niedziela, 14 października 2012

Zima impaktowa

Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na nowy, bardzo ciekawy wątek na moim ulubionym forum historycznym: co by było, gdyby spadł nam na głowę meteoryt dostatecznie duży, aby wywołać tzw. "zimę impaktową": czyli przejściowe ochłodzenie klimatu, wywołane najpierw pyłem, odcinającym część światła słonecznego od powierzchni planety, a potem - gdy pył już opadnie - zwiększonym albedo planety pokrytej, na północ i południe od zwrotników - lodem, który w międzyczasie zajął miejsce roślinności.

 Dla wywołania efektu "zimy impaktowej" aż tak duży asteroid jak ten na grafice nie jest potrzebny - ale  trudno w necie znaleźć coś wyważonego na ten temat...

Jest to oczywiście scenariusz wybitnie hipotetyczny. Nie ma pewności, czy coś takiego już się w dziejach planety aby na pewno przytrafiało i z pewnością nic nam nie wiadomo o tym, aby coś takiego zdarzyło się "za ludzkiej pamięci" - to znaczy: asteroidy różnych rozmiarów bombardowały Naszą Umęczoną Planetę wielekroć z całą pewnością, ale koncepcja "zimy impaktowej", to tylko hipoteza. Oparta na doświadczeniu "roku bez lata" po erupcji wulkanu Tambora, 10 kwietnia 1815 roku, badaniu zawartości pyłów i składu atmosfery w rdzeniach lodowych z odwiertów na Antarktydzie i na Grenlandii, oraz na badaniach skamieniałości. Dość, w sumie "mocna" hipoteza!

 Kaldera wulkanu Tambora - stan współczesny

Nie chcę tu powtarzać dyskusji toczonej na forum, która na pewno jeszcze się rozwinie i wzbogaci w wiele interesujących szczegółów - to akurat nie jest "zabezpieczone forum", każdy może sobie zajrzeć i przeczytać, co serdecznie polecam. Chciałbym tylko wypunktować Państwu kilka, istotnych moim zdaniem informacji, które inaczej mogłyby umknąć:

1) Wbrew pewnym, dość popularnym wśród naszej, "doomerskiej" społeczności internetowej mitom - Polska NIE JEST najbezpieczniejszym miejscem na świecie dla przetrzymywania różnych katastrof. Wprawdzie, co jest z pewnością cenne, mamy pod nogami dobre 30 kilometrów solidnego granitu tarczy fennoskandzkiej- i jeśli coś ma się trząść, to nie my - takoż i wulkany nasze dość są już stare i zmurszałe, raczej niewiele nam z ich strony grozi, a i tsunami na Bałtyku - chyba tylko na filmie może nam być straszne. To z pewnością powinno nam dodawać otuchy! Ale jednak - w razie "zimy impaktowej", albo innego zlodowacenia (np. tego, którego rychły początek wieści nam Profesor Bobola...) - będziemy tu mieli w najlepszym razie: tundrę...

2) Mowy nie ma o jakimkolwiek "ratunku dla ludzkości". Tego rodzaju katastrofa oznacza raptowne zmniejszenie dostępnej nam "niszy ekologicznej" czyli, pisząc po ludzku - oznacza, że nagle zrobi się mniej żarcia... A kiedy jest mniej żarcia niż gąb do wyżywienia - JEDYNYM, co może te gęby spotkać jest: śmierć!

3) W przypadku jakiejkolwiek katastrofy tego rodzaju, choć ocalenie ludzkości nie jest w żaden sposób możliwe - ocalenie poszczególnych indywiduów, a też i kultury, której są nosicielami - zależy od ich WIEDZY na temat natury zagrożenia i właściwego sposobu postępowania.

Impakt w roku pańskim, dajmy na to 1400 - dałoby się przeżyć pewnej, niewielkiej części ludności Naszej Umęczonej (Wtedy Jeszcze Nie Tak Bardzo) Ojczyzny - gdyby król Władysław nie mieszkając wysłał pierwsze, drugie i trzecie wici na pospolite ruszenie, a zebrawszy swoje rycerstwo, pewną część dam i duchowieństwa z księgami i relikwiami - ruszył natentychmiast na południe, grabiąc bez miłosierdzia wszelką żywność, jaką tylko dałoby się znaleźć i mordując każdego, kto stanie mu na drodze (to i tak by już nie miało większego znaczenia - przecież ci ludzie byli już praktycznie martwi, co za różnica, czy umrą z głodu i zimna w męczarniach - czy szybko: od miecza?). Pewna część uczestników tego śmiertelnego pochodu być może już gdzieś na południowych stokach gór Taurus, albo w Antylibanie - znalazłaby miejsca, gdzie zabrana z Litwy gryka - wydałaby plon pod ołowianym sklepieniem pyłowych chmur przysłaniających słońce...

Problem w tym, że król Władysław w hipotetycznym wypadku wystąpienia Impaktu - nie miałby wiedzy ani na temat natury zjawiska, które obserwuje - ani czasu jego trwania - i najpewniej ograniczyłby się do codziennego słuchania trzech mszy, postów i (przy okazji, wedle przypisywanego mu powiedzonka "Panu Bogu świeczkę - a Dyabłu ogarek...") jakichś pogańskich guseł w nadziei, że ta Kara Boska - ustanie i znowu nadejdzie lato.

Nie twierdzę wcale, że mamy zaraz zacząć przygotowania do podobnego exodusu (tym razem, raczej w formie kolumny pancerno - motorowej: swoją drogą, marne widzę nasze szanse w takim starciu...). Mimo wszystko, o wiele bardziej prawdopodobnym jest, że komuś z nas dachówka spadnie na głowę gdy będzie przechodził pod rusztowaniem (bum! Gdy pisałem ten tekst, gdzieś na obszarze Naszej Umęczonej Ojczyzny, jakaś dachówka z rusztowania spadła... czy trafiła w czyjąś głowę..?), a z katastrof o powszechniejszym wymiarze, jednak bardziej namacalną i dużo pewniejszą, będzie konieczność spłaty tych 40 miliardów, którymi chce nas Najlepszy Minister Finansów w Europie (dalej nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego akurat na to stanowisko ZAWSZE wybierają takich oryginalnych idiotów - jakby idiotów nudnych i poukładanych brakło..? Pamiętacie Kołodkę? A Belkę? Jeden wart drugiego i trzeciego...) dodatkowo i pozaplanowo zadłużyć za pośrednictwem BGK...


Tym niemniej: warto wiedzieć! Wiedza to JEDYNY czynnik, który może komuś ewentualnie w takiej sytuacji - ocalić życie. Na pewien czas - i przy odrobinie szczęścia, rzecz jasna.

Przy czym - taki rodzaj apokalipsy jest JEDNAK bardziej prawdopodobny...
 niż taki, w którym podobne, sympatyczne panie mogą uciekać przed mutantami w równie skąpym stroju, albo zgoła i bez niego... Niestety! Choć, może, jeśli to Al Gore ma rację i wkrótce brzegi Bałtyku porosną palmy..?

Swoją drogą: doskonale rozumiem, dlaczego tak się przedstawia "świat postapokaliptyczny" - a też, prawdę powiedziawszy, lepsze i to, od kompletnie odrealnionych w swojej patetycznej grozie holyłódzkich superprodukcji - tym niemniej, nie było łatwo i chyba nie udało mi się dobrać adekwatnych ilustracji do tego wpisu...



12 komentarzy:

  1. Smakowity kąsek Asan zapodał :) Co by było - gdyby?
    Tunguska już była i jakoś nic się nie obróciło, zimniocha nas nie dopadła. Ziemię na wciąż cos bombarduje. Katastroficzne filmy rodem z USiech z upodobaniem oglądam. Wyedukowana jestem dokładnie :p I już wiem, ze rząd będzie sobie dupsko ratował gawiedź zostawiając na pastwę czegokolwiek - bo przed filmami to nie wiedziałam! ;p Tak i teraz - Klakier nr1 i Rozporkowski dupy sobie ratują rzucając mglisty tuman dla oszołomów. Klasyka tematu - napinać ile się da, rzucić coś na żer a przede wszystkim samemu się nachapać póki jeszcze stołka spod dupy nie wyrwali. Nasz Papa Tussino, wraz z rodzino zadba o siebie. Spokojna Twoja rozczochrana ;p
    A jak zamarzniem to już żyć nie będziem i czym tu się martwić ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to by już trzeba konsekwentnie, za Epikurem - niczym zgoła się nie przejmować, z Tuskiem na czele.

      Nie powiem: często radzę, żeby nie działać - ale nie działać, a nie przejmować się - to jednak dwie różne sprawy...

      Ogólnie: ja się źrebiąt spodziewam, pożyłbym sobie trochę!

      Usuń
    2. Ale, ale , Ty się źrebiąt spodziewasz, a ja myślałam, że Twoje klacze.:-)

      Usuń
    3. Ale to ja jestem bardziej przejęty... Dobrej nocy!

      Usuń
  2. Jestem przerazona, zaraziles sie wizjami konca swiata w grudniu czy jak?! Zupelnie to do Ciebie niepodobne, jestem szczerze zaniepokojona! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam... Ale fajny pomysł na wypasioną, wielotomową sagę post-apokaliptycznego "historical fiction"!

      Usuń
  3. Ona ma rację ze swoją konkluzją. To się nazywa rozumowanie logiczne.:-)Biję czołem przed Ludką.

    OdpowiedzUsuń
  4. A tak w ogóle, polecam do poduszki: http://tiny.pl/hnwfd

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy Pan slyszal ale istnieje grupa badaczy ktora twierdzi ze upadek "cywilizacji porzymskiej" na Wyspach Brytyjskich wywolal upadek niewielkiego meteorytu na terenie obecnej Szkocji okolo roku 550 naszej ery.Mialo to spowodowac zime impaktowa i zdewastowac "cywilizacje arturianska"" co ulatwilo najazdy Anglow i Sasow na oslabionych tubylcow.Bazuja owi uczeni na fragmentach sag arturianskich ktore faktycznie(jak sie poczyta)wskazuja na jakis rodzaj katastrofy naturalnej i spowodowana tym bardzo ciezka zime.Ile w tym prawdy-kto wie?

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upadek meteorytu LUB erupcja jednego lub kilku wulkanów dobrze tłumaczy fakt, że po roku 550 przez kilka lat lata były krótkie, zimne i deszczowe, a zbiory nieudane.

      Muszę jednak Pana rozczarować: Pańscy tymczasowi współmieszkańcy z Mglistych Wysp mogą sobie wierzyć we wspaniałość "cywilizacji arturiańskiej" - ale tak naprawdę, było to wtedy zadupie świata, gdzie psy zadkami szczekały, a wrony zawracały.

      Prawdziwą klęską po roku 550 była tzw. "plaga Justyniana" i wynikły z niej - koniec renesansu Wschodniego Cesarstwa, który utorował drogę najpierw podbojom Persów, a potem ekspansji arabskiej - w ciągu stulecia, jakie nadeszło po tej klęsce.

      Usuń
    2. ad 1.Zadupie-alez wcale w to nie watpie.Ze sobie Brytole w to wierza(srednio zreszta)to mnie ani ziebi ani grzeje.Choc jednak pewne znaleziska wskazywalyby ze przed najazadami Anglosasow bylo to zadupie w 1/4 cywilizowane po po owych najazdach cywilizowane juz tylko w 1/10.Ale jak juz napisalem specjalnie mnie ten temat nie fascynuje szczegolnie ze my jako protoPolacy tez wtedy jeszcze po lepiankch mieszkalismy.

      ad 2.Plaga Justyniana-tu pelna zgoda i to jest dobry temat na wpis jak Pan bedzie kiedys mial ochote(z cyklu jak to zdarzenia takie i siakie moga nas sprowadzic z powrotem do barbarii).

      A swoja droga czy wiadomo cos Panu na temat mozliwego impaktu w Azji Poludniowo-Wschodniej(nad Oceanem?)na przelomie 12 i 13 wieku ktory to impakt mial wplynac chociazby na powstanie Imperium Mongolskiego?

      Piotr34

      Usuń
    3. "Cywilizacja iro-szkocka" to oczywiście bardzo ciekawe zagadnienie, choćby dlatego, że leżąc na zadupiu i mając (do czasu) względny spokój od barbarzyńców, zdołali irlandzcy mnisi przechować część spuścizny antycznej. Tyle, że - poza cyklem legend arturiańskich - co niby takiego z tego wynikło dla reszty Europy..? Nawet te legendy opracowali potem literacko Francuzi...

      Nic nie wiem o żadnej naturalnej katastrofie poprzedzającej mongolską inwazję. Dynastia Song w Chinach sama się pogrążyła, a kiedy przyszedł Czyngis - chan, Chiny JUŻ były podzielone i słabe (to NIE ZAWSZE szło ze sobą w parze: nawet, wbrew chińskiej tradycji, zwykle było na odwrót - kilka państw chińskich istniejących jednocześnie, tworzyło razem większą siłę niż zjednoczone - i marnotrawne - imperium: tu jednak - akurat było jak było...).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...