niedziela, 7 października 2012

Mazowiecki Czempionat Źrebiąt, 7 października 2012

Nie – tym razem nie będzie zdjęć: nie wziąłem aparatu. Zresztą, fotografów było wielu, na pewno o zdjęcia nie będzie trudno. Zawiozłem tam za to bardzo sympatyczną klaczkę z niemniej sympatyczną mamusią dwóm przesympatycznym paniom z nieodległych Wyśmierzyc – i stąd moja tam obecność.

Klaczka z mamusią i ze swoimi paniami wracała z pucharkiem więc – teoretycznie – wszystko poszło doskonale. Co nie zmienia faktu, że jako – powiedzmy – „wykształcony laik“ (jak chodzi o konie polskie, a zwłaszcza konie "szportowe", nikim więcej niż „wykształconym laikiem“ nie jestem, wiem który to Emetyt, ale żebym znał na pamięć rodowody wszystkich małopolaków w okolicy, to na pewno nie jest prawdą – zresztą: po co mi to..?) – wracam z tej, sympatycznej skądinąd imprezy – ciężko przerażony…



Impreza jak impreza. Bałagan i improwizacja: mimo, że koni przyjechało trochę więcej niż połowa z zapisanych, to i tak wszystko się opóźniło rytualne pół godziny. Za tzw. „trójkąt“, na którym należało prezentować źrebięta służyła połowa, odgrodzona biało – czerwonymi taśmami i szrankami tzw. „hali z lustrem“ w Aromerze (koniarzom z okolic Warszawy określenie to mówi wszystko, bo chyba nie ma takiego, który by choć raz tam nie był – a niekoniarzom żadne doprecyzowania nie są dla przedstawienia sytuacji potrzebne…), z tak samo szrankami wyznaczonym „podium“ dla komisji sędziowskiej. Oczywiście, średnio co drugi źrebak albo rozrywał tak symboliczną przeszkodę i wyrywał się do czekających na zewnątrz tak improwizowanego placu kolegów – albo próbował skakać (w zasadzie, komisja mogła spokojnie dodać do arkuszy ocen także punkty za skoki luzem…). A tylko kwestią czasu było, nim któraś z prezentowanych razem ze źrebiętami matek, wlazła do sędziowskiego kwadracika i poczęła tamże zjadać dekorację, za którą robiły doniczki z kwiatkami…

Gdyby tych koni było więcej – taka improwizacja i taki bałagan byłyby zwyczajnie niebezpieczne i pewnie rychło spod Aromera rozległoby się wycie karetki. Nie mówiąc już o stratach wśród czworonogów!

Na szczęście dla organizatorów, zapisanych było bodaj dwadzieścia kilka koni – a przyjechało kilkanaście. Wśród źrebiąt małopolskich, na 6 zapisanych, przyjechały 3 – w tym nasza sympatyczna klaczka, która w swojej klasie zajęła zaszczytne drugie miejsce.

Konie były w sumie naprawdę niezłe, nie ma się czego wstydzić. To co mnie w takim razie przeraża..?

Ano – przeraziło mnie stanowisko komisji sędziowskiej i organizatora którzy, pomimo tak żenująco niskiej frekwencji, postanowili jednak:
a)    po pierwsze – przyznać tytuły czempionów i wiceczempionów w każdej z kategorii rasowych, niezależnie od tego, jak mało źrebiąt zostało do nich zgłoszonych (zimnokrwistych były dwie sztuki…),
b)    po drugie – przyznać medale WSZYSTKIM przywiezionym koniom „na zachętę“ oraz „w uznaniu wysiłku hodowców“, którzy „podjęli trud“ i zechcieli jednak przyjechać (impreza pierwotnie miała się odbyć 17 września, ale została przełożona, z uwagi na zbyt małą liczbę zapisów…).

Co w tym jest takiego przerażającego? Przerażające jest to, jak nisko mogła upaść i jak nisko upadła hodowla koni w Polsce…

Taka impreza – przegląd źrebiąt – to przecież, teoretycznie, dla hodowców pierwsza w roku okazja, aby pochwalić się nowym rocznikiem źrebiąt, porównać się z sąsiadami i konkurentami, zobaczyć co w trawie piszczy – może nawet: coś sprzedać albo kupić..???

Tymczasem wygląda na to, że Związek musi biegać za hodowcami, upraszając ich do udziału w tymże czempionacie – i, co gorsza, najwidoczniej, kiepsko mu to wychodzi. Znakiem tego – hodowcy nie widzą w tej imprezie większego sensu, nie spodziewają się po udziale w niej żadnych profitów – nic też dziwnego, że zorganizowana jest po amatorsku i w sposób niebywale wręcz niedbały, a sukcesem, z którego wszyscy są niewymownie dumni, jest fakt, że się w ogóle odbyła, a ktoś jednak przyjechał…

Czyż to nie obrazuje głębi upadku tej branży w Polsce..?

Z czego ten upadek może wynikać? Nie wiem. Nie jestem hodowcą „koni szportowych“ – ani członkiem Związku – i w zasadzie: nic mi do tego. Moja chata z kraja, nie mój cyrk, nie moje małpy… Ale jednak: nie przeszkadza mi to być ciężko przerażonym. Bo jeśli tak wygląda stan naszej hodowli w „działkach“ zdawałoby się, flagowych i najgłówniejszych – to jak, w takim razie, wygląda naprawdę cała reszta..???

6 komentarzy:

  1. Bardzo dobre pytanie. Mazowiecki związek informuje szeroko w internecie o imprezach, za to śląski nie. Jeśli nie odiwedza się strony regularnie raz w tygodniu to można zapomnieć o udziale w niektórych imprezach hodowlanych.
    Jadwiga z ObSl

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba spedy cyganskie maja lepsza organizacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak bywałam na wystawach kotów rasowych, to podobnie - była też kategoria kotów domowych - znaczy dachowych - i nagrodę zdobywał czasem jedyny kandydat, albo i takowego nie było i żałowałam, że własnych nie zabrałam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeźdżę na spędy różnego typu dla koników polskich albo takie wktórych koniki też występują no i bywa różnie, chociaż nie jest źle. Ale, jeżeli chodzi o źrebięta - po urodzeniu przyjeżdża inspektor z OZHK w celu opisu, chipowania i oceny - tzw. punkty źrebięce. Oni nigdy właścicielowi nie mówią, ile punktów źrebak dostał, a już żeby wyjaśnili dlaczego - zapomnij. A przecież to raczej ważne dla hodowcy - wiedzieć, czy źrebak jest ok. No, dobra, ja też widzę, czy to pokraka czy nie, ale miło byłoby wiedzieć, czy moja opinia pokrywa się z tą specjalisty.

    OdpowiedzUsuń
  5. To samo jest na psich wystawach. Z tym, że Związek Kynologiczny w Polsce od razu - ok. 4 tygodnia - robi przegląd hodowlany. Przyjeżdża przedstawiciel, który ocenia i opisuje szczeniaki, kwalifikując tym samym do dalszej drogi w hodowli lub nie, i karierze wystawowej. Gorzej, że powstał kolejny "związek", który ma jedynie na celu usankcjonowanie handlu czym się da, bez żadnej, głębszej myśli dotyczącej eksterieru i użytkowości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo biedni jesteśmy... Każdy chce hodować, nie każdego stać... To jak tu pokazać przychówek, skoro profesjonalnych hodowli, to kilka w Polsce... A z kim one mają konkurować? Poza tym np. małopolaki, to mają swoją Białkę i tam co roku faktycznie dużo.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...