić czymś w świadomości prostych ludzi hasła „wszyscy kradną“ i „wszystko da się spieprzyć“. Czym? Przecież nie żadną „drogą do wolności“..!

Tak naprawdę, wyjście jest tylko jedno – WYWOŁAĆ jakąś masową histerię, masowe uniesienie – bazujące na instynktach równie pierwotnych i równie silnych jak stojąca za hasłami „wszyscy kradną“ i „wszystko da się spieprzyć“ homerycka, pogańska moralność pańszczyźnianego chłopa. Mogą to być hasła nacjonalistyczne (i prawie na pewno – będą). Ewentualnie – to właściwie jedyna wobec nacjonalizmu alternatywa – jakieś radykalne hasła rewindykacyjne typu „grab zagrabljonnyje“.


Co prawda nie uważam, iżby – przy kurczącej się populacji – sensowne były jakieś terytorialne roszczenia wobec kogokolwiek. Niewątpliwie jednak, rację ma profesor Bobola gdy twierdzi, że tylko hasła wielkie, nierealne nawet – mogą zjednoczyć Polaków, wprawić ich w ów pożądany nastrój masowego uniesienia (który mnie jest tak wstrętny…) – i tym sposobem: pchnąć do jakiegoś zorganizowanego działania.

Wolałbym co prawda, aby tym hasłem było na przykład: „Polak pierwszy na Marsie“ – niż hasło „odzyskajmy Lwów“. Nie sądzę jednak, aby mnie ktokolwiek miał o to pytać…

Stoimy bowiem na rozdrożu. Wydaje się, że w tej chwili już większość tzw. „wykształciuchów“ – gotowa jest przyjąć nową „tożsamość europejską“, stać się „Europejczykami“, dla których polskość to raczej powód do wstydu coś, co się ukrywa i przemilcza. A przynajmniej – tak to wygląda, gdy tę smutną bandę oglądać z zewnątrz.

Lud nasz prosty pozostaje bierny, zamknięty w swoim autystyczym świecie, w myśl haseł „wszyscy kradną“ i „wszystko da się spieprzyć“. W tej sytuacji – na coś trzeba się zdecydować. Bierność służy „wykształciuchom“ – jeśli pozostaniemy bierni, to za 20 lat będziemy już tylko jednym z euroregionów (nadzieje, że wcześniej cały ten Jewrosojuz szlag trafi, mam za myślenie życzeniowe: Wam się naprawdę wydaje, że jakiś kryzys finansowy to dość, aby tak wielki, POLITYCZNY projekt porzucić? Przecież widzicie jak na dłoni, że już teraz – za biedę, zadłużenie i brak nadziei – wini się nie Brukselę, tylko państwo polskie – tym bardziej domagając się jego likwidacji!).

Jeśli dojdzie do paroksyzmów jakiejś nowej „rewolucji socjalnej“: czeka nas rzeź, łagry, nędza i wynaturzenia przy których Tusk z jego projektem gejowskich „małżestw“ wyda się Wam ostoją konserwatywnego betonu.

Jeśli wybuchnie „rewolucja narodowa“ – możliwa jest wojna, obca interwencja, okupacja.

Wybór jest, jak zwykle, między dżumą a cholerą. Bo przecież – czego „wykształciuchy“ ze wszystkich sił starają się nie dostrzegać – wybór „Imperium Europejskiego“ ani przed rewolucją, ani przed wojną – wcale nas nie chroni! Gorzej nawet: nasza własna rewolucja, może być jakoś przez nasz wrodzony tumiwisizm, nasze wrodzone, pańszczyźniane przywiązanie do haseł „wszyscy kradną“ i „wszystko da się spieprzyć“ – hamowana i osłabiana. Myślicie, że cokolwiek jest w stanie stępić radykalizm takiej rewolucji, gdy ogarnie ona całe Imperium..?

A wojna? Wojna jest nawet bardziej prawdopodobna, gdy będziemy tylko prowincją Imperium, niż gdy się przeciw niemu zbuntujemy…


[1] Ostatnio okazało się dowodnie, że tylko jedno jest w stanie naprawdę „rozgrzać“ dyskutującą publiczność: gdy zacząć się zastanawiać nad sposobem czyjegoś zarobkowania – a czyż nie jest to zachowanie wspólne wszystkim zwierzętom? Myślicie że niedźwiedź, a choćby i koń, który przecież trawę je, trawa nie ucieka i nie chowa się – byłby szczęśliwy, gdyby mu kto z pyska próbował kęs żarła wyciągać..?

7 komentarzy:

  1. nie da się budować raju libertarianskiego dla wszystkich, można co jedynie zrobić to dla wybranych, drogą albo wewnętrznej kolonizacji jakiegoś obszaru - ale nie wiem czy to dobre - bo w jednym miejscu łatwo wszystkich wolnościowców ogrodzić i wytłuc w razie W

    można także wybrać jakąś formę emigracji wewnetrznej, czy zewnetrznej - natomiast jeśli dzialanie prowolnosciowe będzie się konczyć na wyrzuceniu frustracji na blogu - rownie dobrze można tego nie robić i energię blogową zuzyć na coś innego - chocby i przerzucanie gnoju czy zbieranie surowców wtórnych

    cóż, nie zanosi się jednak na żaden network, ani inną wspołpracę ludzi nastawionych prowolnościowo, czy okoniem do systemu i nawet takie ageop, było i się zmyło

    OdpowiedzUsuń
  2. Proponuję się wyleczyć z rojeń libertariańskich. Ludzie nie chcą wolności. Jeśli ktoś jest na tyle bystry by czuć potrzebę libertariańskich swobód, to zwykle w naszym socjalizmie poradzi sobie jeszcze lepiej, czyniąc swe życie wygodniejszym niż byłoby to możliwe w sytuacji rzeczywistej konkurencji i wolnego rynku niczym nieskrępowanego. Jeśli przy tym zachowa czyste sumienie, to można wieść realnie szczęśliwe życie, a nie żyć utopią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a masz jakąś receptę jak się wkręcic w sitwę?
      jesli tak to podaj

      Usuń
    2. @ Remigiusz

      Ale co to w ogóle za pytanie..? Mądry oportunista, który naprawdę WIE jak się wkręcić do sitwy - nie będzie się tym chwalił, a już na pewno - nie poda Ci recepty. A po co Ci recepta od głupiego..?

      Usuń
  3. Oprócz tych, którzy nie chcą być wolni jest jeszcze większa masa takich, co nie potrafią sobie wolności wyobrazić - po prostu nie wiedzą, co to jest. O ile strasznym jest wybór zniewolenia z wygody, to czym jest brak świadomości lub wyobrażenia wolności? To niewolnictwo do potęgi entej.
    Unia, na którą coraz częściej patrzymy jako narzędzie zniewolenia i wykorzystania naszego narodu jest tylko częścią machiny, która nas gnębi. Nie zapominajmy, że wykorzystując przepisy unijne nasi urzędnicy nakładają na nas nie tylko obroże, ale i kagańce i całe uprzęże. Sięgnę tylko rzeczy do przyziemnych i domowych. Należałoby porównać możliwości destylowania alkoholu i uboju zwierząt oraz sprzedaży wyrobów własnych gospodarstw rolnych na zachodzie Europy i u nas. Jakoś tak niekorzystnie wypadają nasze możliwości. A to przecież wytwór naszych rodaków.
    A wojna? Coraz częściej wydaje mi się, że jest rozwiązaniem, ale zaraz potem, że naród zamieszkujący ziemię polską ma tak namieszane w głowach, że trudno domyślić się kto z kim miałby walczyć i czy wiedziałby o co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to z kim walczyć?! z sąsiednim miastem, gdzie jest inny klub piłkarski!! nasz śmiertelny wróg jest tuż tuż!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...