środa, 14 listopada 2012

Wilno, 2 - 11 listopada 2012. Spacer po Užupisie

Podczas pobytu na łonie pogrążonej w bólu Rodziny, Lepsza Połowa zrobiła trochę zdjęć. Ponieważ przedstawiają zakątki Wilna dość rzadko odwiedzane przez wycieczki z Polski - niektóre z nich pozwolę sobie tu zamieścić. Również dlatego, że sam mam w związku z niektórymi miejscami, dość żywe wspomnienia...

Strome i wyboiste schody na ulicę Peteliškiu (Motylą...) nic a nic się nie zmieniły.

Mój ulubiony drewniany domek "w stylu rosyjskim" za to - ewidentnie w stanie rozpadu!

Co więcej - na plecach coś mu się buduje właśnie. Nie daję więc tej "chatce Baby Jagi", pamiętającej pewnie jeszcze carskie czasy, wielkich szans na przetrwanie...

Cmentarz bernardyński (wybór):


Jedna z wąskich uliczek (na Kociewiu nazwalibyśmy takie przejście "tryftą") Zarzecza:

Užupis, czyli Zarzecze, to rejon Wilna ulubiony przez artystów - i przez anioły, których jest tam nieskończona liczba, w nieskończonych wersjach. Niektóre zdążyły trochę przerdzewieć:

Inne, dopiero co wykluły się z jaja:

No i na koniec: coś dla ciała i coś dla ducha. Duch, czyli sylwetka kościoła Misjonarzy góruje symbolicznie nad ciałem, czyli nad jedną z lepszych w Wilnie pizzeri...

Zdjęć starczy jeszcze na jeden odcinek - o kościele św. św. Piotra i Pawła. Ale to innym razem.
-----------------------------------------------

Tymczasem tu i teraz mam za sobą bardzo wyczerpujący dzień. Z najdzikszych ostępów Puszczy Stromieckiej, z zaprzyjaźnionego tartaku, przywiozłem trochę desek do naprawy wiaty dla koni i dachu nad wiatą na drewno. Spod Jedlińska zaś - dwie, bardzo ciężkie i bardzo wielkie belki siana dla naszych koniowatych. Których trzeba będzie wkrótce odizolować na zimowym padoku, bo już na nie czeka pasta do odrobaczania, która właśnie w tej chwili ma się dostarczać do gabinetu dr Wnuka...

4 komentarze:

  1. Pięknie w tym Wilnie... Trzeba będzie się kiedyś wybrać - pono przodkowie w okolicach mieszkali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się odechciało tam jeździć odkąd wywalili mnie z restauracji, gdy się odezwałem po polsku.

      Usuń
    2. nie żartuj? aż takie chamstwo?

      Usuń
    3. Niestety. Weszliśmy w 4 osoby do restauracji w Wilnie, kelner zaraz wskazał stolik, ale gdy usłyszał, że mówimy po polsku, natychmiast powiedział, że nie ma wolnych miejsc.
      Później się dowiedziałem, że to normalne postępowanie na Wileńszczyźnie.
      W sumie to się dziwię Litwinom, bo nie tylko oni nas nie lubią. Inne narody, jak np. Ukraińce jednak wyżej stawiają możliwość zarobienia pieniędzy nad swoje animozje. Tak to nie dość, że nie skorzystałem z usług restauracji, to jeszcze nie mam ochoty więcej jechać do ich kraju.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...