piątek, 25 stycznia 2013

Dlaczego nie pałam…

entuzjazmem do „mięsa z drukarki 3D“? Przecież to super sprawa! Soczysty, pożywny stek wołowy dla każdego..! Niezależnie od tego, czy ludzi będzie 7 miliardów, czy 70 miliardów – starczy dla wszystkich…

No cóż – jak to już wiele razy pisałem, jako konserwatysta, nie czuję się zobligowany do uzasadniania w sposób rozumowy wszystkich moich przeczuć i fobii. Od tego są utopiści – u nich zawsze z A wynika B – w sposób nieodparty, z żelazną konsekwencją. I tylko gorzej wszystkim potem, od tej konsekwencji.

W tym przypadku, łatwo mogę się przyznać, że kieruje mną po części tzw. „instynkt klasowy“. Jeśli pomysł „mięsa z drukarki 3D“ wypali – moi sąsiedzi staną się jak jeden mąż bezrobotni i niepotrzebni. Normalne rolnictwo z pewnością nie jest w stanie konkurować z „drukarkami 3D“ – pola uprawne porosną lasy i jeśli nawet ktoś coś tam będzie uprawiał, to dla siebie i ewentualnie – dla jakichś zakutych snobów, szastających się na „bio-produkty“, zamiast na normalne mięcho czy pyry „z drukarki 3D“, dostępne w każdej „Pierdonce“ po cenach 100-krotnie niższych niż dzisiejsze. "Obrońcy zwierząt" zresztą, szybko ten atawizm stosowną legislacją wyplenią - skoro już "nie trzeba" zabijać, aby mieć na talerzu takie smakowitości:



(powstaje tylko pytanie, czy "stek wołowy z drukarki 3D" jest czy nie jest koszerny/halal? Sądzę, że jest - w końcu: krwi w nim nigdy nie było...)

Czy tylko ja mam wrażenie, że w tym MUSI się kryć jakieś nieznane jeszcze dyabelstwo, które pewnego dnia wylezie z kąta i pożre „entuzjastów postępu“..?

Zresztą, to jest tylko fragment większej całości. Nie mam pojęcia jak Jacek Dukaj odpowiedział na fundamentalne zarzuty Lema wobec auto-ewolucji. Mnie żadna sensowna odpowiedź, obawy tego rodzaju rozwiewająca – nie przychodzi do głowy.

Rzecz cała dzieje się jak w klasycznej bajce, pod hasłem – „miłe złego początki“. Fajnie jest móc leczyć dziedziczne choroby, naprawiając stosowne geny – prawda? Dlaczego ktoś miałby tego zakazywać, odbierając tym samym szanse na normalne życie tysiącom biednych dzieci..?

Fajnie jest zyskać odporność na wirusy – włącznie z retrowirusem HIV – któż ośmieli się zaprzeczyć?

Ale przecież jeśli nawet wyleczymy wszystkie choroby dziedziczne, damy ludziom 100% odporność na wirusy i „podrasujemy“ zdolności regeneracyjne ludzkich komórek tak, że przeciętna długość życia skoczy do 120 lat (przerażająca perspektywa, swoją drogą – jeśli się nad tym zastanowić obiektywnie…) – to ludzie dalej będą umierać!

Będą im się łamać kości, a na starość – będą tracić pamięć. Ale powiedzieliśmy już „A“, zaś w granicach naszych możliwości jest dodać teraz „B“: możemy wzmocnić kości, zmieniając ich budulec z wapniowego na metaliczny. Możemy też radykalnie usunąć wszelkie problemy ze starczą demencją dzięki niewielkiej przystawce elektronicznej wszczepianej za uchem. Dlaczego mielibyśmy tego nie zrobić..? Tej przystawki, bez spejalnych przyrządów, nawet nie będzie widać – podobnie jak nikt, bez rentgena, nie wykryje wzmocnionych solami żelaza kości. Poddani takiej terapii będą w dalszym ciągu wyglądać i zachowywać się jak zwykli ludzie – tyle, że w dobrym zdrowiu i doskonałej kondycji dożyją lat 180 – na ten przykład (kurwa! To pomyślcie sobie, skoro tak się Wam to podoba – kiedy wówczas wypadnie „wiek emerytalny“..?).

180 lat to mało? Możemy zmodyfikować budulec ludzkiego ciała, zastępując kruche łańcuchy białkowe polimerami innego rodzaju – zaś nie podlegający regeneracji mózg z neuronów: twardym dyskiem n-tej generacji, który wcale zresztą nie wygląda jak „komputer“, bo jest koloidową zawiesiną w specjalnym, super odpornym na wstrząsy pojemniku. Bytowanie tych istot ogranicza już wówczas tylko czas trwania naszego Wszechświata.


Naprawdę podoba się Wam ta perspektywa..?

Perspektywa ta jest nieuchronna. O ile naszej nauki pierwej nie porazi „bomba megabitowa“. Do tej pory, ilekroć nauka stwarzała nam pewną możliwość techniczną – a możliwość ta zdawała się obiecywać korzyści jakiegokolwiek bądź rodzaju – zawsze z wielką skwapliwością z tych możliwości korzystaliśmy. Tak będzie i tym razem. Szczegółów tego „nowego wspaniałego świata“ nie sposób przewidzieć, jako że losy ludzkości ulegają tu rozszczepieniu (które można nazwać „osobliwością“ – nie tylko zresztą w aspekcie mocy obliczeniowej i możliwości powstania sztucznej inteligencji): może się ludzkość, dzięki autoewolucji podzielić na wiele różnych gatunków rozumnych – biologicznych i abiologicznych. Może dojść do secesji „konserwatystów“, szukających azylu wśród gwiazd.

„Drukarki 3D“ oferujące pyszne steki dla biednych tego świata – to znak, że owa „osobliwość“ jest już blisko. Bardzo blisko!

Nic na to nie mogę poradzić. Podobnie jak mój sąsiad i przyjaciel, hodowca świń. Ale kto powiedział – że ma się to nam podobać..?

40 komentarzy:

  1. Obrońcy zwierząt z jednej strony wiele zmieniają w ludzkiej świadomości tłumacząc, że zwierzę też czuje i nie wolno sprawiać mu cierpienia, a z drugiej skręcają tę ludzką świadomość w jakąś dziwną, chorą stronę. Nienormalne jest uczłowieczanie zwierząt w naszych umysłach, bo ludźmi nigdy nie były i nie będą. I właśnie takie podejście prowadzi nas prosto do lemowej papki z tubki, zielonej brei z recyklingu śmieci. Jeśli mamy kogoś uczłowieczać - to uczłowieczajmy siebie, niech wyznacznikiem naszego człowieczeństwa będzie stosunek do zwierząt żyjących i ich uśmiercanie w sposób jak najmniej bolesny.
    Moje spostrzeżenie jest takie: zawsze, gdy człowiek poprawia boski porządek rzeczy - bokiem mu to wychodzi. Trudno to czasami pogodzić z nakazem nie zakopywania talentów, bo umysł ludzki potrafi wymyślać rzeczy niezwykłe, trudno tylko zachować granicę między umiejętnością, a ingerencją. Nie wrócimy już oczywiście do nie leczenia chorych - "bo taka jest wola boża", ale już przerabianie człowieka na maszynę sprawia, że zatracimy istotę człowieczeństwa. Inna sprawa, że przy coraz niższym przyroście naturalnym trwanie ludzkości przez jakiś czas wyrówna tylko przedłużenie życia.
    Było takie opowiadanie Lema (tytułu nie pomnę, a szukać mi się nie chce) gdzie człowiek pewien po wymianie wielu swoich części zamiennych stawał w sądzie pozwany o ich zapłatę. Udowadniał, że zapłacić nie musi, bo on już dawno przestał być osobą, która umowę podpisała...
    PS
    Młodzież, która przed świętami rozdawała ulotki by nie zabijać karpi najczęściej w butkach ze skóry występowała, a niektórzy w kożuszkach. No i modne są teraz pilotki z kożuszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykorzystanie skóry z JUŻ zabitego zwierzęcia nie stoi w sprzeczności z martwieniem się o nadmierne cierpienie zwierząt.

      "Człowieczeństwo" jest tylko jedną z odmian zwierzęcości. A wiara w "boski porządek" - jedną z wielu idei. Równie dobrą (lub złą) jak "postępowa ekologia".

      Usuń
    2. Mogę się zgodzić, że naturalny porządek wolno nazwać ekologią - o to w tym chodzi, ale już dodanie przymiotnika "postepowa" przekreśla boski porządek rzeczy ;-)
      Bo albo boski=naturalny=zgodny z naturą, albo postępowy = zepsuty ludzką niewiedzą i pychą.

      Usuń
    3. Nie ma żadnej udowodnionej "boskości", od tego zacznijmy.

      Usuń
    4. Może nie ma, może jest. Nie wiadomo.

      Wiadomo jednak, że możemy "boskość" stworzyć. To jest - że możemy stworzyć rozum tak od naszych własnych potężniejszy że, z naszej perspektywy - boski. Lub demoniczny.

      Możemy, ponieważ nie zabraniają tego żadne prawa natury - jest to tylko kwestia czasu.

      Co wtedy zrobi - starsza już i dojrzalsza niż dziś - Kira? Padnie na kolana przed wcielonym w metal i światło (a może nie? Może jednak -w kolidowy roztwór?) Rozumem przez duże "R"?

      Będzie przecież WIEDZIEĆ, a nie tylko "wierzyć" - że ów Rozum z całą pewnością - nieskończenie nad jej własnym góruje..?

      Usuń
    5. Ale CZYM góruje? Inteligencją czy mądrością?

      Usuń
    6. O nie, nie, nie - Mości Panno! Nie dam tu sobie kota ogonem wywijać!

      Nie istnieje nic takiego jak "mądrość". Różna od "inteligencji". Koniec i kropka.

      A.I. góruje nad Tobą wszystkimi parametrami, jakie jesteś w stanie przypisać rozumowi: mocą obliczeniową, szybkością działania, rozległością skojarzeń, zdolnością do rekombinacji danych (czyli tzw. "mocą twórczą"). Jest geniuszem o IQ liczonym w dziesiątkach tysięcy punktów - setki razy przekraczając szczytowe możliwości człowieka w tej mierze.

      Czy jest "mądry"? A co to w ogóle ma znaczyć?

      Równie dobrze, możesz się pytać, czy jest "świadomy".

      Obawiam się, że w jego przypadku "test Turinga" - raczej niewiele nam powie...

      To jak: padasz na kolana - bo wreszcie i z całą pewnością znalazałaś taki Rozum, przy którym Twój własny to świeczka przy Słońcu i możesz bez wstydu uznać go za swojego "guru" - czy ignorujesz fakty, idziesz w zaparte i bezrozumnie obstajesz przy swojej, w tym momencie niczym już nie umotywowanej - suwerenności..?

      Usuń
    7. Ależ motasz. Mądrość, podobnie jak dobro, nie jest czymś mierzalnym. A jednak każdy z nas ma jakieś tam wyobrażenie MĄDROŚCI i DOBRA (i PIĘKNA, PRAWDY, etc). Niektórzy nawet je wielbią i dążą do nich. Niektórzy... bo można zadowalać się pełnym brzuszkiem.

      Inteligencją góruje nade mną multum osób. Przed nikim nie padam na kolana. Chyba, że mam robić tzw. loda. Ale o tym pisał już imć Daimyo. :) Sugestia, że przed superinteligencją t r z e b a by zgiąć kark, wydaje mi się co najmniej dziwna. Jeśli ów twór doskonały miałby pomóc mi w MOICH planach - mogę współpracować. Ale oddać mu wolną wolę, czcić go? Nie. Po co?

      Usuń
    8. Ponieważ on nieskończenie lepiej od Ciebie wie - co jest dla Ciebie dobre, a co nie. A "Twoje plany"? Wybacz - ale to dziecinne...

      Usuń
    9. Jeśli JA się z tym zgodzę - to czemu nie? Swoją drogą, ludzie buntowali się nieraz przeciwko Bogu (czy swojemu wyobrażeniu Bogu). Nawet w Biblii jest historia faceta, który się bił z aniołem, czyż nie? ;)

      Usuń
    10. Bóg postępuje nader taktownie, nie narzucając się ludzkości. Do tego stopnia, że wciąż nie wiadomo na pewno - jest On, czy Go nie ma?

      Tymczasem w istnienie A.I. stworzonej przecież przez człowieka - wątpić nie podobna. Ani w to, że wie lepiej od Ciebie, co jest dla Ciebie dobre.

      Jeśli zatem nie zgadzasz się z tym, co Ci przeznaczył - to z definicji postępujesz nierozumnie.

      Jaką niby w tym momencie wartość ma Twój bunt..?

      Cała wolność, jaka Tobie (i całej reszcie ludzkości) pozostanie po rozruchu A.I - to wolność bredzenia głupstw!

      Usuń
    11. A skąd mam wiedzieć, czy warto takiej istocie ufać. Dlaczego miałaby CHCIEĆ mojego dobra? Bo tak ją zaprogramowaliśmy? I to miałby być dowód superinteligencji? Buahahaha!

      Usuń
    12. Czy A.I. rzeczywiście chce Twojego dobra czy nie - wiedzieć nie możesz. Ale to i tak bez znaczenia, ponieważ - z definicji - nie pojmiesz, jak byś się nie starała, motywów jej działania. Tak samo jak wąpliwym jest raczej, aby Twój kot pojął - czemu np. go sterylizujesz (a przecież - robisz to niewątpliwie dla jego dobra, czyż nie..?).

      Chciałem w tym wątku dyskusji wypróbować motywy tej Twojej irytującej (przyznaję) bezczelności. Motywem, który byłbym w stanie pojąć, jest agnostycyzm. Skoro nie wiemy, czy istnieje Bóg - to nie mamy obiektywnych kryteriów dla wyborów moralnych. Kłopotliwe. Jakoś sobie trzeba radzić - można i tak, jak Ty, choć wciąż uważam to za dziecinadę.

      Ale nie można być "agnostykiem" wobec boga, którego się samemu stworzyło!

      Pytanie, czy A.I - nasz "deus ex machina" - postępuje dobrze czy źle jest bez sensu. Nie sposób - z ludzkiej perspektywy - oceniać moralnie postępowania boga! Po prostu: przekracza to nasze możliwości poznawcze...

      Wychodzi na to, że Ty zwyczajnie - tupetem maskujesz brak podstawowej wiedzy...

      Usuń
    13. A jaką Ty masz wiedzę na temat doskonałości? Na temat boskości? Inteligencji? Dlatego właśnie nie lubię filozofii: nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Przecież kot jak najbardziej się buntuje przeciwko ludzkim działaniom - zarówno dobrym (wożenie go do weta), jak i złym (chęć zrobienia krzywdy). I olewa mocno naszą wyższość nad nim. Czy dlatego, że jest owej wyższości (moralnej, intelektualnej) nieświadom? Nie wiem. Po prostu ma WOLNĄ WOLĘ. Tak jak i człowiek. Dlatego sugestia, że nie należy się buntować przeciwko czemuś, co pretenduje do rangi bóstwa, jest niemądra. My się zawsze będziemy buntować, bo to nie rozum, a emocje mówią nam, czego chcemy i do czego dążymy.

      Usuń
  2. Problem z częścią obrońców zwierząt/fanatyków religijnych/rewolucjonistów polega na tym, że wychodzą oni z założenia, że jedynie ich punkt widzenia jest prawidłowy i dlatego trzeba siłą zmusić innych do jego respektowania. Ponieważ ludzie poddani takiej presji bronią się dochodzi do eskalacji użycia siły i dlatego jeżeli tylko oszołomstwo jest wystarczająco silne musi to zakończyć się ludobójstwem jako ostateczną formą łamania oporu innomyślących.

    Co do przyszłości, za 50 lat nie będzie ludzkości jaką znamy teraz z conajmniej jedego z powodów poniżej:

    1. Nie będą dostępne tanie węglowodory więc gospodarki opartej o ich spalanie/przetwarzanie
    2. Cywilizacja białego człowieka nie będzie cywilizacją dominującą a być może zostanie bardzo poważnie zmarginalizowana w konsekwencji znany nam system wartości nie będzie obowiązywał
    3. AI będzie dysponowała możliwością zniszczenia ludzkości i raczej z niej skorzysta
    4. Ludziom będzie się opłacało zmienić hardware (czytaj ciało) na coś nie pochodzącego z łona kobiety.
    5. Skażenie promieniotwórcze osiągnie poziom powodujący radykalne skrócenie życia ludzkiego i zredukuje szanse na urodzenie zdrowych dzieci.

    Dlatego należy pojednać się z Bogiem i ludzmi albo bawić do upadłego bo długookresowe inwestycje są w tych warunkach bez sensu.

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jednego prawidłowego punktu widzenia. Jest tylko SIŁA, która zmusza jednych do uległości drugim.

      Usuń
    2. Mylisz się. Istnieje obiektywne kryterium wyborów tego rodzaju - jest nim homeostaza gatunku.

      Auto-ewolucja likwiduje gatunek jako taki - więc jest dla jego homeostazy zabójcza.

      Usuń
    3. Pisałam o moralności. Nie ma nic obiektywnie niemoralnego w zmianach. Ani nic obiektywnie moralnego.

      Usuń
    4. Sorry: nigdy nie potrafię zgadnąć, czy w ramach Twojego indywidualistycznego woluntaryzmu akurat bardziej bierze górę indywidualizm (i bałwochwalczy kult "moralności" w związku z tym"), czy woluntaryzm (i nie mniej bałwochwalczy kult "siły"...).

      Tak czy inaczej - piszesz od rzeczy.

      Podejmując decyzje (bo to nie będzie żadna pojedyncza decyzja, tylko cała masa drobnych kroczków, "metodą salami") o rozpoczęciu auto-ewolucji i kasacie gatunku homo sapiens - nikt się nie będzie ŻADNĄ moralnością kierował.

      Tu się liczy interes. I strach. Że konkurencja będzie szybsza. Ulepszenia dają przewagę - więc, kto nie chce ulec zagładzie, nie może z nimi zwlekać!

      W ten sposób: zagładzie ulegną wszyscy - bo rychło nie będzie już ludzi. Choć może pozostanie jakiś rozum - lub jakieś rozumy. Kto wie: może o wiele od naszego doskonalsze i rzeczywiście - bardziej skłonne przejmować się moralnością niż strachem o przetrwanie..?

      Tylko - dlaczego cokolwiek ma mnie obchodzić moralna doskonałość jakichś przyszłych robotów, którzy zastąpią ludzi..?

      Usuń
    5. Cóż za bzdury. Jeśli za zagładę gatunku uważasz jego przemianę w inny, to ja odpadam. No to możemy powiedzieć, że każdy, kto nie ma dzieci, przyczynia się do zagłady własnych genów. Lub własnego rodu - to brzmi bardziej swojsko, prawda? Ot, słowa, słowa.

      Usuń
    6. PS. Osobiście chciałabym choć na jeden dzień stać się istotą innego gatunku. Humanoidalną, inteligentną. Po prostu nie czuję swojego "człowieczeństwa". JA jestem ja. Ja jestem zwierzę. To człowieczeństwo gdzieś mi umyka. Może dlatego, że mój gatunek wydaje mi się czasem wyjątkowo... obcy?

      Usuń
    7. Ależ kto nie ma dzieci - z całą pewnością skazuje swoje geny na zagładę. Co w tym oczywistym stwierdzeniu jest bulwersującego..?

      "Samolubne geny", drogą doboru naturalnego, wypracowały tedy cały system zachęt, służących temu, aby JEDNAK się od tego obowiązku nie uchylać. Że człowiek potrafi się przeciw temu fatalizmowi zbuntować - z wygodnictwa zresztą..?

      No i co z tego? Zresztą - ludzi jest 7 miliardów: żaden gatunek ssaka (chyba nawet szczurów nie wyłączając...) nigdy nie był tak liczny. Nie ma szczególnego powodu, aby ktokolwiek w pojedynkę zatem - czuł się szczególnie odpowiedzialny za przyszłość gatunku pod tym względem!

      Jeśli jednak WSZYSCY ludzie przestaną się rozmnażać, a zamiast tego - zaczną budować przypominające ludzi humanoidalne roboty - to chyba zmieni to trochę postać rzeczy, nie uważasz..?

      I tak, z całą pewnością - przekształcenie gatunku A w gatunek B - jest zagładą gatunku A, którego już nie ma. Co w tym rozumowaniu jest trudnego..?

      I z całą pewnością NIE MOŻESZ "stać się" istotą "innego gatunku". Gdyby nawet "zeskanować" całą zawartość Twojego mózgu i przenieść ją na twardy dyks n-tej generacji jakiegoś robota - to nie Ty się w ciało robota przeniesiesz, tylko Twoja - być może nawet idealnie doskonała - kopia.

      Usuń
    8. Eee tam. Świadomość byłaby moja.

      I co w tym złego, że ludzie - czy to niechęcią do rozmnażania, czy pędem do ulepszeń ("ulepszeń"?) - doprowadzą do - Jezuuuu, jak to pompatycznie brzmi! - zagłady gatunku? Tak już być MUSI - bo inaczej być nie może. Człowiek MUSI się zmieniać. Kiedyś natura doprowadziła do wyginięcia małpoludów, teraz my sami się zmienimy. Lub stworzymy swoje "kopie".

      Usuń
    9. Tupet nie zastępuje filozofii. Mam Ci tu całe "Dialogi", do których słusznie odesłał kol. Rafał streszczać?

      Wydaje Ci się tylko, że "świadomość byłaby Twoja". Zauważ, że po skopiowaniu danych z Twojego mózgu zachodzi jedno z dwojga: albo Ty istniejesz dalej - i w takim razie jest Was w tym momencie dwie - Ty i Twoja idealna "mentalna kopia". Albo też, po zakończeniu kopiowania, oryginał, czyli Ty - ulega likwidacji.

      Jednak z faktu, że Ciebie zabiją - nie wynika, iż Twoja kopia stanie się Tobą!

      Można ten proces maskować na różne sposoby - ale problem "kontynuacji świadomości" jest w żaden fizyczny sposób nierozwiązywalny.

      To samo dotyczy zagłady gatunku. Post-ludzki rozum, czy też rozumy, która opanują Ziemię - nie będą w żadnym razie "kontynuacją" gatunku homo sapiens. Tylko bytami całkowicie odrębnymi, z którymi tyle mamy wspólnego co z samochodami, które wymyśliliśmy i budujemy...

      Usuń
    10. Oczywiście, że mój klon nie jest mną. Zawsze mnie denerwowali ludzie, którzy choćby pieska chcieli sobie sklonować, nie mówiąc o sklonowaniu dziecka (oczywiście mam tu na myśli filmy science fiction). Ale czy na pewno jedyna ucieczką przed śmiercią będzie klonowanie?

      Usuń
    11. Znowu- to kwestia stosunku emocjonalnego. Po prostu nie przeraża mnie, że Homo Sapiens może zostać, któregoś dnia, zastąpiony przez coś doskonalszego.

      Zwróć uwagę na świadomość dziecka, porównywaną do zwierzęcej. Skoro każdy z nas był czymś mniejszym, niż teraz, może być i czymś więcej...

      Postludzie będą istotami odrębnymi- ale kim są nasi rodzice i nasze dzieci...? Oni też mają często krańcowo różne od nas doświadczenia życiowe i osobowości. Ludzie też potrafią być obcy.

      Usuń
    12. Ten sam paradoks dotyczy każdego przypadku przebudowy ciała, "przeniesienia" światomości - i wszystkiego innego, co tylko możemy sobie (pomijajc cuda) wykoncypować.

      Zresztą - żeby człowiek mógł się zmierzyć z nieśmiertelnością - z całą pewnością MUSI przestać być człowiekiem!

      O czym już kiedyś obszerniej pisałem - tylko nie pamiętam pod jakim to było tytułem...

      Usuń
    13. Aha- przeczytaj jeszcze "Extensę", również Dukaja.

      Usuń
    14. I czego tu się bać, hę?

      Usuń
    15. @ Tomasz Gbur

      Ależ o to właśnie chodzi: nie mam do ewentualnego ośrodka obliczeniowego, który w przyszłości ma zająć moje miejsce - ŻADNEGO stosunku emocjonalnego.

      Innymi słowy: gówno mnie obchodzi los, doskonałość i pomyślność "post-ludzi" - bo z całą pewnością - nie będą ani mną (to niemożliwe), ani nawet - w jakimkolwiek bądź sensie tego słowa - moimi "dziećmi".

      Oczywiście - tak samo jak ja przywiązuję się do moich koni, tak pewnie - rzemieślnik produkujący, bo ja wiem - zegary - przywiązuje się do swoich dzieł.

      Tyle tylko, że my z praktyki znamy tego rodzaju stosunek wyłącznie jako relację asymetryczną "z góry - na dół". Bo takimi "nie-ludzkimi" obiektami przywiązania mogą być albo małe dzieci (małe - więc, z definicji: głupie), albo zwierzęta, albo zgoła - nierozumne przedmioty.

      Natomiast w relacje z istotami doskonalszymi - ludzkość, o ile mi wiadomo, nigdy do tej pory nie wchodziła. Mocno wątpię, czy da się tu zastosować analogię tego rodzaju!

      Na ogół - bliźni, którzy są ciut tylko cwańsi od przeciętnej - raczej denerwują swoich sąsiadów, niż stają się przedmiotem podziwu...

      Usuń
  3. Następnym krokiem będzie odejście ludzi od formy fizycznej. Po co człowiekowi (jak jeszcze coś z niego zostanie) mechaniczne ciało. To przecież tylko problem. Lepiej całą cywilizację umieścić jako jakieś aplety oprogramowania w superkomputerze. Superkomputer będzie budował maszyny mogące zmieniać otoczenie, zdobywać nowe światy itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin Wolski fajnie pisał o ludziach z dużymi głowami i zredukowaną resztą ciała - nie była potrzebna przy braku prac fizycznych.
      Istnienie jako program komputerowy może pozwoliłoby na unikniecie zmęczenia fizycznego, ale za to rozmnażalibyśmy się jak wirusy?

      Usuń
  4. Co oczywiście jest logiczną kontynuacjom :)

    jak pisałem TEOTWAWKI

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
  5. @Boska Wola,

    Twoi sąsiedzi pewnie jeszcze będą mieli pracę, ale następne pokolenie - pewnie nie. I tak być musi: jedne zawody "umierają", inne się "rodzą".

    Rzadko kiedy jaka zamiana (w obyczajowości, technologii, etc) była dla wszystkich korzystna lub niekorzystna. Przegrani i wygrani będą zawsze. Nie ma co uogólniać. Ja tam z utęsknieniem wyczekuję czasów, kiedy będę mogła sobie wyhodować nowe zęby. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie wcale nie spieszno do czasów, gdy konie wyścigowe będzie się zamawiać w fabryce biotechnologicznej. Nic a nic mi nie spieszno!

      Usuń
  6. "Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy przestanie ćwiczyć pamięć... Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie... Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiądą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało, że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic"

    Już Platon przestrzegał przed autoewolucją ;)

    Książka, dyktafon, laptop, komórka, internet - to wszystko są przykłady autoewolucji. Zresztą od kiedy ludzie stworzyli kulturę, to ewolucja czysto biologiczna skończyła się na dobre i inne siły kierują nami niż tylko sama natura.
    Jak pokazuje historia i każdy pisarz s-f który tymi sprawami się zajmuje, każde rozwiązanie technologiczne które jest 1) technicznie możliwe do wdrożenia 2) opłacalne 3) daje określoną przewagę czy atut nad przeciwnikiem/konkurentem będzie zastosowane. Żadne prawodawstwo tego nie powstrzyma. To trochę tak jak z kapitałem - zawsze znajdzie się jakiś egzotyczny kraik z lżejszą polityką fiskalną gdzie można się zarejestrować. Komórki macierzyste, embriony, klonowanie - jak nie UK albo USA, to Oceania.

    Tematyka transhumanizmu, którą Pan poruszył, jest niezwykle interesująca bo dotyka podstawowych problemów filozoficznych (kim jest człowiek?) - warto zajrzeć chociażby do "Dialogów" Lema. Trudno też wyobrazić sobie zdarzenie mające większe konsekwencje niż masowe ulepszanie się.

    Dla ilustracji - w 2011 roku wyszła gra komputerowa w klimacie cyberpunk która traktuje właśnie o H+. W ramach kampanii reklamowej wypuszczono dwa fikcyjne spoty:
    1) Reklamę korporacji produkującej human augmentations - https://www.youtube.com/watch?v=UG_oThcYsn0
    2) Spot "purystów", czyli przeciwników "zabawy w Boga" - https://www.youtube.com/watch?v=Gcsd6mJ3R08
    Daje do myślenia, czyż nie? :)

    P.S. Z możliwości sterowania ewolucją pierwsze skorzysta oczywiście państwo, konkretniej armia, a ściśle rzecz ujmując - różnego rodzaju jednostki specjalne. Także zanim dojdziemy do Singularity przed nami jeszcze co najmniej parę lat pod czujnym okiem państwa w dystopijnych klimatach. Chyba, że wcześniej dopadnie nas peak oil albo globalne ocieplenie ale to inna para kaloszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Z możliwości sterowania ewolucją pierwsze skorzysta oczywiście państwo, konkretniej armia, a ściśle rzecz ujmując - różnego rodzaju jednostki specjalne."

    Trochę zależy od tego jak będą kształtowały się relacje w sile państwa vs korporacji. Jeżeli państwa będą tracić w takim tempie jak do tej pory a zyskiwać korporacje mozemy mieć doczynienia z siłami specjalnymi najsilniejszych firm. Tacy agenci będą mieli celowo ograniczane możliwości, kiedy okaże sie że technologia się sprawdza właścicele korporacji będą mogli osiągnąć status pół-bogów. O ile oczywiście wierzymy, że istnieją korporacje z silnym nadzorem właścicielskim a nie jest to juz tylko pastwisko różnych CEO.

    Jak już to zostało napisane w dyskusji, jeżeli nie będzie miał miejsce jakiś cud, interwencja obcych/Boga to w takim świecie się znajdziemy i należy planować/reagować adekwatnie.

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjęcie steka wstawione do artykułu, zostało pobrane bez mojej zgody z mojego bloga http://mojedania.pl. Użycie tego zdjęcia jest naruszeniem moich praw autorskich. Zostało wstawione nawet bez podpisu. Proszę o bardzo pilne usunięcie zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Steków ci u nas dostatek. Podmieniłem. A, między nami pisząc - te całe "prawa autorskie" to jedna wielka bzdura jest...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...