piątek, 14 grudnia 2012

Podział ról

Już o tym pisałem. Co jednak szkodzi czasem powtórzyć? Osobliwie, że poranek wyjątkowo mroźny, a jak na złość - musiałem trafić na warstwę świeżego drewna, ładując pierwszą partię do węglarki jeszcze po ciemku i rozpalić się w Herculesie nie chce. Więc jest zimno. Za zimno, żebym coś nowego wymyślał. Z doświadczenia już czwartej zimy: jedno polano wilgotnej sosny potrafi cały piec zgasić, jeśli za wcześnie się w nim znajdzie! Stąd na ten przykład - zupełnie się nie boję pożaru mimo, że nasz zapas drewna zgromadzony jest przy ścianie chatki. Podpalenie tego bez większej ilości benzyny tak, jak to stoi na wolnym powietrzu - jest praktycznie niewyobrażalne.

Więc - już o tym pisałem. O podziale ról między płcie. Co prawda - nie pamiętam kiedy, ale pamiętam, że już wtedy dawałem dla ilustracji tę właśnie postać:



O co tu chodzi? Ano, Lepsza Połowa która jest doktorem od psychoanalizy twierdzi - a ja się z nią zgadzam - że tak naprawdę to kobiety przerażają mężczyzn. Jedną z odmian tego przerażenia jest np. strach przed defloracą. W Azji Południowo - Wschodniej objawia się on w ten sposób, że błonę dziewiczą usuwają specjalnym przyrządem mnisi w buddyjskich klasztorach - bo gdyby jakiś mężczyzna posiadł dziewicę, takiego mu to przyniesie pecha, że niechybnie umrze.

W naszej kulturze (i to konkretnie słowiańskiej, wszak to nasz wkład do popkultury jest!) lęk przed defloracją został spersonifikowany w postaci wampira. Co w klasycznym obrazie filmowym  Murnau widać jak na dłoni: to nie narzeczony przelewa krew dziewicy, robi to za niego wampir. A potem wszyscy żyją długo i szczęśliwie...

Oczywiście upraszczam, a nawet trywializuję, ale to dlatego, że ja się psychoanalizą nie zajmuję i zajmować nie zamierzam i raczej interesują mnie cywilizacyjne i społeczne skutki tego faktu.

Fakt zaś jest taki, że aby posiąść i zaspokoić kobietę, musi mężczyzna wykrzesać z siebie pewne minimum agresji. Co wcale, ale to wcale nie jest takie łatwe! Dawna kultura, sprzed 1968 roku, o tyle była patriarchalna i "maskulinistyczna", że wiele instytucji społecznych i panujących zwyczajów ułatwiało młodym mężczyznom wykonanie tego trudnego kroku. Mężczyzna - zasadniczo: KAŻDY mężczyzna - mógł czuć się ważny, ceniony, potrzebny. Kultura popularna dostarczała mu wzorców właściwego zachowania, a role społeczne, które odgrywał - m.in. i to, że kobieta pozostawała na jego utrzymaniu jako "żywiciela rodziny", ułatwiały "wczucie się w rolę" i kanalizowały jego energię w sposób pożyteczny i (czasem przynajmniej...) również - przyjemny.

Tak już nie jest. Składa się na to całe mnóstwo czynników, którym sumarycznie można dać jedno imię: "wyzwolenie kobiet". Mężczyźni nie są już niezbędni do biologicznego przeżycia kobiet, bo te twierdzą, że same potrafią się utrzymać (to nie zawsze i nie do końca jest prawdą - osobliwie jak chodzi o tzw. "pracę" w biurokracji państwowej czy korporacyjnej - mam poważne wątpliwości, czy zatrudnione tam kobiety - mężczyźni zresztą też - istotnie wytwarzają jakąś "wartość dodaną", czy tylko ją marnotrawią..?). Wzorce propagowane przez popkulturę uległy zmianie - jak raz, przeskakując wczoraj wieczorem z kanału na kanał, co robię chcąc zachować przytomność by palić w Herculesie jak najdłużej, trafiłem na fragment filmu, w którym jakaś kobieta robiła swojemu mężczyźnie dziką awanturę z tego powodu, że ów podobno okazał się homofobem. Oczywiście, natychmiast przełączyłem dalej - ale trafem, dziś rano na moim ulubionym forum historycznym (niestety, w wątku, którego Państwo nie zobaczycie, bo należy do "zabezpieczonego forum", dostępnego tylko po zalogowaniu) też zaklęcia stygmatyzujące "homofobię", jako widomy znak "faszystowskich poglądów" (dokładnie właśnie w wątku dotyczącym "faszyzmu i neofaszyzmu" - na jawnie "anty-homofobiczny" bym przecież nawet nie wchodził...) znalazłem. To mi się przypomniało  - i stąd ten post (oraz z uwag Kiry do wczorajszego eseju).

Mężczyźni zostali sami ze swoim naturalnym lękiem. Wzmacnianym dodatkowo (o czym wiele razy pisał nasz przyjaciel Wojtek) przez matki i nauczycielki, penalizujące przejawy agresji i asertywności, a nagradzające "grzeczność", "uładzenie", "konformizm". W efekcie to, co dawniej każdy niepiśmienny Maciek robił na sianie swojej Jagnie aż się stodoła trzęsła - teraz wymaga konsylium psychoanalityka z seksuologiem i trenerem osobistym.

Co się dziwić, że już 40 lat temu pojawiły się pierwsze narzekania:


Po prawdzie - tego akurat nie traktowałbym zbyt poważnie. Natura nie znosi próżni. Skoro większość mężczyzn ma/będzie mieć/nie przyzna się, ale ma - takie czy inne problemy "w tych sprawach" - to zaspokajaniem kobiet zajmą się ci, którzy tego rodzaju kłopotów nie mają. Przykład Paragwaju dowodzi, że jest to całkowicie możliwe. Gdyby zresztą miało chodzić tylko o rozmnażanie, to mężczyźni nie są potrzebni w ogóle (da się przecież już pobudzić jajeczka do partenogenezy...), a z całą pewnością - wystarczy jeden na wiele tysięcy kobiet (miliony - jeśli dopuścić sztuczną inseminację...). Akurat o rozmnażanie nie chodzi - ale i tak, panie nie mają się czym martwić: zawsze znajdzie się taki, który się nimi zajmie, ku obopólnej radości.

Bardziej mnie zastanawia, co w takim razie będą robić pozostali mężczyźni - ci, którym nie uda się "rozwinąć w sobie bestii"? Obawiam się, przede wszystkim, że niekoniecznie objawiać się to będzie tak sympatyczną pierdołowatością:


Mimo wszystko - hormony robią swoje. Skoro mężczyźni współcześnie nie uczą się jak być agresywnymi - a metodą prób i błędów dochodzą wreszcie do wniosku, że jest im ta agresja jednak potrzebna - ich frustracja może objawiać się także niekontrolowanymi, przesadnymi wybuchami, prowadzącymi do zbędnych ofiar i cierpień. Również (to tak a propos "homofobii") - wybuchami agresji wobec różnej maści odmieńców. A to dlatego, że - jak kiedyś słusznie zauważył jeden z moich przyjaciół - towarzystwo pederasty nie deprymuje takiego tylko mężczyzny, który jest swojej męskości pewien. Mężczyzna niepewny siebie, aby jakoś swoją tożsamość określić, będzie okazywał wobec zachowań i osób homoseksualnych jawną agresję. Jest to agresja obronna, wynikła ze strachu przed tym, że samemu "nie dorasta się" do swojej "roli płciowej".

Na razie jeszcze, tli się to na marginesie - nie jest zresztą przypadkiem, że najwięcej zachowań "homofobicznych" objawia się w środowiskach szczególnie narażonych na zainteresowanie ze strony pederastów, tj. w grupach młodych mężczyzn, wspólnie oddających się aktywności fizycznej, polegającej np. na "ustawkach" z Policją czy kibicami przeciwnej drużyny.

Zjawiska takie mogą się jednak, w miarę feminizacji i kastracji naszego życia społecznego tylko nasilać. Im mniej "męska" jest mainstreamowa kultura i przekaz medialny, im mniej męskich wzorców osobowych, im większa dominacja kobiet i kobiecego myślenia w "przestrzeni publicznej" - i im bardziej bezczelna jest homopropaganda - tym większe prawdopodobieństwo wybuchu na wielką skalę.

Widzimy więc po raz kolejny, jak "postęp" sam stwarza sobie problemy, które próbuje potem zwalczać. Najpierw bowiem doszło do "wykastrowania" (symbolicznego oczywiście) dawnej, patriarchalnej i maskulinistyczmej kultury, a gdy poczęło się to objawiać również wzmożoną agresją wśród niepewnych siebie i swojej tożsamości młodych mężczyzn - przyszło do interwencji gosudarstwa, prawie wszędzie już oficjalnie zwalczającego "homofobię", czy "mowę nienawiści". Nie daję gosudarstwu żadnych szans w tym starciu! To się musi skończyć rzezią "asfaltów, pedałów, lesb i polityków". Być może zadowolone ze swojej seksualnej wolności kobiety i pochłonięci ich zaspokajaniem "samcy alfa" stanowią razem większość liczebną społeczeństwa - ale to do sfrustrowanych i nie nauczonych samokontroli "samców beta" należy przewaga, jak chodzi o siłę fizyczną!

Ulubionym argumentem zwolenników postępu, demokracji i praw człowieka jest nazywanie przeciwników tych zjawisk "osobami niedojrzałymi". Jest to argument prawdziwy i rzeczywisty. Pytanie tylko: kto tak naprawdę za ową "niedojrzałość" odpowiada..?

26 komentarzy:

  1. Wszystko zginie w przestreni dziejów... Ponoć przed patriarchatem był matriarchat? I jakoś żyją te baby wieki całe a może nawet tysiąclecia, chociaż ichnia dominacja się skończyła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hipotezy "matriarchatu" nie udało się udowodnić.

      Tak naprawdę monogamiczne małżeństwo (z odchyleniami w stronę poligamii, rzadziej poligynii) oparte na ekonomicznej dominacji mężczyzny ma zaskakująco długą historię - dopiero czasy współczesne zdają się podważać ten model na szerszą skalę...

      Usuń
  2. Jacku,

    "Tak naprawdę monogamiczne małżeństwo (z odchyleniami w stronę poligamii, rzadziej poligynii) oparte na ekonomicznej dominacji mężczyzny ma zaskakująco długą historię - dopiero czasy współczesne zdają się podważać ten model na szerszą skalę..."

    Chodziło Ci zapewne o poligynie rzadziej poliandrie, bo poligamia to pojęcie zbiorcze tych dwóch kierunków + małżeństwa grupowe.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak najbardziej, dziękuję za uwagę.

      Tak to jest, jak net działa zbyt wolno, żeby bodaj do Wikipedii był sens sięgać...

      Nie był to jedyny babol w tym tekście - ale Fitza Langa na Murnaua udało mi się, mimo trudności, po sprawdzeniu poprawić...

      Pozdrawiam wzajemnie

      Usuń
  3. Jednak potrafisz mądrze pisać. Zatwierdzam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niedobrze! Nic tak nie poprawia frekwencji czytelniczej jak uczciwa pyskówka!

      Obiecuję wymyślić jutro coś, z czy się nie zgodzisz...

      Usuń
    2. Lubię się nie zgadzać, ale mądrze. A jak chrzanisz bzdury, że nie warto nikomu pomagać, że należy biernie podchodzić do zła, etc, to nie ma szans na uczciwe starcie, bo ja je wygrywam od razu. Przemawiają za mną fakty. I to jest nudne.

      Lubię natomiast, kiedy piszesz o "gosudarstwie". Ostatnio często się zastanawiam, czy oprócz postępowania mądrze i moralnie nie należałoby także postępować propaństwowo. Chyba się starzeję... Albo może to jakiś wirus...

      Usuń
    3. Fajnie. Ghandi byłby przeszczęśliwy, gdyby się dowiedział, że "fakty są przeciw niemu".

      Tak naprawdę, to po prostu - mało wiesz o faktach. Co jednak przecież Cię nie powstrzymuje przed wydawaniem cenzurek, nieprawdaż?

      A gosudarstwo jest tylko złem koniecznym. Nie trzeba się o nie martwić. Z całą pewnością sobie poradzi! Nie takie, to inne - who cares? Od tysiącleci się próbuje i wiadomo, że próby "naprawy gosudarstwa" nie mają sensu - ono się i tak zaraz zepsuje! Jeszcze takiego nie było, które by się nie zepsuło...

      Usuń
    4. Ghandi też walczył ze złem. Po swojemu. Nie był bierny.

      O faktach wiem tyle, ile się o nich dowiem. Bierność - w sensie: dbanie tylko o własną skórę - nie popłaca. Nie na dłuższą metę.

      Ludzie nie mogą żyć bez władzy. Warto zatem zadbać, by ta władza dręczyła ich jak najmniej.

      Usuń
    5. Kira, Ghandi był skuteczny tylko dlatego, że było dziesiątki tysięcy innych przywódców, którzy chcieli się Brytyjczykom krwawą łaźnię sprawić. Inna sprawa, że Imperium zaczęło tracić pieniądze na Indiach (czy koloniach w ogóle) więc brytyjska klasa wyższa musiała wymyślić inny, bardziej subtelny sposób na dojenie tych biedaków z kasy.

      Usuń
    6. Niczego nie rozumiesz. Dla Boskiej Woli to właśnie skuteczność "aktywnych" jest złem...

      Usuń
    7. @ Kiro

      "Niedziałanie" nie jest biernością. A jeśli czasem przesadnie wyklinam "aktywistów", to przez wzgląd na tragiczne doświadczenie przeszłości i hasło "szlachta na koń wsiędzie - i jakoś to będzie!", z powstaniem (anty)warszawskim i całą masą innych równie absurdalnych awantur włącznie. Lepiej by było, gdyby odpowiedzialni za te awantury grali w karty, uprawiali sodomię, chlali na umór czy pomnażali majątek.

      Tak samo jak lepiej by było dla zwierząt w Polsce, gdyby poseł Suski, zamiast zajmować się nowelizowaniem ustawy o ochronie zwierząt - wziął w łapę od właścicieli kurników jak normalny, uczciwy poseł i siedział cicho.

      Zaiste - przykładów takiej aktywności w naszych dziejach, która by się źle nie skończyła - nie ma zbyt wiele!

      Ale generał Dezydery baron Chłapowski na ten przykład - dobrze zrobił, że miast w karty grać - zajął się modernizowaniem swojego majątku. To było patriotyczne, pożyteczne i ze wszech miar - godne pochwały. Podobnie jak jego pra-wnuka, Antoniego barona Chłapowskiego szkoła dla kowali...

      Usuń
    8. Boska Wola, wybacz, ale ja piszę o tym od dawna: czasami trzeba działać, a czasami powstrzymać się od działania. Osobiście z dwojga ZŁEGO wolałabym COŚ zrobić i żałować, że to zrobiłam, niż nie zrobić czegoś i żałować, że tego nie zrobiłam. Bo jednak liczą się nie tylko owoce, ale i intencje.

      Ale Ty i ja nie zgadzamy się nawet co do tych owoców...

      Usuń
  4. Nie znam się na psychologii- ale czy przypadkiem w wampirach chodziło nie o deflorację a o lęk przed seksem oralnym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje tylko współczuć traumatycznych i KRWAWYCH doświadczeń z seksem oralnym....

      Seks oralny do bardzo niedawna był najbardziej perwersyjną nieprzyzwoitością - na równi, jak nie bardziej nawet, niż sodomia. Banalizacji uległ dopiero po 1968. Ale bez przesady - dlaczego miałby budzić lęk?

      Że wampir wpija się w szyję ustami? No przecież - to jednak i przy dzieciach się opowiadało, czym miał się wpijać..?

      Usuń
    2. Na szczęście nie moich ;) Przed 1968 na pewno- ale czy przed XIX w. także? Wiele baśni i legend ma dość dwuznaczną wymowę...

      Usuń
    3. Gdzieś czytałem, że gdy starożytny Rzymianin oddawał się cunnilingusowi, to gdy ten fakt dostał się do powszechnej świadomości, to okrywał się hańbą.

      Usuń
    4. Historii życia seksualnego tu nie napiszę. Nie miejsce, nie forma, nie czas. Ogólnie rzecz biorąc w kulturze antycznej na ogół stosunki homoseksualne były dopuszczalne, a nawet pochwalane i to włącznie z pedofilią - ale, z pewnymi ograniczeniami: po pierwsze - hańbą okrywał się pasywny młodzieniec, jeśli przypadkiem zademonstrował podniecenie. Po drugie - co do zasady, za "przyzwoite" uchodziły takie stosunki, w których aktywny, starszy mężczyzna robił swoje między udami młodzieńca, a niekoniecznie gdzie indziej...

      Sparta była tu wyjątkiem. Tam bowiem - dozwolonym i przyzwoitym było korzystać w ten sposób z ud młodych dziewcząt z dobrych domów. Które, pod każdym innym względem, winny pozostać do ślubu dziewicami. Stąd, historycy określają pozycję kobiet spartańskich jako "wysoką" w porównaniu do innych polis. Nie mam pojęcia - dlaczego właściwie?

      W Rzymie moda na pedofilię przyjęła się późno, w armii, jako bastionie konserwatyzmu, homoseksualizm w jakiejkolwiek postaci karany był śmiercią aż do końca.

      Usuń
    5. Miałem skomentować, ale tak się rozpisałem, że wrzuciłem w końcu u siebie:
      http://derepublica.blox.pl/2012/12/De-viris-feminis-pathicis-tribadibusque-Romae.html

      Zaś co do armii - czy kara dotyczyła obu stron?

      Usuń
    6. Nie wiem, a w tej chwili nie mam jak sprawdzić.

      Zauważ, że zasadniczo nie ma sprzeczności między tym, co napisałeś u siebie, a tym, co pamiętałem z jakichś tam lektur. U Rzymian, skoro bierny partner zawsze okrywał się hańbą - nie mogło być mowy o utrzymywaniu tego rodzaju stosunków między mężczyznami równymi statusem, lub chociaż - takimi, którzy kiedyś w przyszłości mogą być równi. Tak więc, nie mogło być mowy o "efebii" w greckim sensie. A to już samo w sobie dowodzi, że musiał to być obyczajowy import dość późny, z czasów hellenistycznych, gdy dawne zapatrywania na edukację (obywatelską) uległy zapomnieniu...

      Usuń
    7. Dziełem, jak sądzę, wystarczająco kompetentnym dla kogoś, kto nie zamierza zajmować się tematem zawodowo jest "Historia życia codziennego" mnogich autorów. Tyle, że już dawno to czytałem...

      Usuń
    8. Może tylko jeszcze podkreślę, że nie należy pojęcia "biernego" partnera brać zbyt dosłownie, choć to wygodny skrót myślowy. Jak wspomniał Wojtek, cunnilingus, aktywny przecież, też był zaliczany do tej "biernej" kategorii.

      Usuń
  5. Ale skąd niby ta dominacja kobiet się wzięła?- bo tak? Któraś powiedziała, że jej się należy, a samce ugodowo powiedziały -ok - zgadzamy się? Myślę, że ugodowość samców nie wzięła się znikąd, a ze specyfiki świata, któremu samce jako samce są coraz mniej potrzebne. Siłę fizyczną daje się zastąpić maszynami, męski intelekt znalazł w niektórych przypadkach wiele wartą konkurencję, w sferze intymnej, dzięki/przez zanikanie tabu i propagowanie bezpruderyjności kobiety także mogą sobie radzić bez dostępu do samców. Gdzie dziś mężczyzna może rozwinąć siłę fizyczną? - nie macha siekierą ni młotem, nie jeździ konno (większość), pieszo nie chodzi, itd. Osłabienie silnej dotąd płci niekoniecznie musi być zasługą kobiet, a czasów w jakim przyszło im żyć. Jest dziś jeszcze bardzo wiele kobiet, które równouprawnienie uważają za pomyłkę. Osobiście wolę, aby wór kartofli lub inny ciężar przenosił osobnik mający do tego naturalne predyspozycje, z tym kobiecym intelektem też nie przesadzajmy, bo choć głupie w wielu wypadkach nie są, mają inny sposób myślenia niż faceci i nie do każdej pracy się nadają. Jeżeli zaś chodzi o sferę intymną - natura/Stwórca nie może się mylić - po co ulepszać doskonałe. Sęk jedynie w tym, by we wszystkim zachować równowagę, bo to kobitka czasem i nieźle doradzi i wór kartofli przytrzyma, i... Byle spotkać na drodze samca, który zna swoją wartość i nie musi jej udowadniać siłą. I tu zaczyna się błędne koło. Matki narzekające na zniewieścienie facetów dają swoim synom do zabawy pluszaczki, nie pozwalają się bić z rówieśnikami i broń boże żeby się taki zmęczył lub spocił. Prawdziwy zanik facetów zaczął się w trzecim pokoleniu od wojny. Rewolucja seksualna to tylko dodatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, to nader ciekawa i bogata w fakty wypowiedź!

      Co mogę na to odpowiedzieć? Istotnie, to postęp techniczny sprawia, że jest w ogóle możliwe "wyzwolenie kobiet", "wyzwolenie mniejszości seksualnych" i cała reszta. Co przyznają zresztą też i entuzjaści "postępu" często stwierdzając, że bez pigułki antykoncepcyjnej, żaden z tych kroków nie byłby możliwy.

      Powstaje pytanie: czy koniecznie musimy - i czy naprawdę jako cywilizacja tak robimy w praktyce - realizować wszystko, co tylko jest technicznie możiwe?

      Nie wiem. Doświadczenie dziejów podpowiada, że raczej tak. Jeśliby nawet jakaś technologia budziła gdzieś moralne opory, to przecież nigdy nie jest tak, aby te opory były na całym świecie tak samo silne. Ktoś zatem, raczej prędzej niż później, ulegnie pokusie i zastosuje nowinkę. A jeśli daje mu to przewagę w wojnie lub w handlu - pozostali już nie mają wyboru i jak by im się to nie podobało, muszą doszlusować, albo zginą.

      Idąc tym tokiem myślenia, próżne są zakazy klonowania ludzi, manipulowania ludzkim genomem czy innych, wątpliwych dla nas technik - Chińczycy nie mają w tej materii żadnych oporów, a więc, jeśli nie chcemy się uczyć 50.000 krzaczków, nie możemy się dać zdystansować!

      Pytanie tylko: czy wszystkie nowe technologie rzeczywiście dają obiektywną przewagę na rynku i na polu bitwy? Tego, niestety, na ogół nie sposób ocenić prawidłowo zawczasu! Dalej więc: próbować trzeba wszystkiego, co tylko możliwe...

      W przypadku pigułki antykoncepcyjnej, operacji "zmiany płci", itp. - idzie o wygodę, a często kaprys, więc nie jest to przewaga "wojenna", a co najwyżej "handlowa" (jak nie będzie to dostępne u nas, to Chińczycy chętnie przemycą, względnie - udostępnią u siebie szpital).

      Wygląda zatem na to, że nie ma alternatywy względem obyczajowego "postępu" i że jest to trend obiektywny, do którego trzeba się dostosować - jeszcze nikt nie zawrócił Wisły kijem.

      Nie jestem natomiast wcale pewien, czy to samo dotyczy CAŁOŚCI osiągnięć "obyczajowo - technologicznych" naszej cywilizacji. Pomijając wszystko inne, pigułka dała tylko techniczną możliwość. Rewolucję obyczajową jednak wywołały określone grupy ludzi, kierujących się ideologią, a nie technologią.

      Technologia pozwala, a ideologia pozytywnie wartościuje obecny stan rzeczy - stan rzeczy, który jest jednak, dla sporej części społeczeństwa, źródłem frustracji. Co może z tego wyniknąć..?

      Usuń
  6. Ja sie bardzo ciesze, ze teraz takie czasy, ze kobiety sa w stanie same sie utrzymac i nikogo o nic nie prosic.

    Zaleznosc finansowa rodzi zaleznosc psychiczna - zawsze ten, co ma pieniadze, w fazie koncowej decyzuje na co je wydac. (poza nielicznymi wyjatkami, ale to trzeba bylo sie urodzic w rodzinie magnackiej czy arystokratycznej).

    Mozna sobie do usranej smierci trabic i biadolic nad losem "niepotrzebnych mezczyzn" dzis ale do diabla - sytuacja sie zmienia, a czlowiek ponoc dzieki inteligencji potrafi przystosowac sie do zmieniajacych sie warunkow, tak?
    No to co, nagle tym wszystkim bidulkom panom mozgi pourywalo i raczki i nic ale to nic juz nie sa w stanie zrobic zeby poprawic swa jakze tragiczna sytuacje zyciowa?

    Wiesz Jacek ciekawe co bys mowil na temat wyzwolenia kobiet gdybys urodzil sie kobieta sto lat temu i gdybys nie mial wyboru - poslubic kandydata narajonego przez rodzine a potem zajac sie domem i wychowywaniem dzieci. Oczywiscie, prawie kazda kobieta chce miec dzieci i rodzine - ale nie uwazasz, ze ograniczanie cudzego zycia TYLKO do takiej roli to przegiecie? I to ograniczanie w sposob jak sie nie podporzadkujesz to zdechniesz z glodu albo masz jeszcze do wyboru bycie prostytutka tudziez sprzataczka?

    A jak tesknisz za swiatem maskulinistycznym to zapraszam do Am Pd :)
    Tutaj kult maczo trzyma sie mocno :)
    Tyle, ze ma on swoja druga strone: o ile faceci od kobiet wymagaja pieknego i mlodego wygladu oraz dostepu do cipki, o tyle kobiety od facetow wymagaja kasy. Zadna szanujaca sie Argentynka nie pojdzie na randke z gosciem, co go nie stac zaplacic za obiad, winko i klub. A to kosztuje...

    I to wszystko w kraju, w ktorym malzenstwa homoseksualne sa jak najbardziej legalne. I nikomu to nie przeszkadza, jedno z drugim nie gryzie sie ani nie wyklucza. Cuda panie, cuda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale widzisz, tak się złożyło że kobietą nie jestem, nie umiem sobie wyobrazić jak to jest być kobietą i cóż - kompletnie mi nie starcza empatii...

      A co do frustracji "zbędnych" mężczyzn: może Cię to nie obchodzić - kłopot polega na tym, że ich z kolei nie obchodzi, czy kogoś to obchodzi czy nie. Jak się czara w końcu przeleje - to i krew będzie się lała na ulicach...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...