piątek, 23 listopada 2012

Tak się pluje

Zgodnie z obietnicą z wczoraj wypluwki pozostałe po spożyciu tarninowej konfitury:


I, przy okazji, zdjęcie koćkodana (bo się akurat napatoczył):


Koćkodany spożyły wczoraj kości z kaczki, z której Lepsza Połowa zrobiła zupę z soczewicą. Tak się nażarły, że kolacji nie chciały wcale - a śniadanie zjadł tylko koćkodan zewnętrzny, widoczna na powyższym zdjęciu Sylwestra karmę z puszki marki "Kumpel" obwąchała ze wstrętem i nie ruszyła.

Wniosek? Do dobrego łatwo się przyzwyczaić...

Lepsza Połowa finiszuje z ciężkim tłumaczeniem, które pochłania ją od przyjazdu z Wilna. Jutro pewnie skończy. A ja większość dnia spędziłem w Radomiu - a jakże, czekając aż naprawi się nasz przepływowy podgrzewacz wody marki "Dafi". Co się okazało? Okazało się, że nowe grzałki nie mają fabrycznie zmniejszonej średnicy wylotu wody gorącej i trzeba w tym miejscu instalować dodatkową wkładkę. Bez której woda ciepła leci tylko wtedy, gdy odkręci się bardzo, ale to bardzo mały strumyczek! Tymczasem nasz podgrzewacz przepalił się pół roku temu i miał wymienioną (w ramach n-tej naprawy gwarancyjnej - jak to się może producentowi opłacać, że trzy lata gwarancji na tak wypadkowy sprzęt daje..?) grzałkę, ale dławika nie zamontowano, bo monter - jak się przyznał dzisiaj - nie przeczytał na czas maila od producenta i nie wiedział, że ma to zrobić. Odkrył to dopiero po naszej skardze.

Dlaczego po pół roku dopiero? Ano dlatego, że mamy te "Dafiki" dwa. Nauczeni doświadczeniem, że jeden zwykle jest popsuty i potrzeba rezerwy. Poprzednim razem właśnie po przepaleniu tego dziś naprawianego założyłem rezerwę (która  jest, Bóg wie czemu, nominalnie bowiem mają taką samą moc - słabsza...). Ponieważ powoli robi się zimno, to zatęskniliśmy za gorącym prysznicem i stąd - zmieniłem na mocniejszy podgrzewacz. I się rozczarowałem... Ale już jest lepiej. Dużo lepiej. Czy aż tak dobrze, jak było poprzednio - nie wiem. No bo przecież różnic w temperaturze wody uzyskiwanej z podgrzewaczy o tej samej mocy, tego samego typu, od tego samego producenta - być nie powinno, prawda? A są. I mogę to udowodnić czynem, gdyby ktoś wątpił! Tak więc - jest lepiej, ale czy aż tak dobrze jak poprzednio - nie wiem, jeszcze prysznica nie brałem. Po cichu sądzę, że nasz "mocniejszy" podgrzewacz dlatego był mocniejszy, bo miał dlaczegoś felerną grzałkę (która właśnie dlatego się przepaliła...). Poprzedni nasz podgrzewacz, marki "Bianca", grzał bowiem tym mocniej, im był starszy - no, ale ten wytrzymał bez awarii dokładnie do dnia, kiedy skończyła mu się gwarancja - i wtedy padł jak długi...

8 komentarzy:

  1. Wytrzymał do dnia gwarancji, bo potem pewnie włączył mu się "samobój". Żebyś przypadkiem nie używał zbyt długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, to chyba zbyt prosty sprzęt, żeby dało się w niego auto-kasowanie wmontować! Po prostu: lepsi inżynierowie nad "Biancą" pracowali i dokładniej przewidzieli, kiedy wysiądzie - i jaką, w związku z tym, można dać gwarancję bezpiecznie dla kieszeni producenta.

      Najpierw, jeszcze będąc na gwarancji - grzała owa "Bianca" z miesiąca na miesiąc coraz to mocniej. Na co przecież nie przyszło nam do głowy narzekać - bo niby czemu?

      Potem przepaliły się po kolei obie diody - jedna, wskazująca, że właśnie pracuje i druga, że jest podłączona do sieci. To była tylko pięknościowa wada, więc nie chciało się nam tylko dlatego odległego szukać serwisu.

      A potem gwarancja się skończyła - pyknęło, zaśmierdziało - i już tylko zimna woda leciała...

      Usuń
  2. Warto się tak męczyć z pluciem? Musi ta konfitura nieziemsko dobra być. U nas w okolicy nie ma tarniny, niestety.Kiedyś, gdy wszyscy chcieliśmy być Indianami, zimny prysznic to była pestka, a teraz, starość nadciąga itp.- fajna jest woda ciepła....

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to jest z tymi podgrzewaczami, czy to dużo prądu czerpie, bo o tych przepływowych mówisz, my od jakiegoś czasu myślimy o tym, ale boję się kosztów, bo i tak dużo płacimy za prąd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My płacimy dużo, bo mamy taryfę "C" (i pewnie szybciej zniknie różnica między tą taryfą, a "normalną" taryfą "G" - na co się już od pewnego czasu zanosi - nim my cokolwiek oficjalnie oddamy tu do użytku...). Natomiast jaki procent naszego zużycia (które jest relatywnie umiarkowane) stanowi podgrzewacz - nie jestem w stanie powiedzieć. Musiałbym mu oddzielny licznik założyć...

      Na pewno nie jest to rozwiązanie docelowe i stałe - docelowo i stale, to warto myśleć o kolektorze słonecznym, zwykłej kotłowni z c.o., czy czymś w tym rodzaju. Zasadniczo różnica między podgrzewaczem przepływowym, a bojlerem jest taka, że bojler grzeje przez cały czas, a podgrzewacz tylko wtedy, gdy potrzebna jest ciepła woda. Za to - podgrzewacz potrzebuje kilkukrotnie większej mocy. My możemy sobie na to pozwolić, bo zażyczyliśmy sobie (i dostaliśmy!) w przydziale od groma kW, których i tak na razie nie mamy na co wykorzystać. Nie wszędzie i nie u każdego da się takie ustrojstwo w ogóle zainstalować, bo może korki wysadzać (co i nas spotkało, bo zabezpieczenie w chatce było stanowczo za małe!).

      Co gorsza - podgrzewacze trzeba instalować blisko docelowego punktu poboru wody. Optymalnie - jeden przy każdej baterii. My mamy jeden czynny w ogóle - ale to dlatego, że chatka jest malutka, a i tak w kranie kuchennym woda co najwyżej letnia leci (jeśli w ogóle się załączy...).

      Wszystko ma więc swoje wady i zalety.

      Usuń
    2. No właśnie ja mam centralne z piecem miałowym i zimą ciepła woda jest jak palimy w centralnym, ale latem wiosną jesienią gdy tylko w piecykach palimy, a w centralnym nie to już jest zimna, ja w tym roku już zaczęłam odczuwać bóle stawów od zmywania w zimnej wodzie, więc trza by co zaradzić, a jak włączymy sam zbiornik na wodę z grzałką, to w miesiącach letnich wyszło trzysta ponad złotych dodatkowo, a to jest już odczuwalna różnica, bo normalnie to jakieś 270 - 300 płacimy, a tak wyszło prawie siedemset, niecałe.

      Usuń
    3. To musisz wypróbować. Podłączenie takiego "Dafika" np. na baterii kuchennej jest trywialne, skoro nawet ja sobie z tym poradziłem - kosztuje ówże "Dafik" niewiele, więc jeśli nawet po miesiącu dojdziesz do wniosku, że za dużo prądu zżera, to nie będzie to powód do łez (sprzeda się na Allegro przecież...). No i - trzy lata gwarancji ;)

      A tak docelowo to chyba powinniście pomyśleć o kolektorze słonecznym. Z tym, że ja o tym nic nie wiem - w naszej sytuacji to czysta abstrakcja jest, więc nawet nie próbowałem się orientować, z czym to się je...

      Usuń
    4. Ja troszkę wiem, można się załapać na unijne dofinansowanie, ale trzeba wyłożyć całość i połowę Ci zwracają, ale jak zwykle ale, w naszej sytuacji za dużo jest jeszcze w domu do zrobienia, aby myśleć o tym, jak zwykle wszystko rozbija się o fundusze... a dafika wypróbować muszę:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...