wtorek, 16 października 2012

Eos Rododaktylos

Zgodnie z przewidywaniami - udało się: początek wschodu słońca wypada teraz około wpół do siódmej, a to już jest pół godziny po tym, jak sprowadzam konie z pastwiska i daję im owies. To i wschód słońca, mogę fotografować do woli:
Nawet, muszę powiedzieć, że matryca nie ma problemu z wiernym oddaniem barw - na tyle są intensywne. Co widać szczególnie po powiększeniu zdjęcia (trzeba najechać myszką na fotkę i kliknąć...).
Kilka minut później, gdy słońce wciąż pozostając za horyzontem, podniosło się nieco w swojej pozornej wędrówce przez nieboskłon, zrobiło się jaśniej:
Potem, po kolejnych kilku minutach, zaczęła się "faza złoto - brunatna", gorsza do fotografowania, bo kolory stają się rozmyte i brzydną.

Oczywiście, żeby to w pełni pokazać, potrzebny byłby obiektyw szerokokątny.

Swoją drogą, czterokopytne mają ostatnio parcie na wiatę. Zwłaszcza Knedlik. Rozumiem, że rano chce im się tam postać trochę, siana pojeść, pomedytować - a, jako że mam miękkie serce, to ulegam. Ale wczoraj, jak szedłem około 23.00 sprawdzić, czy pastuch działa (bo normalnie niczego więcej na pastwisku i tak nie widać o tej porze - tj. nie widać, czy konie tam są, czy wcale ich zgoła nie ma...) - Knedlik zarżał z daleka radośnie już, gdy włączyłem sobie światło przy chatce: tak chciał pod dach. A noc była wcale ciepła, cieplejsza niż wiele innych poprzednio - trochę tylko mżyło.


Cóż - z dwojga złego, stanowczo wolę, kiedy konie pchają się z pastwiska pod wiatę, niż gdyby miały się pchać w przeciwnym kierunku! Dziś na noc zostawimy je w towarzystwie przywiezionej tydzień temu belki siana - prognoza pogody, którą otworzyłem sobie rano, wielce jest oryginalna. Nocą ma lać i to naprawdę ulewnie (jeszcze wczoraj tenże sam deszcz zapowiadano na dzisiaj dzień - więc, zobaczymy co z tego wyniknie...), a potem przyjdzie ochłodzenie, połączone ze 100% zamgleniem przy bezchmurnym niebie. Wnioskuję stąd, że w czwartek mogę zrobić jeszcze ciekawsze zdjęcia wschodu słońca! Może jakiś konkursik z tej okazji..? Spróbuję coś wymyślić...

Żeby nie było tak sielankowo - od wczoraj walą się na nas kolejne ciosy. Już pomijam, że KRUS przyszedł - i że przypomniał sobie, że w lipcu nie przysłał nam przekazu (względnie - ów przekaz nie dotarł). Chwilowo nie mam koncepcji, skąd wytrzasnąć prawie 730 złotych na ten cel. Tym bardziej, że "KT" odrzucił wszystkie teksty, które dlań w tym miesiącu przygotowałem - zobaczymy co teraz na to "ŚK" i "KP", ale mało czasu się robi, jeśli cokolwiek z tego miałoby pójść w listopadzie. Nic też (co sprawdziłem dziś rano) nie ma mojego w najnowszym numerze "NCz!" - a jak patrzę na komentarze pod wstawionym właśnie na stronę tekstem, który był publikowany dwa tygodnie temu, porównując je z Państwa komentarzami, to czuję do Państwa wdzięczność: naprawdę trzymacie poziom w porównaniu z tym chamstwem, które się na stronie "NCz!" szerzy..!

Dostałem zlecenie na napisanie poważnego, technicznego tekstu. W związku z czym wczorajsze popołudnie spędziłem na gromadzeniu materiałów. Dziś rano, sprowadziwszy konie pod wiatę i dokonawszy porannych ablucji, zasiadłem sobie przed końputerem z kubkiem kawy - co by zacząć pisać. Wyszedłem tylko na chwilkę zobaczywszy różowe światło za oknem - z tą myślą, że napisawszy taki tekst, nie będę już miał siły męczyć Państwa czymś dłuższym, więc zdjęcia będą jak znalazł. Kiedy wróciłem i podłączyłem aparat do komputera - tenże zasnął. I nie chciał się obudzić. W końcu, jak widać - udało mi się zrestartować (tylko godzinę mi to zajęło...) - ale: większość zgromadzonych materiałów w postaci linków - szlag trafił. Podobnie jak natchnienie i koncepcję...

Pani Basha O'Reilly napisała wczoraj do mnie z pewną "interwencyjną" sprawą: daję to w oryginale, wzbogaciwszy o materiały, które znalazłem w toku sprawdzania jej doniesienia. Jak Państwo doskonale wiecie, daleko mi do powtarzania niesprawdzonych oskarżeń i pochopnego uciekania się pod opiekuńcze skrzydła władzy. Sądzę, że Bratankom - jeśli rzeczywiście są w tej chwili w Polsce - trzeba po prostu pomóc. Jeśli grzbiety i kopyta ich koni są w takim stanie, w jakim były w lipcu w Sztokholmie - potrzebny jest im co najmniej kilkutygodniowy odpoczynek, opatrunek, dobry kowal - ortopeda (jedno z tych kopyt to mi w ogóle na poochwatowe wygląda - mam na myśli te zgrubienia, acz niewielkie - taki ochwat może nawet ujść uwadze i nie dawać widocznych objawów - no i na pewno jest to sprawa o wiele dawniejsza niż lipiec, czy nawet kwiecień, kiedy to panowie huzarzy wyjechali w swój rajd!) oraz nowe potniki i żelowe podkładki pod kulbaki. Powrót do domu planowali na grudzień - jest więc spokojnie jeszcze dość czasu na to, aby o wszystko zadbać, niekoniecznie od razu rezygnując z dokończenia ambitnego rajdu...

A teraz muszę rozładować przyczepę z tego, na niej wczoraj załadowałem - i porąbać, nim deszcz się zacznie.

47 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia.
    Życzę powodzenia w zmaganiach z finansami.
    Pozdrawiam, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenie, na dłuższą metę jest nieuniknione. Jak to ktoś kiedyś powiedział: "nie ma alternatywy wobec nadziei"!

      Usuń
  2. Kiedy pisałam, że rolą porządnego człowieka jest promować dobro, a zwalczać zło, zaperzyłeś się i zacząłeś insynuować, że tacy ludzie jak ja - którzy chcą POMAGAĆ i DZIAŁAĆ - są winni śmierci milionów. Teraz sam nawołujesz do udzielenia pomocy - i to dwóm bydlakom, którzy przez ambicję durniejszą od tej, którą wykazywał się Hitler katują swoje zwierzęta. I co, mamy im może fundować leczenie koni tylko po to, żeby dokończyli swój "rajd"? Słowo daję, dla niektórych warto by było wybudować ponownie komory gazowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy następny komentarz, zawierający pod adresem pp. Csabo i Bato takie słowa jak "bydlaki", "ambicja durniejsza od tej, którą wykazywał Hitler", "katują zwierzęta" itd. - będzie tu kasowany bez miłosierdzia i bez wchodzenia w to kto to pisze i w jakim kontekście!

      Reakcja Szwedów (i pani Bashy) jest - jak na to, co można wnioskować ze zdjęć, a żadnych innych dowodów nie ma - przesadzona i histeryczna. Nic tu się nie wydarzyło takiego, co po kilkutygodniowym odpoczynku, wymianie części osprzętu i właściwym okuciu - nie pozwalałoby bezpiecznie i bez szkody dla zwierząt kontynuować wycieczki. Poza tym, było to w lipcu - i nic nam nie mówi o tym, w jakim stanie konie są aktualnie.

      Nie jest prawdą twierdzenie, jakoby panowie huzarzy gonili po 60 km dziennie. Z ich dziennika (niestety - głównie po węgiersku, mało angielskiego tam jest: http://bakonyiporoszkalok.hu/) wynika, że 22 września byli w Białymstoku, a 10 października w Lublinie. Gdyby gnali po 60 km dziennie, jak to pani Basha podaje - to by już byli na granicy słowacko - węgierskiej, a ewidentnie nie są - zapewne można ich teraz spotkać gdzieś w okolicy Zamościa.

      Jeśli zgłosi się ktoś z okolic Zamościa, Przemyśla lub Rzeszowa, opowie co widział, przedstawi NOWE, aktualne zdjęcia - to będzie merytoryczny głos w dyskusji. Wszystko inne jest zwykłym, nic nie wnoszącym obrzucaniem błotem. Tym bardziej żenującym, jeśli robi to kompletny laik, który nie ma bladego pojęcia o czym pisze - a jesteś, Kiro, laikiem kompletnym, surowym i NIC na ten temat nie masz do powiedzenia.

      Jest to właśnie doskonały przykład na to, na jakie manowce prowadzą moralne odruchy nie poparte śladem rzetelnej wiedzy...

      Usuń
    2. Co ma wiedza do Twoich własnych słów? "Sądzę, że Bratankom - jeśli rzeczywiście są w tej chwili w Polsce - trzeba po prostu pomóc." Może zatem wytłumacz mi, kto ma dbać o to, żeby jego koń NIE miał ran na grzbiecie, kto ma je podkuwać, kto ma się troszczyć o ich wypoczynek? Czy aby nie właściciele? Kiedy widzisz zaniedbane dziecko, to krytykujesz tych, którzy do tego zaniedbania dopuścili. Podobnie jest ze zwierzętami. Sam fakt, że WTEDY ci panowie dopuścili się takiego zaniedbania swoich wierzchowców, źle o nich świadczy. No chyba że to wśród koniarzy normalka. I że normalnym jest sugestia, że to ktoś inny powinien się tymi końmi zająć - ale bez odbierania ich ich właścicielom. Bo przecież właściciele muszą "dokończyć rajd".

      Usuń
    3. Tego rodzaju rany na grzbiecie to nic niezwykłego - powstają bardzo łatwo i z lada powodu. Bynajmniej nie świadczy to o jakimkolwiek zaniedbaniu ze strony pp. Csepina i Bako, a tylko i wyłącznie o tym, że powinni odpocząć. Również odłamanie kopyta to bynajmniej nie jest żaden dowód na zaniedbanie z ich strony: takie rzeczy po prostu czasem się zdarzają.

      Panowie potrzebują pomocy w tym sensie, że jeśli mają odpoczywać - to ktoś musi im udostępnić niezbędną do tego celu infrastrukturę: stajnię, a przynajmniej - ogrodzony wybieg dla koni i jakiś kąt do spania dla nich. Bynajmniej nie twierdzę, że ma to robić za darmo! Aczkolwiek jest przyjętym zwyczajem wśród koniarzy, że innym koniarzom w drodze - nie liczy się w takich sytuacjach więcej niż za zwrot kosztów.

      Rany grzbiecie bardzo łatwo mogły powstać jeśli panowie wśród z natury chłodnych i niegościnnych Skandynawów - po prostu: nie znaleźli przez kilka dni miejsca na odpoczynek dla koni... Wiemy z ich strony, że mieli problem ze znalezieniem chętnego, który by ich przewiózł do Finlandii - nie z braku instytucji, bo tych w Szwecji pełno, tylko dlatego, że nikt nie chciał z nimi w ogóle rozmawiać... Natomiast o okolicznościach ich "aresztowania" nic nie wiadomo, bo ta część zapisków jest wciąż tylko po węgiersku - może ktoś przetłumaczy?

      Jak chodzi o kopyta, to nie jest wcale rzeczą łatwą znaleźć dobrego kowala - ortopedę w obcym kraju. Byle podkuwacz sobie z tym nie poradzi.

      W każdym razie: i problem grzbietów i problem kopyt - został z pewnością rozwiązany, gdyż gdyby tak nie było i gdyby szwedzka weterynarz (której jak psu ostatniemu nie wierzę!!!) miała rację - to te konie padłyby już dawno temu...

      Usuń
    4. Dziękuję za wyjaśnienie. Teraz zaczynam się zastanawiać, czy może nie przesadziłam. Ci panowie to nie bydlaki. Niemniej egoiści i to niezbyt mądrzy - z całą pewnością. Kiedyś, kiedy nie było lepszego środka transportu, długa i męcząca (dla zwierzęcia) jazda była czymś zupełnie naturalnym. Ale narażanie w XXI wieku zdrowia zwierzęcia dla swojej ambicji, niezdolność do zapewnienia mu podstawowej opieki, nie odpuszczenie rajdu pomimo iż zalecany był dłuższy wypoczynek (jak czytamy w tekście, panowie złamali słowo, że nie wsiądą na końskie grzbiety, etc) wydają mi się... noo, powiedzmy, że paskudne. Ale może dla Ciebie jest to normalne, nie wiem.

      Usuń
    5. Panowie postąpili dokładnie tak, jak każdy inny kawalerzysta postąpiłby na ich miejscu - czyli, z fantazją. Nie jest to może mądre, ale kto powiedział, że wszyscy zaraz muszą być mądrzy..? Jak mawiał mój znajomy pilot (zresztą, zapalony westowiec): "pilotowi szabla jest potrzebna tak, jak ułanowi rozum". Huzarom rozum też nie jest do niczego absolutnie potrzebny!

      I jest to właśnie: jak najbardziej zgodne z etosem, tradycją i oczekiwaniem społecznym. I bardzo dobrze, że duch w narodzie nie ginie. To się jeszcze może kiedyś ewolucyjnie przydać...

      Usuń
    6. Duch w narodzie = bezmyślność i totalny egoizm??? Aaahaaaa.

      Usuń
    7. Bezmyślność to gapienie się w TV, a nie rajd pod koło podbiegunowe, nawet za koszt obtarć swoich i wierzchowca.

      Egoizm to wywyższanie się cudzym kosztem na internetowych forach, dowartościowanie swojego ego przez pryzmat czyichś niepowodzeń, gdy samemu się siedzi w kapciach i pierdzi w stołek.

      Wyprawa przez pół Europy, gdzie koń raz w życiu może poczuć namiastkę prawdziwej wolności nie jest egoizmem, jest kwintesencją jeździectwa, nawet kosztem ułamanego fragmentu kopyta.

      Usuń
    8. Anonimowy, nie rozumiesz znaczenia popularnych - jak wydawałoby się - słów. Wywyższanie się cudzym kosztem nie ma nic wspólnego z egoizmem. Za to dużo z pychą.

      Egoizm to dosłownie totalne skupianie się na sobie (ego-izm). A w znaczeniu potocznym - olewanie cudzych potrzeb. Ci panowie jak najbardziej olali potrzeby swoich koni. Bo "mieli fantazję". Tylko ile jest warta taka bezmyślna fantazja? Nie oszukujmy się, żadne dobro z tego nie powstanie.

      Oczywiście można spełniać swoje marzenia, czemu nie, ale nie udawajmy, że jest w tym coś więcej. Ot, wielka wyprawa - ale żaden moralny wyczyn. Uwznioślanie takich "fantazji" śmieszy mnie, gdyż równie dobrze można by zachwycać się piratem drogowym, który bezpiecznie przejechał przez miasto przy maksymalnej prędkości swojego wozu. A ci nudni kierowcy pomstują na niego - ciekawe, dlaczego? :) Tak samo Ty robisz. Usprawiedliwiasz egoizm i niedojrzałość.

      A już tekst o jednorazowym przeżywaniu wolności rozwalił mnie. ŻENUJĄCE. O jakiej wolności można mówić, gdy pan każe jechać wierzchowcowi podług swojej woli?

      Niektórzy nie powinni mieć zwierząt. Żadnych...

      Usuń
    9. PS. A propos pychy - czy sam się przypadkiem nie wywyższasz, pisząc pogardliwie o "pierdzeniu w stołek"? Moim zdaniem lepiej siedzieć na tyłku i nie czynić zła, niż spełniać swoje fantazje cudzym kosztem.

      Usuń
    10. I kto to pisze..?! Czy aby nie ktoś, kto "siedzącym na tyłku" i "nie czyniącym" odmawiał prawa do wszelkiej moralności..?

      Usuń
    11. Obojętność też może być złem.

      Usuń
    12. Koń, który podąża według woli Pana jest koniem najszczęśliwszym. Wbij sobie do pały, że koń to stworzenie stworzone by służyć. Służbę ma w swej psychice i genach zakodowaną przez swojego stwórcę i szczęśliwy być może tylko wtedy, gdy wykonuje czyjeś polecenia i czuje, że ktoś ma nad wszystkim kontrolę. Wyjątkiem jest ogier alfa, ale to inna historia.

      Ale co taki kmiot może o tym wiedzieć, którego kontakt z przyrodą ogranicza się pewnie do chomika w akwarium, albo jeszcze lepiej - srającego do kuwety kota panci i okazjonalnego dotowania schroniska dla psów kwotą 5 PLN.

      Pycha to na takich jak Ty za duże słowo. Wy macie raczej straszny kompleks niższości. Jesteście egoistami, bo swój "system wartości" chcecie narzucać innym, pod hasłem, że "takim ludziom powinno się zabronić tego czy tamtego". To jest egoizm najwyższych lotów, bo WY "wiecie lepiej". Zj...ać do swojego poziomu zasranej, kociej kuwety każdego, który się trochę wybije. Kariera w każdym polskim urzędzie stoi przed Tobą otworem.

      Jesteś egoistką, bo u siebie belki w oku nie widzisz, a wypominać drugiemu pierwsza.

      Zamiast się podniecać cudzą przygodą idź sprawdzić, czy chomik ma sucho w akwarium, zmień tą śmierdzącą kuwetę i lekcje odrób.

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    14. A co do mnie, to nie mam sobie czego wypominać, jeśli chodzi o opiekę nad zwierzętami. Tak więc - kulą w płot. :)))))

      Usuń
    15. Uuu, nie ma zgody. Póki co nikt o zgodę gimbusów nie pyta, tylko wsiada i jedzie. A jak by się to miało zmienić, to chyba już ludzie nie wytrzymają ... i na drzewach zamiast liści będą wisieć socjaliści.

      Z wami nie ma dyskusji, do was się strzela.

      Usuń
    16. Gwoli ścisłości i nauki: nie ma takiego bytu jak "ogier alfa". Po pierwsze - ogier w tabunie jest tylko jeden, więc takie oznaczenie jest kompletnie od czapy, bo nie ma "ogiera beta". Po drugie - stadem rządzi "klacz alfa", która dominuje nad "klaczą beta", ta nad "klaczą gamma" i tak dalej, i tak dalej...

      Usuń
    17. Są w stadzie inne ogiery, końska młodzież, które nieraz w naturze coś nawet pukną i zapłodnią. Taka młodzież później jest wydalana ze stada przez samca alfę lub jeden z nich przejmuje kontrolę i staje się nowym alfą.

      Klacz alfa rządzi stadem, ale ogierowi daje się przestawiać. Co więcej, klacz alfa jest wiecznie zestresowana i raczej nieszczęśliwa. Niedojada, zaniedbuje swoje źrebaki, bo ciągle ma baczenie na całe stado. Zwykle z ulgą przyjmuje pojawienie się nowej alfy, kiedy może poświęcić się macierzyństwu i spokojnemu relatywnie gryzieniu trawy - dopiero wtedy osiąga szczęście, gdy już kto inny zaczyna za nią się martwić. Takie są przynajmniej moje obserwacje w tej materii.

      Usuń
    18. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    19. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    20. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    21. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    22. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    23. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    24. PS. Nie zamierzam dłużej kontynuować tej pyskówki, bo do niczego nie dojdziemy. Jak już kiedyś napisałam, z pewnymi ludźmi da się "dyskutować" wyłącznie za pomocą bata.

      Usuń
    25. Uprzedzałem, że miłosierdzia nie będzie...

      @ Anonimowy

      Tak, jak piszesz, może się dziać tylko w stadzie stworzonym przez człowieka i zamkniętym na ograniczonej przestrzeni. W naturze ogier wypędza ze stada całe swoje potomstwo gdy tylko osiągnie ono dojrzałość płciową - młode klaczki dołączają do innych tabunów, a młode ogierki tworzą luźne, wyłącznie męskie grupki, nieustannie się ze sobą bijąc i ćwicząc w ten sposób przed rzuceniem wyzwania któremuś ze stadników...

      Natomiast co do klaczy alfa: faktycznie, mało śpi (co czasem daje nader pocieszne efekty...) - ale z tą "satysfakcją" z utraty dominującej pozycji, to musiał Ci się jakiś wyjątkowo nieudany egzemplarz trafić. Klacze TEŻ WALCZĄ o przywództwo w grupie - i te walki potrafią być wcale nie mniej brutalne od walk ogierów (jakkolwiek, zwykle trwają krócej jak chodzi o samo starcie na zęby i kopyta - ale za to, ile jest przedtem intryg, formowania sojuszy, wzajemnych podchodów...).

      Bardzo pouczająca może być w tym względzie wizyta w Popielnie i rozmowa z p. prof. Jaworskim. Ma on dość dokładne statystyki dla wszystkich tabunów jakie kiedykolwiek istniały na terenie rezerwatu. O ile dobrze pamiętam, średni czas "panowania" ogiera stadnego, to nieco krócej niż dziesięciolecie - a klacze alfa z powodzeniem biją ten wynik dwukrotnie! Zatem - zajęcie tej pozycji musi się jednak opłacać klaczy...

      Usuń
    26. Nie wiem, czy miała satysfakcję, ale zmieniła się o 180 stopni, zrobiła się nagle spokojna, bardziej skora do pieszczot i taka pogodna. Inna sprawa, że ustąpiła miejsce córce, z którą była bardzo zżyta - nie widziałem żadnych walk i intryg między nimi. Przejęcie buławy miało charakter bardzo naturalny i stopniowy. W cztery lata po tym fakcie seniorita padła na wylew w wieku 26 lat.

      Myślę, że miała w tym "interes". Wysforowała na alfę swoją córkę, z którą się trzymała cały czas. Dzięki temu pozostała betą pod parasolem córki alfy. Gdyby inna klacz wyczuła jej słabość, starość i podjęła wyzwanie - mogłaby upaść znacznie niżej.

      Z ogierami nie będę się upierał, bo to jest kwestia definicji pojęć. W sensie co jest ogierem, a co nie. Czy stado ogierów to stado czy nie stado, etc.

      Usuń
    27. Nasza dawna alfa padła w zeszłym roku, w grudniu - i to głównie chyba z przyczyn natury psychologicznej: raz, że mieliśmy wtedy w pensjonacie grupę bardzo niesfornych, źle wychowanych wałachów, nad którymi nie udało się jej zapanować (o ile ogiery zawsze podchodzą do klaczy z szacunkiem, o tyle u wałachów - różnie z tym bywa...), a dwa - wcześniej padł jej przyjaciel, z którym przez 18 lat jadła z jednego żłobu. Co zresztą, też było ciekawe: przyjaciel ów, wałach bardzo już wiekowy, miał najniższą pozycję w stadzie - ale dzięki przyjaźni z alfą, żyło mu się znośnie: to ona dbała o to, aby mógł się najeść, napić i wypocząć! Po jego śmierci - straciła ochotę do życia i choć wyleczyliśmy ją z fizycznych dolegliwości, których się nabawiła - nie odzyskała już wigoru...

      Teraz jej następczynią została Melesugun, która próbowała walczyć o tę pozycję już 4 lata temu - ale wtedy przegrała. I, muszę powiedzieć, że choć jest jak na alfę młoda, ma ledwo 7 lat - to radzi sobie całkiem, całkiem...

      Usuń
    28. Zauważyłeś Jacku jak często była pozycja Wielkiego Strasznego Zwierza "podważana" czy też wyzywana? To w przypadku Twojego stada było 4 lata temu, czyli nie ma tak, że konie non stop próbują sprawdzić czy alfa cały czas jest alfą?

      Usuń
    29. Po tym, jak sprawa się wyjaśniła pomiędzy naszymi końmi - dopiero po zmianie składu stada i dołączeniu koni pensjonatowych.

      Usuń
  3. Egoizm i lekkie podejście zarówno do własnego, jak i cudzego życia - to cechy pozytywnie selekcjonowane przez dobór płciowy. Innymi słowy: kobiety takich właśnie mężczyzn chcą i pożądają - zapytajcie zresztą Wojtka, on to lepiej wyjaśni...

    Po coś tak to Matka Natura ustawiła, czyż nie..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy jednak wyszli poza moralność małego dziecka.

      Usuń
    2. Nie mieszajmy moralności do zwykłego bladźstwa! - jak by powiedział porucznik Rżewski do Nataszy.

      Panowie udowodnili, że w żyłach płynie im testosteron, lekko tylko rozcieńczony krwią.

      Normalni mężczyźni powinni ich podziwiać i zazdrościć.

      Normalne kobiety - omdlewać z pożądania.

      A co tam sobie burczą pod nosem malkontenci..? A kogo to, koniec końców - obchodzi..?

      Usuń
    3. Matka natura nie jst głupia - takie typy z puli genetycznej zazwyczaj wykluczają się same. A ja nienormalna jestem, bo ci 2 huzarzy zdecydowanie mnie nie pociągają. Jeszcze pytanie, Ty, co tak tu przeżywasz na blogu, kiedy coś nie tak jest z Twoimi zwiarzakami, wypowiadasz się dość lekko na temat tych dwóch rumaków węgierskichi ich stanu zdrowia. Swoim koniom byś to zrobił?

      Usuń
    4. Boska Wola, mylisz normalność z miernością.

      Usuń
    5. @ Agniecha

      Pewnie, że moim koniom bym tego nie zrobił. Ale czy ja kiedykolwiek pretendowałem do roli "samca alfa"? Intelektualistą polskim jestem i nic co intelektualne nie jest mi obce!

      Skądinąd: mam takie ciche marzenie, co by pewnego dnia polecieć sobie do Aszchabadu, tam wsiąść na pięknego ogiera, w sam raz dla naszych klaczy - i wrócić na nim do domu wierzchem... Które to marzenie raczej się nie spełnie - ale: kto to może wiedzieć..?

      @ Kira

      Normalność = przeciętność = mierność.

      Niczego zatem nie mylę...

      Usuń
    6. Ach te marzenia, też czasem sobie marzę, żeby na jednym z moich przemierzyć nasz kraj i nie tylko.

      Usuń
  4. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach.
    Najszczęśliwsze na świecie pieski to te które śpią na puchowych poduszeczkach, jedzą granulat lub karmę z puszki, a jak pada deszczyk to na spacer wychodzą w płaszczyku przeciwdeszczowym.

    Najszczęśliwsze koniki to te które mieszkają w luksusowych stajenkach z klimatyzacją, a właściciel dosiada ich w wolnej chwili raz na miesiąc.

    Największą tragedią dla "cywilizowanego" turysty jest brak toalety w środku lasu (bo jak ma się niby wypróżnić?)

    Rolnikowi nie wolno sprzedać zsiadłego mleka wyprodukowanego w gospodarstwie aby nie zatruł "cywilizowanego" społeczeństwa. Najzdrowsze są produkty z supermarketu o następującym składzie:

    Np. serek D...o

    twaróg odtłuszczony
    wsad smakowy(woda, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, naturalny aromat waniliowy z innymi naturalnymi aromatami), śmietanka, cukier, skrobia modyfikowana, żelatyna. Z mleka pasteryzowanego.

    Szczyt kobiecych marzeń to wypacykowany w salonie kosmetycznym celebryta z pierwszych stron kolorowych pism.

    największą tragedią jest to że tacy ludzie piastują stanowiska na których mogą decydować o naszym życiu codziennym. Mają tytuły naukowe i wiedzą co dla całej tej ciemnej tłuszczy jest najlepsze.

    Jeśli chodzi o tych dzielnych huzarów to podejrzewam że gdyby ściągnęli spodnie pokazali by na tyłkach podobne obrażenia jak ich konie na grzbietach. Ich przedsięwzięcie dla "cywilizowanego" przedstawiciela "cywilizowanego" świata jest niezrozumiałym bestialstwem, bo przecież panowie huzarzy mogli tę samą wyprawę odbyć w wypasionych terenówkach, i byliby podziwiani za fantazję z powodu swych huzarskich mundurów. :))

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Na koniach sie nie znam, ale kazdy kto mial psa wie (z obserwacji) ze tenze najszczesliwszy jest po wybieganiu sie na zewnatrz, ubloceniu i (czesto tez...) wytarzaniu w łajnie. I jeszcze zeby mial okazje znalezc stara, ochydnie (dla czlowiek) wygladajaca kosc. I ja pogryzc.

      Tylko to tak strasznie niekonweniuje z pieknym dywanem, a kosc z czysta miska i podloga...

      Usuń
  5. @ Kira

    Ostrzegałem. Uparta ignorancja nie będzie tolerowana...

    Ale i druga strona też winna się miarkować. Inwektywy będę wycinał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  6. Jak widać, doszliśmy do momentu, w którym musiał przyjść Wodnik, wziąć ryby za twarz i zaprowadzić porządek w stawie.

    Wojująca ignorancja, która ze swojej moralnej racji czyni sztandar rozgrzeszający ją z potrzeby nabywania elementarnej wiedzy nie będzie na tym blogu tolerowana pod żadną postacią.

    A jak chcecie o tym problemie w szczególności podyskutować - to musicie poczekać, aż specjalnie o tym napiszę. Pewnie już nie dzisiaj, bom zmęczony po całym dniu ciężkiej pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak mylić fakty z ich ocenami. O tych pierwszych zawsze się chętnie douczę. Ale tych drugich mi nie narzucaj.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...