niedziela, 9 grudnia 2012

Zimny poranek

Zima upraszcza pewne rzeczy. Na przykład - poranki. Zimą cały poranek zorganizowany jest w zależności od tego, jak szybko odmarznie kran pod wiatą. O ten:



Zastanawiamy się, czy nie zostawiać kabelka grzejnego włączonego na noc. Powinien wytrzymać. Jest dużo grubszy od poprzedniego. Kłopot w tym, że nie wiem jak zrobić, żeby zapobiec zainteresowaniu się przez koniowate jego drugim końcem:

W stanie wyłączonym chowa się w szparę między deskami, a i tak (co prawda: nie ten kabelek i nie przy tym składzie stada!) zdarzało się, że znajdowaliśmy wtyczkę przeżutą. Lepiej, żeby nikt jej nie żuł, gdy jest podłączona do prądu...

Trzeba zatem było rozmrażać z rańca. Zajęło to godzinę. Bo wyszedłem z domu ok. 5.50 (heroicznie opuszczając wygrzane miejsce pod kołdrą, pośrodku między Lepszą Połową a cieplusim koćkodankiem...), a woda z kranu poleciała tuż przed 7.00 - nie, nie stałem przez cały czas pod wiatą (choć jest tam całkiem przyjemnie - lepiej, w każdym razie, niż na otwartej przestrzeni...) - zdążyłem nakarmić oba koty (Krystynę trzeba było za futro ze strychu ściągać, bo dobrowolnie ruszyć się nie chciała) i rozpalić w Herculesie. No i, ma się rozumieć - wydać śniadanie koniowatym.

Dopiero po tym wszystkim, gdy naczynko pod wiatą zostało wreszcie napełnione wodą, mogłem zająć się sobą, tj. obmyć grzeszne cielsko, ogolić się i zrobić sobie kawy.

A od rana rozmrażałem ten kranik już łącznie cztery razy. Z tym, że po tym, jak już rano odpuści - idzie to o wiele szybciej.

Prognoza pogody nas zawodzi. Dzień miał być pogodny - a tymczasem wiszą nad nami sine chmury. Miało się ocieplać, a tu - jakby coraz zimniej... Zwlekałem, ile mogłem, czekając na rozpogodzenie się i dobre światło, ale dłużej zwlekać było niepodobna. Nasze koniowate (wiata jeszcze przed wywożeniem guana, zrobiłem to zaraz potem):





Generalnie ładnie jest, ładnie - nie powiem. To białe gówno przynajmniej daje złudne wrażenie, że czysto. Mimo to jednak, entuzjastów zimy u nas brak...



8 komentarzy:

  1. Białe gówno sprawia fajne wrażenie, ale w połączeniu z zimnem jest to jeden z gorszych bożych wynalazków.
    Co do kabla - powinieneś go schować - np. obudować skrzynką z czegoś trudniejszego do przeżucia, może z deseczek, zamykaną na kłódkę albo coś w tym stylu.
    Dopiero wtedy mógłbyś mówić o zabezpieczeniu przed koniowatymi.
    A tak w ogóle podziwiam Waszą krzepę i wytrzymałość!
    Ale w domu woda nie zamarza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu nie. Tylko pierwszej zimy raz zamarzła kotu woda w misce - no i zeszłej, kiedy nam się komin spalił, czajnik rozsadziło i podgrzewacz. Ale generalnie, staramy się trzymać ciepło.

      No, właśnie myślałem o takiej skrzyneczce...

      Usuń
    2. No proszę, ja też myślałam o zabazpieczeniu typu skrzynka z desek. Moje konie lubią się bawić kłódką, a i skrzynkę by ogryzały, ale tych parę miesięcy pewnie by wytrzymała.

      Usuń
    3. Ja też mam podobny pomysł.
      Można zrobić ukośną deskę na zawiasach którą będzie się zamykać na zamek zamontowany od środka. Można kupić nakładany zamek meblowy bądź do drzwi ogrodowych, tak żeby tylko w desce był otwór na kluczyk. Taką deskę można przymocować w narożniku ściany, dobrze gdyby była tak długa, że zakryje kran z kablem. Z góry nad deską proponuję dodać "blat" który zabezpieczy kran przed ciekawością podopiecznych.

      Aby do wiosny !

      Pozdrawiam,
      Tomek.

      Usuń
  2. One tak mało tego futra mają czy mnie się wydaje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misiowe są jak trzeba. Bardziej już nie mogą.

      Usuń
    2. To widocznie się przyzwyczaiłam do moich grubosierściowych i włochatych.

      A odnośnie zamarzniętego kranu, myśmy dwa lata temu pod takowym ognisko rozpalali :D

      Usuń
    3. Mnie się zdarzało polewać wrzątkiem z czajnika...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...