piątek, 18 stycznia 2013

Wielka Jednia

Oto dzień łączy się z nocą, światłość jednoczy z ciemnością, dzień wczorajszy z dniem dzisiejszym - i staje się Jednia! Jednia - czyli pełnia Bytu, Byt konieczny - albowiem, jak powiada Parmenides z Elei: byt jest i nie może nie być; nie-byt nie jest i nie może w żaden sposób być. Z konieczności zaś, istnieć może tylko byt Jeden - czyli Wielka Jednia. Dotrzeć doń przez mglistą zasłonę wrażeń, robiących tylko pozór zmiennego bytu - to osiągnąć doskonałość. Właśnie osiągnąłem doskonałość!

Doskonałość osiągnąłem jako palacz w naszym Herculesie - w dodatku czystym trafem - ale i tak jestem wielce zadowolony z siebie: oto pierwszy raz udało się mi napalić w tym piecu tak, że choć ostatni raz podłożyłem do ognia około 23.00, to o 5.50 rano - wciąż jeszcze w środku się paliło.

Co trzeba zrobić, aby taki wspaniały efekt osiągnąć tak skromnymi środkami? Technikę będę doskonalił w najbliższym czasie - mam po temu wspaniałą okazję, bo najbliższe noce będą mroźne. Wprawdzie już od dawna nie grożą nam takie porażki jak pierwszej naszej zimy w Boskiej Woli, gdy pewnego razu kotu woda w misce zamarzła, a rankami mróz w nosy szczypał - mamy przecież konwektor, który się włącza idąc spać, gdy na zewnątrz bardzo zimno - ale konwektor zżera prąd, podczas gdy Hercules tylko - drewno!

Więc, przepis wygląda zaskakująco prosto: trzeba przykręcić dopływ powietrza do pieca do minimum (to oczywiste...) - a do środka napchać, ile się tylko da, co najgrubszych polan, najlepiej sosnowych. Robiłem tak zresztą od dawna - ale pierwszy raz efekt okazał się aż tak błyskotliwy. Najwyraźniej po raz pierwszy trafiłem na polana odpowiedniej grubości. Trochę takich jeszcze mam: obaczym tedy, czy uda mi się uzyskać powtarzalność tego miłego dla ciała i duszy zjawiska - nasz własny, domowy "ołtarz ognia":

W tym miejscu uprzemie proszę przypadkowych Czytelników, którzy nie wiedzą kto to był Parmenides z Elei, a "ołtarz ognia" kojarzą wyłącznie z jakąś durną grą komputerową (jak Google Grafics, który zarzucił mnie zrzutami ekranowymi z jakiejś gry właśnie...) - aby łaskawie porzucili tę stronę i nigdy więcej tu nie wracali. Nie mam najmniejszego zamiaru podlizywać się pospolitemu nieuctwu. Przede wszystkim, po co miałbym to robić..? Żeby zyskać "popularność"? Dajcie spokój...

Przecież to sprzeczność sama w sobie! Nawet w wąskim, elitarnym kręgu "koniarzy" - miłośnicy koni achałtekińskich to nikła mniejszość, mierzona w promilach. Nawet w pełnym oryginałów, acz niewielkim liczebnie internetowym świecie przesiedleńców z miasta na wieś - tacy, którzy po pierwsze, NIE zrobili tego motywowani ideologią, a po drugie - jeszcze w dodatku trzymają konie, a nie kozy - to nikła mniejszość, mierzona w promilach. Jak by nie patrzeć zatem, skazany jestem na niszowość - i, tak prawdę powiedziawszy, to liczba 72 obserwatorów i średnio około 2500 "original users" miesięcznie - nie powiem, mile łeche moje ego, jako widoczny dowód na to, że potrafię pisać - ale przede wszystkim: dziwi.

O "popularność" to można zabiegać pisząc o modzie, biznesie, komputerach albo - jak na razie jest to absolutny szczyt durnego makaronizmu, ale słowo daję - sam tego nie wymyśliłem, tylko znalazłem w ogłoszeniach o pracę - o parentingu (ktokolwiek używa takiego określenia na serio - niewątpliwie daje tym dowód, że Szatan go opętał!). W ostateczności: głaszcząc Czytelników po główkach i opowiadając im, jacy to są wspaniali, cudowni, świetni i jak ich "zły system" niewoli i wyzyskuje...

Żadna z tych rzeczy nic a nic mnie nie interesuje.

Tymczasem zima powoli osiąga półmetek. Przedwczoraj, jadąc do Warki, zobaczyliśmy nad mostem na Pilicy trzy białe, dzikie gęsi, lecące na wschód. Gdy czyści się konie, na szczotce zostaje coraz więcej włosia. Dni już widocznie dłuższe. Aby tylko nie dać się tym najbliższym mrozom (kabelek grzewczy, rozmrażający kran pod wiatą zaczyna się sypać: wczoraj wieczorem kopnęło prądem Lepszą Połowę - bo zdarła się izolacja tuż przy wtyczce - zabezpieczyłem taśmą, podobnie jak dwa inne nadwyrężone już miejsca - kto wie jednak, jak długo to wytrzyma, nim się zwyczajnie urwie..?)! Aby tylko nie dać się najbliższym mrozom - a może już będzie "z górki"..?

22 komentarze:

  1. Herkules dostaje drewno z tego czy tamtego roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili - bodaj z sierpnia. Ale jest już uczciwie suche...

      Usuń
  2. NIE WIEM, kto to był w/w Parmenides.
    NIC nie słyszałam o ołtarzu ognia.
    Będę musiała z tym życ :-)))
    Epitet :"przypadkowy czytelnik" kojarzy mi się jednoznacznie z posłanką, która krzyczała, że "przypadkowe społeczeństwo" nie będzie w referendum decydowac....itd.
    Ale "pospolitym nieuctwem" czuję się dotknięta. Jak się uprę, to też wypluję z siebie parę określeń, dla zrozumienia których nasz Gospodarz przeszukac będzie musiał net.
    Tylko... czy o to chodzi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze że czujesz się dotknięta. Bo jesteś nieukiem. I jesteś tu niemile widziana - po prostu zamknij tę stronę w przeglądarce i nigdy więcej tu nie wracaj...

      Ustalmy na początek jedną, prostą zasadę: NIE MACIE TU PAŃSTWO ŻADNYCH PRAW!

      Żadnych.

      Nie płacicie mi za to, co piszę. Piszę dla własnej przyjemności, to co mi sprawia frajdę i w sposób, który mi się podoba. Nic wam do tego.

      Możecie czytać - jeśli sprawia Wam to przyjemność, intryguje lub wnerwia. Możecie komentować - póki nie przekroczycie granic, które za każdym razem ustalam samowładnie i autokratycznie, kierując się wyłącznie własnym widzimisię.

      Ale oczekiwać ode mnie, że będę pisał co Wam się podoba i w sposób lekki, łatwy i przyjemny..?

      Musielibyście mi za to zapłacić...

      Usuń
    2. To gdybyśmy jako czytelnicy zebrali się i zapłacili, to pisałby Pan pod nasze czytelnicze dyktando? Trudno uwierzyć. Kasa musiałby być przeogromna.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. Usunąłem, bo mogę. Generalnie - mogę tu wszystko. Czy ktoś jeszcze w to wątpi..?

      Usuń
    5. No, u siebie, można wszystko - pewnie! A negocjować nie będę. Po pierwsze, nie wierzę, że tanio by się Pan sprzedał, po drugie, wolę czytać niespodziewanki.

      Usuń
    6. 1. Wydawało mi się, że byliśmy na "ty"..?

      2. A chcesz poczytać o konikach polskich..?

      Usuń
    7. 1.A bo ja się trochę gubię w etykiecie blogowej. Pewnie że wolę na "ty".2. Chcę.

      Usuń
  3. Bardzo cieszę się, że nie rezygnuje Pan z łaciny, długich tekstów i filozofowania na rzecz większej liczby wyświetleń, co sugerował (żartobliwy?) komentarz pod poprzednim wpisem. Czytam tego bloga od bodajże półtora roku ale jeszcze się nie ujawniłem, co niniejszym czynię. Rafał, student prawa z Warszawy - pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję - i zachęcam do dyskusji!

      Usuń
  4. Toż każdy z nas z niebytu się wyłania i w niebyt odchodzi... Przynajmniej fizycznie. Reszta jest niesprawdzalna i od wiary zależy.
    U nas w kozie, gdy trzeba żar do rana przetrzymać, wrzuca się na odchodne JEDEN brykiecik węgla brunatnego. Takie małe coś nawet po dobie ma w sobie czerwony ogień, a rozsypuje się w żółty proszek. Wiem, że to dodatkowy koszt, ale używamy tych klocków tylko w razie konieczności, tj. ciężkich mrozów, by nie rozpalać rano od podstaw.
    Ptaki dają do zrozumienia, że zima powoli pakuje walizki. Zaskakują absolutnie wiosennym zaśpiewem i ćwierkaniem o różnych porach.
    Rychłej wiosny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiam nad wypróbowaniem węgla. Przy poprzedniej kozie baliśmy się to zrobić, bo była dziurawa w każdą stronę. I jakoś tak zostało...

      Usuń
    2. Popiół węgla kamiennego potrafi się spiekać w kłopotliwe "kalafiory", które w kozie trudno rozbić by zsypały się przez ruszt (zależy od modelu kozy). U mnie czasami należało wygasić ogień i wystudzić piec (!) by pozbyć się popiołu zatykającego dopływ powietrza. Przy paleniu drewnem (zwłaszcza, gdy ma się do niego tani dostęp) na pewno sprawdzi się węgiel brunatny w brykietach jako dodatek. Palenie tym cudem może okazać się droższe od drewna (cena zależy od rejonu kraju), ale jak napisałam, ma te cudowne właściwości, że trzyma baaardzo długo żar, a potem rozsypuje się w proszek. By uniknąć codziennego rozpalania - polecam.

      Usuń
    3. A jakie są właściwości biologiczne takiego popiołu?

      Bo nasz popiół z drewna, konsekwentnie wyrzucam do ogródka - wychodząc z założenia, że odrobina węgla w glebie może tylko pomóc.

      Inna sprawa, że brykietów z węgla brunatnego to ja tu w okolicy jeszcze nigdy nie widziałem - chyba trzeba by w sklepie pytać, na targu mają tylko węgiel kamienny (zresztą chyba marny - sądząc po tym, co się z kominów tu wydobywa...).

      Usuń
    4. Popiół z węgla kamiennego/brunatnego zawiera małe ilości takich niepożądanych pierwiastków jak rtęć, ołów, arsen i różne inne promieniotwórcze. W ilościach o jakich piszesz (kilkadziesiąt-kilkaset g by ogień przetrwał przez noc), to zupełnie niegroźne, wręcz zwiększa plony (w porównaniu do zwykłych nawozów sztucznych) głównie dlatego, że zawiera również inne pierwiastki śladowe pożądane przez rośliny (selen, molibden itp.). Jeśli miałbyś używać popiołu z węgla kamiennego lub brunatnego w ilościach hurtowych (mówimy o tonach), to odradzam.

      Usuń
    5. Popiół z węgla brunatnego jest nawozem wapniowo-magnezowym silnie odkwaszającym glebę — jego pH wynosi 13. Zawiera on 18–30% wapnia, 2–7% magnezu, wszystkie mikroelementy (w tym około 1 mg Se/kg) i nie zawiera metali ciężkich ani substancji promieniotwórczych. Minimalnie wzbogaca o selen, ale jak zostało powiedziane - mały brykiet dziennie prawdopodobnie nie będzie miał znaczenia w ogólnej masie popiołu. Na forach taki popiół polecany jest pod cebulkę.

      Usuń
    6. O, to bardzo interesujące!

      Jak gdzieś wypatrzę taki brykiet, to pewnie wypróbuję, dziękuję za rady.

      Usuń
    7. @Archanioły i Ludzie

      Po pierwsze w swojej wypowiedzi sama sobie zaprzeczasz. Piszesz, że zawiera wszystkie mikroelementy a w tym samym zdaniu twierdzisz, że nie ma metali ciężkich i pierwiastków promieniotwórczych (które należą do mikroelementów).

      Po drugie zwyczajnie się mylisz: popioły węgla brunatnego jak i kamiennego zawierają zarówno metale ciężkie jak i promieniotwórcze. Węgiel brunatny ma ich nawet więcej niż kamienny, bo ten pierwszy zawiera więcej popiołów (czyli innych pierwiastków niż C).

      Przecież węgiel to sprasowana w czasach prehistorycznych materia organiczna. Dlaczego zatem nie miałaby zawierać tego co w tamtych czasach zawierały żyjące wtedy organizmy, czyli niemal całą tablicę Mendelejewa?

      Usuń
  5. Każdy pisze u siebie, co mu się żywnie podoba. I każdy czyta, co mu się podoba. Możesz kasować, nie możesz wyganiać.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...