środa, 7 listopada 2012

Imię róży

Czym jest nazwa? Miano róży
Dane Psiance, co przy rowie
Dybie chytrze na twe zdrowie
Na żołądek nie posłuży…


No niestety – Wielka Wyprawa Po Dziką Różę zakończyła się… tzw. „niepełnym sukcesem“. Coś, co mi mignęło w marszu zachęcająco czerwono, gdy mu się przyjrzałem z bliska, przestało być takie zachęcające. Mówi się trudno: na razie ani o konfiturze z róży, ani nawet o winie z róży – nie ma co myśleć.



Obojgu nam się wydawało, żeśmy coś wcale nie mniej zachęcacjącego widzieli z okna pociągu – gdzieś między nami a Warką. Tyle, że to by już była wyprawa na przynajmniej kilka godzin, a póki jestem tu sam i mam pod opieką całe towarzystwo – na tak dalekie wyprawy bez szczególnego powodu wypuszczał się nie będę.

„Niepełny sukces“ to zapewne zbyt łagodne określenie na to, co się dzisiaj dzieje na prawicowych portalach i blogach (aż mi się sprawdzać nie chce…) – i to nie tylko w Naszej Umęczonej, ale na całym świecie (pomijając oczywiście te kraje, gdzie anty-imperialny resentyment wyżera nawet tzw. „prawicy“ resztki mózgu spod czaszki…).

Jako się rzekło, nie próbując nawet sprawdzać co inni piszą – mam dla Państwa próbę pocieszenia. Otóż: łatwo jest przypisywać Obamie monstrualne i apokaliptyczne zgoła plany – koniec końców, obracał się w takim towarzystwie, w jakim się obracał i głosił takie poglądy, jakie głosił. Nawet w Polsce lokowałby się gdzieś pewnie u Palikota (tfu, tfu, tfu!). W Ameryce takie poglądy muszą wyglądać jak ziszczenie wszystkich spiskowych teorii razem wziętych!

Pomyślmy jednak przez chwilę: nim awansował z „działacza“ na prezydenta – ile razy musiał, w sensie przenośnym (a kto ich tam wie, tych zblazowanych wychowanków szkół dla chłopców – może i całkiem dosłownie..?) „dać dupy“ różnym Starszym i Mądrzejszym, od których jego kariera zależała..?

Czy w tej sytuacji można rozsądnie domniemywać, że zachował dziewiczość jak chodzi o młodzieńcze poglądy i ideały – czy jednak, nie mamy aby do czynienia ze zwykłym karierowiczem, który znaczenie bardziej od (chorych) ideałów ceni nagrody Nobla przyznawane „na zachętę“, skrojone na zamówienie garnitury, ręcznie robione swetry, partyjki golfa na które wozi go helikopter, dobrego burbona i towarzystwo stażystek..? Wróć! Od stażystek był poprzedni „działacz“. Ten znany jest z tego, że funduje takie rozrywki swoim gorylom – których też, jak na Ukochanego Ojca Narodu, podobnoż ma rekordową liczbę.

I widzicie Państwo – to jest właśnie taki przypadek, gdzie jak na dłoni widać kojący wpływ korupcji na spokój i pokój na świecie. Jeśli Obama pozostał dziewiczy i nieskalany jak chodzi o jego radykalne poglądy na świat i miejsce Czarnego i Białego Człowieka na tym świecie – jedyna nasza nadzieja, że „nasza chata z kraja“ i nim do nas Apokalipsa dotrze, wielce się jej ostrze stępi.

Ale jeśli dał się skorumpować rozkoszom władzy – to czy coś szczególnego nam grozi z jego strony..? Poza tym, że wszystko będzie jak było, a co najwyżej Stany dorobią sobie jeszcze parę bilionów dolców długu, a cena złota wyrażona w papierowej walucie jeszcze bardziej pójdzie w górę..? To jednak od Apokalipsy dość jeszcze daleko…

Mechanizm osiągania wysokiej pozycji w hierarchii władzy zależy od reguł, wedle których owa hierarchia jest zbudowana. W monarchii decydowała wola władcy – i zależnie od osobistych kwalifikacji i upodobań tegoż władcy, karierę mogli zrobić albo ci, którzy wyróżnili się jakąś szczególną cnotą (pod warunkiem, naturalnie, że władca miał szansę się o tym dowiedzieć…) – albo też ci, którzy najkunsztowniej posiedli subtelną sztukę schlebiania i snucia intryg (pod warunkiem, naturalnie, że trafiła im się okazja wejść w odpowiednie towarzystwo…).

Obecnie decydujące o losach świata stanowisko obsadzają gospodynie domowe i emerytki, podejmując decyzję na podstawie tego, co widzą na ekranie telewizora. Co się dziwić, że i kwalifikacje tych, którym zdobyć tę posadę się udaje, są odpowiednie..? Liczy się fryzura, uśmiech, seksowny głos – nie od dziś zresztą. Nie, żebym czynił z tego zarzut – tak po prostu jest i nie ma się co obrażać na rzeczywistość. Nie ma też co owej rzeczywistości schlebiać, szukając dla istniejącego porządku rzeczy jakiegoś „wyższego uzasadnienia“. Żadnego „wyższego uzasadnienia“ nie ma, a demokracja bynajmniej nie jest „najlepszym ustrojem jaki wymyślono“ – nic też jej współczesne rozpowszechnienie na Bogatej Północy nie ma wspólnego z rzekomymi zaletami tego sposobu legitymizacji władzy.

Mimo najszczerszych chęci wychowawców i spowiedników, czasem mógł się trafić w monarchii dziedzicznej władca genialny, a zwykle – bywali przyzwoici i sprawiedliwi. W demokracji natomiast, jednostki genialne są tak samo odsiewane przez system, jak szczerze szalone (miejmy nadzieję!): właśnie dlatego, nie jest demokracja ustrojem na naprawdę trudne czasy (i próżno jej szukać tam gdzie bieda i prawdziwe problemy…), ponieważ nie zawsze społeczeństwo jest w stanie zarobić na rządy miernoty…

Oczywiście, wszyscy doskonale wiemy, czyją matką jest nadzieja. Psychopaci zwykli się doskonale maskować. A i zdolności aktorskie – nader pomocne przy tym systemie selekcji – mogą w ukrywaniu rzeczywistych zamiarów długo pomagać…

7 komentarzy:

  1. Skutki tych wyborów zza oceanu także my odczujemy boleśnie. I gospodarczo i politycznie, wszak BO znanym rusofilem jest w dodatku otoczony osobami urzeczonymi oszustwem i blichtrem Kremla. Kiedy patrzę, jak wybierają baby urzeczone uśmiechem, garniturem, miłym głosem - nie wiem, czym tam jeszcze - nie zorientowane co jest dla nich dobre, urzeczone miodem obietnic - mam ochotę dobrowolnie zrezygnować z własnego prawa wyborczego, pod warunkiem, że to prawo zostanie odebrane wszystkim innym babom głosującym według koloru oczu kandydata na prezydenta.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Obecnie decydujące o losach świata stanowisko obsadzają gospodynie domowe i emerytki, podejmując decyzję na podstawie tego, co widzą na ekranie telewizora"

    -- Ty naprawde w to wierzysz?
    Gdyby w tzw. demokracji cokolwiek zalezalo od publiki, juz dawno zmienionoby ustroj. A tak - po co? Publika manipuluja ci, ktorzy faktycznie rządza. W USA jest to mieszanka bankierow/lobby militarnego/najbogatszych oligarchow. Wladza podzielili sie w mysl zasady rzymskiej. Raz wygrywa ta partia, a raz ta. Dojsc do wladzy spoza tych dwoch nikt absolutnie nie ma szans.

    A naiwni wina za takie a nie inne wybory waaadzy winia te biedne babcie czy innych prostaczkow.. eh!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego "publika" chciałaby chcieć jakiejkolwiek zmiany? A bo to źle się jej żyje..?

      Popłuczonym po bełkocie niejaka Jana Jakuba Rousseau mówimy tu stanowcze NIE!

      To nieprawda, że elity są "złe i skorumpowane", a lud "pełen cnót i mądrości". Logicznie byłoby odwrotnie. Jeśli nawet nie jest - to co najwyżej mogę się zgodzić na to, że jedni są warci drugich.

      Zresztą, technicznie rzecz biorąc, to przecież wszystko jedno, czy Obama jest jaki jest, bo taki właśnie podoba się paniom przed telewizorem - czy podoba się paniom przed telewizorem, bo telewizor panie lubić takich Obamów nauczył i takiego właśnie Obamę stworzył...

      Usuń
  3. po pierwsze: nigdzie nie twierdzilam, ze jestem zwolennikiem J J Rousseau. Po drugie nie twierdzilam, ze tzw. lud jest pelen cnot i madrosci.
    Nie rozumiem wiec, skad ten argument i wlasciwie przeciw czemu?

    Odnosnie zas jakosci zycia: powiedz to 46 milionom Amerykanow, ktorzy zyja z food stamps. Zapewniam cie, ze maja odmienne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz: "gdyby cokolwiek zależało od publiki, już dawno zmienionoby ustrój".

      Zakładasz zatem, że:
      a) publika jest mądra, ponieważ wie, jaki ustrój jest lepszy,
      b) publika jest cnotliwa, gdyż wiedząc o tym, jaki ustrój jest lepszy - ma też (a przynajmniej - miałaby, gdyby manipulacja złowrogiej, skorumpowanej elity nie zaciemniała jej świadomości...) wolę, aby taki lepszy ustrój wprowadzić.

      Cóż to jest innego jak "wola powszechna" Jana Jakuba..?

      Usuń
  4. Nie Jacek, zupelnie ale to zupelnie nie zrozumiales tego, co napisalam.

    "gdyby cokolwiek zalezalo od publiki, juz dawno zmienionoby ustroj" znaczy tylko tyle, ze gdyby normalne czlowieczki, owe wspomniane przez ciebie babcie i kucharki, co to niby "wybieraja" kogokolwiek - otoz gdyby glos tych ludzi mial na wybor (ha ha) wladzy JAKIKOLWIEK wplyw, to ta wladza zmienilaby tzw. system wyborczy, ustroj, tudziez formy rzadow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Mimo wszystko, żeby manipulacja była skuteczna, potrzebni są aktorzy z kwalifikacjami. Widzimy to przecież: od kilkunastu lat co najmniej, na całym świecie wygrywają wybory politycy których JEDYNYM zmartwieniem i zainteresowaniem jest pijar i "look". Właśnie mi się przypomniało, że chciałem a propos pijaru i katastrofy smoleńskiej napisać - to może za chwilkę osobno...

      2. Jeśli nawet przyjąć, że politycy którzy wygrywają wyboru, to jeden w drugiego sami figuranci, a realna władza leży gdzie indziej - to jest to maskarada bardzo kosztowna - i świadczy o wielkiej wadze, jaką owi hipotetyczni "realni władcy" przywiązują do manipulowania "publiką". Ileż to miliardów wydano na tegoroczną kampanię w USA..?

      3. W dalszym ciągu głębiej kryje się też pytanie: czy owe hipotetyczne "ukryte elity" mają się rzeczywiście czego bać ze strony "ludu"? Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w dziejach jakimkolwiek państwem na świecie rzeczywiście rządziły kucharki i emerytki...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...