niedziela, 25 listopada 2012

Wielki ptak?

Znalazłem dzisiaj na pastwisku dziwne odchody:


Wyglądają mi na ptasie:


tylko jaki ptak - albo jakie ptaki - mogły ich zrobić tak wiele w jednym miejscu?

Jedyne co mi przychodzi do głowy to, że jakieś duże wędrowne ptaki (gęsi?) spędziły u nas przerwę w podróży. Co prawda - i ta hipoteza ma słabości: raz, że chyba takie ptaki preferują odpoczywać gdzieś nad wodą, a u nas takowej jako żywo nie ma - a dwa, że znalazłem te odchody na otwartej przestrzeni - byłyżby dzikie gęsi, czy inne wędrowne ptaki tak nieostrożne, żeby się nie chować i spać na widoku..?

Dziwne te ślady znalazłem przed południem, gdy poszedłem obejrzeć koniowate (i ogrodzenia przy okazji). Sfotografowałem je jakieś dwie godziny później - wciąż jednak dobrą godzinę przed najwcześniejszą dopuszczalną porą lanczu. Mimo to - Knedlik już zdołał namówić swoje kobiety na strajk okupacyjny pod bramą:





A skoro już wziąłem ze sobą aparat, to cyknąłem też nowo wymieniony daszek nad wiatą na drewno:

a skoro już wlazłem na dach, to uwieczniłem też nasz przygotowany do zimowego snu ogródek, z zupełnie nowej perspektywy:

i tak się cały nie zmieścił. Niestety, narazie nasz budżet nie przewiduje możliwości zakupu szerokokątnego obiektywu...

Generalnie, powinienem robić mnóstwo rzeczy. Powinienem gwałtownie szukać jakiegokolwiek płatnego zajęcia (nie nazywajmy już tego "pracą"...) - bo inaczej przetrwanie zimy jest mocno wątpliwe. Powinienem pisać artykuł, który zacząłem i wciąż nie skończyłem. Powinienem dorobić podpisy pod zdjęcia do ostatniego artykułu dla "KT". Powinienem rozczyścić koniom kopyta, przewieźć siano i znaleźć nowego dostawcę owsa. Powinienem dokończyć wykaszanie (kosą...) niedojadów na Pierwszym Padoku, zużyć pozostałe deski na dokończenie podłogi na strychu chatki, wykoncypować i zbudować poskrom, oraz skopać nasz stary sadzik i ogrodzić go na nowo, a także - jeszcze przynajmniej raz pojechać po młode brzózki (co najpewniej jutro właśnie zrobię...). Powinienem też wreszcie zająć się pijarem naszego przyjaciela Zbyszka, bo zostało bardzo mało czasu.

Tyle, że dopadła nas znowu jakaś dziwna słabość. Lepsza Połowa jest skrajnie wyczerpana bardzo ciężkim tłumaczeniem, które zajęło jej ostatnie dziesięć dni. A mnie się kręci w głowie, leje z nosa i z trudem łapię oddech. A nawet nie mamy tym razem na kogo tej przypadłości zwalić - bo nikt nas, od ponad tygodnia, nie odwiedzał!

Nawet naszemu koćkodanowi słabość państwa się udzieliła:

Być może zresztą było odwrotnie - to koćkodan zaczął słabować pierwszy. Trzecią dobę bowiem nasz, rozgadany zwykle do niemożliwość Tyran Domowy - milczy. Zrobiła się przy tym jakaś taka wiotka, nieważka, nieobecna - prawie jak Gluś, gdy miał umierać... No cóż: zobaczymy!


10 komentarzy:

  1. ta kupa to strusia jest, a najpewniej ze dwóch strusiów

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Pan doktor zażyczył sobie na wypadek konieczności interwencji w czasie porodu.

      Usuń
    2. Drewniany czy metalowy( poskrom,nie doktor)?

      Usuń
    3. Drewniany. Najprościej byłoby go zbudować w magazynowej części wiaty. Wymaga to jedynie solidnego osadzenia jednego, pionowego słupka (mam taki), do którego można będzie "w razie godziny W" przymocować jedną belkę trochę dłuższą (jest, używamy jej do oddzielenia części magazynowej od "mieszkalnej") i jedną krótszą (żeby zamknąć od tyłu) - bo dwie ściany już są.

      Tyle, że to jednak poważnie ograniczy naszą zdolność magazynowania siana.

      No i taki poskrom będzie się nadawał tylko dla weterynarza - nie będzie dostępu do konia od jego lewej strony - a myślałem o tym, żeby móc np. Knedlika, który jest trochę "surowy" móc w poskromie zamknąć dla rozczyszczania kopyt, czego w takim ustrojstwie zrobić się nie da. Muszę zatem jeszcze pomyśleć...

      Usuń
  3. Witam,

    Bażant (podłużne odchody o długości ok. 2 cm i szerokości 4-5mm, w zależności od pory roku i stanu zdrowia od zielonkawej do jasnoszarej, w zimie odchody twarde, w lecie miękkie)

    Gęś (odchody walcowate, 5-9 cm długości i do 1,2 średnicy, barwa ciemnozielona, często pozostawiana w dużych ilościach).

    Po wielkości więc ocenisz czy to bażant czy gęsi.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    P.S. Nie chcę być upierdliwy, ale papa to raczej mało zgrabnie i praktycznie położona. przy takim spadzie w miejscu styku, tam gdzie łączenia powinien być jeden kawałek, bo może cieknąć.

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to bażant. A raczej - całe stado bażantów.

      Co do papy: wiata jest krzywa i zagięcia papy uniknąć się nie dało. W miejscu łączenia z dachem chatki zabrakło mi dosłownie kilka centymetrów - a szkoda mi było rozcinać do końca całą rolkę tylko po to, więc użyłem ścinek, zakładając znacznie w każdą stronę. Nie sądzę, aby ciekło. Ale jeśli nawet - to w tym miejscu, biorąc pod uwagę, że to jednak wiata na drewno jest - akurat ma to najmniejsze znaczenie...

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. To tylko Blogger bryka. A że jednocześnie siadł mi transfer, to długo nie byłem w stanie naprawić...

      Usuń
  5. chyba jednak nie bażant - stawiałbym na coś mniejszego, ale też kuraka - kuropatwa, sądząc po wielkości... wygląda to na miejsce noclegowe grupki ptaków.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...