niedziela, 6 stycznia 2013

Postawiłem, skubaną..!

Ich bin ein King Kong:
Jaaaa..! Łoaa! Łup, łup (odgłos walenia piąchami w owłosioną klatę).

Dlaczego? Ano dlatego:
Tanio kupujemy te belki, ale nie można powiedzieć, że nie mają wad: i to akurat, że pokos był zmoczony, jest tu najmniej może istotne (na drugą część zimy weźmiemy lepsze siano, zielone...). Problem podstawowy polega na tym, że te belki są nietypowo wielkie: nie 140, a 160 cm wysokości i proporcjonalna masa.

Póki taka belka jest w miarę okrągła i spoista - kwękam, stękam, ale jakoś ją toczę i przestawiam. Niestety, ta akurat okrągła i spoista nie jest. Była na dnie, przywalono innymi - i raczyła się spłaszczyć.

Wczoraj wtoczyliśmy ją na przyczepę wespół w zespół z małżonką naszego sąsiada, w którego stodole trzymamy to dobro. W przyczepie padła oczywiście najbardziej spłaszczonym bokiem na dół - i jak to teraz ruszyć..? Podważyć, zaprzeć, ściągnąć..?

Pomogła mi Lepsza Połowa, jakoś to stoczyliśmy z trapu przyczepy pod wiatę. Ale już postawić tego - w takiej właśnie pozycji jak na zdjęciu, jedynej słusznej, bo wtedy najwolniej się zużywa, przy tym lekko pod górkę, a i pilnując, żeby wylądowała na właściwym miejscu, pod ścianą - ni qu qu...

Kombinowaliśmy na różne sposoby - bez skutku.

Już myślałem, żeby może samochodem ją spróbować przewrócić - albo może jakąś dźwignię zrobić z pieńków i bali. Ale jaką tu dźwignię robić, skoro to ma, lekko licząc, ze 300 kilo..? A samochodem - tylko bym sobie lakier porysował, świeżo zresztą, niecały rok temu, położony.

W końcu, znalazłem sposób. Ona wtedy, skubana, leżała sobie na boku - na szczęście nie na tym najbardziej spłaszczonym, tylko na przeciwległym, dało się bujać. Więc ją najpierw postawiłem na sztorc tak, żeby najmiejszą możliwą powierzchnią dotykała podłoża, a jednocześnie - żeby miała środek ciężkości jak najwyżej. W tej pozycji przesunąłem ją na optymalną pozycję wyjściową - a potem tylko trzeba się było dobrze zaprzeć... Uwaga praktyczna: przy takim ciężarze nie ma mowy o przekładaniu ręki jedna za drugą, gdy wałek się podnosi. Trzeba więc chwycić go od razu mniej więcej na środku - prostymi rękoma - i pchać z krzyża, nogami. Przy odrobinie szczęścia jak się już bujnie - to opadnie na właściwą stronę...

2 komentarze:

  1. Łaaaaa!!!!Grrrrrrr! Gratulacje1 Temat znany i nielubiany. Nasze bele też z tych dużych. Ja waże 1/6 masy takiej belki.:-( Ale z Latającym Holendrem dajemy radę, jak już naprawdę mus.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno zaprzeczyć, że człowiek czuje się wielki, gdy da radę jakiejś pracy, wydającej się niemożliwą do wykonania. GRATULACJE!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...