środa, 31 października 2012

Noście futra naturalne!

Kiedy ostatnio byłem u Radka, druha mego serdecznego i pokazywał mi słomę, którą zgromadził na zimę (jak by ktoś reflektował, to chętnie sprzeda i dowiezie!), po drodze specjalnie zwrócił mi uwagę na nowy rodzaj swądu, roztaczający się wokół Potężnego Zetora.
-    To norki – wyjaśnił. – Tam za lasem otworzyła się ferma. I biorę od nich nawóz. Dobrze cuchnie, to musi być niezły!

Akurat nie jestem szczególnie przekonany co do wielkiej wartości nawozowej odchodów zwierząt mięsożernych (uwaga: powyższe stwierdzenie nie dotyczy ptaków żywiących się rybami!). Ale futra naturalne popieram ze wszystkich sił!

Po pierwsze – jak sobie właśnie doczytałem na Wikipedii, te norki działają jak naturalny utylizator odpadów zwierzęcych, których nie trzeba spalać w jakimś „Bakutilu“, zaśmierdzając przy okazji całą okolicę, bo norki mogą to zeżreć – wybredne nie są, a apetyt mają (hodowlane rosną dwa razy tak duże jak żyjące dziko…).

Po drugie – wszystko, czego potrzeba do wyprodukowania z żywej norki futra, to odrobina garbników. Jak nie ma syntetycznych, obejdzie się dębową korą (i bardzo by to było dobrze, bo by zaczęto sadzić dęby – które lubię!). A jak myślicie – ile ciężkiej chemii potrzeba do wyprodukowania tkanin syntetycznych?



To, że różne nawiedzone „ekolożki“ (przy czym te ładniejsze korzystają z niewątpliwej okazji, aby się przy tym zareklamować….) promują futra i tkaniny syntetyczne zamiast naturalnych, to tylko jeden z objawów tej samej ciężkiej choroby, która poza tym sprawia, że ludzie wolą kupić mleko w sklepie niż prosto do kozy (czy krowy), że nie przyjdzie im do głowy aby samemu wyprodukować swój tytoń, czy nawet kupić gotowy mimo, że co miesiąc zostawiają w sklepie setki złotych, z których 90% idzie na fanaberie premieru Tusku, a konieczność zabicia świątecznego karpia wprawia całą rodzinę w ciężką panikę.

Nie – wcale nie jest to żadna tam „moralna wrażliwość“! Jako się rzekło: produkcja tkanin syntetycznych (pochodnych ropy naftowej przecież…) i sztucznych futer czyni prawdziwe spustoszenie w ekosystemie i przyczynia tysiące razy więcej cierpień niż hodowla norek (kto powiedział, że hodowlana norka MUSI być zaraz nieszczęśliwa..? Jestem pewien, że zadowolone z życia norki mają o wiele piękniejsze futra..!). Mleko w sklepie też pochodzi od kozy czy krowy – a jedyne czym się różni od tego wprost z udoju, to operacje wychładzania, odtłuszczania i pasteryzacji, które przechodzi po drodze. Kupując zaś papierosy w sklepie – czy tego chcecie czy nie, czynem popieracie rządzący reżim i jego (w zdecydowanej większości niemoralne – a z całą pewnością: zbędne!) poczynania.

Problemem wcale nie jest „moralna wrażliwość“. Problemem jest li i jedynie – obrzydzenie jakie Prawdziwe Mieszczuchy czują na widok (i zapach!) wszystkiego niemal co naturalne. Nie da się ukryć: żywe norki śmierdzą niewiele mniej od swojego guana (a ich guano wybitnie się wyróżniało na tle zwykłej woni przywiędłej kiszonki w tle..!). Ich hodowla, uśmiercenie, ściągnięcie i wygarbowanie skóry to brudne, krwawe, budzące wstręt u nieprzyzwyczajonego Mieszczucha czynności, których nie chce oglądać i które przez swoją nieestetyczność, a nie przez jakiekolwiek „moralne charakterystyki“ – zwalcza i będzie zwalczał do upadłego.

Koza czy krowa ma swój charakterystyczny zapach. Nieważne, że przed udojem myje się jej wymiona, że zdaja się czystymi rękoma (albo czystą dojarką) do czystych naczyń! Zapachu zwierzęcia, który jest Mieszczuchowi wstrętny to przecież nie likwiduje…

No, w przypadku tytotniu to już moja – ad hoc niniejszym stworzona – teoria nie jest może taka mocna, bo co właściwie miałoby być nieestetycznego w samodzielnym pokrojeniu tytoniu i nabiciu gilz (nie wspominając już o skorzystaniu z nabitych przez kogoś innego…) – Dalibóg, nie wiem! O ile świeże liście tytoniu są lepkie i obficie wydzielają dość mocno żrący sok (dlatego jest ta roślina tak dobrą, naturalną muchołapką) – to po wysuszeniu operowanie nimi to czysta przyjemność, nawet dla niepalącego: póki się tytoniu nie pali, to przecież nie wydziela rakotwórczych substancji smolistych, a sam z siebie pachnie bardzo przyjemnie.

Być może chodzi raczej o to, że kupując paczkę albo dwie w sklepie – nie dostrzega się wielkości swojego wkładu finansowego w sponsorowanie (nie)rządu – a kupując paczkę liści w hurtowni (ostatnio taka otworzyła się w centrum Warki, na rynku – widać jednak, powoli, zbyt powoli, ale popyt rośnie!) czy przez internet – trzeba jednak tę stówę, czy nawet więcej od razu wyłożyć na stół..?

W każdym razie: nie wierzę w sensowność porad, które gdzieś tam przy jakiejś okazji widziałem, żeby wątpiącemu w czystość i jakość mleka Mieszczuchowi pokazać jak się doi tę krowę czy kozę. Bo naprawdę – nie ma najmniejszego znaczenia, że doi się czyste wymiona, czystymi rękoma, do czystej kadzi!

Córki naszego Przyjaciela z Warszawy w ogóle nie weszły do Radkowej obory, gdy je tam parę lat temu już zawiozłem – zbyt im śmierdziało. Kiszonką, zwierzętami, ich odchodami.

Demonstracja tego rodzaju częściej spowoduje efekt odwrotny do oczekiwanego: umocni Mieszczucha w przekonaniu, że wieś jest brudna, a wszystko co „naturalne“ – to najgorszy syf!

Tak samo nie wierzę w to, że gdyby nawet norki na farmie były szczęśliwe – to by to w jakikolwiek sposób zniwelowało gwałtowne przeciw ich hodowli protesty. Nikomu bowiem nie chodzi o „szczęście norek“ – tylko o to, że śmierdzą. I że samym swoim istnieniem wywołują u Mieszczucha odruch wymiotny.



Tymczasem rafineria, fabryka tkanin syntetycznych, farbiarnia – niezależnie od tego, że produkują tysiące ton skrajnie toksycznych odpadów – to przecież pięknie błyszczące szkłem, chromem i stalą nierdzewną, na pozór bezzapachowe, estetyczne budynki. Część „naturalnego otoczenia“ Mieszczucha – tak samo techniczne, aseptyczne i higieniczne jak cała reszta jego codziennego życia.

„Natura“ jest OK tak długo, póki pozostaje oswojona, odgrodzona, uporządkowana – najlepiej w ogóle wygląda na ekranie telewizora, do zniesienia jest jeszcze w parku czy w podmiejskim lasku. Ale ferma norek..? Wielu z Państwa da radę tam w ogóle wejść..?

Jeśli nawet gówno moich koni – a nie ma w naturze czystszego, bardziej estetycznego i mniej śmierdzącego gówna niż końskie – wywoływało u córek naszego Przyjaciela niepohamowane torsje..?

Jeśli nawet po pogłaskaniu naszych koni – a konie trzymane w systemie bezstajennym są, mimo pozornego brudu, niemal aseptyczne: w ich sierści można znaleźć drobiny piasku po tarzaniu się i może trochę… sierści, gdy właśnie zmieniają futra – musiały szorować ręce przez kwadrans..?

Tak więc – noszenie naturalnego futra (które już przecież norką nie śmierdzi – jeśli nawet wydziela dość charakterystyczny zapach, też „inny“ i trudny do zniesienia dla najmłoszego pokolenia – to jest to raczej zapach garbników…), to wyraz sprzeciwu wobec technicyzacji, de-naturalizacji i powszechnej de-biologizacji życia! I to jest bardzo dobry, trzeci powód, żeby nosić naturalne futra, Drogie Panie…

54 komentarze:

  1. Ja myślę, że mechanizm jest zupełnie inny.

    Nie stać mnie na naturalne futro, więc będę wyzywać te suki, które stać od okrutnych morderczyń bezbronnych stworzonek. Przecież nie dlatego nie mam naturalnego, że mnie nie stać, tylko dlatego, że to nieludzkie i zue.

    Ile to widziałem sytuacji, gdy zbuntowana lala po nagłym polepszeniu statusu materialnego zmieniała poglądy o 180 stopni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kur...szony, które przy okazji "walki z futrami" świecą cyckami raczej na przyzwoite norki stać...

      Usuń
    2. Ale to jest wierzchołek góry lodowej, tam jeszcze działa co innego - to metoda lansu i promowania siebie, a za tym stoją w kolejce kontrakty reklamowe, wybiegi mody, zdjęcia na okładkach - słowem kasa. Te kur..szony po prostu inwestują w siebie w ten sposób.

      Ja pisałem o kobietach, do których trafia ten ton.

      To tak jak te strajki Solidarności - jak się skończyła tania kiełbasa, to nagle wszyscy się zrobili tacy antykomuniści i patrioci.

      Usuń
    3. Strajk pod hasłem "socjalizm tak - wypaczenia nie" trudna nazwać działaniem "antykomunistycznym"!

      Moich znajomych z Warszawy też stać nie tylko na futra, ale i na wiele innych równie "nieprawomyślnych" rzeczy - a jakoś, mam wrażenie, że im który zamożniejszy, tym bardziej ulega presji...

      Usuń
  2. To może wydać się dziwne ale dzięki sztucznej hodowli populacja wielu zwierząt może osiągnąć wyższy poziom niż w naturze. Więc patrząc z punktu istnienia danego gatunku wzrost liczebności jest sukcesem. Cóż, zwycięstwa wymagają ofiar.
    To co piszę może brzmieć przewrotnie ale jak się nad tym zastanowić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największym "wygranym" jak chodzi o liczebność populacji dzięki ludzkiej dominacji nad planetą jest bodajże karaluch - czyż nie..? Ale i krowy nie wyszły na "przyjaźni" z człekiem źle!

      Usuń
    2. Najwięksi wygrani to pszenica i ryż.

      Usuń
    3. Miała być mowa o zwierzętach.

      I sądzę, że trawa jest co najmniej tak samo "do przodu" jak zboża!

      Ten równo ścięty rajgras angielski na przydomowych trawniczkach tam, gdzie normalnie powinien rosnąć las, albo rozciągać się pustynia..?

      Usuń
  3. Widzę, Jacku, że dojrzałeś i ujrzałeś, to co i ja od dawna widzę i piszę o tym. ;-) Odnośnie cyborgizacji nowych pokoleń i nieodwracalnego odczłowieczania-się wielkiej, coraz większej części ludzkości. Nie jest to ani zdrowy, ani dobry proces, najbardziej dla naszej planety. Która się prędzej, niż później na takie stwory wypnie.
    Niedawno rozmawiałam o tym z sąsiadem zza lasa, który dopiero od stycznia mieszka na wiosce. Czy czuje się jeszcze z miasta czy bardziej ze wsi? Nie umiał nic stwierdzić, zatem zmieniłam pytanie. Czy goście z miasta są mu nadal mili, jak dawniej, gdy sam był z miasta? Stwierdził, że tak. Mój wniosek: Będziesz mógł powiedzieć, że jesteś ze wsi, gdy miastowi zaczną cię denerwować. I to tak, że będziesz uciekał od nich, gdzie pieprz rośnie. Albo wytykał ich, jako cudaków palcami.
    ;-))))
    Pozdrawiam, ES

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady: jak żyliśmy w mieście też nas wielu ludzi denerwowało...

      Usuń
    2. Ale przyznasz, że to się tak nie rzucało w oczy, prawda?

      Usuń
    3. Wtedy ani mnie ziębiła, ani grzała opinia, że "rolnicy" to "brudne, śmierdzące nieroby", które nic tylko "znęcają się nad zwierzętami" i "kasują dopłaty"...

      Usuń
  4. Bzdura. Ja żyję od kilkunastu lat - no, może w mieście, ale wśród wielu zwierząt, które rzygają, szczają, srają, krwawią, ropieją, brudzą, rzucają kłaki. Może to nie to samo, co "smród" kozy, ale jednak super czysto nie jest. Nie mam też nic przeciwko produktom naturalnym tylko dlatego, że są naturalne. Co innego czystość (tę lubię, choć jestem z niej w stanie zrezygnować), a co innego sterylność (nie kręci mnie).

    A przeciwko hodowli norek jestem, i to mimo iż nie znam ich zapachu. Tak więc Twoja teoria bierze w łeb. Skąd u Ciebie tyle frustracji, która każe Ci przypisywać kompletnie nieznanym ludziom SWOJĄ wizję świata?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Nie tylko końskie, ale i krowie odchody są o wiele, wieeeeeeeeleeeee przyjemniejsze w zapachu, niż kocie czy psie (widziałam jedno i drugie, bo rodzice mają działkę na wsi). Ale jakiś tam zapach wydziela... Niektórzy są po prostu wrażliwi na zapachy.


      PS.2 Niestety, rdzenni mieszkańcy wsi niezbyt dobrze traktują zwierzęta. O czym może świadczyć trzymanie psa na łańcuchu niemal cały dzień bez wody? To już lepiej tych mieszczuchów importować na wieś.

      Usuń
    2. A skąd u Ciebie tyle frustracji, że kwestionujesz np. hodowlę norek na futra?

      Weź daj spokój. Jak mamy sprowadzać dyskusję do jakiegoś durnego psychologizmu, to będę obstawał przy swoim: całe Twoje przejęcie "prawami zwierząt, dzieci, kobiet i innych słabszych i cierpiących" - to tylko nic nie warty estetyzm. Bo obdzieranie ze skóry, ewentualnie bicie, gwałcenie czy rabowanie - nieładne jest.

      I co mi zrobisz..? Tak samo moja teoria dobra jak Twoja - sama to powtarzasz...

      A że Ty zaprzeczasz, jakoby TYLKO nic nie warty estetyzm Twoim zachowaniem powodował..?

      Wieloryba też się nikt nie pytał, czy ssak czy ryba, gdy mu to szlachetne miano nadawano...

      Usuń
    3. Opinie możesz sobie mieć, jakie chcesz, ale pisanie nieprawdy to dość dziecinna zagrywka. Chcesz poniżyć przeciwnika przypisując mu przywary kilku napotkanych osób? Przypomina mi się to, co pisałeś o ACTA: w Boskiej Woli nie protestowali - czyli protestów nie było. Tyle że świat nie kręci się wokół Boskiej woli. A obrońcy zwierząt nie myślą wyłącznie o estetyce; bo i przecież - mogliby nie patrzeć, prawda? Zabijanie zwierząt na futra jest po prostu okrutne. I jeśli uważasz inaczej, to spoko. Ale po cóż deprecjonować cudzą opinię pisaniem nieprawdy?

      Usuń
    4. PS. ... czyli - przypisywaniem innym swoich własnych cech, czyli np. obojętności?

      Usuń
    5. Nieprawdą jest, iż zabijanie norek na futra jest bardziej okrutne niż zabijanie morskich ptaków i innej flory i fauny która padnie, jeśli zamiast wyhodowania norek - konieczne będzie wyprodukowanie równoważnej ilości syntetyku.

      Tyle tylko, że norki widać - a ofiary toksycznych odpadów przemysłu chemicznego: zwykle nie!

      Jak więc możesz zaprzeczać, że to estetyka kieruje Twoimi wyborami - a nie żadna tam moralność (która w ogóle jest pojęciem wybitnie często przez Ciebie nadużywanym!).

      Usuń
    6. Syntetyki mnie nie kręcą. Ale bez tworzyw sztucznych i tak się nie obędziemy, więc może lepiej starać się ograniczyć szkodliwość samej produkcji? Nie ma powrotu do natury... Do całkowitej natury, rzecz jasna.

      Usuń
    7. Jednym z najlepszych sposobów na ograniczenie szkodliwości produkcji syntetyków jest... używanie, w miarę możliwości, jak najwięcej surowców naturalnych! Czyli na przykład: futer...

      Tym bardziej jeśli, jak norki - produkuje się je dzięki utylizacji odpadów..?

      Usuń
    8. Żyj dalej marzeniami. Równie dobrze mógłbyś nawoływać do powrotu do drewna w budownictwie. W całym! Oczywiście takie rzeczy są już niemożliwe. Tak jak odejście (całkowite) od medycyny konwencjonalnej i zastąpienie jej ziołolecznictwem.

      Usuń
    9. Jesteś pierwszą osobą która tu cokolwiek wspomina o CAŁKOWITYM odejściu od czegokolwiek.

      Ja pisałem tylko o tym, że nieuzasadnionym okrucieństwem wobec naszej planety jest motywowane ideologicznie zastępowanie syntetykami produktów naturalnych tam, gdzie te produkty są wciąż łatwo dostępne.

      Oczywiście, że ci, których na prawdziwe futra nie stać, ani na naturalne tkaniny - muszą się zadowolić syntetykami, bo te są tańsze. Jest natomiast okrutnym szaleństwem pozostawanie przy syntetykach tam, gdzie człowieka już stać na produkt naturalny.

      I to nie ja, a Ty jesteś rewolucjonistką! Bo Ci się produkcja naturalnych futer nie podoba - pewnie byś chciała jej zakazać, czyż nie?

      Kto tu "żyje marzeniami"? Kto "jest frustratem"?

      To ja bronię właściwego, jedynie słusznego i naturalnego porządku rzeczy - a Ty przeciw niemu spiskujesz...

      Usuń
    10. To co prawda nie o futrach, ale... Dziś doszła do mnie torba z prawdziwej, grubej skóry. Trochę się wykosztowałem, ale szacuję, że będę z niej korzystał kilkadziesiąt lat...

      Usuń
    11. Boska Wola:

      "To ja bronię właściwego, jedynie słusznego i naturalnego porządku rzeczy....."

      Cały czas piszesz o tym, co właściwe i słuszne. Zapominasz jednak, że jest to tylko i wyłącznie Twoje zdanie.

      Ja Cię nawracać nie zamierzam, ale śmieszy mnie, kiedy ktoś tupie nóżką i krzyczy: "Ja mam rację! Jaaaa!" A zapomina, że w pewnych sprawach nie ma "jedynie słusznej drogi". To nie matma.

      Usuń
    12. Ależ matma, matma... zajrzyj czasem do Boboli, to sama się przekonasz!

      Nieoptymalny energetycznie i ekologicznie styl życia prowadzi do zagłady z całkowitą, 100% pewnością. Majowie świadkiem! A raczej - to, co po nich pozostało...

      Usuń
    13. Uwielbiam ten Twój kompletny brak pokory, który każe Ci naginać fakty do Twoich wyobrażeń. :))))) No ale przyznaj, że beze mnie popadłbyś w totalny samozachwyt, otoczony osobami bezkrytycznie wierzącymi w te Twoje urocze dyrdymałki. :))))

      Usuń
    14. Kończą się argumenty - zaczynają się inwektywy. Bo przecież Jaśnie Wielmożna Panienka nie zniesie, jeśli nie ma ostatniego słowa..?

      Norki to drobiazg. Użyłem ich zresztą jako przykładu tylko. Natomiast styl życia, którego elementem jest pogarda dla norek - możliwy jest tylko dzięki tanim węglowodorom. Które właśnie powoli przestają być takie tanie - i jest to ruch w jednym tylko kierunku, choć będzie trwał zapewne bardzo długo...

      Już dawno temu, podczas dyskusji na Agepo doszliśmy do wniosku, że znakomita większość współczesnej populacji będzie wolała umrzeć z głodu - niż zhańbić się pracą fizyczną na ten przykład. Jesteś na to żywym dowodem!

      Usuń
    15. Nie wiem, gdzie widzisz jakiekolwiek inwektywy w moim tekście. Jeśli nie umiesz znieść drwiny, to wybacz, nie wiedziałam. Ale w takim razie sam jesteś "żywym dowodem" na to, że gdy brakuje Ci argumentów, przechodzisz do epitetów. I kłamstw - bo wypowiadasz się na temat spraw, o których NIC nie wiesz. Np. na mój temat. Dość żałosne.

      Nie będę zakłócać spokoju i samozadowolenia wszechwiedzącego...

      Usuń
  5. Facet pachnący dobrym tytoniem, potem i koniem to je to :D

    Futra naturalne noszę i nosić będę. Jakbym miała norki to czemu nie? Skórzane buty kocham nad życie.

    Produkcja jest łatwa, obróbka szybka, prawdziwie ekologiczne w przeciwieństwie do polaru z butelek.

    Bo ta pierdzielona ekologia to po prostu odzysk surowców wtórnych. Zasadniczo!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako, że mieszkam na Zachodzie, to mogę zaobserwować jeszcze skrajniejsze poglądy nt. czystości żywności... Nie jeden Anglik mi zwrócił uwagę, że jedzenia niemytych jeżyn, mirabelek, dzikiej róży czy innych owoców leśnych jest niehigieniczne. I nie mówimy o wcinaniu darów ziemi z pasa przedzielające dwie nitki autostrady, ale żywopłotów w okolicach dróżek, po których jeździ kilka samochodów na godzinę...

    Łajno norkowe, jako bogate w białko jest zapewne bogate w azot, może również w wapno i fosfor (jeśli żywią kośćmi). Pod tym względem jest bogate, ale pewnie ubogie w materię organiczną, więc ten dostatek azotu może powodować zużywanie M.O. w glebie...

    Do Radkowej kukurydzy jednak jak znalazł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, jednak! Dzięki za podpowiedź, powtórzę mu...

      Usuń
    2. Tak z ciekawości chciałem sprawdzić jak się to procentami rozkłada... I dowiedziałem się, że Twój argument "o naturalności" norek jest nieadekwatny, albowiem srają nawozem sztucznym! :
      "Zgodnie z art. 2, pkt 3, lit. b ustawy z dnia 26 lipca 2000r. o
      nawozach i nawożeniu
      odchody zwierząt futerkowych nie są zaliczane
      do nawozów naturalnych"

      Usuń
    3. Czy z tego nie wynika, że Radek powinien to jednak rozcieńczać? Bo domyślam się, że koncentracja azotu jest po prostu zbyt wielka..?

      Nasze ustawy często są głupie i niezrozumiałe - ale rzadko wynika to li i jedynie z przypadku!

      Usuń
    4. Z tego co wyczytałem, to chodzi o to, że działa on bardzo szybko (dużo azotu dostępne od razu). więc to kwestia tego by roślin "nie spalić". Te odchody mają dużo łatwo dostępnego fosforu. Fosfor może doprowadzać do eutrofizacji wód powierzchniowych itd. Coś tam też jest o metalach ciężkich. Chyba chodzi o to, by go nie używać do rolnictwa ekologicznego.

      Znalazłem dane o:
      Ilości fosforu w tonie tego norkowego gnoju: 40 kg
      Azot: 17%suchej masy (ale nie znam średniej wilgotności ).

      Usuń
  7. ja jestem przeciw hodowli bo to faktycznie nieludzkie/wiem o czy mówię sama hodowałam 1 sezon/trzeba być bez serca by o zwierzę dbać,zaprzyjaźnić się z nim,patrzeć jak dorasta a potem zabić dla fanaberii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie...Z tego też powodu trudno mi się zdecydowac na hodowlę kóz, bo przecież życie koziołków jest krótkie i hodowca jakoś musi się z tym pogodzić, prędzej czy później wykonując ten nieodwołalny wyrok. Na razie, z trudem przekonałam się do dorocznej rzezi kogutów.Dzień ten, a właściwie wieczór ich "cięcia" (tak to się ładnie na wsi nazywa) a potem obdzierania z piór i patroszenia zostaje mi potem w pamięci na długo.Ale wykluwa mi sie kogutków po prostu zbyt dużo a dla bezpieczństwa i ciągłości stada wystarczy zaledwie jeden, no w ostateczności dwa...A więc mus, to mus i znowu za parę dni ciach, ciach, ciach...

      Usuń
  8. Zawsze mnie zastanawiało, że lansuje się sztuczności, o których wszyscy wiedzą, że ich produkcja truje środowisko, a płacze nad zwierzątkami obdzieranymi z futerka. Nad zjadanymi kurczakami jest o wiele mniej płaczących. (Ciekawe, że nie widać płaczących nad rybami?) Aż oczy zostały mi otwarte, że obdzieranie ze skórki jest nieestetyczne. Jako esteci wychowujemy dzieci na takich wielkich wrażliwców, że tracą kontakt ze światem i stają się pierwszymi potencjalnymi ofiarami jakiegokolwiek większego kryzysu lub zawirowania historii.
    P.S. Jak będzie mnie stać - kupię sobie futro z norek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jako esteci wychowujemy dzieci na takich wielkich wrażliwców, że tracą kontakt ze światem i stają się pierwszymi potencjalnymi ofiarami jakiegokolwiek większego kryzysu lub zawirowania historii."

      Zgadzam się z tą opinią całkowicie. Ludzkość nam niewieścieje niestety.
      Pozdrawiam, Tomek.

      Usuń
    2. Do Archaniołów i ludzi, miałam takie futro, było bardzo OK, ciepłe, lekkie i same zalety, tyle że gnój w nim szuflować - jakoś nie uchodzi i trochę niewygodnie - oddałam rodzicielce - ona prezentuje się w tym futrze bardzo okazale. I żeby nie było - dostałam futerko, bo pewna krewna mojego ukochanego bała się je nosić w kraju rozbuchanych ekologów, czyli Holandii.

      Usuń
  9. Jestem jak najbardziej za naturalnymi futrami. Nie ma nic bardziej szlachetnego, ciepłego i wspaniałego, niż naturalne materiały: skóra, futra, wełna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się z opinią w tym poście. Norki są po to aby je zabijać i robić z nich futra. Nie widzę tu żadnego dylematu etycznego. Jak człowiek ma ochotę posiadać kolejne dobra, ma prawo zrobić co tylko zechce aby je osiągnąć.

    Powiem również, że nie miałbym nawet nic przeciwko aby nosić ubranie ze skóry człowieka, jeżeli by się ona do tego nadawała. Oczywiście powinna pochodzić ze specjalnie hodowanych do tego ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Solidarność wewnątrzgatunkowa jest daną biologiczną. Ponieważ człowiek nie jest typowym mięsożercą, to i zabijanie innych zwierząt nie przychodzi nam tak lekko jak pumom czy wilkom. Nie powinniśmy tego robić dla błahych przyczyn.

      Powstaje pytanie, czy ciepło i uroda to są powody błahe czy ważne?

      Skorośmy już wyleźli z tej Afryki, to odziewać się tak, czy inaczej trzeba. A skoro mamy przyrodzone upodobanie do piękna (i pięknych pań!) - to nie jest rzeczą małą ani nieważną, aby temu upodobaniu dać ujście.

      Jak próbowałem wytłumaczyć - cokolwiek byśmy nie robili, i tak wywieramy zaspokajaniem naszych potrzeb presję na środowisko. Nawoływanie 7 miliardów istot do minimalizmu i samoograniczenia to utopia (tym bardziej, że znakomitej większości z tych 7 miliardów nie stać na ułamek nawet tych dóbr, które im stawia przed oczy powszechnie dostępna kultura masowa...), zresztą - jeśli nawet każdy z tych 7 miliardów ograniczy się do jednej koszuli i jednej pary spodni rocznie, to i tak - wiele to nie zmieni w ogólnym bilansie!

      I teraz mały test na inteligencję: co wywiera MNIEJSZĄ presję na środowisko: ferma norek wraz z garbarnią i zakładem futrzarskim - czy rafineria z zakładem wielkiej syntezy chemicznej, fabryką sztucznej przędzy, drugą od barwników i trzecią, gdzie to się dopiero przerabia na surowiec dla przemysłu lekkiego..?

      Owszem - futro z norek to mroczny przedmiot pożądania, który łatwo potępiać, bo jest piękne, miłe w dotyku, luksusowe i bardzo dobrze leży na paniach niekoniecznie statecznych i cnotliwych i niekoniecznie tylko w okolicznościach takich jak pogrzeb, a nawet wprost przeciwnie (tak jakby...).

      Owszem - moje zestawienie nie jest w pełni adekwatne, bo owa rafineria, zakład wielkiej syntezy chemicznej, itd., itd. - produkują tanie odzienie dla milionów i jasnym jest, że wytworzenie równoważnej "masy towarowej" tylko na fermach norek, polach bawełny czy w gospodarstwach hodujących jedwabniki (nota bene: hoduje ktoś z Państwa jedwabniki? To jest jak najbardziej możliwe w Polsce, choć wymaga odrobiny gimnastyki...) - nie jest możliwe. I też, jak najbardziej, wiąże się z presją na środowisko (głównie jak chodzi o dostępność wody...).

      Tak więc, co już przecież napisałem, od syntetyków nie ma ucieczki - ale szaleństwem jest je promować względami ideologicznymi! Syntetyki i tak się obronią - ceną. A poza tym, napisałem co napisałem i podtrzymuję to w całej rozciągłości.

      Usuń
    2. We Francji południowej będąc, widzałam dobrze zachowane resztki infrastruktury do hodowli, przerobu itp. jedwabników i jedwabiu. Ale to przeszłość, się nie opłaca. Zastanawiam się, co my biedni zrobimy jak Chińczycy i inni tani niewolnicy się zepsują i też im się odechce pracować. Pewnie wszyscy usiądziemy i będziemy płakać tak długo aż zdechniemy z głodu i braku samochodu.

      Usuń
    3. Hodowla jedwabników jest w Polsce jak najbardziej możliwa. Jest to hodowla sezonowa, nie wymaga ogrzewania, przez co nie jest jakoś droższa niż w Chinach, z dokładnością do siły roboczej.

      Ja mam dużo starych morw, nawet kiedyś o tym myślałem, ale wtedy nie działał w Polsce żaden skup jedwabnej przędzy. Nie wiem jak jest teraz?

      Usuń
    4. A tam obok tej norkarni jest też garbarnia?

      Usuń
    5. W sensie że obok Radka? Nie, nie ma.

      Usuń
    6. Nie wiem jak to jest ze skupem przędzy, ale nie do końca jestem przekonana, że ogrzewanie nie jest potrzebne - z tego co mi opowiadali we Francji, to jest potrzebne, i dlatego te ichnie miejsca hodowli jedwabników były zazwyczaj na strychu, przez który przechodziły wszystkie możliwe kominy, i tak się te larwy, a zwłaszcza poczwarki dogrzewało, bo one lubią ciepło.

      Usuń
    7. Mama mi mówiła, że 40 lat temu babcia latem zamieniła jeden z pokoi w mieszkaniu w bloku w hodowle jedwabników. Nawet niezłe pieniądze na tym zarobiła jak na tamte czasy. Liście morwowe zbierane były w pobliskich parkach.

      Usuń
  11. Panie Jacku sprawa futer, a zwłaszcza norek nie jest tak prosta jak to Pan widzi.
    Wszystkimi kończynami mogę się podpisać za noszeniem naturalnych skór i futer to jestem jednocześnie przeciwniczką norek, bo ich chów robi większe zniszczenia w środowisku niż innych futerkowych. Hodowla i promowanie norek idzie o wiele łatwiej niż pozostałych zwierząt futerkowych ze względu na to, że są tanie w utrzymaniu, a dają duży dochód (hodowca dostaje za skórkę 3-4 razy tyle co wyda na żywienie norki. Mało tego norka jest dla każdego jeśli chodzi o postawę ciała i tuszę, a taki lis jest już dla wybrańców. Mój nieżyjący już profesor od futer zwracał nam właśnie na to uwagę, że do futer długowłosych trzeba wyglądać dobrze, a w norkę można się ubrać nie posiadając już idealnej figury. Przy obecnym roztyciu społeczeństwa łatwiej znaleźć nabywce na futra norcze.
    Mam pełną świadomość przebiegu hodowli i technologii obróbki skór. Pomijając takie skrajne przypadki zaniedbań widoczne w mediach, którymi żywi się zielona zapatrzona w siebie zaraza, jest całkiem nieźle. Powiem nawet, że futerkowe mają często dużo lepsze życie i śmierć niż większość zwierząt. Większość ludzi pożera bez żalu kurczaki, a te dopiero przeszły męczarnie w czasie transportu i uboju.
    Chciałoby się aby przy skórach futerkowych wystarczały naturalne garbniki jednak nie ma tak pięknie. Rodzaj użytego garbnika zależy od rodzaju garbowanej skóry i jej późniejszego przeznaczenia. Chcąc nie chcąc trzeba użyć przy skórach futerkowych związków chromu. Mam jednak w okolicy garbarnię i nie zanieczyszcza tak jak wcześniej działająca rafineria, po której istnieniu przez jeszcze jakieś kilkaset, jak nie więcej, lat pozostaną doły kwasowe.
    Można powiedzieć, że i tak źle i tak niedobrze. Jednak i tak lepsze skóry i futra niż ich syntetyczne odpowiedniki, które alergizują i ciężej ulegają rozkładowi.
    P.S. Nie dziwie się, że Pana znajomemu ktoś opchnął norczy pseudonawóz, to jest niebezpieczny odpad z którym są spore problemy przy utylizacji. Nie jest to wymysł rodem z ulicy Wiejskiej czy z Brukseli, ale niestety prawda.
    W sumie to nie zgadzam się jeszcze z kilkoma innymi Pana twierdzeniami, które są zawarte w tekście, ale może innym razem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo interesujące, co Pan/Pani pisze - czy można liczyć na kontynuację..?

      Usuń
    2. Też bym był wdzięczny za kontynuację.

      Ty Jacku rozważałeś nawożenie tym swoich pastwisk?

      Usuń
    3. Nikt mi nie proponował :-) Sądząc zaś po tym, co Ty pisałeś - nie wydaje się to najlepszym pomysłem. Staram się, aby moje pastwiska były z roku na rok coraz żyźniejsze. A to wymaga raczej zbilansowanego nawożenia i przyrostu materii organicznej w glebie - a nie uderzeniowych dawek azotu...

      Usuń
  12. Znalazłem dane dotyczącego nawozu z norek (w tonie) jest:
    36kg azotu,
    26kg P205
    20kg K20

    Tak sobie myślę, że po 2 tony na ha, nie byłoby problemu. Na pewno nie będzie miało to gorszego skutku niż nawożenie mocznikiem w wyżej wymienionej dawce...

    Wiesz jak Radek załatwił sobie ten nawóz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ale będę go wkrótce widział, to się dowiem.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...