sobota, 12 stycznia 2013

Problem duszy

W jednym z ostatnich felietonów w „NCz!“ pan Janusz Korwin – Mikke w sposób nader dowcipny zdefiniował pojęcie duszy. Analogicznie jak „energia potencjalna“ to coś, co odróżnia książkę leżącą na stole od książki leżącej na podłodze, tak też – „dusza“ to coś, co odróżnia człowieka od zwierzęcia.

Błyskotliwe. Tyle, że wcale nie wyczerpuje problemu! Energia potencjalna książki leżącej na stole ujawni się nam, gdy owa książka spadnie na podłogę. A kiedy i w jaki sposób ujawni się nam dusza..?

CO TAKIEGO odróżnia człowieka od zwierzęcia? Mowa? Ależ zwierzęta też mówią! Niektóre są wręcz aż nazbyt gadatliwe, że przykład naszej Sylwestry tylko podam – usta się jej wręcz nie zamykają, a i nie poprzestaje na takim tylko sposobie sygnalizacji, nader intensywnie „mówiąc“, tj. – wykonując umowne znaki, które mają nam coś powiedzieć (najczęściej – że czuje się samotna i oczekuje naszego udziału w zabawie…) – całą sobą. Gdyby nie była kotem, byłoby to nie do wytrzymania! Na szczęście – koty dużo śpią…

absolutnie typowe, gdy Lepsza Połowa robi coś na kuchni...

Intelektem? No rzeczywiście – jeśli nawet zwierzęta mówią, to jakichś głębokich mądrości w ten sposób raczej nie przekazują. Tylko, czy sama zaledwie różnica STOPNIA rozwoju intelektualnego wystarczy, aby postulować istnienie takiego bytu jak „dusza“? Byłażby wówczas „dusza“ mniejsza lub większa – u kretyna (a bywają tępsi od bystrych szympansów przecież…) maleńka lub żadna, u członków MENSY – ogromna..? Absurd!

Świadomością? Ale to jest tłumaczenie nieznanego przez nieznane! Jak się bada świadomość? Introspekcją – nic lepszego nie wymyślono. Skąd mamy wiedzieć, że moja świadomość jest rodzajowo taka sama jak pana Janusza Korwin – Mikkego, czy na przykład – blogerki Kiry, z którą ostatnio najczęściej się nie zgadzam? Ba! Sam o swojej świadomości niewiele w gruncie rzeczy potrafię powiedzieć – czy jestem świadomy gdy nie mówię, tj. gdy nie formułuję zdań? Geniusze matematyczni twierdzą że tak, bo potrafią myśleć pozajęzykowo.

Osobiście – wcale nie jestem tego taki pewien. Zawsze uważałem się za typowego intelektualistę, co pozwalało mi się z góry rozgrzeszać z życiowego niezgulstwa i braku fizycznej odwagi. Ale przecież jeżdżę konno. Zwykle, prawdę powiedziawszy – jeżdżę bardzo ostrożnie, do ułańskiej fantazji mi daleko. Przecież jednak, przydarzyło mi się kilka przygód, które o wielkiej sprawności myślenia nie świadczą – a wyszedłem z nich cało.

Dwa lata temu, kiedy wyjeżdżałem konno na spotkanie naszego pierwszego pensjonariusza, Zbyszka Bieszczada idącego do nas lasami w dwa konie z Radomia, moja Osman Guli przestraszyła się krowy. NIE ZDĄŻYŁEM wpaść w panikę – najzupełniej odruchowo i JAK SĄDZĘ (pewności przecież mieć nie mogę…) bez udziału świadomości – skierowałem ją w pole. Gdzie, za zagajnikiem, wpadliśmy na całe stado krów – i chyba w tym momencie ze świadomością mojego konia stało się to samo, co z moją chwilę wcześniej, tj. wyłączyła się – bo minęliśmy te krowy niemal gładko – i nawet udało się nam zatrzymać. Jakieś dwie minuty i dwa kilometry dalej…

Osman Guli, czyli Buba, 3 lata temu. Teraz jej się trochę linia już zepsuła...

Skoro tak kiepsko nam idzie badanie własnej świadomości – to niby na jakiej podstawie mamy twierdzić, że zwierzęta jej nie mają, lub też – że ją mają..?

Wygląda na to, że „dusza“, w przeciwieństwie do „energii potencjalnej“ – jakoś nie chce się nam w żaden fizyczny sposób zademonstrować. Przynajmniej – tu i teraz, w tym życiu.

Tym samym – analogia jest błędna. Analogia ta miałaby jakiś „fizyczny“ sens wtedy, gdybyśmy rozumieli „duszę“ jako „to, czym ludzie CHCĄ się różnić od zwierząt“. To jednak z kolei, prowadzi nas potencjalnie na manowce jakiegoś grubego materializmu – bo implikuje, w ukryciu, że to tylko taka „gadka szmatka“, która ma usprawiedliwić fakt, że to Osman Guli nosi na grzbiecie mnie, a nie ja noszę na grzbiecie ją. A tak przecież nie jest! To znaczy: skoro „dusza“ nie przejawia się w żaden fizyczny sposób, który moglibyśmy jakkolwiek dostrzec i zbadać, to jest pojęciem metafizycznym. Tym samym zaś, nie mamy narzędzi do orzekania o tym, że istnieje – ale też nie mamy jak orzec, że NIE ISTNIEJE. Tym właśnie pojęcia metafizyczne różnią się od pojęć fizycznych – że doświadczeniu nie podlegają.

Tak więc: „dusza“ to taka właściwość człowieka, która może się ujawnić tylko i wyłącznie „w zaświatach“.

Podobnie jest z innym pojęciem metafizycznym, któremu nie jesteśmy w stanie przypisać żadnych doświadczalnie sprawdzalnych konsekwencji: z pojęciem „wolnej woli“. Piszę o tym oczywiście dlatego, że kwestia ta wzbudziła tak ogromne kontrowersje przy okazji dyskusji pod jednym z poprzednich esejów.

„Wolna wola“ jest, w świecie fizycznym, pewną konieczną fikcją prawną w ramach prawa karnego. Doświadczenie uczy, że jeśli porzucić założenie istnienia „wolnej woli“ – przestępczość rośnie. Tak więc, założenia tego porzucać w żadnym razie nie wolno – w interesie bezpieczeństwa publicznego i przetrwania gatunku. NIC jednak z tego nie wynika a propos pytania, czy „wolna wola“ rzeczywiście istnieje, czy nie istnieje.

Oczywistą oczywistością jest, że w świecie materialnym, KAŻDE zdarzenie ma swoją przyczynę. Inaczej nie byłaby możliwa nauka. Ba! Nawet „historia alternatywna“, którą tak często bawię się na forum historycy.org – nie byłaby możliwa, gdybyśmy założyli, że ludzie NAPRAWDĘ mają wolną wolę! Bo cóż by to oznaczało w praktyce? Oznaczałoby to w praktyce, że mogą postąpić w sposób nie zdeterminowany, a więc – pozbawiony podstaw. Jak w takim razie moglibyśmy cokolwiek przewidywać odnośnie przyszłych zachowań ludzkich – albo: alternatywnych zachowań ludzkich, wynikłych z postulowanej zmiany w przebiegu dziejów? „Historia alternatywna“ polega na badaniu deterministycznych przebiegów zdarzeń (aczkolwiek czasem, dla czysto praktycznych względów, kiedy zespół ciągów przyczynowo – skutkówych, który trzeba by uwzględnić, staje się niepoliczalny – jest to determinizm statystyczny: słabością „dziejów alternatywnych“ w stosunku do „prawdziwych“ jest na ogół to, że te „alternatywne“ przebiegają nadmiernie logicznie i zawierają zbyt mało zdarzeń losowych – ale pracujemy nad tym z kolegami i mamy już pewne wyniki…), tyle że przy założeniu, iż jakieś pojedyncze zdarzenie – przebiegło odmiennie niż w rzeczywistości.

Nie bez przyczyny rozpatruję problem „wolnej woli“ jako dopełnienie problemu „duszy“. Filozofowie Koła Wiedeńskiego, od których zaczęła się destrukcja klasycznej filozofii, byli na ogół ateistami – ale byli ateistami chrześcijańskimi. W konsekwencji, w dalszym ciągu wyobrażali sobie człowieka jako byt „substancjalnie różny“ od innych zwierząt.

Tymczasem takie założenie, jakikolwiek ma sens religijny – na gruncie nauki jest pozbawione jakichkolwiek podstaw.

Owszem: zachowania ludzi bada się trudniej niż zachowania zwierząt. A to dlatego, że ludzie mogą kłamać na temat motywów i celów swojego działania, czego zwierzęta na ogół nie potrafią (jakkolwiek by to nie wyglądało – nie sądzę, aby JKM  o TAKĄ WŁAŚNIE różnicę chodziło..?). Tym niemniej – moralność jest jak najbardziej możliwa do empirycznego zbadania. Nieprawdziwym jest teza, iż „zdania normatywne nie mają logicznego sensu“. To znaczy: owszem, nie da się przypisać logicznej prawdziwości lub nieprawdziwości zdaniu „nie należy kraść i kłamać“. Ale KONSEKWENCJE przypisania temu zdaniu jednej lub drugiej wartości – są jak najbardziej fizyczne, namacalne i podlegają empirycznemu badaniu.

Skoro zaś tak, to nie jest w żadnym razie moralność przedmiotem jakiegoś „wolnego wyboru“, efektem „suwerennej decyzji“. Skoro każde zdarzenie ma swoją przyczynę, to w takim razie również i każdy ludzki czyn wynika z czegoś, co go spowodowało – i tym czymś, z definicji, nie może być żadna „wolna wola“, ani też „swobodnie wybrana reguła moralna“. Kanoniczne dla wszystkich woluntarystów zdanie „ja chcę“ ma zresztą nader wątpliwą wartość na gruncie empirii: owszem, dla teologa jest to może zrozumiałe samo przez się, ale czy tak samo dobrze zrozumiałe jest dla psychologa..? A dla behawiorysty? Pal jeszcze Licho owo „chcenie“ – można to uznać za rodzaj funkcji, której empirycznym przejawem jest takie lub owo zachowanie badanego obiektu. Ale czym jest „ja“..? Świadomością? To odbiera zdaniu sporo sensu, bo bodaj większość zachceń ma charakter zgoła podświadomy (i stąd, słusznie bardzo, język polski preferuje jednak formę „mi SIĘ chce“..!). Zresztą – już wiemy, że świadomość to termin mocno podejrzanej jasności, jeśli zgoła nie – mętny. Równie mętne jest owo „ja“, też przecież tylko w introspekcji (czy aby na pewno takiej samej lub chociaż podobnej u wszystkich ludzi?) dostępne.

Oczywiście – z czysto praktycznych względów policjanci, prokuratorzy i sędziowie – a też i kaznodzieje, to chyba jasne – i inni nauczyciele moralności – muszą tak postępować, jakby „wola“ rzeczywiście była „wolna“. Ale to stwierdzenie ma rangę co najwyżej pewnej reguły prakseologicznej, uzasadnionej doświadczalnie – nic to nie ma wspólnego z „wolną wolą“ jako pojęciem metafizycznym…

11 komentarzy:

  1. Z punktu widzenia czysto materialistycznego oczywiście nie ma mowy o żadnej wolnej woli, bo jesteśmy przecież tylko biologicznymi maszynami i WSZYSTKO co robimy jest tylko przejawem praw fizycznych. Dokładnie wszystko. Łącznie z tym o czym aktualnie myślę i nawet to, że musiałem dodać ten komentarz dokładnie taki jaki dodałem. Taki duży teatr.
    Co innego jak dodamy do tego Boga nie z tego świata i on nam dał wolę niezależną od praw fizycznych. Oczywiście nie da się tego nawet sprawdzić, bo prawa fizycznie (przypadek?) nie są całkowicie deterministyczne i nie da się wszystkiego dokładnie zmierzyć. Nie mniej jednak albo tak jest albo nie jest, ale to każdy musi sobie odpowiedzieć.

    Jeszcze ciekawy problem na marginesie:
    Czy jeśli jesteśmy tylko biologicznymi maszynami działającymi według praw fizycznych to powinniśmy poważnie traktować naukę? Wszak to nie my odkryliśmy te prawa, ale on same się odkryły. Nikt przecież nigdy nie zrobił żadnego niezależnego eksperymentu, tylko zrobił zawsze dokładnie ten który musiał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojęcie "biologicznej maszyny" jest typowe dla prymitywnego, XVIII-wiecznego materializmu tzw. "Oświecenia". Zupełnie nie o tym pisałem!

      A drugi akapit to czysty bełkot.

      Usuń
    2. Dlaczego bełkot?

      Usuń
    3. Dlatego, że nauka jest fenomenem przede wszystkim językowym. Kwestia tego, czy Newton formułując swoje prawa kierował się wolną wolą czy przedustawną koniecznością jest naprawdę mało istotna wobec tej otchłani możliwości jakie stwarza "przestrzeń kombinatoryczna" języka.

      O czym nie tak dawno też było...

      Usuń
    4. Koncepcja "biologicznej maszyny" nadal obowiązuje. Nauka poszła jednak do przodu i już wiadomo, że nie wszystko jest deterministyczne. Teraz jest taka nieco losowa, nieco deterministyczna maszyna, ale w istocie nic się nie zmieniło.

      Usuń
  2. No cóż, nie zamierzam polemizować bo trudno mi orzec gdzie leży racja. Pewnie jak zwykle po srodku.
    A jeśli chodzi o zwierzęta to nie zastaniawiam sie czy maja duszę choć z punktu widzenia wiary katolickiej podobno nie mają. Wolała bym aby miały...
    Nie wyobrażam sobie zycia bez funkcjonowania wśród zierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda nie leży pośrodku tylko tam, gdzie leży.

      Aczkolwiek, przyznaję, tu akurat całkiem spokojnie można siedzieć sobie na tej "prawdzie" okrakiem!

      Nauce założenie "wolnej woli" jest zbędne. Teologii - konieczne. Tak samo jak prawu karnemu. A jak jest "naprawdę"? A kto to może wiedzieć..?

      Usuń
    2. Nauce założenie "wolnej woli" jest zbędne, ale co poniektórym naukowcom już nie - są fizycy, którzy upierają się przy zakazie przesyłania informacji z prędkością nadświetlną właśnie dlatego, że bezeń nie da się zdefiniować prawa karnego.

      Usuń
  3. Ja tylko powiem, ze nie widzalem jeszcze Polaka, ktory by sie tak dostojnie prezentowal w gumofilcach jak Ty na tym zdjeciu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Są takie środowiska, co podchodza do badania ludzi tak jak do badań zwierząt. Nazywają siebie HBD (Human Bio Diversity).
    Np.
    http://jaymans.wordpress.com/2012/06/01/liberalism-hbd-population-and-solutions-for-the-future/
    Niektóre wnioski sa nawet interesujące. Jak widać da się.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Błyskotliwe. Tyle, że wcale nie wyczerpuje problemu! Energia potencjalna książki leżącej na stole ujawni się nam, gdy owa książka spadnie na podłogę. A kiedy i w jaki sposób ujawni się nam dusza..?"


    W taki sposób,że człowiek ma świadomośc,iż jeśli w nocy przetnie mi w aucie kable ze świec,to jutro spóźnie sie do roboty i w związku z tym może sprawić tą udręke lub też nie.Gryzoń wlezie do komory silnika i sobie pokąsa bo...tak mu przyjemnie.Gryzoń jest indywiduum - jest tylko on indywidualnie.Człowiek natomiast przejawia sie w koncepcji personalistycznej,czyli osobowej,nie indywidualnej.Inaczej mówiąc-jest osobą,ma swoją osobowość,ale! dookoła są też inne osoby i osobowości,widzi i rozumie je.

    Są jednak aspekty życia wspólne dla roślin,zwierząt oraz ludzi,gdyż życie ma 3 aspekty: biologiczny,psychiczny i duchowy:

    -biologiczny(życie wegetatywne/wzrost) charakterystyczne dla roślin

    -psychiczny(życie sensytywne - zmysły,instynkty,uczucia,popędy,wyobraźnia,pamięć)charakterystyczne dla zwierząt

    -życie duchowe(rozum i wola)jest to życie ponad wegetatywne i sensytywne,typowe dla człowieka

    To jest to co odroznia człowieka od zwierzat i zwane umownie jest dusza.
    Co do ludzi rzekomo tępszych od szympansów - są europejczycy,którzy podbijali świat i byli tubylcy - bezradni wobec najeżdźców.Inaczej na Longisland nadal stałyby tipi,nie wieżowce.Czy to oznacza,że tylko w Europie istniały "prawdziwe dusze"?
    Nie.To oznacza,że tylko w Europie rozwinęła się kultura na tyle,aby wykształcić coś takiego jak "nauka".A nauka bez woli i rozumu nie istniałaby.A skoro się rozwija to znaczy iż nie jest ona nam ot tak dana,tylko...zadana!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...