niedziela, 4 listopada 2012

Życie kawalerskie, cz. 2

Czy czuję się samotny..? Pewnie że tak! Ale nie do tego stopnia, co koćkodan, który co rano przeżywa jakieś potworne egzystencjalne męki. Do tej pory męczarnie te łagodziła możliwość wtulenia się jeszcze na kilka chwil po śniadaniu (końskim i kocim zaraz potem) w bok Lepszej Połowy. Skoro jednak łóżko pościelone, Lepszej Połowy nie ma - co ma biedny koćkodanek ze sobą zrobić..? Biega po całej chatce, wspina się na meble, rozrzuca wszystko co nie jest na stałe przymocowane - aż dopiero, po dłuższej chwili takiego ganiania się, niedomyślny pan wpada na powód kociego smutku i łaskawie przygarnia byt futrzasty na własne kolana:
Wszystko potem jest w kocich kłakach. Pojęcie nie mam, jak ja to dopucuję przed powrotem Lepszej Połowy...

Poza tym, zawsze lubiłem sobie pogadać ze zwierzętami, a nawet z rzeczami - mam też zwyczaj mówić do siebie to, co piszę (i dzięki temu na ogół Lepsza Połowa nie musi czytać moich postów tutaj, bo je słyszy...). Więc, na brak rozmówców nie narzekam.

Niektórzy są tylko odrobinę za bardzo już wyluzowani. Jak Piękny i Dzielny Koń Lepszej Połowy, który nie raczył zauważyć, że stado poszło już na lunczyk (do czego wcześniej dopingował wszystkich donośnym rżeniem Knedliczek, bardzo - jak już wspominałem - na przestrzeganie ustalonych pór posiłków wyczulony). Stałem sobie przy przepędzie i stałem, a koń się pasł i pasł. Gwizdałem, wołałem, krzyczałem i po imieniu i chamskim "E!" - nic nie robiło najmniejszego wrażenia.

W końcu Melesugun przeszła samą siebie: położyła się i wytarzała starannie, powoli, na oba boczki, nie spiesząc się bynajmniej. Jak już się wytarzała i otrzepała to raczyła dopiero rzucić okiem i spostrzec, że stada już na Wielkim Padoku nie ma.

Myślicie może, że ruszyła w stronę przepędu galopem..? A gdzie tam! Stęp pośredni (bo do wyciągniętego jeszcze jej sporo brakowało) - to wszystko, co raczyła z siebie wykrzesać:
Nie jest łatwo być aktywnym i pozytywnym (co dalej sobie mocno przez cały czas postanawiam...). Osobliwie gdy dzwoni własny Rodziciel i zarzuca (być może słusznie..? Myślę o tym chcąc nie chcąc nieustannie od wczoraj...) patentowe lenistwo: bo przecież to niemożliwe, żeby ktoś z takim wykształceniem i językami przez 4 lata porządnej, biurowe pracy sobie nie znalazł w Warszawie? Znaczy się - nie chce! Nie może być inaczej, jak tylko nie chce, broni się przed tą pracą rękami i nogami, ucieka, chowa się i symuluje - boż w tej Warszawie to na każdym rogu do biura łapanki robią, czyż nie tak..?

Nie jest łatwo, ale się staram. Wziąłem się za porządki na strychu, gdzie w ostatnim tygodniu przed śniegiem i mrozami upychaliśmy różne ziemiopłody bez ładu i składu. Przez trzy godziny uporządkowałem jakoś mniej - więcej jedną trzecią tego zbioru. Ale za to tak mnie pokręciło w prawym bioderku (tym stukniętym w brzózkę) - że kuśtykam teraz zgięty w pół i nawet głowy nie mogę podnieść.

Na jutro wszystko przygotowane. Sąsiad będzie miał oko na nasze konie, żeby się nie powtórzyła piątkowa historia, no i żeby Knedlik miał swój lunczyk o właściwej porze (tego to się trochę boję, bo jak im sąsiad sypnie... cóż: będę się starał wrócić z Grójca do południa..!).

Przeciągnąłem też dodatkową taśmę tam, gdzie Małe Złe zwykło opuszczać wyznaczoną strefę zamkniętą. Bo ma padać z rańca, więc chyba je pod wiatą zostawię: na noc jednak - bo na razie pogoda dobra i ciepło nawet (jeszcze w piecu nie rozpalałem i nie wiem nawet, czy na wieczór to zrobię...) - wyrzucam towarzstwo na Wielki Padok bez miłosierdzia. Nawet, jeśli w nocy trochę zmokną - to się spokojnie potem zdążą wysuszyć.

Policzyłem sobie dziś rano, że jesienią 2010 roku zostawiłem tu Lepszą Połowę samą przez 6 tygodni (nie ciurkiem, bo na łykendy wracałem, ale - tyle byłem w "zielarskich" trasach na tyle daleko, że już w ciągu tygodnia do domu nie wracałem) - i potem jeszcze przez 1 tydzień wiosną 2011. Nie licząc oczywiście różnych "normalnych" całodniowych (ale już bez nocowania poza domem) wyjazdów, bo te - trudno by było zliczyć.

Teraz dopiero doceniam, jak to jest - zostać tu samemu...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...