piątek, 28 grudnia 2012

Postęp czy anomalia?

Przyznam się Państwu, że się rozleniwiłem. Bo też: co właściwie można robić między Świętami a Nowym Rokiem..? Ograniczamy się też do czynności czysto wegetatywnych: karmimy zwierzęta (i siebie), palimy w Herculesie, popiół wyrzucając konsekwentnie do ogródka, odwiedzamy tylko najbliższych sąsiadów. Nasz Behemot, czyli Power Mac G5, oddany do remontu zaprzyjaźnionej firmie sadowniczej jeszcze tydzień temu, nie wrócił do nas dzisiaj, choć były takie plany - szef zaprzyjaźnionej firmy szczerze przyznał się do takiego samego rozleniwienia międzyświątecznego, jakie i mnie drąży. Tym się różnią firmy zaprzyjaźnione od zwykłych...

Lepsza Połowa zakończyła lekturę “Chłopów” - a ja zbliżam się do końca I tomu “Historii życia prywatnego”. Z jednej i drugiej okazji - mała refleksja. Taka na miarę “międzyświęcia”!

Proponowany podział jest do pewnego stopnia arbitralny, jako że ta sama rzecz różne może pełnić funkcje, zależnie od potrzeb i kontekstu. Tym niemniej, z dostateczną jak na tak luźne rozważania dokładnością podzielić można majątki w posiadaniu ludzi na produkcyjne i nie-produkcyjne. Produkcyjne to takie, które da się wykorzystać do wytwarzania wartości. Nie-produkcyjnych w tym celu wykorzystać się nie da.

Majątkiem produkcyjnym jest ziemia rolna nawet, jeśli leży odłogiem - bo można ją wziąć pod uprawę. Ale już mieszkanie: tylko pod warunkiem, że da się w nim uprawiać jakąś działalność gospodarczą. Natomiast złoty naszyjnik, czy muślinowa szata, niezależnie od tego, że mogą właścicielce przysporzyć korzyści, jeśli je wykorzysta podczas scenicznego show - zaliczymy jednak raczej do kategorii majątku zdecydowanei nie-produkcyjnego. 


Aż do czasów bardzo niedawnych, ogromna większość majętności przekazywanych w formie spadków, darowizn czy aktów kupna - sprzedaży miała charakter produkcyjny. Co więcej - ogromna większość ludzi posiadała lub współposiadała JAKIŚ majątek produkcyjny.

Wynikało to głównie z faktu, że 80 - 90% ludności stanowili rolnicy posiadający lub współposiadający gospodarstwa rolne. Dlaczego “współposiadający”? Dlatego, że w takiej na przykład gospodarce folwarczno - pańszczyźnianej nie można było chłopów tak ze wszystkim uznać za wyzutych z własności niewolników. Mimo wszystko, ich pan nie mógł ani ich osobami, ani działkami ziemi, które dzierżyli, dysponować całkiem swobodnie i wedle woli. Przez kilka dziesięcioleci tylko - od wprowadzenia, w roku 1807 Kodeksu Napoleona, do uwłaszczenia w 1863, byli chłopi traktowani przez prawo jako dzieżawcy, a nie współwłaściciele swoich gospodarstw, co też skutkowało najpierw coraz to bardziej masowymi rugami z ziemi (potrzebnej pod towarową hodowlę owiec na wełnę, lub pod nie mniej towarowe folwarki gospodarujące już “po nowemu” - płodozmianem), a w konsekwencji - coraz to gwałtowniejszym oporem wyzuwanych z ojcowizny chłopów.

W każdym razie, do czasów bardzo niedawnych prawie każdy jakiś majątek produkcyjny posiadał, a jeśli nie - to do jego posiadania mniej lub bardziej uporczywie dążył. Dążenie to nie dotyczyło tylko pewnych marginalnych grup, egzotycznych i społecznie stygmatyzowanych: Cyganów, Żydów (przed ich emancypacją, gdy nie mogli posiadać ziemi, ani zatrudniać “chrześcijańskiej czeladzi”, co poważnie ograniczało im możliwość działania w przemyśle), żebraków, złodziei i innych “ludzi luźnych”.

Tymczasem, w ciągu ostatnich 100 lat zaszła w tym względzie zmiana. Obecnie najpoważniejszym majątkiem, najpowszechniej posiadanym przez największą liczbę Polaków są mieszkania - najczęściej: mieszkania w blokach, bardzo kiepsko nadające się do czegokolwiek innego niż mieszkanie, a i to koniecznie - w pewnym szczególnym kontekście, zakładającym w miarę sprawne funkcjonowanie infrastruktury miejskiej, bez której i do tego się nie nadają. Potem idą samochody, sprzęt elektroniczny, meble, odzież. Majątek produkcyjny posiada drobna mniejszość Polaków - bodaj około kilkunastu procent (bo nawet nie wszyscy mieszkańcy wsi). Co i tak jest bardzo znacznym udziałem w porównaniu do wszystkich właściwie naszych sąsiadów.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż - bardzo łatwo wytłumaczyć, dlaczego przez tyle wieków, a właściwie, przez tyle tysiącleci, ogromna większość ludzi gotowa była nawet do zbrodni, byle tylko jakiś kawałek płodnej ziemi, jakąś parę wołów, czy inne atrybuty ciężkiej pracy posiąść. Produktywność tego majątku była - nieledwie symboliczna. Z jednego ziarna wrzuconego w ziemię uzyskiwano od kilku do kilkunastu ziaren plonów. To samo dotyczyło ręcznej, w ogromnej większości, pracy w rzemiośle, czy nawet - mozolnego, na grzbietach osłów, mułów czy wielbłądów prowadzonego handlu.

W tej sytuacji, kto nie był najściślej z wytwarzaniem wartości związany, kto nie posiadał służącego temu celowi majątku, narażał się na wielki hazard i ryzyko, że go w podziale owoców tak mało wydajnej pracy - pominą. Nawet buddyjskie klasztory w dawnych wiekach chętnie gromadziły majątki ziemskie - widać tradycyjna jałmużna dla mnichów zbyt niepewnym była źródłem utrzymania.

Współcześnie natomiast panuje przekonanie, że tak naprawdę każdy jest w stanie zarobić na lepiej niż dobre utrzymanie wyłącznie najemną pracą - posiadaniem produkcyjnego majątku się nie kalając. I tak w rzeczywistości zapewne jest. Tym niemniej, zjawisko to mnie zafrapowało. Bowiem niezależnie od tego, co jest możliwe, a co nie jest - nawyki przez tyle wieków i tysiącleci utrwalone, powinny trwać dalej, niezależnie od zmian “w sferze materialnej”. Cóż to jest 100 lat, a  nawet mniej?

Tymczasem nie tylko nie widać jakiegoś pędu do posiadania produktywnej ziemi, nadających się do produktywnego wykorzystania lokali, czy innych potencjalnie produktywnych narzędzi, ale wręcz - zaryzykowałbym stwierdzenie, że obciachowym jest myśleć o takich rzeczach. Ba! Nawet Kościół katolicki w dzisiejszych czasach utrzymuje się raczej z jałmużny niż z majątku - co jest już niezwykłe zaiste, bo tak, jako żywo, nigdy nie było (posiadanie dość znacznego majątku, jak właśnie wyczytałem, potwierdzone jest dla wspólnoty chrześcijańskiej w Rzymie już w III w. po Chrystusie...).

Dlaczego tak się dzieje? Czy jest to wina “kulturowego marksizmu”, sączącego się ze szkoły, mass mediów i internetu? Czy może posiadanie majątku produkcyjnego, wiążące się też przecież z pewnymi obowiązkami - było przez te wszystkie wieki i tysiąclecia raczej ciężarem niż radością dla ludzi i teraz, skoro już nie muszą, ani myślą, w większości, się nim obciążać? Ma ktoś z Państwa jakiś pomysł na rozwikłanie tej zagadki?

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi nie mam(choc pare pomyslow mam)ale musze przyznac ze zafrapowal mnie ten problem-czyzby(to tylko taka luzna dywagacja)w rzeczywistosci przez ostatnie kilka dekad nastepowala pauperyzacja oraz ubezwlasnowolnienie szerokich mas spolecznych maskowana tylko postepem technologicznym?

    P.S.Przez moment nawet mialem napisac ze obecnym odpowiednikiem majatku produkcyjnego sa akcje ale dalem sobie spokoj-skala nie ta a i zyski nieco watpliwe-to tylko NEDZNY substytut.

    P.S.S.Wszystkiego najlepszego z okazji swiat oraz Szczesliwego Nowego Roku z wielkimi podziekowaniami za swietnego bloga.


    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po zastanowieniu, nie jestem pewien, Panie Piotrze, czy jest się czym frapować. Koniec końców, to nie do końca prawda, że tak jak teraz nigdy wcześniej nie bywało. Owszem - jest to fenomen w dziejach rzadki. Ale w schyłkowym okresie Republiki Rzymskiej były takie rejony w Śródziemiomorzu (np. Sycylia, południowa część Italii, Afryka), gdzie udział wolnych posiadaczy środków produkcji w społeczeństwie spadał do wielkości podobnych jak u nas dzisiaj. To się wtedy nie sprawdziło i dość szybko zostało zarzucone. Ale może teraz, kiedy praca jest tysiące razy wydajniejsza niż wtedy - sprawdzi się jednak..?

      Usuń
  2. Ekonomia skali powoduje, że pewnych rzeczy się nie opłaca nabywać jak np. właśnie ziemi, żeby coś na niej produkować. Specyfika materii powoduje, że trudno jest się z tego utrzymywać nie poświęcając się temu na pełen etat. (przy czym sukces jest niepewny, a jak wiesz ludzie nie chcą wolności). Ponadto potrzebny kapitał jest ogromny (jeśli chce się produkować na sprzedaż). To pisząc ludzie nabywają majątki "produkcyjne" - patrz wzrost cen ziemi po wstąpieniu do UE i związanym z tym dopłatach, czyli wzroście produktywności tego aktywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi tylko o ziemie-maly zaklad rzemieslniczy,sklepik,warsztat itp itd-jeszcze pokolenie temu powszechne a taraz uwazane wlasnie za strate czasu i "zaklocanie" rynkowego podzialu pracy.Maly,wlasny biznes przestal byc marzeniem-nikt juz nie lubi ryzyka,obecnie marzeniem jest praca w urzedzie lub korpo-oddanie sie w "niewole" w zamian za stabilnosc.Innowacyjnosc i chec wybicia sie przed szereg zanikaja zastepowane checia bycia trendy(czytaj myslec jak stado)-to jednak niepokojace-z odkrywcow i handlarzy zamieniamy sie w spoleczenstwo urzednikow(korpo lub rzadu)z cala ich ograniczonoscia myslenia.Ja nawet rozumiem ekonomiczne tego przeslanki(wzrost wydajnosci pracy,zaawansowany podzial pracy,ekonomia skali itp.)ale skutki jakie niesie takie zjawisko dla mentalnosci spolecznej(skostnienie oraz zewnatrzsterownosc)oraz dla struktury spolecznej(zanik ruchliwej klasy sredniej)sa niepokojace.Byc moze jak przypuszcza Pan Jacek wysoka obecnie wydajnosc pracy jest w stanie zniewelowac przynajmniej ekonomiczne skutki tego zjawiska ale pozostaja jeszcze skutki kulturowo-mentalnosciowe.Swoja droga dostrzegam ow brak checi posiadania majatku produkcyjnego u szeroko rozumianych Europejczykow ale juz(z tego co widze w UK)kolorowi(wychowani w innej kulturze i formacji myslowej)w wiekszosci daza do posiadania jakiegos majatku produkcjnego(sklep,myjnia,mala firemka it itd)-ekonomicznie jest to srednio wydajne ale w sumie daje im to duza niezaleznosc zarowno od duzych korpo jak i rzadu a do tego kreuje mentalnosc "wolnych ludzi" a nie lemingow podczepionych pod rzadowy/korporacyjny cycek-czyz nie sa dzieki temu bardziej elastyczni,bardziej zaradni i lepiej zorganizowani niz Brytyjczycy czy Polacy?W koncu czy sam Pan Jacek nie zauwazyl iz to zjawisko pojawialo sie u kultur upadajacych?

      P.S.Oczywscie latwo zauwazyc ze jestem zwolennikiem drobnego biznesu i poczucia "obywatelskosci" ktore buduje(oczywiscie w wielkim uproszczeniu mowiac).

      P.S.s.Ale moze wyciagam zbyt daleko idace i zbyt pesymistyczne wnioski.

      P.S.S.S.Panie Jacku mam wrazenie iz czcionka jest nieco zbyt mala.

      Piotr34

      Usuń
  3. Witam,

    Co do KK trudno się zgodzić, jest największym posiadaczem ziemskim w Polsce. Z samych dopłat jest tego sporo.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...