sobota, 17 listopada 2012

Gdy nieszczerze dają...

prezent, to potem boli po nim głowa. Nawet, jeśli się wypije ledwo kilka łyczków!

A może po prostu tak już się przyzwyczaiłem to mojego wina czeremchowego, że sklepowego "łyskacza" zwyczajnie nie trawię..?

No więc, w każdym razie: wróciłem wczoraj z Warszawy późno, zamiast pieniędzy z ciemnych machinacji przywiozłem butelczynę


kompletna porażka na tym froncie, jednym słowem! Niby to "wyższy sort" niż Golden Loch, z "Pierdonki" a po jednej szklaneczce objętości trzech łyczków - czuję się jakoś dziwnie


nie to, żebym zaraz musiał proszki łykać, czy też, broń Panie Boże, wodę z ogórków pić - ale ćmi w głowie i ewidentnie do żadnej poważnej pracy intelektualnej nie jestem w tej chwili zdolny.

Plusy wycieczki do stolycy są takie, że pomimo lokalnego końca świata w postaci poważnego remontu Biblioteki Narodowej (nie zamierzam się tam wybierać przed jego zakończeniem!) udało mi się zarówno ściągnąć owo "Java SE 6 runtime" na nowego laptoka Lepszej Połowy, jak i - pozbierać cytaty potrzebne dla z dawna obiecanego artykułu. Który powinienem właśnie pisać (w ciągu dnia będę miał dość zajęcia przy wymianie dachu nad wiatą na drewno - a wieczorem pewnie, przy zapalonym Herculesie, będzie mi się chciało spać...) - a nie mogę, co mnie frustruje.

Inna sprawa, że też się zwyczajnie nie wyspałem, albowiem Małe Złe, mimo pokaźnego (aczkolwiek wcale jeszcze nie ciążowego...) brzucha

(tu akurat w trakcie owijania się wokół naszego Miłego Gościa, który to samo zdjęcie pokazał już na forum, więc czuję się upoważniony do jego publikacji - ale odstający boczek Małego Złego widać, czyż nie..?) - zdołało się około godziny 4.30 wydostać poza wyznaczony teren kwarantanny robalowej, budząc nas głośnym tupaniem pod chatką. Ciąża chyba jej przy tym poszkodziła na mózg, albowiem próbując znaleźć owies - rozbebeszyła worek z sizalami z kostek siana! Mimo, że tuż obok stoi skrzynka z resztą zulusowych jabłek i nowo otwartym workiem marchewki...

Porażka na froncie ciemnych machinacji oznacza, że będę musiał w przyszłym tygodniu pożyczyć kasę na rachunek za prąd. No cóż: zacznę się tym martwić w poniedziałek. Metoda Scarlett O'Hara jest jedynym słusznym wyjściem w takich sytuacjach - proszki od bólu głowy też na drzewach nie rosną, a martwienie się już dziś nic a nic mi nie pomoże!

Na poprawę humoru dwie przesympatyczne blogerki zaszczyciły mnie wczoraj zaproszeniem do łańcuszka:


Czuję się tym bardziej wyróżniony, że z jedną z pań, mieliśmy całkiem niedawno dyskusję, w której byłem zdecydowanie zbyt gruboskórny. Za co, przy tej okazji - przepraszam.

Wyróżnienia przyznanego w takich okolicznościach nie mogę zignorować. Aczkolwiek, pozwolicie Panie, że tę bardziej twórczą część, tj. wymyślanie pytań i blogów do dalszego ciągu - odłożę na moment, gdy trucizna, którą sobie wczoraj zadałem, przestanie działać..?

Odpowiadam zatem na zadane pytania:

1.Golenie czy depilacja?

No cóż. Poranne golenie to prawie tak samo jak poranna kawa - część rytuału. Ale, gdyby istniała opcja depilacji ryja..? Może wtedy nie czyściłbym zębów pastą do golenia - co mi się ostatnio przydarzyło..?

2.Co jest bardziej sexy: wąsy czy łysina?

Wąsy Lepsza Połowa kazała mi zgolić zaraz na początku naszej znajomości. Za to od 15 lat strzyże mnie na łyso. I właśnie pora się przystrzyc - tylko czasu nie było ostatnio...

3.Lamborghini R3-85T  czy Ford Mustang 5610?

Jaguar Sovereign

4.Wiosna czy jesień?

Wiosna. Bo tak!

5.Na górze czy w dolinie?

Na górze. Mimo, że wieje!

6.Zosia czy Telimena?

Telimena. Zdecydowanie. Podlotki przerażają mnie prawie tak samo jak Murzynki...

7.Fantastycznie czy realistycznie?

Realistycznie. Rzecz jasna - mam na myśli realizm magiczny.

8.Styl nowoczesny czy vintage?

Fetyszystą nie jestem - ale jednak... vintage!

9.Szklanka czy filiżanka?

Filiżanka. Szklanki są niewygodne: nawet te z uszkiem.

10.Pies duży czy mały?

Nie lubię psów w ogóle. Ale jak już - to duży.

11.Religia czy ateizm?

Cenię religię dokładnie z tego samego powodu, dla którego wielu ateistów jej nienawidzi: bo ogranicza, narzuca reguły, ramy, przykazania, rytuały. Obawiam się jednak, że przypominam w tym Nowosilcowa z "Dziadów". Pokrewieństwo ideowe, z którego przewrotnie mógłbym być dumny - to w końcu nad wyraz hipsterskie jest, obnosić się z filisterstwem i konformizmem! Mimo wszystko - dumny nie jestem. Coś mnie bowiem w ten sposób omija. Co takiego..? Łaska szczerej wiary, albo... nie mniej szczerej niewiary..!



No i jednak bez procha się nie obyło. 

Musimy teraz pojechać na targ - kółko od taczki znowu sflaczało, a robalowa kwarantanna oznacza, że dziś i jutro będzie bardzo dużo kursów spod wiaty. W drodze powrotnej mam nadzieję zakończyć negocjacje w sprawie nowych dostaw owsa, które otwarłem w czwartek.

19 komentarzy:

  1. hahahaha! :))))

    Waćpan słabą głowę masz! :)))

    Jak się taką słabą głowę ma, to trzeba ziółka pić zamiast alkoholi! Rumiankową herbatkę na przykład :)))

    A u mnie w stajni też stoją 3 taczki i żadna użyteczna, bo na flakach :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to zagadka jest: Chińczycy, tacy zdolni, tacy zmyślni - a opony do taczki, która by dłużej niż dwa miesiące przetrwałe - nie potrafią zrobić! Dlaczego..?

      Natomiast tajemnica łyskacza się ujawniła. Za mało go w piątek wypiłem. Wczoraj zamiast trzech łyków wypiłem trzy szklanki - i rano byłem jak młody bóg: ogrodzenia Wielkiego Padoku w pół godziny uporządkowałem, 12 taczek spod wiaty w mniej niż godzinę wywiozłem, nic a nic mnie nie bolało mimo, że wcześniej, odkręcając %!?+=:%% eurofalę z dachu wiaty na drewno, ponaciągałem sobie mięśnie (bo to zajęcie dla szympansa, a nie dla naziemnego ssaka!). Idąc za tym przykładem, dziś zamierzam tę litrową flaszkę skończyć...

      Usuń
    2. Chinczycy opone i inne rzeczy, ktoreby dluzej przetrwaly (tj. lepszej jakosci) zrobic oczywiscie potrafia. Tylko trzeba im wiecej zaplacic. Jak sie np zamawia hurtowo buty (albo cokolwiek innego) to wyglada to tak: dokladnie ten sam but, ten sam wzor - ale jeden kosztuje 2 USD, a drugi 10 USD.
      Roznicy na oko nie widac, wychodzi dopiero po 2 miesiacach - jak ten tanszy sie rozleci, a ten drozszy pociagnie i rok :)
      I teraz: te drozsze i trwalsze produkty trafiaja na rynek np. USA, a te kiepskiej jakosci na rynki trzeciego swiata.

      Z elektronika jest tak: Intel swoje procesory ma oczywiscie produkowane na Tajwanie. Maja one okreslone normy jakosci, przechodza testy i iles tam odpada. Oczywiscie te co nie przeszly testow jakosci nie sa wywalane do smieci, ale sprzedawane za znacznie mniejsza cene bez zadnego brandu firmie krzak.
      I tak to sie kreci.

      Usuń
  2. Metoda na Scarlett O'Hara też ma u mnie zastosowanie. Jednak nie jest łatwo stosować się dla mnie dosłownie do jej zasad. Bo chociaż obiecuję sobie, że pomartwię się czymś jutro to i tak często dana sprawa potrafi mnie gryźć bez ustanku.

    Jak to powiedział jeden klasyk - "ciężko jest lekko żyć".

    Pozdrawiam, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż - a mogłem zostać reżyserem filmów porno na ten przykład... Ale, czyż warto żałować "niegdysiejszych śniegów"..?

      Usuń
  3. Czy odpowiedź na pytanie nr 3 zostałą głęboko przemyślana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem motoryzacyjnym ignorantem - ale stare Jaguary są takie nieskazitelnie eleganckie...

      Usuń
  4. Jeżeli chodzi o osobówki, to ja też tylko Jaguar i raczej starawy ( nowe mi się nie podobają), bo inne samochody przy nim jak kaczęta przy łabędziu. Natomiast w kategorii pojazdów z pytania nr 3 - do tej pory mam wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka to kategoria? Bo, prawdę powiedziawszy, nazwanych w pytaniu pojazdów nie kojarzę w żaden sposób - z niczym...

      Usuń
  5. wpisz w google image to zobaczysz.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie popisałem się yntelygenyą, nie popisałem...

      Ale i tak - jak już, to wolałbym coś starszego, solidniejszego i z łatwiej dostępnymi, niefirmowymi częściami zamiennymi.

      Usuń
    2. To przecież marzenia a nie rzeczywistość, a w marzeniach gołabek pocztowy przyleci na drugi dzień po awarii, trzymając w dziobku nową skrzynię biegów albo inny drążek strowniczy, który urwał się podczas pracy...

      Usuń
  6. Jacku ten plugin który używałeś do tego by czytelnicy widzieli ostatnie komentarze się uszkodził (na wszystkich bloggerowych blogach). Z łaski swojej dodaj proszę analogicznie działający gadżet nazywający się "Top comments" (znajdziesz go w zakładce "Więcej gadżetów".

    OdpowiedzUsuń
  7. W Miłym Gościu rozpoznaję Monikę a na forum volty znowu się obraziłam i nie wchodzę, albowiem kazali mi zlikwidować z podpisu baner Eco Gypsy... Już po obrażeniu dostałam mailem powiadomienie, że wlepili mi ostrzeżenie...więc pewnie z pół roku albo z rok jak ostatnio, mnie tam nie będzie widać.

    Za to bezczelnie reklamę wlepię sobie na Twoim blogu, a co! http://www.eco-gypsy.com

    Najwyżej mnie zbanujesz :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałem Cię do listy linków. Ale, swoją drogą, że Blogger ten komentarz tak od razu przepuścił, nie podejrzewając go o spam - to aż dziwne!

      Usuń
  8. Johny Walker red jest syfiaty.
    Jak juz sie łyskaczem upijac i to takim, ktory tani a kaca nie ma po - to najlepiej Jameson.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest syfiasty. Ale przecież, darowanemu koniowi...

      Na szczęście: już się kończy!

      Usuń
    2. a nie, jak darowany to zupelnie co innego :)

      Usuń
    3. Jutro prawdopodobnie kupię Jacka Dannielsa, jakaś promocja jest w jednym z supermarketów... jak znalazł na moją następną wizytę!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...