niedziela, 20 stycznia 2013

Gospodarstwa na sprzedaż

Poświęciliśmy naprawdę wiele czasu na poszukiwanie ziemi, na której moglibyśmy osiąść z naszymi końmi (wtedy była ich szóstka...). Boską Wolę, a właściwie - wysypisko śmieci w Boskiej Woli:


kupiliśmy, po kilku miesiącach poszukiwań, właściwie tylko z jednego powodu - bo było tu tanio.

Nie było żadnych zabudowań, żadnych mediów, żadnej rzeczki - a ziemia marna, zawalona śmieciami i zarośnięta smętnym zestawem karłowatych sosenek i brzózek.

Oczywiście, bardzo szybko, jak to zwykle bywa - pokochaliśmy tę ziemię miłością tym żarliwszą, im więcej wymagała pracy i poświęceń.

Zresztą - cóż mogliśmy zrobić innego..? Uderzyło mnie jednak, że nie minął miesiąc od zakupu - a nagle płoty, drzewa przydrożne, portale internetowe - zaroiły się wprost od ogłoszeń, w wielu wypadkach - idealnie zgodnych z naszymi pierwotnymi wytycznymi (żeby było ok. 7 ha w jednym kawałku, z zabudowaniami, nad rzeczką...), w przepięknych okolicach - i bardzo tanio.

I nie - absolutnie nie chodzi o to, że jakiś kryzys wybuchł. Kryzys, to zdaje się, wybuchł dopiero w roku 2008, czyż nie? A to był ciągle jeszcze - rok 2007!

To po prostu zadziałało żelazne, stalowe, diamentowe wręcz prawidło życia: zawsze to, czego najusilniej szukasz, Dyabeł ogonem zakryje - i pokaże dopiero wtedy, gdy zadowolisz się ersatzem, albo zmienią ci się priorytety i rzecz ta nie jest już dłużej potrzebna.

Ponieważ nasi Przyjaciele z Warszawy usilnie poszukują lokalizacji swojej docelowej Tajnej Bazy, a jakiś czas temu znaleźli ewentualnie nadające się do tego miejsce całkiem po sąsiedzku, bo w Niedabylu (to jakieś 8 km od nas) - postanowiliśmy pomóc im uniknąć tej pułapki.

Przeprowadziliśmy wywiad wśród znajomych w okolicy - i udało się nam dzisiaj pokazać naszym Przyjaciołom cztery gospodarstwa wystawione na sprzedaż. Z których jedno bardzo im się spodobało (inna sprawa, że najprawdopodobniej jego cena przekroczy ich zakładany budżet - no, ale o tym przekonają się, jak zadzwonią do właściciela...). Przy czym, rzecz jasna, po dokładnym wypytaniu się - okazało się, że tak naprawdę, to takich gospodarstw w okolicy bliższej lub dalszej będzie nie cztery, a czterdzieści cztery...

Czy coś z tego wyjdzie, czy nie wyjdzie - zobaczymy. Miło byłoby mieć Przyjaciół za sąsiadów - miałby kto czasem naszych koni dojrzeć, jeśli nam wyjazd wypadnie, a i pogadać, czy napić się by z kim było - ale też: za wcześnie jeszcze przesądzać, czy oni się w ogóle na wieś przeniosą. Trochę próbujemy studzić ich entuzjazm. Wykorzystałem ich tedy (serdecznie w tym miejscu dziękuję!) jako darmową siłę roboczą - pomogli w przerzuceniu belki siana z Zaprzyjaźnionej Stodoły pod wiatę.

Siana wprawdzie jeszcze by pewnie na dobę starczyło - ale w nocy ma znowu padać Białe Łajno. A już w tej chwili jest go tyle, że nasza biedna Wendi - na całorocznych oponach - pod górkę nawet samą siebie, a co dopiero obładowaną przyczepę, ciągnie z wielkim trudem. Miałem nadzieję, że "w razie czego", ewentualnie pomoże nam Honker naszych Przyjaciół - ale wygląda na to, że zrobiła mu się krzywda, bo przednie koła czegoś nie ciągną (a przecież ma je zapięte "na sztywno", nie to co Patrol..?). Że jednak zdołał objechać naszą chatkę dookoła, wygrzebując się ze śniegu - to dobrze o nim świadczy, bo ja Wendi bez napędu na przód, to bym się w ogóle z miejsca w tej chwili nie ruszył!

Więc: zamiast Honkerem, pomogli nam Przyjaciele łopatami i rękami (gdy utknąłem przy jednym z gospodarstw - akurat tym najładniejszym - i trzeba mnie było wypchnąć...)

Tak więc, wykorzystałem niecnie biednych mieszczuchów do ciężkiej pracy. Na razie ich to nie zniechęciło. Zobaczymy jutro, jak poczują zakwasy..?

W każdym razie - uważam, że po dzisiejszym eksperymencie, z czystym sumieniem mogę Państwu sprzedać w cenie kosztu, czyli za darmo, życiową poradę: jeśli szukacie gospodarstwa na sprzedaż - szukajcie go tam, gdzie już macie jakąś rodzinę/przyjaciół/znajomych - jako - tako w miejscowe środowisko wrosłych. I ofert nagle znajdzie się wiele więcej - i ceny będą niższe niż dla obcych...

Internet internetem, gazety gazetami - a czegoś: nie wszystkie oferty da się tam znaleźć - i wcale nie te najbardziej okazyjne! Dlaczego tak się dzieje - właściwie: trudno powiedzieć. Teoretycznie przecież, powinno sprzedawcom zależeć na jak najlepszym nagłośnieniu swoich zamiarów..?

Aura za oknem i zapowiedzi pogodowe nieodwołalnie przywodzą na myśl mój ulubiony rosyjski kabaret "Raisy" z Irkucka:


Wybaczcie, że krótko i mało dowcipnie - ale zmęczony jestem...

4 komentarze:

  1. My szukając naszej nieruchomości trafiliśmy na nią po prostu pytając u źródła. To znaczy, najpierw zobaczyliśmy, że jest taki budynek, a później doszliśmy do właściciela.
    Zresztą nasze poszukiwanie realizowaliśmy kilkoma torami: jeździliśmy po okolicy, pytaliśmy znajomych, szukaliśmy w internecie.
    Z moich doświadczeń wynika, że najlepiej jest szukać samemu w interesującej nas okolicy, pytając w wiejskich sklepach i u sołtysów. Nic nie zastąpi w takim wypadku osobistego rozeznania, trzeba poświęcić trochę czasu i mieć odwagę pytać różnych ludzi, trzeba też wiedzieć czego się szuka i umieć weryfikować oferty.
    Dobrze, jak ma się znajomych z okolicy którzy pomogą - tak ja Wy chcecie pomóc waszym przyjaciołom.
    Internet to tylko uzupełnienie, raczej należy się nim posiłkować celem porównania cen i dostępnych ofert.

    Pozdrawiam, Tomek

    OdpowiedzUsuń
  2. "Raisy" - w porządku, chociaż moja znajomość rosyjskiego cosik podupadła. Białe łajno pada i u nas, dużo.

    OdpowiedzUsuń
  3. "zawsze to, czego najusilniej szukasz, Dyabeł ogonem zakryje". To duperel w porównaniu z gospodarstwem, ale podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Ostatnio pochwaliłem się własnoręcznie uszytym kapeluszem. No łał, samodzielnie od początku do końca, wymyśliłem i uszyłem, na dodatek w ręku. Super... Podczas cotygodniowego spaceru po piątkowych zajęciach: Krakowskie Przedmieście - Most Ślasko-Dąbrowski - Targowa - Dworzec Warszawa Wschodnia skąd wyjeżdżam autobusem do domu, mam w zwyczaju zaglądanie do "ciuchów" na Targowej w poszukiwaniu jakiś demobili. Do tej pory nic... Aż właśnie do piątku, kiedy to za 5 zł kupiłem kapelusz praktycznie dokładnie taki, jaki pokazywałem jako przykład tego co chciałem osiągnąć. Pewnie cywilna kopia. Ale 5 zł! Przecież ja na koszulę z której uszyłem swój wydałem więcej. Plus czas... Co by tu zacząć szukać i się zniechęcić, żeby potem znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
  4. To działa trochę inaczej - jak nam na czymś zależy to wysyłamy takie sygnały podświadomie i ewentualny sprzedawca to czując usztywnia swoją pozycję negocjacyjną. Jak nam nie zależy albo nie mamy akurat kasy, to jest pełno okazji, bo nikt na nas nie chce zarobić, bo widzi, że i tak się nie da.

    Co chcę powiedzieć, to że nie jest to tak do końca kwestia przypadku.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...