sobota, 10 listopada 2012

Germańcom biada

Była sobie dziurka w ziemi. Niewielka - jak wylot rury od odkurzacza. Kręciły się wokół niej owady pasiaste. Omijałem ją zatem z daleka całą wiosnę, lato, jesień - pomny, czym spoufalanie się z takimi grozi.

Aż tu patrzę ci ja - a nie ma dziurki w ziemi jak wylot rury odkurzacza. Jest dziuuura:
a wokół szczątki plastrów i - niemrawe na szczęście - owady pasiaste w liczbie dość znacznej:
Jako że, właśnie niemrawe były i nielotne, to mogłem się im bezpiecznie przyjrzeć. No i, wiem już dlaczego takie niemrawe. Bo to Niemry są! Vespula germanica. Po naszemu: osa dachowa.

Zbierały się już zimować. W damskim gronie, bo zdaje się tylko zapłodnione samice przeżywają zimę, czyż nie tak..? Aż tu zwierz jakiś dobrał się im do skóry. I do zapasów. Pies? Lis? Dzik? O niedźwiedziach w Radomskiem nie słyszałem! Zresztą, nie mogło to być nic ciężkiego, bo się na murawie żadne ślady nie odcisnęły wokół...

Zasypałem ten dół, bo już był na tyle słusznych rozmiarów, że i końska noga spokojnie by tam wpadła - a tak położony, niedaleko wejścia na Wielki Padok, że i konie same i my na koniach  - będziemy jeszcze tamtędy jeździć.

Mgła była tej nocy taka, że podobnego fenomenu, jak tu mieszkamy, nie pamiętam - a mgły mamy wcale często i wcale często są to mgły potężne. Ta była jak mleko: gęsta, lejąca się, mistyczna.



I wcale nie dlatego tak mi się wydawało, że w pudle akurat początek "Mgły" (ale nie tej chyba, którą na szybko udało mi się znaleźć, tylko innej, takiej z latarnią morską, żaglowcem - widmem i panią spikerką radiową...) oglądałem, gdy za oknem zrobiło się biało.

Faktem jest, że po ponad tygodniu już samotności - zaczynam, jak to się popularnie mówi - "wymiękać". Nie sposób się tu wyspać przede wszystkim, boż cały czas trzeba być czujnym! Jak jesteśmy we dwoje, to się jakoś odpowiedzialność rozkłada i tak tego nie przeżywam. A dzisiaj? O 3.20 obudził mnie głośny tętent jakby kopyt. Wybiegłem oczywiście w panice. Na ile byłem w stanie namacać i na słuch głównie stwierdzić - wszystko było w porządku, elektryzator działał (konie zostawiłem oczywiście na Wielkim Padoku: noc była cieplejsza od dnia! I stąd ta mgła zresztą...). Rano - stado grzecznie czekało przy bramie.

Czym zatem był ten rzekomy tętent..? A bo ja wiem? Może akurat pociąg przejeżdżał i mgła tak dziwnie wytłumiła głos?

Mimo, że dziś jest najładniejszy i najcieplejszy dzień od dawna - czuję się kiepsko. Jak, nie przymierzając, zombie jakieś:


Posprzątałem w domu i w zagrodzie, nakarmiłem wszystkie zwierzaki, narąbałem drewienek na podpałkę, przeszedłem się do sklepu po chleb, pomęczyłem paru ludzi przez telefon - a teraz siedzę, popijam resztkę przestudzonej już herbatki rumiankowej z cytryną i nie mogę się zmobilizować, żeby wdrapać się na strych po butelkę wina.

I to by było na tyle, jak chodzi o pozytywne podejście do rzeczywistości i zachowanie aktywnej postawy...

2 komentarze:

  1. No po prostu miodzio! Ta narracja wzmocniona stosownymi obrazami... Ale coś w tym jest, że kiedy brak drugiej połowy, to sen staje się jakiś lżejszy i czujny, za to w komplecie lepiej się śpi.

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahaha! :)))

    "Faktem jest, że po ponad tygodniu już samotności - zaczynam, jak to się popularnie mówi - "wymiękać". Nie sposób się tu wyspać przede wszystkim, boż cały czas trzeba być czujnym! Jak jesteśmy we dwoje, to się jakoś odpowiedzialność rozkłada i tak tego nie przeżywam."

    Twardym trzeba być! :))) Niech się Waćpan nie rozkleja tam. To tylko kilka dni samotności ;)))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...