czwartek, 4 października 2012

Przyczyny – i skutki

Minęło prawie pół wieku od „rewolucji seksualnej“. Hipisi z 1968 w większości poruszają się na wózkach inwalidzkich i więcej się chyba troszczą o nowe baterie w rozrusznikach serca, niż o nowe przygody... Wydawać by się mogło, że rozpoczęty wtedy proces „wyzwolenia człowieka z okowów opresyjnej, pruderyjnej kultury patriarchalnej“ powinien był po tylu latach rzeczywiście stworzyć całkiem „nowy gatunek człowieka“, któremu obce są frustracje i zahamowania.

A tu co? A tu czytam ja sobie Onet (no wiem, wiem, lepiej bym zrobił tracąc ten czas na grę we „Freeciv“ – ale wieczorami naprawdę nie mam sił na żadną aktywność, a na przelew tak czy inaczej – czekać trzeba…), który wczoraj „tematem dnia“ uczynił szkolne lekcje „wychowania do życia w rodzinie“ – i odnoszę przemożne wrażenie, że jest coraz gorzej: owszem „niechcianych ciąż“ jakby ubyło (ale to chyba głównie dlatego, że w ogóle ciąż – ubyło..?), ale to właściwie jedyny „wyzwalający skutek“ recypowanej u nas intensywnie od lat ponad 20 zachodniej recepty na seks.

„Niechcianych ciąż“ to już w ogóle nie powinno być, po tylu latach i takich nakładach na promocję antykoncepcji – i jeśli autorki i autorzy Onetu winę za fakt ich dalszego pojawiania się zrzucają na pruderyjne, „katolickie“ nauczycielki, które nie potrafią pokazać uczniom, jak naciągać gumkę na banana – to błądzą straszliwie, wszak ani na Wyspach, ani we Francji ani w Niemczech – gdzie w ogóle o żadnej pruderii od dawna mówić nie można, a wszystkie nauczycielki które nie obciągały bananów gumką dawno zostały wyrzucone z pracy – też wcale to zjawisko nie zanikło!



Poza tym, autorki i autorzy Onetu, cały czas oczywiście, obwiniając pruderyjnych, „katolickich“ nauczycieli i nie mniej pruderyjne, „katolickie“ podręczniki, wskazują na cały szereg dziwnych zjawisk: dziewczęta, chcąc „szpanować“ koleżankom, podejmują współżycie w wieku królowej Jadwigi (skądinąd: świętej…), czyli lat 13, nie cofając się przed eksperymentami rodem z najprymitywniejszego porno – a jeśli przypadkiem im się tego nie udaje zrobić, cierpią katusze, czując się od „przodujących“ w tej materii koleżanek gorsze (od czego zresztą, robi się nowy trend: jak dawniej zdarzały się panny udające cnotki, a w rzeczy samej bardzo rozrywkowe – tak teraz częściej, podobno, dziewczęta udają, że są bardziej w tej materii wyzwolone, niż to naprawdę ma miejsce…).

Opisywane jest też zjawisko, które dawno prorokowałem: poddani presji ze strony agresywnych seksualnie dziewcząt chłopcy nie zawsze dają radę sprostać ich wymaganiom (śmiałbym wręcz twierdzić, że raczej rzadko któremu to się tak zaraz udaje, a u sporej części nawet duży upór i wieloletnie ćwieczenia, niewiele pomogą – bo taka już jest nasza, delikatna w tej materii, natura – tyle, że nawet w anonimowej ankiecie, nie honor się do tego przyznać…) – od czego popadają w kompleksy wcale nie gorsze niż te diagnozowane u ich poddanych „seksualnej opresji“ pradziadów. Oczywiście, zdaniem Onetu, za to też odpowiadają pruderyjne, „katolickie“ nauczycielki – jakkolwiek, właściwie nie udało mi się wyczytać – w jaki konkretnie sposób to robią..? Molestują po lekcjach biedaków..? Ech, ta „katolicka“ perwersja…

Oczywiście, autorki i autorzy Onetu postulują w związku z tym dalsze zaostrzenie walki klasowej – o, pardon – dalszą, intensywniejszą promocję antykoncepcji, „seksualnego wyzwolenia“ i „seksualnych mniejszości“ (bo to ostatnie, to oczywiście jeden z najgłówniejszych tej tyrady punktów – który jednak, przez wrodzny a nieprzezwyciężony wstręt, pozwolę sobie w tej analizie pominąć…). Obawiam się jednak, że podobnie jak Stalinowi, owo „zaostrzanie się walki klasowej w miarę postępów w budowie socjalizmu“ jakoś w ziszczeniu utopii nie pomogło – tak też i w ziszczeniu tej utopii żadne nakłady, żadna propaganda, żadne represje wobec myślących inaczej – też nie pomogą.

„Prawo do wielkiego O“, które roszczą sobie obecnie najbardziej przodujące w seksualnym wyzwoleniu panie – przecież, jeśli spojrzeć na to z drugiej strony, jest obowiązkiem, przymusem dla ich partnerów… Sorry, ale to nie jest takie proste! Pod przymusem to można narąbać drewna, albo wynieść śmieci – ale odsetek masochistów wśród mężczyzn naprawdę nie jest wielki! Tak samo zresztą, jak nie jest wielki (choć większy – jak się zdaje…) odsetek „urodzonych sadystów“, którym będzie się chciało traktować swoje panie batem, jeśli w ramach „likwidacji wszelkiej tabu“, zaczną „otwarcie mówić o swoim masochiźmie“ – co, zdaniem tego samego Onetu, podobno jest ostatnio bardzo trendy i na czasie..?

Nie podoba się..? A, to żegnam, żegnam… Jest tyle ciekawszych i z mniejszym wiążących się stresem zajęć – naprawdę, NIKT jeszcze nie umarł dlatego, że nie uprawiał seksu!

Owszem, bywały kultury, w których sfera seksualna była poddana innym niż w naszej tabu (o takiej, w której w ogóle nie byłoby żadnych tabu – nie słyszałem…). Kultury nie da się jednak budować całkowicie dowolnie, woluntarystycznie, jak się komuś podoba – jak pójdzie za bardzo pod prąd naturze, zacznie gwałcić tabu i zwyczaje funkcjonujące od tysiącleci, zignoruje psychofizyczne predyspozycje płci, itd. – to się natknie na ścianę i uzyska, raczej szybciej niż później, efekt zgoła przeciwny od oczekiwanego.

Lewica wszelkiej maści oczywiście jest na tego rodzaju argumentację odporna – bo istotą lewicowości jest właśnie bunt przeciw naturze, odrzucenie wszelkich ograniczeń i dążenie do „przebóstwienia“ człowieka, do autokreacji, do stworzenia świata od początku na nowo. Jest tedy lewica każdego rodzaju nowy wcieleniem bardzo starej herezji gnostyckiej – jest w tym buncie pewien patos, przyznaję, może to przyciągać niektóre natury ludzkie, osobliwie takie, które perwersyjne upodobanie znajdują w beznadziejnej walce do końca i w obronie spraw z góry przegranych.

Skądinąd: jak na kolekcję szurniętych psychopatów, jest lewica wszelkiego rodzaju od 200 lat niezmiernie skuteczna jak chodzi o narzucanie szerokiej publiczności treści tzw. „dyskursu społecznego“. Oto wspomniany wyżej Onet debatuje o wychowaniu seksualnym młodych Polaków. Co robią cytowani w tektach autorek i autorów Onetu przeciwnicy tej ideologicznej ofensywy? Ano – biorą udział w debacie… Po co?

Nie byłoby w ogóle kwestii, czy ma być jakieś „wychowanie do życia w rodzinie“, czy nie i jaka ma być treść owego „wychowania“ – gdyby nie przekonanie powszechne także wśród osób, instynktem bardziej niż argumentem opierających się temu trendowi, że „wychowanie w ogóle“ jest sprawą państwa. To przekonanie, datujące się od czasów Reformacji i coraz to obszerniej się szerzące – jest podstawowym powodem, dla którego możliwa w ogóle była „rewolucja seksualna“ i dzięki któremu dawna „kontrkultura“, stała się przez ostatnie pół wieku „mainstreamem“.

Gdyby nie było państwowych szkół – nie byłoby dyskusji o „wychowaniu seksualnym“. Nie zabraniam nikomu pieprzyć się jak chce, z kim (albo z czym…) chce w dowolnych konfiguracjach – ani też, przekazywać związanych z tym „wartości“ młodemu pokoleniu. Pod warunkiem jednak, że robi to za własne pieniądze. To, co może być w pewnych okolicznościach traktowane jako manifestacja wolności – staje się dzikim i nieuprawnionym przymusem, eksperymentem społecznym na wielką skalę, operacją bez znieczulenia na żywej tkance ludzkiej społeczności – gdy jest realizowane przez władzę, obowiązkowo, na wielką skalę, pod przymusem…

Dla wielu powodów państwowa szkoła jest pomyłką. Ten jest tylko jednym z nich – a że piszę najpierw o nim właśnie – to dlatego, że wciąż jeszcze (ale to też może się zmienić z czasem…), goła dupa, osobliwie w konserwatywno – liberalnym środowisku, większą przyciąga uwagę, niż abstrakcyjne i teoretyczne rozważania o naturze ludzkiej i jej stosunku do kultur, które człowiek wytwarza.

Drugim z powodów dla których państwowa szkoła jest pomyłką jest inny z tematów wiodących „Onetu“: akcja „Oszukane Pokolenie“. No patrzcie Państwo! Dawno, dawno temu pisałem, że studia we współczesnej Polsce to kompletna pomyłka, owczy pęd i próba „nabycia szlachectwa“ – a tu, dobrze po roku, fakt ten raczył zauważyć sam „Tygodnik Powszechny“… Ciekawe, co tam jeszcze nasi postępowcy z równie wielkim hukiem odkryją w przyszłości..? Że podnoszenie akcyzy na wódkę zmniejsza wpływy budżetu z tego podatku..? Nieee…, to się chyba nie przyjmie. Wprawdzie nie kto inny jak rząd Millera taki eksperyment faktycznie przeprowadził – ale skoro nawet to nie zdołało mafii bezmózgich debili okupujących od 20 lat nasze Ministerstwo Finansów przekonać, że coś takiego jak „krzywa Laffera“ naprawdę istnieje – to nic ich już nie przekona…

Jeszcze innym z oczywistych przesądów determinujących nasz „dyskurs publiczny“ jest niczym nieuzasadnione, absurdalne, sprzeczne z naturą przekonanie, że zdrowie człowieka – nie jest jego sprawą, tylko sprawą gosudarstwa!

Zebrało mi się przykładów na to, do czego stan obecny prowadzi. Oto nasz przyjaciel Zbyszek z Radomia (ten sam, którego list niedawno został opublikowany na łamach „NCz!“) od dłuższego czasu – od wielu miesięcy co najmniej – chodzi i pracuje jako tynkarz ze złamanym obojczykiem. Żaden z lekarzy do których się przez te miesiące wielkim nakładem sił i czasu zgłaszał, nie raczył skierować go na prześwietlenie, poprzestając na faszerowaniu go pigułkami przeciwbólowymi, od których z kolei – zapadł na wątrobę.

Poszedł w końcu na prześwietlenie „prywatnie“ – i okazało się, że najprawdopodobniej bez skomplikowanej operacji się nie obejdzie – czego pewnie dałoby się uniknąć, gdyby dostatecznie wcześnie postawiono prawidłową diagnozę.

Ponieważ znowu pojawiają się zadłużone szpitale, a niektóre z nich wygrywają nawet procesy z NFZ – jak nic pojawi się wkrótce presja na to, żeby np. „zwiększyć składkę zdrowotną“…

Pytanie: co by pomogło naszemu przyjacielowi Zbyszkowi, gdyby płacił na NFZ więcej, niż w tej chwili płaci? Czy któryś z lekarzy, odsyłających go do tej pory ze (szkodzącymi na wątrobę) pigułkami, potraktowałby go poważniej, gdyby NFZ miał więcej pieniędzy?

Ale właściwie – z jakiej racji? Przecież prześwietlenie to nie jest ani skomplikowana, ani droga „procedura“ – i to nie ograniczenia narzucane przez NFZ były powodem takiego olewactwa wobec pacjenta! Powodem tego olewactwa był fakt, że zarobki tych lekarzy uzyskiwane „oficjalnie“, czyli „przez NFZ“ NIC nie mają wspólnego z tym, czy pacjenta wyleczą czy nie wyleczą: „procedura“ wykonana, kasa się należy, a czy pacjent wyzdrowiał, czy zmarł – to jego problem, nie lekarza…

Co zaś by było, gdyby nie było NFZ i gdyby nasz przyjaciel Zbyszek z Radomia nie odprowadzał co miesiąc tzw. „składki“ na tę instytucję? Zbyszek jest bardzo dobrym tynkarzem – i choć, w systemie obecnym, nie mając praktycznie szans na zatrudnienie pomocników (jest to zbyt drogie nie z uwagi na ich pensje – tylko z uwagi na ZUS i podatki…), nie zarabia, jeśli sam nie jest w stanie unieść kielni – przecież, gdy go przez tyle miesięcy bolało, znalazł środki na to, aby sobie „prywatnie“ owo prześwietlenie wykonać (za operację pewnie też sam będzie musiał zapłacić… albo będzie chodził z tym złamanym obojczykiem kolejne pół roku, jak nie dłużej..!). Czy, gdyby nie musiał odprowadzać tzw. „składki“ na NFZ co miesiąc – nie miałby aby w kieszeni więcej „dutków“ niż ma – i nie poszedłby od razu do takiego lekarza który, zainkasowawszy za swoją usługę pieniądze bezpośrednio od niego, miałby interes w tym, żeby go jak najszybciej wyleczyć..? Już nawet wszystko jedno, czy Zbyszek by mu płacił z góry, czy dopiero po wyleczeniu (nie zawsze tak się da…) – ale powstałaby między nimi osobista więź, taka właśnie, jaka powinna się nawiązywać między lekarzem a pacjentem – i 99% lekarzy byłoby w tej sytuacji głupio potraktować człowieka jak urzędnik natrętnego petenta…

W tym momencie „wrażliwi społecznie“ podnoszą pod Niebiosa klangor – „a co z gorszym od Zbyszka tynkarzami, którzy być może na takie leczenie nie zarobią“..? Mają umierać pod szpitalnym murem, nie leczeni..?

A przepraszam – w obecnym systemie to nie umierają..? Kto nie zapłaci lekarzowi „prywatnie“ – jak Zbyszek – ląduje w „finansowanej przez NFZ“ kolejce i czeka… Spotkania ze świętym Piotrem, bo czegóż by innego..? Jak choćby ojciec naszego dobrego sąsiada, który był po prostu za stary, żeby kolejnym szpitalom w Radomiu i w Grójcu chciało się go leczyć – potrzymali go tylko na prochach przeciwbólowych, aż skonał (taka „eutanazja po polsku“…), choć jego przypadłość: cukrzyca i zmiany zwyrodnieniowe naczyć krwionośnych w kończynach dolnych – sama w sobie do terminalnych nie należy…

Sam mam od młodości alergię na jad owadów. Póki żyliśmy w mieście, nie miało to wielkiego znaczenia. Ale w Boskiej Woli już kilka razy dopadły mnie różne owady pasiaste – onegdaj wczoraj wieczorem, gdy rozciągałem przedłużacz i instalowałem elektryzator do pastucha po ostatnim deszczu, było ich całe stado i co najmniej trzy mnie dziabnęły nim zdążyłem uciec. Jak zwykle – musiałem wsiąść w samochód i ciupasem meldować się na pogotowiu w Białobrzegach, gdzie dali mi – za okazaniem odcinka KRUS – zastrzyk w dupę. Bardzo fajny pomysł na wieczór, zaiste!

Lepsza Połowa zauważyła, że może taniej byłoby (ropy za darmo nie rozdają… a nawet, jak mnie pasiaste nie wykończą, to kiedyś wjadę do rowu, prowadząc w tym stanie!) wyleczyć się z tej alergii – bo to podobno możliwe i nawet nietrudne… Tylko: jak ja to mam właściwie zrobić? Najczcigodnieszy premier Buzek raczył był wprowadzić system „lekarzy rodzinnych“ w czasach, gdy byłem jeszcze studentem (fakt, że już chyba studiów doktoranckich…). Mam więc „lekarza rodzinnego“, którego przez minione 20 lat na oczy nie widziałem w Starogardzie Gdańskim – i na pewno nie pojadę do niego po żadne skierowanie, to by była droższa wycieczka niż te wyjazdy do Białobrzeg przez następne dziesięciolecie! Znakiem tego, trzeba by chyba najpierw się „medycznie przemeldować“… Nieee..! Dajcie spokój! To już chłop pańszczyźniany miał łatwiej – jak mu się nie podobało, pakował manatki i wiał, o żadne kwity się nie troszcząc…

Wszystkie te dziwactwa – to tylko skutek! Przyczyną jest przekonanie, że to gosudarstwo odpowiada za zdrowie swoich poddanych. Nota bene, skoro gosudarstwo odpowiada za zdrowie swoich poddanych – to słusznym i sprawiedliwym jest, że może im zakazać np. palenia tytoniu, ćpania maryśki czy innych środków, picia alkoholu, wychodzenia na dwór bez parasola i ciepłego szalika – i co tylko jeszcze uzna za słuszne i uzasadnione, by ów stan zdrowia – poprawić!

Nie zgadzacacie się, uważacie że to przesada, że w ten sposób następuje przesadna, nieuzasadniona ingerencja w ludzką wolność? A z czego, przepraszam, ten Wasz sprzeciw wypływa – skoro akceptujecie stojącą u podstawy tego rodzaju regulacji, zasadę..?

13 komentarzy:

  1. Ochrona zdrowia -- w pełni prywatna.
    Ewentualnie jestem skłonny zgodzić się do tego, by państwo zmuszało do szczepień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Idea ubezpieczenia zdrowotnego nie jest zła - w końcu zdarzają się choroby, które są uleczalne, ale bardzo drogie, na tyle drogie, że jedynie ubezpieczenie jest w stanie pokryć ich koszty dla 99,9% osób.

    Tylko dlaczego to ubezpieczenie ma być powszechne i obowiązkowe? To już nawet służba wojskowa taka nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ze względu na TAKIE choroby warto by płacić oficjalną składkę. Byleby państwowa służba zdrowia została nieco "naprostowana", jeśli chodzi o stosunek lekarzy do pacjentów.

      Usuń
    2. "TAKIE" - czyli jakie?

      Bo mam wrażenie, że 99% wszystkich publicznych zbiórek, kwest, składek, ściep i innych form apelowania do prywatnych kieszeni dobrych ludzi - to właśnie po to, aby sfinansować "procedury" szczególnie kosztowne. Z którymi, jak widać, NFZ sobie jakoś nie radzi... Dlaczego nagle miałby zacząć? Bo tak chcesz?

      I niby jakim cudem chcesz "naprostować" stosunek lekarzy do pacjentów, dalej pozostawiając lekarzy w roli urzędników - a pacjentów w roli petentów? To jakiś skrajny, nieżyciowy idealizm jest...

      Usuń
  3. Przecież państwo już zmusza do szczepień, co gorsza wcale absolutnie na to nie musi posiadać naszej zgody...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tja...płacisz zusy-srusy, a i tak latasz do lekarzy prywatnie, bo w tej samej kolejce specjalista przyjmie cię "na fundusz" za pół roku, a prywatnie już jutro lub ...za chwilę. Paranoja. Co do szczepień- kwestia dyskusyjna. Tyle samo za co i przeciw. Czy ma mnie państwo zmuszać? Lepiej zmusić obywateli do badań przesiewowych (bezpłatnych!), żeby potem uniknąć przewlekłego leczenia i nie biadolić, ze Polacy się nie badają, a "ciągną kasę" z państwowego portfela.

    OdpowiedzUsuń
  5. Krecik -- niby zmusza, a jednak tysiącom rodziców się udaje umknąć przed tym obowiązkiem. Ja ich rozumiem, ale rozumiem też sens obowiązkowych szczepień i przeciwko temu nie protestuję.

    Nie rozumiem tylko sensu obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego w NFZ. Bo on nie ma sensu.

    Tupaja -- przy prywatnej służbie zdrowia nie byłoby funduszy na badania przesiewowe. To znaczy prywatna służba sama by takie badania robiła, np. pod groźbą podniesienia składki -- to miałoby sens.

    OdpowiedzUsuń
  6. O tym "oszukanym pokoleniu" to muszę kiedyś napisać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o czym tu pisać? To zwykła blaga jest, cała ta akcja...

      Usuń
  7. Ubezpieczenie jest obowiązkowe z dwóch powodów.

    Nie dlatego, że ludzie lubią, jak się ich zmusza czy jak lekarz zachowuje się jak urzędnik.

    Jest obowiązkowe z tego samego powodu co emerytury. Jeśliby nie było, to i tak nie pozwolilibyśmy ludziom umierać z głodu (emerytury) czy z powodu uleczalnych chorób. A więc byłaby duża pokusa nieubezpieczania się i w efekcie leczenie i tak by było z podatków.

    A nawet jeślibyśmy byli na tyle sprawiedliwi i nieprzejednani, że nieubezpieczeni by rzeczywiście umierali, to oni zorganizują partię polityczną, socjalistyczną i jesteśmy w punkcie wyjścia. I to drugi powód, dlaczego tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  8. W sensie demokracja jest tym drugim powodem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ zgadzam się, zgadzam! Nie ma alternatywy wobec emerytur, państwowej służby zdrowia, państwowego szkolnictwa i "wychowania do życia w rodzinie". Nie ma i już! Tak samo, jak nie ma alternatywy wobec socjalizmu i demokracji. Tylko waryat może myśleć inaczej. A jeśli ten waryat jeszcze na dodatek spróbuje swoje waryactwo wprowadzić w czyn - już mu "zdrowe siły narodu", przy pełnym poparciu "społeczności międzynarodowej" zadadzą bobu!

    To wszystko prawda. Tylko nie udawajmy, że emerytury rozwiązują problem bezradnej i biednej starości - bo go bynajmniej nie rozwiązują. Nie udawajmy, że państwowa służba zdrowia leczy ludzi - bo ich nie leczy. Nie udawajmy, że państwo wychowuje młodzież - bo jej nie wychowuje! Te wszystkie "działania" nie dlatego są podejmowane, że są skuteczne (przynoszą skutki zgoła przeciwne do deklarowanych zamierzeń), tylko dlatego, że ludziom się wydaje - że tak właśnie ma być... I, być może - niektórzy nawet mają w tym interes..?

    OdpowiedzUsuń
  10. A większość ma czyste "sumienie", cokolwiek to oznacza.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...