czwartek, 8 listopada 2012

Nie wola

Nie wola mi pisać - ale cóż innego mogę zrobić..? Koćkodan grożąc zdewastowaniem chatki wprosił mi się na kolana i ruszyć się przez jakieś pół godziny sprzed końputra nie mogę. Tymczasem zaś - wstałem dziś jeszcze wcześniej niż zwykle, bo zaczęło lać. Sprowadziłem więc koniowate (które już oczywiście czekały przy bramie: Knedlik jest niezawodny pod tym względem...), ale nie dałem im śniadania (przesady bez! Kto to widział śniadanie o 4.00 rano jadać..? Jeszcze, jak się wcale nie pracuje - a czyż nasze czterokopytne muszą gdzieś na szychtę zdążyć..?), tylko dwie kostki siana - śniadanie dostały dopiero o 6.00, jak być powinno.

Zasiadłszy przed końputrem odkryłem, że odezwał się do mnie Stary Przyjaciel - z którym dawno straciłem kontakt i nie miałem pomysłu, jak go z powrotem nawiązać. Tymczasem, okazało się to dużo prostsze - Przyjaciel też piszący i w dodatku: podróżuje w miejsca, które skądinąd i nas interesują!

Piękne też wpisy znalazłem na Waszych blogach: u Kiry wypis z Andersena, na niedawno odkrytym blogu Onetowym - refleksję o przebaczeniu.

Ponieważ skończyłem pisać (a właściwie: poprawiać - bo napisany był i nawet opublikowany, w nieco innej wersji - dawno temu) artykuł dla Polskiego Instytutu Kultury Jeździeckiej - to chcąc nie chcąc, do wtóru leniwego mruczkania i z koćkodańskim nosem ograniczającym mi swobodę ruchów, bo przecież koniecznie musi mi się wtulać w rękaw - siedzę tu sobie i piszę, choć wcale nie chciałem...

Cały problem sprowadza się do tego, że zadzwonił wczoraj telefon. Po drugiej stronie trubki była pani agentka nieruchomości z Piaseczna która twierdzi, że ma klienktę zdeterminowaną nabyć naszą pustynię, o której dawno dawno temu pisałem, że w ostateczności, dla uregulowania długów, mogę ją sprzedać.

Wszystko wskazuje na to, jak na razie, że nie mam do czynienia z żartem czy próbą wyłudzenia - choć, przyznaję, na początku tak właśnie sądziłem, boż przez tyle miesięcy, jeśli nawet ktoś dzwonił w tej sprawie - to tylko po to, aby zaoferować jakieś płatne reklamy lub płatne (z góry!) pośrednictwo. Tu, pani agentka nic ode mnie chce.

Aż się pochorowałem wczoraj wieczorem po ustaleniu tego faktu. Sprawa jest bowiem bardzo skomplikowana. Faktem jest, że na razie pustyni do niczego nie potrzebujemy. W przyszłości miały tam być wybiegi dla ogiera. Ogier, jak widać, chwilowo chodzi ze stadem. I będzie z nim chodził do wiosny przyszłego roku. Potem, przez jakiś czas własnego ogiera i tak trzymać nie planowałem (prawdopodobnie skupimy się na możliwości sztucznej inseminacji - o ile, oczywiście, kobyły "wejdą w rytm").

Więc - pozbycie się pustyni nie wygląda na akt straszliwego wyrzeczenia. Skądinąd jednak: ogłoszenie o jej sprzedaży dałem kilka dni po tym, gdy dowiedziałem się o działaniach banku, który przy pomocy komornika chce odzyskać, niewielki w sumie, dług. Minęło prawie pół roku i, prawdę powiedziawszy, nic kompletnie z tego nie wynikło - zdążyłem się przyzwyczaić, że mam "komornika na karku". Już mi to nie spędza snu z powiek - choć, widząc na naszej piaszczystej drodze obcy, wcześniej nie widziany samochód, przyznaję - sprawdzam, czy widły aby się nie zawieruszyły...

Zdążyliśmy się też przyzwyczaić do tego, że praktycznie nie mamy sąsiadów. Tymczasem z opowieści pani agentki wynika, że jej klientka, fanatyczka "ekologii", szuka miejsca na osiedlenie się - i że chce jak najwięcej ziemi. Nie kontynuowałem tego tematu, ale przecież "pustynia" wcale nie jest geodezyjnie wydzielona z reszty naszej ziemi (nie mając kupca ani nie cierpiąc na brak pomysłów co do celów, na które mogę przeznaczać te skromne środki, jakimi dysponowaliśmy w tym czasie - nie miałem powodu, aby podejmować w tym kierunku jakiekolwiek działania...). Jest dość naturalnym wyobrazić sobie, że gdy jej klientka zobaczy naszą farmę - padnie pytanie o możliwość sprzedaży całości...

Prawdę powiedziawszy, jestem przesądny - wiem dobrze, że to bzdura, ale cóż poradzić..? Otóż: jednym z przesądów, którym ulegam jest przeświadczenie, że jak tylko opowiem komuś o potencjalnie korzystnej finansowo sytuacji - nic z tego z całą pewnością nie wyjdzie! I to jest właśnie ten moment, gdy jednak wolałbym, aby cała ta afera rozwiała się jak dym w powietrzu, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Dlatego o tym właśnie Państwu opowiadam.

No bo jeśli padnie takie pytanie..? Bardzo wiele zainwestowaliśmy w naszą Boską Wolę. I sił - i emocji. Prawdopodobnie nie mamy szans w tej chwili na doprowadzenie tej inwestycji do końca w takim kształcie, w jakim to sobie pierwotnie wymarzyliśmy. Poza tym, to konie są ważne, a nie ta piaszczysta ziemia... Ale - ale - ale...

Zawszeć to jakieś marzenie. A tu wygląda na to, że trzeba je będzie okroić - albo nawet: zastąpić jakimś innym. Czy ja przypadkiem nie jestem aby już za stary na to, aby godzić się na okrajanie moich marzeń - albo poszukiwanie całkiem innych..? Pewnie, że nie do przyjęcia jest perspektywa spędzenia całego życia w tej prowizorycznej chatce i z tą prowizoryczną wiatą. Przecież jednak, do kompletu "siedmiu lat chudych" - zostało nam dużo mniej niż połowa. Jak rzecze Pismo, po latach chudych, muszą nadejść też i "lata tłuste". To tylko kwestia cierpliwości i uporu. Czy nie byłoby wielkim błędem poddawać się tuż przed metą..? A z drugiej strony - to właśnie może być ta szansa - a cóż, jeśli innej już nie będzie..? A z trzeciej strony...

No i - wiadomo czym to się kończy: gonitwa myśli, kociokwik, "Skrzypek na dachu":



O, proszę, nawet znalazłem wersję z Radomia, więc jakby "tutejszą"!

Nie jest prawdą, że nie spałem przez to całą noc. Mimo wszystko - sprawa jak na razie jest nazbyt jeszcze abstrakcyjna. Wiele lat temu postanowiłem sobie, że nie będę robił daleko idących planów i rozmyślał nad trzema posunięciami do przodu - tylko skupię się na "tu i teraz". Nie byłem temu postanowieniu całkiem wierny - ale ogólnie, tak właśnie, zdając się na żywioł, poznałem Lepszą Połowę - co nigdy wcześniej mi się nie udawało i to właśnie przez to, że za dużo kombinowałem, zamiast improwizować. Tak więc, również i teraz, najpierw powinienem rozwiązać problemy bieżące: 
- jak zrzucić z kolan koćkodana, bo przestało padać i warto wygonić zwierzęta na trawę..?
- jak dodzwonić się do sympatycznego pana Rafała z Grójca, który cały wczorajszy dzień nie odbierał telefonu..?

O - to już sobie idę...

9 komentarzy:

  1. Od zainteresowania kupnem działki do .... finalizacji transakcji bardzo daleka i niepewna droga.

    Ja bym z faktu jednego telefonu nie robiła sobie jeszcze "nadziei"/ nie popadała w zmartwienie.

    Jest wiele innych, niewiadomych na dzień dzisiejszy czynników, które mogą wpłynąć na ostateczną decyzję - więc głowa do góry. Będziesz mieć jeszcze dużo czasu na przygotowanie się do podejmowania decyzji co i jak w tym temacie.
    Jestem tego pewna.

    Pozdrawiam
    EM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że cierpię w tej chwili na łagodną odmianę deprywacji sensorycznej - i nic lepszego do opowiadania i tak nie miałem!

      Usuń
  2. Wychodzę z założenia, że zawsze, niezależnie od wieku, jest czas i na modyfikację marzeń i na nowe marzenia, a nawet na zaczynanie wszystkiego od początku. Poprzednie doświadczenia mogą pomóc w ułożeniu sobie wszystkiego od nowa pod warunkiem, że nie popełnia się tych samych błędów i nie brnie w zaparte. Czasem warto pewne rzeczy sobie odpuścić. Ja się w każdym razie tego trzymam. Trzymam też kciuki! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ja lubię sobie pomarzyć, że już nic ważnego się w moim życiu nie wydarzy - że niemiłościwie panujące nam gosudarstwo padnie wraz ze swoimi absurdalnymi prawami - i będzie można mnie po prostu zakopać w naszym Lasku bez zbędnych ceremonii...

      Usuń
    2. Ale to zakopywanie to chyba dopiero za parę ładnych lat?

      Usuń
  3. jeśli teren leży bezużyteczny, a można go sprzedać i poprawić płynność finansową - to dlaczego nie

    a w tłustych latach można kupić połeć ziemi z innej strony posesji

    to dobry pomysł

    Admin R-O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to pole już jest. A to w przyszłości z innej strony posesji może się nigdy nie przytrafić.

      Usuń
    2. Mądrość przemawia przez Koleżankę!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...