czwartek, 6 grudnia 2012

Jak Czarniecki do Poznania...

Na wareckim rynku zatrzymał się brodaty jegomość:


w dodatku, wyposażony w długi, ostry przedmiot, ewidentnie służący do krzywdzenia bliźnich:

Biorąc pod uwagę udział tego pana w czystkach etnicznych na Ukrainie (fakt nieco zapoznany przez opinię publiczną...), a także ogólnie  znaną szowinistyczną, faszystowską wręcz postawę w czasie, gdy siły pokojowe dowodzone przez Wielkiego Europejczyka, Karola Gustawa Wazę, próbowały (niestety - bez powodzenia...) zaprowadzić nad Wisłą tolerancję i postęp - wystawianie tego rodzaju figur jest wysoce niestosowne w kraju, starającym się doszlusować do europejskiej normy. Co na to władze samorządowe, bez których zgody taka figura nie mogłaby stanąć tuż przed Ratuszem? Co na to - zawsze czujne przecież - media, z "Gazetą Wyborczą" na czele? Co na to premier Donald Tusk??? Jak długo mamy znosić panoszenie się faszyzmu i nacjonalizmu??????

Ufff... Myślicie może, że jaja sobie robię? A wcale nie! Są bowiem w tym kraju (celowo używam tego obrzydliwego zwrotu, bo przez klawiaturę mi nie przechodzi, że "w Polsce") ludzie, którzy tak właśnie naprawdę myślą...

Tymczasem rano z błogiego nieróbstwa przed końputerem wyrwało mnie donośnne szczekanie. Trzy spore, jasno umaszczone psy biegały wokół wiaty, próbując zaatakować nasze konie. Na szczęście, kobyły kompletnie się tym nie przejęły - tylko Knedlik, jak na faceta przystało, schował im się za plecami i narobił do pojemnika z wodą (musiałem wylać i nalać nowej, uprzednio rozmroziwszy kran) - wyszedł dopiero, gdy przepędziłem kundle.

Konie, po tej przygodzie jasno dały mi do zrozumienia, że pragną odmiany otoczenia i większej ilości świeżego powietrza. Wypuściłem je zatem na Wielki Padok. Gdzie zastaliśmy je, w najlepsze pałaszujące wygrzebaną spod śniegu trawę, także i po powrocie z miasta:




dopiero, gdy skończyłem sprzątać pod wiatą i rąbać małe drewienka na rozpałkę - raczyły się zdrzemnąć:

Teraz są już oczywiście od dawna z powrotem pod wiatą. Noc będzie zimna - jest wciąż prawie bezchmurnie. Co prawda, wedle prognozy, miało się właśnie ocieplić i sypnąć śniegiem - ale jakoś na razie tego nie widać. Było za to, póki jeszcze świeciło słońce, widać dziwy, które potrafi wyrzeźbić w lodzie:
Jestem przeziębiony i utrzymanie pozycji wertykalnej na krześle przed końputerem przychodzi mi z coraz większym trudem. Niestety - muszę. Szkoda by było, żeby wierszówka z "KT" przepadła - więc trzeba co jakiś czas stan konta sprawdzać. Ale nie liczcie na fajerwerki dowcipu z mojej strony dziś wieczór...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...