wtorek, 13 listopada 2012

Wtorek, 13-tego

Dzień jak co dzień. Narżnąłem trochę młodych brzózek - mniej jednak, niż planowałem, bo łańcuch się wyciągnął tak, że już trzeba go skrócić.


Na jutro zaplanowaliśmy bardzo intensywny dzień. 

Wszystko również i po to (oczywiście, prace te są też zwyczajnie potrzebne...), żeby nie poddać się depresji. I cóż z tego, że nikt nie potrzebuje moich grzybów, tytoniu ani tekstów? Że, wygląda na to, nie potrafię robić kompletnie nic, co by komukolwiek było potrzebne na tyle, że gotów byłby za to zapłacić?

Od takich rozważań lepiej nie będzie. Dlatego stanowczo lepiej jest robić cokolwiek - niż siedzieć i poddawać się ponurym myślom (zaczęło się chyba od pewnego telefonu w niedzielę... no, ale to już naprawdę temat na oddzielną opowieść - o ile kiedykolwiek będę w nastroju...). Na szczęście: jest naprawdę wiele do zrobienia!

7 komentarzy:


  1. Napiszę tak:
    Mam bardzo mi bliską Koleżankę - Agnieszkę. Lat 43. Jakieś 5-6 lat temu zachorowała na chłonniaka. Przeszła chemioterapię. Wydostała się z potwornego samopoczucia. Wszystko przez chemię. Wydawało sie że już jest na dobrej drodze .... gdy wykryto u niej raka mózgu. Nieoperacyjnego!
    Akurat tak się złozyło, że 3 mies wczesniej otrzymała wypowiedzenie najmu lokalu od miasta W-wy. Miała się wynieść z końcem września. W tym lokalu prowadziła od ponad 9 lat knajpę. Najgorsze, że wypowiedzenie akurat przyszło, gdy już zawarła roczne umowy z dostawcami piwa i alkoholu. Obwarowane wysokimi karami umownymi, gdy nie osiągnie określonych poziomów sprzedaży. Teraz jest na etapie negocjowania z miastem przedłużenie okresu, do kiedy bedzie mogła przebywać w lokalu. Prosi i błaga o kazdy miesiąc zwloki - bo wtedy kary umowne bedą niższe i może jej .... nie zlicytują doszczętnie. Nie zabiorą jej domu (obciążonego hipoteką na rzecz banku) i wszystkich oszczędności. Podobno jest pewna nadzieja na porozumienie z miastem, aby przynajmniej do wiosny została w tym lokalu.
    W przerwach jeździ do kliniki do Bydgoszczy - gdzie przechodzi bolesne badania mózgu, które pozwolą okreslić rodzaj nowotworu, aby dobrać jej rodzaj chemii. Chemii, która zatruje ją na najbliższe lata. To jest jej jedyna szansa na przeżycie.

    Zawsze myślę o Agnieszce, gdy mam wrażenie że problemy mnie dopadły i trudno mi odnaleźć światełko w tunelu ...

    EM

    OdpowiedzUsuń


  2. To jeszcze jeden przykład z mojego otoczenia:

    Koleżanka Marta. Lat 47.
    BOHATERKA.
    Przez ponad 20 lat mieszkała w USA (nota bene zawodowo pracująca z końmi - młodymi pokazowymi ogierkami arabskimi, skarbnica wiedzy i doświadczeń końskich), szczęśliwa matka dwojga dzieciaków (teraz 10 i 12 lat)oraz żona. Szczęśliwa do czasu, tj do ok. 3 lat wstecz, gdy wyszło na jaw że jej mąż nie prowadził podwójnego, a potrójne życie. Wszystko działo się równolegle, a środki czerpał m. in. z ich wspólnego konta (robiąc wielotysięczne długi) oraz z polis własnych dzieciaków, które całkowicie upłynnił.
    Rok walczyła przed sądem najpierw o rozwód i alimenty (to łatwiejsze) później o przyznanie wyłącznej opieki nad dziećmi, aby mogła je wywieźć z USA.
    Przez rok przeżywała horror, nawiedzana w domu przez męża i jego ówczesną kobietę, która była już wtedy z nim w ciąży. Na głowie miała komornika, który sciagal z niej zaległe podatki stanowe. Wszystkie środki, które zarabiała z koni przez ten czas przeznaczała na jedzenie dla dzieciaków oraz na prawników. Zimą sąsiedzi wspomagali ją datkami, musiała korzystać z uprzejmości obcych ludzi, aby utrzymać się na powierzchni.
    Wygrała sprawy w sądzie o dzieci. Latem ubiegłego roku, z całym dobytkiem osobistym mieszczącym się w jednym samochodzie osobowym (nadanym kontenerem przez Ocean), w głębokiej depresji, wyniszczona psychicznie i fizycznie .... wróciła do Polski. W wieku 46 lat musiała życie rozpocząć od nowa. Trzymała ja tylko świadomość, że jeżeli jej się coś stanie - dzieciaki nie będą miały nikogo.

    Minęło 1,5 roku. Powoli przezwycięża trudności i idzie w życiu do przodu. Odstawiła leki antydepresyjne. Dzieciaki chodzą w W-wie do publicznej szkoły, zaaklimatyzowały się. Jest szansa na całkowitą odmianę losu. Ale tylko jej własny upór i walka o przeżycie pozwoliły jej nie zginąć.
    A było bardzo źle.

    EM


    OdpowiedzUsuń
  3. A ten "sympatyczny" filmik to obrazuje Twój dzień dzisiejszy czy jutrzejszy? Ja w każdym razie zobaczyłam na nim to, co zamierzam jutro zrobić Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków na rozprawie w Sądzie Administracyjnym. Życzę Ci równie udanego i satysfakcjonującego dnia, choć, jak mawiają, nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca. W tym wypadku jeszcze nawet przed wschodem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A podobno Konserwator miał był nabrać rozsądku - pisałaś..?

      Co do filmiku: tak o mnie myślą te biedne brzózki, których żywot przerywam nieledwie w powiciu. Napełnia mnie to melancholijnym smutkiem...

      Usuń
    2. Nie, to Urząd Wojewódzki nabrał rozumu, Konserwator (to inny urząd i w innej sprawie) ma nadal zatwardzenie :-)

      Usuń
  4. Brzózki też pewnie mają duszę, ale dobrze że nie mają ust i strun głosowych.:-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...