piątek, 21 grudnia 2012

Nadzieja końca

Dlaczego ludzie wciąż od nowa oczekują Końca Świata? To chyba trochę jak czasem z niektórymi bezbożnikami - nic by ich tak w głębi ducha nie uradowało, jak piorun z Niebios, rażący ich w samym środku najwyuzdańszej orgii! Czemuż tu się dziwić zresztą? Brak tego pioruna, całkowita obojętność Niebios na wszelkie wyzwania, jakie tylko najdziksza fantazja grzesznika potrafi im przeciwstawić - można rozumieć jako dowód na to, że Niebiosa są puste. Ale to jest myśl jasnego dnia, myśl która tylko na jawie może uspokoić skołatane nerwy neurastenika. Nocą, we śnie, gdy rozum śpi a budzą się strachy - pojawia się całkiem inny koncept: a czemuż owej (wzgardliwej dla ludzkiej dumy...) obojętności, owego milczenia upartego, całej tej niejasności i Tajemnicy - nie wytłumaczyć całkiem zgoła przeciwnie? Oto nie rażą piorunem Niebiosa, nie objawiają nowych proroctw i nowych gróżb, bo jest im - los bezbożnika... obojętny..?

Gdyby istotnie w tej sekundzie rozwarła się zasłona Niebios i nastał Koniec - nie byłożby to wydarzenie głośne i straszliwe, zarazem wyszukanym pod adresem ludzkości komplementem? Docenieniem - ostatecznym - owej Korony Stworzenia, czyli - dajmy na to - pani Zdzisi ze spożywczego, która wprawdzie nic już nie pamięta ze szkolnych nauk (poza piciem, paleniem i pie...niem...), ale za to głęboko wierzy, że wszystkie jej miłosne rozterki, związane z osobą pana Krzysia, magazyniera (strasznego drania, który pije i bije...), a tudzież wątpliwości i obawy na tle wcięcia w talii (którego, nie wiedzieć czemu, nie zawsze widać...) - zapisane są w gwiazdach od początku świata..? Czy można sobie wyobrazić lepszy dla pani Zdzisi komplement? Co jest straszniejsze: groza owego Dnia Sądu

czy smutny fakt, że jest pani Zdzisia i wszystkie jej rozterki miłosne i niemiłosne - całkowicie dla losów świata nieistotna i niezauważalna..?

Wszystko jedno, czy obwieszczą Koniec trąby archanielskie - czy pojawienie się Nibiru na nieboskłonie (byle przewidziane w stosownym proroctwie: nieprzewidziane Końce Świata takie, które skradają się jak złodziej - znacznie mniej już są dla naszego zbiorowego ego pochlebne...).

No cóż: nie traćmy nadziei! Na Yukatanie piątek dopiero się zaczął...

1 komentarz:

  1. Oczywiscie ze wszyscy czekamy niecierpliwie Dnia Sadu Ostatecznego w nadzieji, ze wreszcie pozbedziemy sie wszystkich lajdakow i bedziemy zyc w raju w wiekuistej szczesliwosci bez demokracji i podatkow . Jest to naturalne dazenie do doskonalosci, ktorego nic nie moze powstrzymac.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...