sobota, 24 listopada 2012

Dlaczego nie kibicuję „naszym“ w Brukseli..?

Gdzieś tak we wrześniu pojawiły się w naszej wsi koparki, rury i spychacze. Uznałem za stosowne zasięgnąć języka, co też jest powodem tak niezwykłego widoku. Otóż: gmina buduje nam wodociąg.

Nas to w żadnym razie nie dotyczy i dotyczyć nie może – absolutnym absurdem byłoby ciągnąć rurę ze wsi do samotnego gospodarstwa prawie kilometr – i to pod górę!

Przy okazji zasięgania języka dowiedziałem się też, że z tą budową wodociągu to nie takie hop siup. Asfaltowa (i bardzo dziurawa) droga powiatowa, przy której położona jest nasza wieś, ma po obu stronach szerokie pobocza. Na początku wsi, gdzie domy stoją tuż przy płotach – rurę pociągnięto owym poboczem właśnie. Potem jednak, gmina chcąc zaoszczędzić na czynszu, który musi płacić powiatowi za rurę położoną pod powiatowym poboczem – zapragnęła pociągnąć ją ogródkami. No i ludzie się zbuntowali – bo niby z jakiej racji znosić bałagan w obejściu, szkody w (ozdobnych!) płotach, itp. – skoro wcześniej dało się tego uniknąć, ciągnąc rurę pod poboczem..?

Dwa tygodnie temu było w naszej wsi zebranie. Podejrzewam, że właśnie na ten temat. Że jednak ani mnie ta sprawa nie dotyczy, ani też nie miałem kogo zostawić na gospodarstwie (Lepsza Połowa jeszcze w Wilnie była), ani nawet samochodu nie miałem – to się na zebranie nie udałem i nie wiem, na czym w końcu stanęło. Pewnie na niczym, bo jakoś ostatnio żadne koparki, rury ani spychacze się po wsi nie kręcą…

Zmierzając do tak zwanego „ad remu“: każdemu, kto mnie o to pyta odpowiadam, że nie ma innej możliwości – w dłuższym terminie woda z gminnego wodociągu MUSI być droższa od wody z własnej studni. I nawet, jeśli ktoś się podłącza – to nader nierozsądnie postąpiłby, nie pozostawiając sobie możliwości korzystania ze starej studni – a odcięcia wody z sieci.

Dlaczego tak uważam? Z kilku, dość oczywistych powodów, spośród których najważniejszy i najściślej ze wspomnianym „ad remem“ związany jest fakt, że projekt „uporządkowania gospodarki wodno – ściekowej na terenie gminy Stromiec“ jest, naturalnie, współfinansowy ze środków Jewrosojuza. Co to oznacza? Oznacza to, że gmina realizuje ten projekt nie wtedy, gdy zgromadzi jakieś środki własne, tylko w terminach ściśle wynikających z możliwością „ciągnięcia“ owych jewrosojuznych środków. Co oznacza – że nie ma wyjścia, musi się zadłużać (przecież Jewrosojuz nie finansuje 100% inwestycji – i nie z góry…) – i to na takich warunkach, jakie banki jej podyktują, mając bardzo małą swobodę ruchów (bo kredyt MUSI być przyznany w konkretnym terminie, inaczej – jewrosojuzne środki przepadają…).

Innymi słowy: musi się zadłużać na złych warunkach. Dotyczy to zresztą wszystkich korzystających z tego rodzaju dotacji.

Znaczący popyt na koparki, rury i spychacze ze strony gmin w całej Polsce (popyt, który w dodatku kumuluje się w ściśle określonych terminach – zdeterminowanych terminami wynikającymi z procedur konsumowania środków Jewrosojuza) oznacza, że ceny owych koparek, rur i spychaczy rosną – akurat wtedy, gdy gminy chcą je kupować!

Zdjęcie z netu Nasz wodociąg przez aż tak dzikie pustkowia - nie przebiega!
 
Ale jest to realne zdjęcie skądś z Polski...

Owszem – jakaś część inwestycji jest teoretycznie za „free“. Tylko – czy aby niekorzystny kredyt i wysokie koszty tej inwestycji, wynikłe ze skumulowania popytu dużej liczby podmiotów korzystających z dotacji naraz – nie niwelują owej darowizny do zera..?

Kto, koniec końców spłaci kredyt i poniesie realne koszty gminnej inwestycji? Oczywiście – korzystający z gminnego wodociągu, bo kto niby..? Nie wmówicie mi, że te parę machnięć łopatą, albo obrotów świdrem, plus kawałek rurki, plus pompa z hydroforem (używane można na Allegro za kilka stów kupić!), plus prąd zużywany przez pompę – wyjdą drożej, niż spłata nie tylko bieżących kosztów funkcjonowania gminnego wodociągu, ale i zaciągniętego na jego budowę kredytu, wraz z odsetkami!

Przy tym, mam poważne wątpliwości, czy ta inwestycja ma w naszych, konkretnych warunkach jakikolwiek praktyczny sens. Owszem – sytuacja gdy obok siebie kilkadziesiąt pomp ssie wodę ani zdrowa, ani normalna nie jest – lustro wody się obniża na znacznym obszarze i wszyscy na tym cierpią. Niewątpliwie w takiej na ten przykład Kępie Niemojewskiej (ale to chyba gmina Warka..?), a też i na koloniach Boskiej Woli na wschodnim krańcu wsi, gdzie działeczka letniskowa przytula się do działeczki letniskowej i gęsto od domków, na takich działeczkach o wymiarze 10 x 10 metrów pobudowanych – wodociąg to jedyne słuszne i sensowne rozwiązanie.

Pytanie tylko, czy specjalnie w tym celu trzeba budować sporą stację pomp i ciągnąć te rury kilometrami..? Przecież z góry wiadomo, że dla potrzeb gospodarskich wody z wodociągu i tak nie starczy. Jak do tej pory w żadnej z okolicznych wsi, które szczęścia „przystąpienia do cywilizacji“ dostąpiły przed nami – wody nie starczało. Latem w Grabowie i w okolicznych wsiach nie raz i nie dwa słychać narzekania, że z rury nie leci – a bydło poić trzeba, truskawki, jabłka, czy co tam kto posadził podlewać – nie ma zmiłuj!

Wedle geologa, którego zatrudniłem dla wykonania projektu mojego własnego ujęcia wody – woda jest tu praktycznie wszędzie, boż to Pradolina Pilicy i tak jak rzeka widoczna na powierzchni, tak i pod ziemią – płyną wody w stronę Wisły w wielkiej obfitości. Tyle, że nie wypompuje się tej wody więcej, niż jakieś 20 m3/godz w jednym miejscu. Choćby „skały srały“ – nie da się i już! Warstwa wodonośna za płytka, a zresztą tempo pompowania nie może być szybsze, niż napływ owej podziemnej wody, spływającej w stronę Wisły – to jasne.

To co się dziwić, że w gminnych wodociągach latem, gdy wszyscy zużywają tej wody najwięcej – bywa, że sucho..?

Czy nie lepiej byłoby zatem, zamiast wielkiego, znaczną część gminy łączącego wodociągu – zbudować mniejsze tam, gdzie to rzeczywiście potrzebne (bo działeczka do działeczki, a wszystkie 10 x 10 metrów – gęsto poprzytulane i szkodliwym byłoby, gdyby każdy na własną rękę pompował…), oszczędzając na rurach i stacjach pomp?

Tyle, że takie projekty – coś mi się zdaje – raczej nie dostałyby dofinansowania z Jewrosojuza. Za mało „postępowe“ są! „Postęp“ przecież i „światło cywilizacji“ na tym polega, że się wszystko w wielkie sieci łączy. Czy z sensem, czy bez sensu – a kogo to obchodzi? Grunt, że „nowocześnie“! Że „postępowo“! Że „cywilizacja“ wreszcie do nas dociera!

Żeby było jasne: lokalna polityka (i polityka w ogóle zresztą) – nic a nic mnie nie obchodzi. Nic nie mam ani do Pana Wójta, ani do Szacownej Rady. Nie mam najmniejszego zamiaru „przypierdzielać“, „oczerniać“ czy w jakikolwiek inny sposób szkodzić. Nikt mi na odcisk nie nastąpił i ja też nikomu na odcisk następować nie mam najmniejszego zmiaru, a nasza gmina jest przesympatyczna, porządna i gospodarna.

Że w sens owego wodociągowego projektu wątpię? Ale to nie gminy wina! To wina Brukseli. Skoro Bruksela daje – głupi by nie brał! Sam dopłaty biorę – i chętnie bym brał większe, bo czemu nie..?

Tyle, że Bruksela (a właściwie to Warszawa, na warunkach przez Brukselę podyktowanych) daje w taki właśnie sposób, że postępując rozsądnie i racjonalnie – pakujemy się wszyscy w nieliche g…o: w długi, w inwestycje za wielkie, zbyt kosztowne, nie przystające do potrzeb, dyktowane nie zdrowym rozsądkiem, a stereotypowymi wyobrażeniami o tym, co jest „postępowe“.

Skok cywilizacyjny..? No nie wiem, nie wiem – zobaczymy, w co wskoczyliśmy, jak już będziemy na drugim brzegu. Bo równie dobrze – może się to okazać skokiem w przepaść

I to jest właśnie powód dla którego (biorąc dopłaty jak każdy inny rolnik, a owszem – bo głupi by nie brał!) – jakoś nie kibicuję tzw. „naszym“ w Brukseli! Im większy bowiem budżet Jewrosojuza i im większa część wydatków tego budżetu na Polskę przypada – tym głębsza może się okazać ta przepaść, w której – z długami i z kosztami utrzymania różnych „pomników cywilizacji“ – na końcu się znajdziemy…

4 komentarze:

  1. W mojej gminie też ciągnęli wodociąg, dobry kilometr od wsi do kilku domów w drugim jej końcu. I raczej też po działkach, choć wzdłuż drogi powiatowej. Jaka ciekawa analogia...

    Akurat po mojej działce wodociąg przechodzi, mam dzięki temu dwa piękne kamienie wykopane przez koparkę. I mam łatwiej przyłączyć się do wodociągu, bo jakoś przegapiłem zapisanie się od razu (poprzedni właściciel działki tego nie zrobił).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tego rodzaju inwestycje realizowane są w całej Polsce na jedno kopyto. I TO właśnie jest problem...

      Usuń
  2. W sumie jednak jakoś te wodociągi trzeba pobudować, a środki z unii przyspieszają decyzje.
    Też mam studnię na wsi, babcia założyła wprawdzie wodociąg, ale zawsze była też możliwość brania wody z własnej studni.
    I w gospodarstwach taką możliwość chyba trzeba sobie zostawić.
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właściwie z jakiej racji "wodociągi trzeba pobudować"? Dlaczego? Przy rzadkiej zabudowie i niskiej gęstości zaludnienia - wydaje mi się to absurdalne...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...